Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teledyski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teledyski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

The Away Days - muzyka ze wschodu


Jeszcze nie zapuszczałam się w te rejony.
Mimo tego, że słucham muzyki gdy jestem szczęśliwa, szukam muzyki gdy jestem smutna.
Znajduję odpowiednie dźwięki.
Ale żeby przypadkiem znaleźć zespół z Turcji grajacy dream pop i shoegaze?
Nie wpadłabym na to, zwłaszcza, że obecnie mam tylko skojarzenie z Sulejmanem, tą rudą Hurrem i Mahidevran. A jak zwykle na wschód patrzę jedynie na muzykę z Australii i Japonii.

Kilka słów bio:
Grupa The Away Days powstała w 2012 roku w Istambule, skład wg. wiki:
Oğuz Can Özen - wokale, gitara,
 Sezer Koç - gitara, bas,
Haktan İlhan - kolejna gitara,
Orkun Atik - klawisze
Ulaş Ozbiçer  perkusja

W ubiegłym roku mieli trasę koncertową po Wielkiej Brytanii
Pierwsze co na myśl przeszło mi, po przesłuchaniu utworu Best Rebellious było: znam to skadś.
I mam pewne wrażenie, że kiedyś przez gatunek i wpływy wylądują na Rojkowym OFFie. W końcu jako inspiracje wymieniaja Ride (tegoroczną gwiazdę) oraz Slowdive ( ubiegłoroczną gwiazdę OFF Festivalu)


Ich muzyka pokazuje nam pewną świadomośc, nie ślepe podążanie za modą, ale też fakt- na wschodzie jest jakaś muzyczna cywilizacja nie ograniczająca się do kałasznikowa, matrioszek czy też dramatycznego zaśpiewu muzułmanów. W wywiadach Oguz(wokalista)  podkreśla, jak trudno jest być  kapelą z Istambułu i zaistnieć w muzyce indie. Która zresztą zdominowana jest przez brytyjskie zespoły.
Sami opisują swoją muzykę jako senną/rozmarzoną  z melodyjnym brzmieniem gitar i wokalu, popartą rytmiczną sekcją perkusyjną i prostym brzmieniem klawiszy.

Bardzo mi się podoba, i to słychać, że w pierwszej linii budują dźwięki a w procesie tworzenia utworu element wokalny i tekstowy jest dopracowywany na końcu.

Także...
Nic, tylko muzyka, i mój ulubiony kawałek:





Źródła/wywiady:
http://www.redbull.com/en/music/stories/1331709082355/turkish-rockers-the-away-days-play-a-stripped-session
http://www.itsallindie.com/2014/04/interview-with-away-days.html
http://www.subba-cultcha.com/features/exclusive-interview-jon-away-days/
https://www.facebook.com/theawaydays

niedziela, 15 lutego 2015

Rae Morris - nigdy nie słyszałam o niej w radiu...a Wy?

Odkrywanie muzyki to bardzo pasjonujące i coraz łatwiejsze zajęcie.
Właściwie to jest największy pożytek z mojego internetu.



RAE MORRIS - angielska muzyczka, kompozytorka, tekściarka, piosenkarka.
Pech? nazywa się tak samo jak makijażystka gwiazd

Debiutuje w tym roku płytą Unguarded jednak na rynku muzycznym jest juz od kilku lat.
Zadebiutowała singlem Don't Go  który został użyty w jednym z odcinków serialu Skins (jeden z najbardziej kultowych seriali dla młodzieży ostatnich lat).
Supportowała takie zespoły jak Bombai Bicycle Club, Toma Odell oraz Georga Ezrę (z tym drugim również zaśpiewała, a u pierwszych występuje gościnnie na albumie So Long, See you Tomorrow ).
Nagrywać zaczęła w wieku 17 lat, a jej debiutancki album został wyprodukowany przez Ariela Rechtshaida (również producent Haim). Obecnie ma 23 lata i coraz bardziej o niej słychać.
Coś mi się dzieje z mózgiem, skoro ostatnio coraz bardziej lubię kobiece wokale.

Przygodę z jej muzyka rozpoczęłam od piosenki "Cold" którą zaśpiewała z brytyjskim muzykiem zwanym Fryars.
Kompozycja rozwija się od delikatnych dźwięków pianina do elektroniki, nie od dziś uwielbiam lekko połamane bity na cztery. Zmienność rytmu i rozwój dźwięków tworzy progresję utworu który można zapętlać i zapętlać. Jak właściwie większość jej piosenek.
Pozostałe utwory należą do gatunku delikatnego, melodyjnego popu z elementami elektroniki i pianina. Oddzielnymi elementami są wysmakowane teledyski, które dopełniają swoimi obrazami porywającą muzykę.
Bardzo eterycznym i wykorzystującym delikatną urodę Rae Morris jest video do Skin - gdzie artystka w początku śpiewa ucharakteryzowana na popiersie antycznej rzeźby. Biel, czerń, płótno, ciało.
Jeden z najlepszych zmysłowych teledysków jakie widziałam w ostatnim czasie.
Taniec i charakter artystki kojarzą mi się z Kate Bush.
Skojarzenie z Boską Kate miałam również przy piosence Under the shadows gdzie rytm melodii jest bardzo podobny do "Running Up That Hill" a video też ma znamiona inspiracji K.B. - jak sama artystka przyznaje, obok Kate inspiruje ją też Feist i PJ Harvey.

Koncert najbliżej Polski? Berlin - 19 kwietnia.
w Polsce? Brak informacji, ale nie mogłabym się doczekać :)

Źródła:

Wywiad w The Independent : Tu

sobota, 17 stycznia 2015

Muzyka na dziś jutro i jeszcze dłużej: Vaults


VAULTS



O nich chciałam napisać już dawno, a chcę zdążyć, nim będzie głośno ponieważ użyczają swojego utworu do ścieżki dźwiękowej ekranizacji pewnej podobno skandalizującej książki dla gospodyń domowych (będzie to utwór "Where You Belong").

Niesamowicie zmysłowy (nawet mnie, zdecydowaną wielbicielkę męskich głosów) wokal kobiecy,
specyficzna rytmika odwołująca się do d&b i elektroniki. Wręcz hipnotyczne dźwięki i jak widzę po relacjach z coraz większej liczby koncertów (grają support przed koncertami Paolo Nutini) świetne stroje i charyzma wokalistki. Często zaskakujące połączenia dźwięków i sampli stanowią jednak spójną całość. Właściwie dla mnie zostali mistrzami przejść w utworach. 
Odniosą niesamowity sukces a ja będę stać w pierwszym rzędzie i będę maniakalnie namawiać znajomych na koncert.
Jak strasznie trudno znaleźć jakieś konkretne informacje na temat zespołu! te internety.. Na szczęście udzielają już wywiadów.
Pierwszy ich singiel (piosenka?) pojawił się 9 sierpnia 2013 r. - Cry No More.  Rozpoczyna się wibrującymi dźwiękami czy to dzwonków, czy cymbałków wraz z rytmem wyznaczanym przez akordy pianina przechodząc w głęboko zaznaczoną basami mantrę. Właściwie ten spokój, jednak nie monotonny dominuje w ich utworach. 
. (jest jeszcze inny zespół o tej nazwie - bardziej rockowy, ale nie o to nie o to..)
Wiadomo, że są triem z Londynu, powstali 3 lata temu (w 2011 r.) 
Blythe - śpiew, klawisze
Barney - perkusja
Ben - bas

Barney z Benem spotkali się na uniwersytecie i eksperymentowali z muzyką klubową i innymi projektami. Poźniej poznali Blythe i w pewnej knajpeczce uznali, że zakładają zespół.
Jako inspiracje wymieniają: PJ Harvey i Kate Bush a także Alt-J.

Ich EP została wydana 23 listopada 2014 r.
Jest to najlepsza muzyka do budzenia się rano, do zbierania motywacji i energii. 

Źródło:
Vaults Inverview

Co wrzucę do słuchania? Tytułowy utwór ich epki:
Vultures 



wtorek, 19 sierpnia 2014

Moim życiem, także muzycznym rządzi przypadek.

Wchodzę w melancholijne, hipnotyzujące dźwięki.
Ile można słuchać Teardrop, ile można powtarzać ulubione piosenki?
Nadchodzi ten moment, kiedy muzyka w radiu drażni, jakąkolwiek stację się nie włączy słyszało się każdy utwór miliony razy (o ile nadawał się do słuchania). Prezencje drażnią.
Więc bawię się myszką i skaczę na YT niczym pilotem z utworu na utwór, z filmu na pokrewny.
i znajduje.. pokłady dobrej muzyki....
W rejony pełne szklanych zwierząt przyciągnęła mnie najpierw muzyka, a później plastelinowe teledyski pełne kolorów. O takich:


Glass Animals to zespół grający też indie rock (ciekawe... raczej bym tego tak nie zakwalifikowała, miałam skojarzenia z Massive Attack prędzej) z Oxfordu. Pod ich projektem podpisuje się współpracujący dotychczas między innymi z Adele, FATM, Plan B - Paul Epworth.
W skład grupy wchodzą; Dave Bayley, Drew MacFarlane Edmund Irwin-Singer i Joe Seaward którzy znają się od dzieciństwa/ Współprace muzyczną rozpoczęli w 2010 r. co zakończyło się stworzeniem EP "Leaflings EP"
Co mi niesamowicie podchodzi to część rytmiczna, nie jest to nierówna, rozbudowana perkusja a jakby grane na pojedynczym bębnie dźwięki uzupełniane o inne elementy perkusyjne (co słychać w Pools). Rowneiz nie stronią od wręcz standardowej elektroniki. Czysty Independent Rock? Nie sądzę, za mało rocka...
Chętnie pobujałabym się do tej muzyki na imprezie.
W lutym 2014 roku grupa wydała płytę ZABA (żaba?hihihi)

A to dwa utwory(oczywiście, że jeden jest animowany- plastelinowy)
pierwszy brzmi jak połączenie rytmu Teardrop z Kristenem Linderem.



A drugi...
to taka mała zapowiedź, czego można spodziewać się na koncercie w Warszawie :)


W POLSCE GRAJĄ W LISTOPADZIE (BASEN dnia 20.11.2014) 



Ps. dzisiaj Gerard Way wrzucił na swój YT singiel.... podpisuję się rękami i nogami pod jednym z postów który brzmi: "Back to MCR!".
Dodatkowo: jest tak przesterowany w tej piosence (No Shows) że juz na 100% wiadomo, że jednak facet śpiewać nie umie. Szkoda. 

sobota, 9 sierpnia 2014

Hopium - zostałam zaczarowana




KIM ONI SĄ?
Wiem tylko, że w piosence Dreamer głosu użycza Phoebe Liu która opuściła (niestety) Snakadaktal.
Wiem tylko, że nagrywali w Melbourne...
Wiem, że są z Australii.
Wiem, że ich kip do "CUT" stworzył Yoav Lester, Chris Mitchell i Floating World Films, Ribal &Gil

wiem, że żeby dostać się na ich stronę internetową trzeba wpisać w wyszukiwarkę http://hopium.voyage/

Jest to duet grający muzykę elektroniczną,
Ale kim są Muzycy?
bo George Sand i Acton Bell brzmi to jak jedynie pseudonimy.
Grali na pewno w jakiś innych grupach muzycznych.
Czekam z niecierpliwością na rozwój.
i zbieram do kupy wrażenia z ubiegłotygodniowego Offa.

Wygrał z Openerem? Podejrzewam, że tak.
ale zrobię kompilację moich trzech festiwali: Offa Openera i Orendźa.
O.o.o?

Tymczasem muzyka! Jedyne, do tej pory, ale już dwa kawałki Hopium




poniedziałek, 2 czerwca 2014

Sam Brookes - dla uspokojenia umysłu



Pewnego razu (dzisiaj) bardzo zmęczona >ja< usiadłam wieczorem, po całkowicie ciężkim i kwasowo-dziwnym dniu nabuzowana negatywnymi emocjami. I jak zwykle zaczęłam przeglądać internety w poszukiwaniu dobrej muzyki, która uspokoi...
i trafiłam tutaj, na całkowicie świeży remix od Phaeleh piosenki Numb - Sam Brookes

I to był strzał w dziesiątkę, odgonił moje zmęczenie.
Ale nie byłabym sobą, nie sprawdzając oryginału, i to było jeszcze lepsze ! Ponad pięciominutowy teledysk w brunatnych jasnych kolorach, oszczędny w formie, delikatny i odrobinę samotny, plus miękki uspokajający przenikający się z dźwiękami gitary, głos wokalisty. 
Niesamowicie czysty głos z lekkimi zagraniami jak to nazywam "osobistych chórków".
Mogłabym oglądać bez końca.

Sam Brookes tworzy i mieszka obecnie w Londynie  Wśród swoich inspiracji wymieni\a: Joni Mitchell , szkocki muzyk folkowy Bert Jansch, gitarzysta Davy Graham, a także Joni Mitchell. Ich wpływy przebrzmiewają w lekkim folkowym, surowym brzmieniu gitary, jednak Sam nie ogranicza się do folku (brał udział w nagrywaniu singla Basement Jaxx)
Koncertuje - a jakże! chociaż spodziewam się, że obecna jego muzyka (płyta Kairos wyszła w marcu tego roku) pozwoli mu wybić się poza Wyspy Brytyjskie. Faktycznie starsze kawałki ( np. In Weeks czy Breath me In ) brzmią dla mnie zbyt "country" jednak nadal są przyjemne dla ucha i kwalifikuje je do playlisty "autostradowej" do słuchania w aucie i przyciskania pedału gazu.
Obecny album jest drugi w jego karierze i mam wrażenie, że lepiej wykorzystuje swoje możliwości wokalne. 

Ach! i właśnie to znalazłam, skojarzyło mi się, że jego głos ma podobną barwę (sic!) do wokalistki z London Grammar i bardzo proszę, świeżutkie bo z wczoraj: Bardzo ciekawe podejście do utworu jednego z moich ostatnio ulubionych zespołów. 



Ciekawe czy doczekam się jego koncertu u nas czy będę musiała frunąć do Londynu? Niesamowicie przyciąga mnie barwą głosu . Słucham do snu.


Źródłą:
zdjęcie z oficjalnej strony Sam Brookes
Youtube



niedziela, 11 maja 2014

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce...

....działy się dziwne rzeczy
W stacjach muzycznych grała muzyka, w dziecięcych leciały seriale familijne i bajki, były bloki dla dzieci młodszych starszych i dorosłych. Były programy podróżnicze i czytała Krystyna Czubówna.
W sporcie pokazywano piłkę nożną i ogólnie człowiek się cieszył i dziwił jak było coś innego...
Dużo było o Papieżu, dużo o polityce i aferach.
Kręcono komedie zwane później "kultowymi" których jako dziecko nie mogłam oglądać ale i tak każdy jakimś cudem w końcu trafiał na film...
W takich to czasach ktoś mądry wymyślił, aby wszelkie gatunki, podgatunki wsadzić do jednego cyklu.
Unplugged - bez wtyczki (bez prądu) - idea prosta: muzycy grali przy akompaniamencie wyłącznie na instrumentach nie wymagających podłączania do prądu.
Nastrojowe oświetlenie i bardzo "klubowo- intymny" klimat dawały niesamowite efekty.

Sama koncepcja jest dosłownie "tak stara jak Elvis i Beatles" : Grywali oni w studio rejestrowane koncerty przy dokładnie takim akompaniamencie (plus wrzaski rozhisteryzowanych fanek). Pod koniec lat 70 i w latach 80 nagrany został w formie filmów pełnometrażowych projekt brytyjskiej Amnesty International "The Secret Policeman's Ball" z 1979 r. oraz jego następne wersje  np. "The Secret Policeman's Other Ball" z 1982 r.
Występowali w nim muzycy, grając właśnie  w stylu unplugged . Byli to między innymi: Sting, Phill Collins, Bob Gedolf i Bono. Wystąpili w pierwszej części TSPB którą wyreżyserował jeden z Monthy Pythonów John Cleese.
W kolejnych wersjach zagrali, oprócz wyżej wymienionych, również z bardziej nam znanych: Eric Clapton, Rowan Atkinson, Pete Townshend (z The Who), Donovan,  i inni twórcy Monthy Python.
Znalazłam też wersję Amerykańską link Tu.

(Filmy te odkryłam szukając materiałów do tego tematu i muszę zobaczyć, dlatego na ich temat jeszcze się nie wypowiem, chociaż to co przeczytałam zwiastuje coś naprawdę dobrego)

Pierwszym występem zarejestrowanym 31 października 1989 r. był występ brytyjskiej grupy pop Squeeze.

A potem pomysł chwycił jeszcze bardziej, występowały zarówno grupy brytyjskie jak i amerykańskie.
Idea pozostała ta sama, jednak wprowadzane były urozmaicenia takie jak zapraszanie gości czy też granie coverów innych artystów (co bardzo ładnie zostało połączone w Angeleine przy Hey Unplugged z gościnnym "głosem" Agnieszki Chylińskiej).


Nagrania były ważne były też pod innym względem:
W przypadku koncertu Nirvany w listopadzie 1993 r był to ich ostatni zarejestrowany występ przed tragiczną śmiercią Kurta Cobaina. Pierwszy raz też tam został wykonany cover, w tym przypadku Davida Bowiego "The Man who Sold the World"


Podobnie było, gdy Layne Staley zagrał z Alice In Chains swój ostatni wspólny koncert - właśnie przy Unplugged. Muzyk uzależniony wtedy już poważnie od narkotyków dał niesamowicie przejmujący występ a ta wersja Nutshell zawsze doprowadza mnie do odrętwienia i wytrąca z równowagi gdziekolwiek bym nie była. Jest to równocześnie moje najbardziej ukochane, zakatowane DVD ever.

Ach no i Pearl Jam, przecudownie przecudowne też jedno z moich ulubionych.

Na początku było to typowo gitarowe granie ( w końcu powstało równolegle z Grunge), jednak w późniejszym okresie do grona Unplugged dołączyli Shakira, Jay-Z i inni artyści. Nie można było tylko skupiać się na anglojęzycznych wykonawcach i lista zaczęła się poszerzać również o inne nacje.
Pierwszy koncert w Polsce, który odbył się pod szyldem MTV Unplugged, nagrała Kayah (był to pierwszy tego typu projekt w Europie Środkowo-Wschodniej) - był to 26 listopada 2006 r. Album został wydany jako pierszy pod szyldem Kayaxu
Kolejne koncerty polskich wykonawców:
- już wcześniej wspomniany Hey (wrzesień 2007)
- Wilki w lutym  roku 2009 z gościnnym udziałem Kasi Kowalskiej,
- Kult również we wrześniu  roku 2010
Obecnie nie mogę znaleźć, czy szykowane jest kolejne nagranie z tej serii, czy może pomysł u nas padł, a może MTV nie wie kogo zaprosić? Szkoda że już nie stare Myslovitz... szkoda...
Ostatnie nagranie w serii MTV to Miley Cyrus, pominę milczeniem.
Wcześniej w 2013 jedno: Scorpions - ok, jest lepiej.
ale na dobranoc polecam Florence and The Machine i jej akustyczne wersje piosenek.
Piszę przy świecach żeby stworzyć sobie klimat. już po odsłuchaniu Koncertów:\
Pearl Jam
Annie Lennox
Alice in Chains
Lykke Li
a teraz Flo


Źródła:
Wiki
Consequence of sound
History.com

środa, 16 kwietnia 2014

Zabijanie dobrej muzyki...


Mój brat, a wcześniej współlokatorki wiedzą najlepiej, że słucham do znudzenia dobrych piosenek. Szperając po YT, po Lastfm po innych stronach (na razie wystrzegam się Spotify ale pewnie niedługo się przełamię) często znajduję oryginalną muzykę. W ten sposób dotarłam jeszcze długo przed nazwaniem utworów hitami do kilku obecnie niesamowicie spopularyzowanych artystów. Nie chce w ten sposób pokazać, że udaje mi się przewidzieć modę na daną piosenkę, ale że pewien urok muzyki jest powalający a każda z nich została wręcz grana do obrzydzenia przez stacje radiowe. Tylko te, które lubię.

1. Gotye - jako zespół zainteresowanie wzbudził głosem, faktycznie nieco przypominającym manierę Stinga, ale katowałam nie sztandarową piosenkę z Kimbrą,ale Heart a Mess i Eyes Wide Open które są świetne pod względem animacji oraz muzycznie nastrojowe. Piosenkę Somebody that I used to know również, z całą płytą Making Mirros, zdarłam praktycznie.
Somebodyyyy
 That i Used to knoooow.
(plumkanie) praktycznie leciało w każdej stacji radiowej, od Trójki do RMFu nie licząc ilości odtworzeń na godzinę, przeróbek i parodii wałkowanych na wallu FB lub wszelkich kwejkach i wykopach. Piosenka w którymś momencie zaczęła wręcz boleć. Teraz typowym zachowaniem przy usłyszeniu jest "o jak dawno tego nie było" i stała się muzyką tła.


2. Hurts - Wonderful Life -  prosta bardzo melodyjna piosenka nagrana z użyciem syntezatora i bardzo charakterystycznego, czystego głosu Theo Hutchcraft. Ujął mnie teledysk, który mógłby być właściwie nagrany z minimum nakładów. Nowsza jego wersja odwoływała się do wizerunku tancerki widocznej na zdjęciu tonącym w basenie. Po tysięcznym odsłuchaniu w radiu.... NUDA. Jednak koncertowo Hurts grają niesamowicie stylowo, oszczędnie i miałam wrażenie że bardzo, ale to bardzo poważnie. (I te latające białe róże .. Taxido!) jedyna słuszna starsza wersja:

3. Of Monsters and Men - Little Talks - świetny, melodyjny głos wokalistki przeplatany z lekko zachrypniętym głosem męskim które cudownie się uzupełniają Hej! Zespół prosto z Islandii także i uroda taka Islandzka i dominujące kolory takie islandzkie
Bardzo oryginalnie zrobiony teledysk o podróży pod dowództwe magicznej królewny? Hej! Dużo potworów wyglądających jak wycięte z papieru, Hej!
Śledzę ich poczynania do dziś, brzmią lekko folkowo i idealna muzyka do jazdy samochodem, biegania, z taką wewnętrzną energią. no to Hej!



4. Dawid Podsiadło 4:30 - piosenka promująca ekranizację książki A. Kamińskiego Kamienie na szaniec
w ciągu ostatnich kilku tygodni zakatowana wręcz na śmierć!
Spokojna, niezbyt trudna melodia zagrana na gitarze, ciepły głos wokalisty no i do znudzenia, ponieważ ostatnie tygodnie były jakby w trakcie promowania filmu potrafiła kończyć się na jednej stacji a zaczynać na innej, słychać ją było w centrum handlowym i w tv, słychać ją było wszędzie.
Zabili go i uciekł.




Chciałabym życzyć muzyce popularności, dobrej zwłaszcza, ale patrząc, jak do przesady można obrzydzić wręcz pewne dźwięki do znudzenia grając w kółko i w kółko, to chyba się wstrzymuję. Co prawda nie wiem jakimi ścieżkami jest dobierana taka lista utworów ale na pewno kiedyś się dowiem.
Jest jeszcze kilka zakatowanych piosenek, których fenomenu nie rozumiem, albo nie są one na tyle dobre moim zdaniem, aby je opisywać. Powyższe to tylko przykłady. Oczywiście swoich ukochanych Editorsów i Ton of Love nadal słucham. NAMIĘTNIE.

a tak poza tym:
To już rok jak istnieje Blog!
przewinęło się trochę rzeczy . Ale nie sądziłam, że tyle przyjemności sprawi mi pisanie o kulturze a nie tylko o sobie.
Z założenia blogiem określam, kim jestem, co było w tekście otwierającym o Tu
Człowiek jest bardziej złożony niż myślał,  zakończyłam w naturalny sposób temat ogólny i lifestylowy i skupiam się coraz bardziej na muzyce, książkach i festiwalach. W kuchni nieco się opuściłam również, ale to kładę na karb nie ma komu jeść.
Co prawda wyszło, że jeżeli się zapowiadam na jakieś wydarzenie, to totalnie mi nie wychodzi (gwiazdy na niebie i sytuacje na Ziemi są przeciwko!).
Nie robię żadnych postanowień, post nie jest żadnym marginesem bo rocznica była 5 dni temu.
Dopingujcie jak dopingowaliście, pozdrawiam khe khe khe z łóżka.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Gem Club - Incredibly Sadness

Nieznane są ścieżki poznawania, po cudownym koncercie Ólafura Arnaldsa trafiła mi się całkiem przypadkiem muzyka w iście skandynawsko- islandzkim klimacie.

okładka In Roses

Mroźne dźwięki, ciężki, wręcz żałobny fortepian, brak lub bardzo niewiele sekcji rytmicznej powtarzająca się linia wiolonczeli i przejmujący głos. Do tej pory powstały dwie płyty w podobnym, depresyjnym i nieszczęśliwym klimacie.
Tym poszczycić może się amerykański zespół Gem Club w składzie: Christopher Barnes (wokal, pianino/keyboard) , Kristen Drymala (wiolonczela), Ieva Berberian (drugi wokal na drugiej płycie). Historia zespołu zaczęła się od solowego projektu pianisty Christophera Barnesa który napotkał na swojej drodze Kristen Drymala. Rozpoczęli bardzo owocną współpracę zwieńczoną pierwsza płytą Breakers z 2011 r. 
Utwór tytułowy nieco przypomina mi wcześniejsze dokonania M83, być może przez spokojny głos wokalisty. Jednak bardziej przypadł mi do gustu Animals.


Im dłużej się słucha tej muzyki tym przestrzeń jest ciaśniejsza, mroczniejsza a jednocześnie pełna tęsknoty i ciepła aż do utraty tchu.
Dźwięki są niesamowicie uspokajające ale nie w ten dobry sposób, powodują zaszywanie się we własnej głowie, wypełnianie jej po brzegi czarnością. Jak dobrze, że nie ma jesieni....
Druga płyta In Roses pachnie jeszcze nowością, bo została wydana już w lutym tego roku. I z tego krążka pochodzą pierwsze stworzone przez nich dźwięki, które dotarły do moich uszu:
Właściwie po usłyszeniu - Polly z  nie wiedziałam co mnie bardziej przeszyło: przejmujące teledysk czy muzyka? Widea ocierają się o turpizm i nie pokazują idealnych ludzi. Porównałam to również 252 i Twins. 


A tekst tej piosenki mnie zmiażdżył...

Just your touch could cure my lonesome blood.
You let go of everything you had.
And everything got left here,
Waiting for what comes next.
The state of things is tied to me.

Cudowne odkrycie!


Źródła/dodatkowe informacje:

wtorek, 3 grudnia 2013

Jaymes Young

Jaymes Young - i pierwsza jego piosenka którą usłyszałam - Two More Minutes


Dzisiaj kolejna odsłona z moich poszukiwań muzycznych:

Jaymes Young - amerykański muzyk, to co mnie zachwyciło to jego głos, nie pretensjonalny,  o niecodziennej, specyficznej barwie W niektórych piosenkach niedaleko mu do barwy Michaela Buble.
Niewiele wiadomo o nim samym. Internet nie udostępnia jeszcze takich informacji.
Ten  21(22-23)*  latek  urodził się w Seattle obecnie mieszka w Los Angeles,  Jego pierwszy album zostanie wydany w 2014 roku.
Obecnie dostępna jest jego EP Tutaj która wyszła na światło muzyczne w sierpniu tego roku.
W tym roku występował jako support na amerykańskiej trasie zespołu London Grammar (którzy grali w tym roku na koncercie na Tauron Nowa Muzyka)
Jaymes w swojej muzyce korzysta z dobrodziejstw muzyki elektronicznej, tworzenia przestrzennych dźwięków.
Tytułową piosenkę z EP Dark Star nagrał w swojej sypialni (a któż teraz nie ma sprzętu żeby tworzyć w domu? Tylko trzeba go umieć dobrze wykorzystać) podstawowymi narzędziami był więc w kolejności: gitara (na której gra od 10 lat) i komputer. Jeżeli prawdą jest to, co mówi w wywiadzie, że jednocześnie komponował i nagrywał, to czym będzie jego przemyślana płyta w przyszłym roku?
Jego muzyka ociera się o R&B, soul, ambient, Drum and bass i rock alternatwyny  Różne, naprawdę różne wpływy słychać a po przesłuchaniu całej EPki mam problem z jednoznaczną klasyfikacją stylu . Na pewno jest do pobujania.
O! i jest na 10 miejscu w odkryciach LastFm na 2013 r.
Jako inspiracje podaje cały nurt R&B, a jako wykonawców i muzyków ceni: Coldplay, Death Cab for Cutie, Radiohead Maroon5 i Iron & Wine. Dość mainstreamowe grupy ale tym bardziej ciekawe, co wyjdzie z takiego miksu. (cały wywiad w linku 4.)


Jaymes Young Moondust

Źródła:

Jaymes Young
* różnie podają jego wiek..naprawdę!
1. fanpage artysty na Facebooku
2 Noisey
3 Nylonmag
4 Music Ninja

sobota, 30 listopada 2013

Miał być Top 100 wyszło jak zwykle...1/3 ;) z efektami dźwiękowymi

Koszerna zrobiła listę najlepszych piosenek XXI wieku..bez sensu totalnie, bo ja mam nadzieję,  że najlepsze nadal przede mną.
Jeżeli chodzi o listę ostatnich lat (2013, 2012, 2011, 2010, 2009, 2008, 2007,2006,2005,2004,2003,2002,2001 bo 2000 mimo dwójki na początku to nadal wiek XX) piosenek, oryginalnych, wnoszących coś, nie mdłych a charakterystycznych. mogą być też zespoły jednego przeboju, ale własnie dla mnie o to chodzi, jednego, mojego przeboju o!:)

W kolejności chaotycznej, miała być moja seteczka subiektywnie najlepszych DOTYCHCZAS utworów powstałych po 2000 r. z Polski. plus rocznik badum tsss!!; (posiłkowałam się w datach wiki, mam nadzieję, że błędów nie ma.. wg. wydania albumu).
Jednak ze względu na to, że ta robota należy do NIEMOŻLIWYCH (dla mnie jeszcze po prostu 100 takich genialnych utworów nie powstało) mam 35 (to i tak dużo i nawet jeszcze Republika się załapała) 2013 roku jeszcze nie daję, bo nie przetrawiłam jego piosenek...badum tsss!

1. Republika - Śmierć na Pięć (2001)
2. K. Nosowska R. Przemyk - Kochana (2002)
3. Smolik & Kasia Kurzawska - CYE (2006)
4. Myslovitz & Maria Peszek - W deszczu maleńkich żółtych kwiatów (2006)
5. Tides from Nebula - Siberia (2011)
6. Lao Che - Hydropiekłowstąpienie (2008)
7. Strachy na Lachy - Piła Tango (2005)
8. Hurt - Załoga G (2005)
9. Świetliki & Bogusław Linda - Filandia (2006)
10. Wilki - Ja ogień ty woda (2004)
11. Coma - Spadam (2004 ) - właściwie cała pierwsza płyta należy do moich naj..druga i kolejne już mniej.
12. Coma - Pasażer (2004)
13. Hey - Mru Mru (2003)
14. Kombajn do zbierania kur po wioskach - Planety i Liście (2005)
15. Dżem - Do kołyski (2004)
16. Julia Marcell - Matrioszka (2011)
17. Grzegorz Turnau - Liryka (2002) - liczy sie pod względem kompozycyjnym, bo tekst jest starszy
18. Monika Brodka (lub po prostu Brodka) - Krzyżówka Dnia (2010)
19. Monika Brodka - Granda (a co ) (2010)
20. Mela Koteluk & Czesław - Pieśń o szczęsciu (kompozycja nie tekst bo wiadomo K.Baczyński) (2012) - soundrack
21. Hey -  Kto tam, kto jest w środku (2009)
22. Hey - Cisza ja i czas ( 2001)
23. Kasia Kowalska - Bezpowrotnie (2002)
24. Ewa Farna - Cicho (właściwie polsko-czeska piosenka, ale oj tam oj tam, powiew świeżości w polskim światku muzycznym) (2009)
25. Myslovitz  - Chciałbym umrzeć z miłości (2002) (właściwie cała płyta jest cudowna)
26. Mysloviz - Szklany Człowiek (2002)
27. Anna Maria Jopek - Przypływ, odpływ, oddech czasu (2002)
28. Sistars - Siła sióstr (2003)
29. Pati Yang - All that is thirst
30. Kayah -Testosteron (2003)
31. T.Love - Ajrisz (2001)
32. Lech Janerka - Rower (2005)
33. Maria Peszek - Moje Miasto (2005)
34. Łąki Łan - Big Baton
35. Mela Koteluk - Stale Płynnie (2012)

i po raz ostatni BADUM TSSS!!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Post antydepresyjny jakże aktualny

Jest  Źle!
Jest ciemno, brak księżyca, gwiazdy nawet przybladły.
Ciemność pożera światło latarni i zostawia zaledwie sugestie, że gdzieś tam powinno być jasno.
Aparaty fotograficzne nie łapią tego, co jasne ani konturów, ze zdjęć wychodzi ciemność.
Człowiek wychodzi rano w optymistyczną jasność a wraca o zmierzchu.
Wielkimi krokami nadchodzi depresja, która zaciąga, podciąga, przeciąga...jesienna deprecha, chandra wg. Małgorzaty Musierowicz, dół, psychoza. bo rok ma psychozę maniakalno -depresyjną...
Co roku depresja może być głębsza i ciemniejsza, ciaśniejsza i przeistaczająca się w próżnię jednocześnie.
Ja oczywiście jak większość dziewczyn łapię jesiennego doła, od zawsze praktycznie.
Ale jest kilka rzeczy które trzymają mnie przy życiu, i nie jest to czekolada ani słodycze:
1. coś miłego, miękkiego... może być to ulubiony przedmiot, kocyk, miś, zwierzak
2. otaczanie się zabawnymi przedmiotami, rysunkami, obrazkami, gifami np zwariowaną małpeczką:
3. melancholijna muzyka która nie wyciąga z doła, ale pogłębia na tyle, że nic tylko się odbić
4. ruch!
5. po drugiej stronie sen...
6. książki!
7. Oglądanie filmów, których akcja dzieje się w ciepłych krajach, lub są na tyle abstrakcyjne że samemu chce się przez to przejść..
8. towarzystwo ludzi, wychodzenie z domu..
9. kolorowy parasol, co by się chciało wychodzić z domu (kiedyś go zinstagramuję).
10. przykłady:


 I inne zdjęcia które nie są co prawda z okresu jesiennej deprechy, ale dobrze odzwierciedlają to, co wtedy człowiekowi jest potrzebne:

Błogie lenistwo z Przyjaciółką

Świecące drzewka (tutaj pod Katedrą we Wro)

Wspomnienie ciepłej jesieni

Kot w stanie czystym

Misterne Babeczki dla przyjaciół ;)
i piosenka na koniec, którą uwielbiam od 4 godzin:

piątek, 27 września 2013

Who wants to be young forever!?

Parafrazując:
Ja!

Poradnik nie-poważny dla tych, co będą żyć wiecznie (i wiecznie młodo):
1. Najważniejsza zasada: nie przejmuj się, nie zamartwiaj się, próbuj nie stresować, zachowuj się tak, jakby świat każdego dnia Cię dziwił.
2. I dziw się, nie pamiętam, kto dokładnie powiedział, że każdego dnia trzeba znaleźć coś, czym można się zadziwić lub zachwycić.
3. Nie musisz być optymistką. ani pesymistą, emo, czy metalem, punkowcem czy też hipsterem nie szufladkuj się.
4. Wymyślaj rzeczy, które zawsze chciałabyś/chciałbyś zrobić albo obejrzeć filmie, i rób je! Chodzi o to, żeby niekoniecznie to, co robisz było złe albo dobre, ale żeby było co opowiadać, nudni ludzie się zamykają...i "kapcanieją" jakby to pewien rocznik studentów z lat 50 powiedział....
5. Nie mów "kiedyś było lepiej", kiedyś po prostu to wyglądało inaczej, zamierzchła epoka, ma być lepiej czy dobrze teraz, patrzę, że często się na tym łapię, ale też chodząc na koncerty ich nie nagrywam, bo je odczuwam, chodząc na spacery robię zdjęcia, ale najpierw się pozachwycam.
6. Trzeba sobie znaleźć odskocznie od codzienności, od pracy, szkoły. Zawsze rysowałam głupie rysunki albo robiłam kawały, częśc z tych rysunków na studiach moja Babcia dostała w ramach prezentu podchoinkowego "jak student przezywa życie studenckie i dlaczego się nie uczy" proste;)
7. Być otwartym na nowości! ale nie teraz, natychmiast, niech stanieją bo splajtuje (nadal traktuje i chyba będę traktować mój portfel po studencku"
8. Ubieraj się jak lubisz, jak czujesz, że dobrze wyglądasz, styl przede wszystkim TWÓJ potem można dostosowywać modę pod siebie (dlatego zdarza mi się, że przyjaciółka do mnie dzwoni i mówi "to dla Ciebie" i ma oczywiście na myśli: sweter w paski poprzeczne/coś czerwonoczarnego/coś w czaszki/coś z komiksem/coś rysunkowego/coś z kreskówkami.
9. Spełniaj swoje marzenia z dzieciństwa! ponieważ już nie mam psa, mogę sprowadzić do siebie klocki lego(i dodatkowo kupić jeszcze trochę opakowań) na razie spełniłam już trochę swoich dziecięcych marzeń (Np. koncert Linkin Park o którym MARZYŁAM przez całe gimnazjum i większość LO i poszłam na Coke mimo, że teraz ich już tak bardzo nie słucham) ale lista nadal jest długa.
10. Przyjaźnij się z otwartymi ludźmi, nic tak nie pociąga w dół w marazm dorosłości jak znajomi. Akceptujący siebie nawzajem ale równocześnie pilnujący, abyśmy nie popełnili życiowej głupoty. Skarby takie całkowicie!
11. Nie ograniczaj się co do zdobywania nowych znajomości, co prawda nie mam zbyt dużo znajomych starszych od siebie, ale to chyba chodzi o pkt. 10... nie rozmawiamy tym samym językiem po prostu.

END:)
ps. oczywiście trzeba dbać o swoją skorupkę, nie tylko o umysł. Unikać słońca;)
pps. Ciekawe, ile przeżyję na własnych radach...

wtorek, 24 września 2013

Gdyby moje życie miało mieć ścieżkę dźwiękową...

... To nie żałowałabym na jakość,
Ale moje życie ma ścieżkę dźwiękową! W końcu sama ją tworzę,
Jesienią, czyli moją pierwszą porą roku, kiedy zawsze mam najwięcej energii, wchodzę w klimaty muzyki ciężkogitarowej, też elektronicznej.
Anathema, Sigur Ros, koncerty, Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach, Hans Zimmer, Chopin(chociaż to cały rok) ciężkie organowe suity Bacha, odrobina Beethovena, dużo smutków Mozarta
Zimą... Nightwish, Danny Elfman który tak pięknie odmalowuje płatki śniegu wirujące w dźwiękach, Dziadek do Orzechów Czajkowskiego i cała plejada rosyjskich kompozytorów.
Wiosna: Grieg, Vivaldi, Schubert, dużo punk rocka, folku
Lato : festiwalowo!! jest to czas odkryć muzycznych, koncerty w plenerze, skrzypce, piosenki do śpiewania, nucenia, dużo pozytywnej muzyki...
i tak w kółko ścieżka gra.
Ulubione instrumenty? przede wszystkim fortepian, potem na drugim jest gitara a na trzecim altówka lub skrzypce.
Właściwie najlepszym instrumentem, o największej dla mnie możliwości budowania nastroju jest fortepian.
Może dlatego, że przypadkiem uwielbiam Chopina?
Po tylu latach?
Zawsze

To nie tak, że mamy czekać na własną listę muzyczną, aż nam ktoś zbuduje. Wystarczająco muzykalna dusza znajdzie dźwięki nawet tam, gdzie ich pozornie nie ma.
A poniżej mała playlista tego, co na pewno jutro posłucham, zanucę.

Audrey Hepburn z filmu Fanny Face (George Gershwin)

Beethoven Symphony No. 5 - I. Allegro con brio

Agnes Obel -The Curse
Kwoon I lived on the moon

Dobranoc:)

środa, 21 sierpnia 2013

Dobry deszcz!

Pada...calutki dzień.
Odkryłam ponownie radość z deszczu...
odliczając cudowne deszczowe piosenki, których całą playlistę zrobiłam z przyjaciółmi na jednej z moich zwariowanych akcji na FB.
Deszcz..
To możliwość wrócenia z pracy bezpośrednio do domu bez żadnych sklepów po drodze (no dobra..może jednego). Zjedzenie obiadku zrobienia mnóstwa herbaty hibiskusowej w wielkim kuflu.
Jedzenia kanapeczek i oglądanie seriali. Ale w moim przypadku, najciekawsze jest ubranie rękawiczek, uodpornienie się na kurz i grzebanie w piwnicznych lochach w poszukiwaniu moich książek z dzieciństwa..
Od roku szukam pewnej książki, o polskich legendach, pamiętam ją z dzieciństwa, zółta okładka, z jakimś szlachcicem...miękka. Dziadek mi ją czytał na dobranoc, w tym pokoju w którym teraz zamieszkuję.
Była świetna, o diabłach i szlachcicach.
No więc przegrzebuję piwnicę w jej poszukiwaniu(i w poszukiwaniu komiksów), na razie najwięcej znalazłam zardzewiałych śrubek, desek, starych narzędzi, trochę kubków.
I co jakiś czas znajduję skarby, moje rysunki... dziś wsiąknęłam na godzinkę.
Poza tym to pierwszy dzień, kiedy jest dużo zimna...owinęłam się kocykiem i siedziałam.
Deszcz jest dobry ale z każdego wędrowca robi domatora.
Teraz pada delikatnie...co jakiś czas słychać szum. Niestety dla mnie takie zmniejszenie temperatury to pierwszy katar.
A co do piosenek to chcą mi usunąć Ciemną Stronę Mocy w Trójce!! (o ile to prawda) jak nie wychodziłam nigdzie w sobotę, to zawsze słuchałam, a teraz.. teraz mam sobie ustawić budzik między 2-4 ze środy na czwartek.
Skandal! Obrażę się na Trójkę.
Po głowie chodzi mi

I polecam też, związany z tą piosenką film J'aurais voulu être un danseur (Skazany na Taniec w jakimś tłumaczeniu z VOD) bardzo dobry film obyczajowy o przeznaczeniu i o tym, jak rodzice wpływają na nasze życie. O dążeniu do marzeń. tutaj mały link filmwebowy: film

wtorek, 13 sierpnia 2013

Snakadaktal - młoda muzyka z drugiej półkuli

Korzystam z okazji, że w końcu nadrobiłam nowy klip Snakadaktal a także, że 11 dni temu światło dzienne ujrzała ich pierwsza płyta!.
jest to Australijska grupa grająca bardzo przestrzenną i delikatną muzykę z charakterystycznym brzmieniem syntezatorów (klawiszy)
Zebrali się w 2009 roku w Melbourne, i od tego czasu wydali jedną Ep-kę 2011- Snakadaktal)
Jeszcze jestem przed przesłuchaniem ich pełno grającego debiutu Sleep in The Water ale podejrzewam, że po piosenkach takich jak Air czy Chimera możliwe że bardzo dużo oczekuję.
Singiel promujący nową płytę jest tym bardziej zaskakujący, że wokalem głównym jest tym razem melodyjny i bardzo charakterystyczny głos Seana Heathcliffa a nie Phoebe Cockburn - która dominowała we wcześniejszych singlach. Oboje stanowią bardzo ciekawie uzupełniający się duet w lirycznych piosenkach. Instrumentami zajmują się: Joseph Clough (gitary, syntezatory), Jarrah McCarty-Smith(bas) i Barna Nemeth (perkusja/bębny). Koncertowo również brzmią doskonale! (niestety nie znam z autopsji a jedynie z teledysków YT i póki co widzę, że sytuacja się nie zmieni).
Mogą budzić skojarzenia z The XX, jednak są z innej bajki, mniej tam elektroniki więcej gitar, mniej melancholii więcej energii, i jakoś... młodsi:).


Zatem przedstawiam pierwszy klip z najnowszego i jedynego dotąd LongPlaya Snakadaktal: Hung on Tight!



Nie wiem czemu na ich stronie nie ma mojoego ulubionego  klipu do Air:

źródła do poczytania:
Wiki,

Official Snakadaktal
Fanpage Snakadaktal
Snakadaktal: "We needed clarity" -The Vine


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Szperacz muzyczny, odsłona pierwsza

Eksperymentalnie do moich jakże modnych obecnie lifestylowych wpisów dodaję jeden - specyficzny.
Szperacz muzyczny!

Zacznę od wokalistki, którą odkryłam i pokochałam miesiąc temu.
Odkrycie miało miejsce na YT
zacznę od TEJ piosenki Eivør (właściwie Eivør Pálsdóttir) - True Love


Cały teledysk jest fabularny, wyraźnie stylizowany na Siódmą pieczęć Ingmara Bergmana.
Ale odczucia co do teledysku pozostawiam... dla mnie jest cudownie zagrany cudownie zgrany i cudownie klimatyczny.

Eivør - jest Artystką z Wysp Owczych - Farerką, zgodnie z informacjami z wiki (a nie mam zamiaru bawić się w wikipowielacza) śpiewa po farersku, duńsku, islandzku i angielsku. Urodziła się w 1983 r.,   Nie ogranicza się w gatunkach, w jej muzyce słychać zarówno rock, muzykę klasyczną, elektronikę jak i brzmienia całkowicie folkowe które bierze ze skandynawskich (a jakżeby inaczej) klimatów.
Jej głos jest przeczysty przy niższych tonach lekko chropowaty, czasem barwą bardzo przypomina mi głos Kate Bush. Również mogłam się przekonać że i Eivor korzysta z jej repertuaru ( Hounds of Love). 
Bardzo wyraźnie podobieństwo barw głosu słychać przy wysokich partiach tej piosenki:




Jest bardzo płodną artystką, zgodnie z informacjami, które zamieściła na swojej oficjalnej  Stronie do tej pory wydała 8 albumów studyjnych i 1 EPkę. (jak na rozpoczęcie kariery w 1999 daje to naprawdę niezły wynik). Niestety nie jestem jeszcze po przesłuchaniu wszystkich, ale kiedyś może mi się uda;). 
Ku mojej rozpaczy niestety koncertuje głównie w Niemczech i Danii (i oczywiście na Wyspach). Przydałoby się ją zaprosić do Polski...ktoś coś?
podejrzewam, że przy naszym narodowym uwielbieniu przy wysublimowanych gustach dla Kate Bush (bardzo słusznie) i Katie Melua a także do TYCH Wikingów, okazałoby się, że bilety pójdą na pniu.
Dla niezorientowanych, Wyspy Owcze (podobno b. malownicze ale nie ma bezpośredniego połączenia z Polski) są tu: 





Wyświetl większą mapę

Dopisuję do miejsc, które muszę w życiu odwiedzić;)


piątek, 19 kwietnia 2013

Japan Alternative?

Głęboka fascynacja dalekowschodnią współczesną muzyką wzięła się mi z maniakalnego oglądania najpierw Dragon Ball i Salior Moon. Naturalną koleją rzeczy były kolejne anime, wciągnięcie się w historię Japonii a potem kulturę (nie tylko masową).

Co prawda standardowy pogląd na "czemu słuchasz japońskiej muzyki? jest beznadziejna" wziął sie z najbardziej popularnych i najbardziej kolorowych i krzykliwych teledysków zespołów, kóre tworzone są w formie boys lub girsbandów. Często agencja, która ma swoich modeli i aktorów tworzy młode zespoły z castingu skierowane do wybranej grupy wiekowej. Są one tworem sztucznym, podobnie jak to jest na Zachodzie. Wówczas liczy się na szybkie szaleństwo popularności bazującej na tymczasowej modzie, często bardzo szybko drogi wokalistów się rozchodzą i tworzą oni solowe projekty, giną z nimi albo i nie.

Po raz pierwszy japońska muzyka wciągnęła mnie przy oglądaniu anime "Nana" o dwóch zespołach muzycznych rywalizujących na gruncie prywatnym oraz publicznym. Co ciekawe, autorzy mangi tworząc postacie piosenkarek oparli się na rzeczywistych postaciach:
Olivii Lufkin oraz Anny Tsuchiya

Potem, opierając sie też o źródła anime odkryłam między innymi:

rosyjską wokalistkę Origę (śpiewa często u jednej z najpopularniejszych azjatyckich kompozytorek Yoko Kanno) - jej przebój Inner Universe został wykorzystany w ścieżce dźwiękowej Ghost in the Shell- na bardzo czysty eteryczny głos i śpiewa zarówno w języku japońskim jak i rosyjskim.

\
Kolejne anime, które odkryło dla mnie rockową strone Azjii było Ergo Proxy "ending"  z muzyką Monoral "Kiri" piosenka zadała kłam temu, że Azjaci mają delikatne cienkie głosiki.  poniżej piosenka z endingu




Sugizo - japoński kompozytor i multiinstrumentalista, współpracował z wcześniej wspomniana Origą, najbardziej znany jako gitarzysta i skrzypek w Luna Sea - jednym z najbardziej popularnych zespołów z lat 90. Ma bardzo charakterystyczny styl zachowania i ubierania, bardzo androgeniczny, przez co jest jednym z najchętniej kopiowanych przez młodych japońskich wokalistów. 




Czy japońska muzyka da sie lubić? w tym momencie okazuje się, że jak w każdym innym kraju, są perełki i są "gniotki"alternatywa dla wszechobecnego koloru i kawaii jest własnie taka eteryczna nostalgia. 
a odkrycie sprzed pół godziny (które spowodowało tego posta):
BOOM BOOOM SATELLITES i jakże znośny ich angielski :)



edit: a dla zainteresowanych odkrywaniem tego, co akurat gra i czego się słucha w Japonii polecam: http://www.smash-jpn.com

niedziela, 14 kwietnia 2013

Ponieważ wiosenna pogoda w toku wzięłam psa na spacer, dobre buty i w drogę! w poszukiwaniu wiosny,
co prawda zbierało się nieco na deszcz na zachodzie ale nie ma jak wiosenne podtopy. Pies w połowie drogi miał dość, jednak 4 km to już nie na jego starcze łapki.
po wciagnięciu na szybko części sałatki "co w lodówce" (makaron razowy, czerwona fasolka, pietruszka pomidor mozarella)

ruszyłam na podbój okolicy..
co było najgorsze? wszechobecna woda i błoto... aż dziwne,że ludzie budują sobie domy na tak jawnym bagnie, bo po co komu piwnice?
a najlepsze?
pierwsze kwitnące w szarości kwiaty:

a z muzyki? 
odkryciem tygodnia został zespół Ravenna Woods z ich piosenką Graves
ale to może moja słabość do animowanych teledysków.....