Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

Fenomen popgrozy - Stephen King

Uwielbiam powieści gotyckie, nie oglądam horrorów ale czytam je z przyjemnością (w końcu mogę przestać w każdej chwili i zacząć oddychać z powrotem)
Zaczęłam od klasyków:
Edgara Allana Poe - i jego krótkich form, ulubione opowiadanie do dziś to Złoty Żuk,
Bran Stocker - Drakula - przeczytałam na fali popularności Wywiadu z Wampirem oraz filmu Dracula Coppoli z doskonałą muzyką Wojciecha Kilara i genialną rolą Garego Oldmana.
Kolejnym klasykiem był Pies Baskerwillów - Arthura C. Doyle (tak, to ta historia o Sherlocku Holmesie dziejąca się poza mglistym Londynem).
Ponieważ książki w domu były ogólnie dostępne, to mogłam wyciągać różne rzeczy z półki. i czytać, czytać czytać..
tak też dorwałam cieniutką książeczkę z opowiadaniami "Zielone dziecko i inne utwory" Pierre-Henri Cami  (znanego francuskiego satyryka i komediopisarza z dreszczykiem z początku XX wieku....nic w polskim internecie, skandal)

Do Wywiadu z Wampirem, Królowej Potępionych i Wampira Lestata Anny Rice wróciłam na studiach, gdy do Biblioteki Uniwersyteckiej miałam minutę spacerkiem. Wyczytywałam wiele literatury. Anna Rice i jej Kroniki Wampirów dziś uznawane są za klasykę gatunku.

Tak uzbrojona w wiedzę i historie zaczęłam, również w tym okresie, sięgać po książki Stephena Kinga który rozpoczął swoją karierę od Carrie - historii o zahukanej, samotnej nastolatce która posiada niesamowite moce,(dwie ekranizacja, należące do misji "remake me").
Jestem akurat po przeczytaniu jego ostatniej książki "Przebudzenie". Nie wbiła mnie w fotel, chyba najsłabsza historia jaką czytałam. Dlatego mam zamiar pochylić się nad fenomenem jego twórczości.
Właściwie, gdyby nie szybkie ekranizacje jego książek (nie tyle horrorów co thrillerów) zarówno wyżej wspomnianej jak i Lśnienia, Zielonej Mili, oskarowych Skazanych na Shawshank King nie mógłby uzyskać takiej popularności.
Kojarzycie legendy miejskie? Każde miasto takie ma. Każdy kraj też. Jednak w Stanach są one najbardziej popularne ze względu na stłamszenie lokalnej historii Rdzennych Amerykanów i tworzenie nowej legendy (np. cmentarz na gruzach) i odtwarzanie ich w programach typu "Opowieści z krypty" i "Czy boisz się ciemności". Wszystko musi mieć swoją historię.
Dlatego S.K. umiejętnie wykorzystuje historię USA (procesy z Salem, purytan, wojny secesyjne, i strach  przed trupami, obcych mieszających nam w głowach itp. itd. ) wplatając ją w życie codzienne Amerykanów w małych zapyziałych miasteczkach w stanie Maine.

Dlatego , ulubionym sposobem wypunktuję przemyślenia, dlaczego King jaki jest, każdy widzi:

1. Historie zdarzają się zwykłym ludziom, z problemami dla danego wieku, coraz starszym również, często wypalonym, artystom z przebrzmiałą sławą..
2. W połączeniu pkt. 1. z prowadzeniem narracji w pierwszej osobie - daje to element wiarygodności i naturalności w prowadzeniu narracji.
3. Są nieprawdopodobnie prawdopodobne, kto nie słyszał o nawiedzonym hotelu, problemach alkoholowych (Lśnienie), wampirach, odrzuceniu przez społeczność, kryzysie wiary, szaleństwu człowieka, tajemniczej energii wszechświata? O niesłusznie skazanym, o małych cudach?
4. Język, obok formy jest też prosty, fachowy, co prawda powiela niektóre schematy ale to może przez tłumacza.
5. Sama treść nadprzyrodzona nie jest nigdy dokładnie opisana, zostawia dużo dla wyobraźni, strachy są też zwyczajne i stare.
6. Rozwiązywanie akcji nie jest na ostatnich kilku stronach, (niestety nie było tak dobrze w przypadku Przebudzenia) a bohaterowie większość czasu borykają się z problemem.
7. Nie ma postaci jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych, wszystko jest szare, nie jak w baśniach a każdy ma motyw. (Oprócz kosmitów których nikt nie zrozumie).

Czekam jeszcze na Slendermana - który jest chyba jedną z najmłodszych legend miejskich w USA...


Myślę, nad naszymi polskimi historiami grozy i miejskimi legendami..
Mieliśmy czarną wołgę,
Mieliśmy zapomniane kurhany i duchy (mamy nadal)
Mamy zapomniane skarby i zaginioną bursztynową komnatę.
Mamy okrucieństwo wojny, morderstwa, mnóstwo okrucieństwa, repatriacje powojenne.
Mamy na terenie dawnych Prus Wschodnich do praktycznie XX w. zachowane informacje, o starowiercach.
Dużo tego oj dużo...
Chyba czas pisać historię przy nadmiarze wolnego czasu (rozkładając pomiędzy ogród, dom. poszukiwania roboty i festiwale).

Ps. Pewnie już wiecie,  założyłam fanpage - gdzie wrzucam też szybkie notki. Link Defined.M

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Fantastyka prawdziwych mężczyzn?

Szkoda czasu.
Tak zdarza mi się kwitować coraz częściej powieści fantastyczne tworzone nie tylko przez rodzimych pisarzy.
Fantastyka, oprócz chlubnych wyjątków Ziemiomorza Ursuli Le Guin, Nancy Farmer i mniej chlubnych Trudi Canawan.zdominowana jest przez mężczyzn. Nie zaprzeczam.
Świat fantasy jest niczym surowe pogranicze starożytności i średniowiecza w połączeniu z elementami Deux ex machina czy magii. Świat patriarchalny, na pograniczu kraju/wojen. Targany bezprawiem lub ustalajacym się nowym prawem niczym Dziki Zachód.
W takich realiach istnieje niezwyciężony brutal, lub Zawadiaka-Ochlejmorda. Zawsze z żelaznymi zasadami, zawsze wyrobnik, nigdy szef. W toku historii ewentualnie może dostać awans, tytuł od usatysfakcjonowanego jego umiejętnościami wielmoży.
Zawsze posiada niewiarygodnie utalentowanych towarzyszy (rodzaju męskiego), sam może i jest przeciętny albo wyróżniać się jedną cechą,. Lubi wykorzystywać innych, często bardziej utalentowanych ale większych socjopatów niż on sam.

Nigdy nie jest starym człowiekiem, rzadko jest gołodupcem, średni wiek, określona szkoła i umiejętności.
Wie na czym świat stoi, jest cyniczny, o dziwo umie czytać i posiada wykształcenie nierzadko większe od szlachetnie urodzonych.
Jest ręką boga, władcy, sprawiedliwości.
Sprawiedliwość zaś dotyczy wszystkich, tylko nie kobiet.
Z przerażeniem zdarza mi się odłożyć książkę, gdzie bez sentymentów tzw "bohater" po wykorzystaniu kobiety  (wychędożenie/zdobycie informacji lub udzielenie pomocy w celu nagrody- wychędożenia) zostawia  ją na pastwę kolegów/obcych/kruków.
Zaczęło mnie zastanawiać dlaczego tak jest? W literaturze fantasy nie ma kobiet naturalnie silnych.
Nie ma takich, które pod nieobecność małżonka potrafią rządzić, które z braku takowego potrafią sobie radzić.
Bez faceta, jak w średniowieczu są czarownicami, przeklętymi, mają konszachty z diabłem. Potrafią zarabiać jedynie ciałem, przez łóżko do męża albo trując ludzi.
Mam wrażenie, że własnie na okresie wczesnego średniowiecza, gdzie silny był patriarchat umacniany przez muzułmanów ale też chrześcijan, kończy się znajomość realiów. Wszelkie informacje o kobietach są zamiatane pod fotel pisarza, są jak szary pył tłumów i tła. Niewiasty to nagroda, stateczność.
Mogłabym też zrozumieć, dlaczego w zachodniej literaturze jest to tak bardzo umocnione. Jednak w polskiej nie świadczy to dobrze o znajomości historii pozycji kobiet w naszym społeczeństwie, na którym podobno wzorują się pisarze.
A w Polsce była jedna z najlepszych można by powiedzieć, to szlachcianki pod nieobecność mężów i ojców zajmowały się domem i gospodarstwem, nie rzadko też zaprowadzały porządek przy pomocy ekonomów.
Co z królowymi? Mieliśmy silne i poważane księżne i królowe: Bona, królowa Jadwiga, Dobrawa.
W końcu w naszym kraju skądś się musiało wziąć hasło "Gdzie diabeł nie może tam babę pośle"

Dlaczego więc tak mocno uprzedmiotowiona jest kobieta w literaturze fantasy? Dlaczego jest poślednia, jest środkiem do celu, jest upośledzona często mentalnie i głupia?
Nie potrafię tego wyjaśnić inaczej niż tym, że faceci boją się silnych kobiet, i to przekłada się na tak lubianą przez męską część literaturę fantasy.





poniedziałek, 26 maja 2014

Przejmująca zagłada na srebrnym ekranie...

źródło/source : www.theatlantic.com/
Nie uświadczycie tutaj efektownych zakończeń, finalnego zniszczenia ludzkości, gwałtownej zagłady, gigantycznej i efektownej katastrofy. Pompatycznych nastrojów, bohatera o fizjonomii Amerykanina irlandzkiego pochodzenia, ratującego świat/Nowy Jork w ostatniej, niesamowicie dłużącej się, chwili.
To nie są filmy efektów specjalnych, dużej liczby wybuchów. To kino emocji

Jest za to groza całkowitej samotności, strach przed nieodgadnionym i analiza zachowań ludzkich w przypadku skrajności Zgroza bliska bo jak możemy przyjąć, że koniec świata rodem ze Świętego Gaju się tak szybko nie ziści, tak innych opcji nie możemy wykluczyć.


Droga (The Road)  - na podstawie książki Cormaca Mc Carthy'ego, historia o podróży ojca z synem przez Stany Zjednoczone. Do obejrzenia filmu, oczywiście na festiwalu Nowe Horyzonty zbierałam się trochę i zgodnie z zaleceniami wzięłam zapas chusteczek.
Film wbił w fotel.
Suche opustoszałe krajobrazy (kręcony był po huraganie Katrina w okolicach Nowego Orleanu) będące jedynym świadkiem zmagań głównych bohaterów z życiem, z przetrwaniem, z losem. Gdzie największym wrogiem nie są zwierzęta ale ludze i głód.
Świat w którym tajemnicza katastrofa otworzyła drogę do wyginięcia zwierząt a później roślin. Świat w którym najlepiej byłoby być samemu, gdze inteligencja i okrucieństwo ludzi stają się tak wyraźne jak nigdy.
Kwestia wyboru tytułowej Drogi pojawia się w pierwszych minutach, gdy w kilka lat po tragedii matka i żona (grana przez Charlize Theron) wychodzi z domu. Jednak znaczenie tej sceny nie jest tak oczywiste.  Viggo Mortensen jako ojciec próbujący za wszelką cenę ochronić i uratować swojego syna tworzy rewelacyjną kreacje aktorską. Najstraszniejszej apokalipsy nie tworzy tutaj przyroda, tylko ludzie.
Wrażenie zrobił na mnie fakt, że katastrofa połączona z odcięciem środków komunikacji, telewizji telefonu i internetu, jest jedną z najbardziej prawdopodobnych wizji. Bo kto nie panikuje jak mu nie działa niby niepotrzebny do niczego internet/telefon? Lub gdy nie może się do kogoś dodzwonić jakie wizje roztacza przed oczami?

Przyjaciel do końca świata - Po nieudanej próbie uratowania ludzkości przed asteroidą zmierzającą w stronę ziemi (biedny Bruce Willis i Ben Affleck zginęli na asteroidzie). Sąsiedzi z naprzeciwka Dodge (Steve Carell) i Penny (Keira Knightley) stając w obliczu nieuchronnej katastrofy, i muszą wybrać, co w ostatnich momentach jest ważne. Każde ze swoimi problemami i tęsknotami. Każde uznaje, że jego życie nie ma sensu. Penny kocha winyle i najcenniejsza dla niej okazuje się rodzina. Dodge uznaje, że musi zobaczyć się z miłością swojego życia.
Jest to znowu jak w przypadku poprzedniego film drogi. Przemierzają Stany i widzą jak z ludzi wychodzi hedonizm, puszczają hamulce moralne, nakazy bo i tak przecież "wszyscy zginiemy".
Delikatność przekazu i pewna nieśmiałość i aspołeczność głównych bohaterów powodują, że bezkrytycyzm i uciecha ostateczna nie trafia w ich wrażliwość i próbują ukończyć najważniejsze. 

Jestem Legendą - tym razem poznajemy samotnego naukowca (Will Smith), który próbując wynaleźć lek na tajemniczą chorobę zmieniającą ludzi w zombie odcina się od świata  widzi postępujący rozkład jakże współczesnego miasta. Jak niewiele trzeba żeby po ulicach zaczęły biegać dzikie zwierzęta, rośliny zagarniały beton i korzeniami rozsadzały drogi. Auta rdzewiały pod karoserią i rozpadały się na kawałki. Co prawda kanon hollywoodzki zachowany- samotnik ratuje świat czując "misję" ale właśnie ta samotność i to, że jego najlepszym przyjacielem jest pies tworzą klimat pustki.
Apokalipsa jest gdy nie ma bratniej duszy, gdy nie ma nikogo do kogo człowiek, istota społeczna, stadna, mógłby się odezwać i przeżywać swoje myśli.

Ostatnia miłość na ziemi - Eva Green i Evan McGregor w filmie, gdzie ludzie pędząc nie doceniają tego co mają. wskutek tajemniczej choroby tracą wszystkie zmysły poczynając od smaku zapachu. Każde z tych pandemicznych zjawisk poprzedza panika agresja i inne skrajne zachowania, kojarzące mi się z zachowaniem zwierząt wobec postępujących zmian chorobowych.  Evan McGregor gra kucharza próbującego wbrew katastrofie zmysłów prowadzić swoją restaurację i "jakoś żyć". prowadzi to do coraz dziwniejszych sytuacji i odkrywa nowe doświadczenia. Jedzenie bez zapachu nie smakuje już tak dobrze, Bez smaku i zapachu je się oczami. Ta apokalipsa opowiada o utracie czegoś z elementu bycia nie tyle człowiekiem, co istotą myślącą ze swoimi zaletami i wadami. Jak trudno przetrwać też kryzys bez nikogo.

W każdym z filmów bohaterów było dwóch:
Ojciec  Syn
Sąsiedzi
Człowiek i Pies
Kochankowie

I musieli stanąć twarzą wobec nieuchronnego, dzięki scenarzystom bez efektów specjalnych przysłaniających fabułę. 

Dobranoc



W podobnym klimacie są też, między innymi, filmy:
Ludzkie Dzieci
Miasto Ślepców

piątek, 25 kwietnia 2014

Wierzchołek nieznanej góry lodowej wypchanej komiksami

Komiksy to nadal dla mnie nieodkryta część popkultury. Podejrzewam, że moja znajomość nawet nie uszczknęła tysięcznej części. Wręcz śladowo. Być może wynika to z mojego "przelatywania" tekstu i obrazów. Dlatego lubię szczegółowe obrazy.
Nie jestem fanką komiksów Marwella (stylu i koniec prze-amerykańska papka)

W dzieciństwie jedyny komiks, jaki chcieli mi kupować rodzice był to Tytus Romek i A'Tomek.
Był dobry, faktycznie pouczający w ten pokrętny sposób odkrywania i przekręcania, ale jednak im byłam starsza tym mniej mi odpowiadał. W rodzinie komiksy nie były traktowane jako "dzieła" tylko jako historyjki obrazkowe, łatwe i przyjemne. Co nadal jeszcze przekłada się na powszechne myślenie o komiksach w Polsce.
Miałam szanse też, przy jakimś sprzątaniu strychu dawno temu dorwać do komiksów fantastycznych w formacie A3 drukowanych na matowym, szorstkim papierze. Pamiętam tyle, że kobiety były biuściaste, mężczyźni napakowani i wszyscy w mocno niebiesko-czerwonej kolorystyce. Komiksy te wypłynęły tylko na chwilę, bo Babcia stanowczo zabrała mi je sprzed oczu, mówiąc że to bezwartościowe.
Szkoda że sama nie mogłam tego ocenić. kiedyś się znajdą.
Pamiętam jeszcze Asterixa i Obelixa w wersji komiksowej, ładnie odwzorowującej perypetie animowanych bohaterów. Wersje kinowo-telewizyjne za bardzo mnie drażnią, i chętnie znowu miałabym gdzieś w swojej biblioteczce archiwalne komiksy.

Kolejnym etapem w odkrywaniu gatunków historii rysunkowych była Czarodziejka z Księżyca. Po sukcesie anime w Polsce w latach 90 była to pierwsza dostępna dla mnie manga którą wyczytywałyśmy z koleżankami. Nawet pozostało kilka krzywych rysunków naszych wersji czarodziejek i trochę pomalowanych zeszytów.
Chwilę później udało się dostać jeszcze kilka innych mang ale nie zrobiły takiego wrażenia. tak samo jak Dragon Ball które też wolałam w wersji animowanej.
W liceum trafiłam na sztandarowego Bohatera Opola - Wilqa i miałam u siebie kilka komiksów (jeden się ostał inne zaginęły, pożyczone niestety przez Brutal Wegetarian) podobała mi się czysta kreska autorów, odniesień do miejsc wagarowania, i bohater-antybohater. Także cięte riposty i fakt, że przygody nie muszą się dziać w Gotham City, Nowym Jorku i innych supermetropoliach.
Ha ha ha bo jakie inne miasto ma super-anty-bohatera?

Potem jeszcze przewinął się z jeden tom Thorgala, Kajko i Kokosz i Sandman.
Aż nagle w otchłaniach internetów zaczęły pojawiać się niezależne komiksy, bardziej też comic strips niż pełnoprawne i fullwydawnicze. skanowano całe mangi i pojawiały się w internecie. I jeszcze robią z nich filmy!


Tyle obrazków...
I co ja teraz mam ze sobą zrobić?

Linki do komiksów:
1. Chatolandia i Kiciputek obok
2. Wilq
3.Asterix!
4. Thorgal
5. Tytus Romek i Atomek
6. Odrobina Sandmana








niedziela, 16 marca 2014

Co by było gdyby....wyłączono prąd?

Temat poruszany w niezliczonej liczbie powieści postapokaliptycznych.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, pewnego dnia, nie ma zasilania w gniazdku sieci nie mają zasięgu. Nie ma telewizji. Telefony operujące na złączach cyfrowych przestają działać (praktycznie wszystko objęła cyfryzacja czyli komputery) z tego co kiedyś się dowiedziałam, analogowa sieć jest obsługiwana i utrzymywana obecnie jedynie przez wojsko na potrzeby bezpieczeństwa.
Cała biurokracja, oparta na komputerach i telefonach leży.
Większość ludzi traci plany dnia, muzykę, światło, nie może nic ugotować (gaz jest ale przecież są kuchenki elektryczne i płyty indukcyjne, czystsze, wygodniejsze).
W sklepach zaczyna brakować towarów albo dostawy są nieregularne (tam, gdzie czegoś nie ma to się dowozi).
Ludzie tracą wszystko, co mają na kontach w banku(albo zyskują bo znikają kredyty).
Prąd awaryjny jest, ale tylko na podstawie agregatów (a kto ma agregat?).
Po takim wstępie...
Jakie masz umiejętności, żeby przetrwać?

Jako biurokrata, który całe życie żył w mieście praktycznie niewielkie, odliczając sklepy i magazyny.
Jak daleko mogłabyś/mógłbyś się posunąć, żeby przeżyć?
Może jakiś gang bo nie potrafisz działać i decydować w pojedynkę?
Może byś umarł dnia następnego, bo jak w przypadku bohatera "Into the wild" zjadłbyś coś trującego nawet o tym nie wiedząc?
Jakie mamy w dzisiejszym świecie praktyczne umiejętności przetrwania? Nie na jakąś apokalipsę zombie która polega jedynie na zabijaniu ludzi bez świadomości tego, że stali się czymś złym, może po prostu chcą się przytulić, spytać jak się masz, i zjadają z zazdrości i z miłości bo inaczej nie potrafią.

No jakie?
Umiemy gotować? super! to teraz znajdźmy w polu coś jadalnego, które owoce możesz jeść a które nie? po czym będziesz mieć gorączkę a co gorączkę uśmierzy, wiesz? nie - Nie żyjesz.
Naoglądałaś się Beara Gryllsa i wiesz, że robaki są jadalne, ale czy wiesz że duża liczba gąsienic nie? I wiesz, że to nie przekłada się na polskie realia?
Wiesz jak używać piły zębatej, dłuta, jak odfiltrować wodę kiedy skończą się tabletki odkażające a pompy, napędzane elektrycznością przestaną działać. Co umiesz, czym się zajmiesz, może zawsze lubiłaś iglaki bo są takie bezproblemowe, ale co jeżeli będziesz musiała/ał założyć własny ogród?
Będą się liczyć prawdziwe umiejętności, prawdziwe być może też "umiejętność sprzedaży" jednak, obecne potrzebne umiejętności rozmijają się niesamowicie z tym, co kiedyś do życia było potrzebne.
Większość szanujących się fotografów będzie działać dalej, wiedzą co to ciemnia.

Koniec postu postapokaliptycznego.
Śniła mi się bomba atomowa i to, że ludzie chowali się w galerii handlowej pod schodami ruchomymi, współczesnym kościele dzielącym, a nie jednoczącym ludzi. A obok mnie, siedziała jakaś znana gwiazda filmowa.
Super sen na niedzielę.

środa, 19 lutego 2014

Dekalog Odrzucenia Książek

Postanowienia noworoczne często przechodzą w postanowienia wiosenne, potem przedwakacyjne a potem wakacyjne a potem "wezmę się po wakacjach, w końcu kiedyś trzeba odpocząć.
W tym roku jednak, załamana swoją niewiedzą i drastycznym zmniejszeniem się ilości przeczytanych książek, a także kontynuowaną od września misją, że zakupuję jedną książkę miesięcznie (książkę, nie audiobooka ani ebooka!). Oczywiście biblioteka byłaby alternatywą..ale tylko dla jednorazowych książek.
I tak, uzupełniłam dzięki temu mój księgozbiór o kilka książek Pratchetta, Metro 2033 i 2034, nowego Neila Gaimana (czyli standardowa fantastyka). Jest połowa miesiąca, a już nie mogę wchodzić do księgarni bo przekroczyłam limit miejsca na półce mimo ciągłego upychania.

Zaczęłam odświeżać i przyzwyczajać oczy do literatury naukowej która prostą w odbiorze nie jest.
Jednak z takowej korzystam z niezbadanych dotychczas zasobów książek z biblioteki Dziadka i Babci.
(poziom obecnej literatury powala mnie przez brak źródeł jeżeli jest robione opracowanie, za dużą ilość obrazków a przy bardzo naukowym opracowaniu za dużo przypisów (co raczej sugeruje przepisywanie i łączenie innych książek) a za mało treści własnej i faktycznych badań naukowych.

Obecnie jestem czynnym poszukiwaczem książek o tematyce:
Kuchnia żydowska - klasyczna, bez obrazków, chciałabym porównać co jest "nasze" a co jest "nasze i zapomniane bo jedyne co znam z kuchni żydowskiej to bajgle (wyemigrowały na zachód) zwane bułami parzonymi oraz karpia po żydowsku

Dobry zbiór legend polskich, nie dla dzieci a dla dorosłych. W początku lat 90 boom wydawniczy spowodował przedrukowywanie mnóstwa książek mniej lub bardziej wartościowych i udało się przez to mojej Mamie i Babci kupić kilka ciekawych wersji legend mniej przesłodzonych.

Poluję na biografie artystów międzywojnia - głównie filmowych, ponieważ dopiero odkrywamy tą epokę warto by było nieco zagłębić się w tematykę. Bardzo ciekawa i bardzo tragiczna historia. z tego co wiem, jest obecnie na rynku biografia Hanki Ordonówny.

Najgorsze w poszukiwaniach książek jest to, że najczęściej dobrze trafia się z polecenia. Samemu, albo według opinii ludzi, których się praktycznie nie zna, strzela się w ciemno i równie dobrze można brać na chybił-trafił albo z zamkniętymi oczami.


chaos domowej biblioteczki gdzie moje książki mieszają się z kuźnictwem ,historią,literaturą klasyczna i fantastyką


Dlatego CO odrzuca mnie podczas wybierania książki?

 DEKALOG Odrzucenia:


  1. Okładka -para w namiętnym uścisku, spoceni błyszczący faceci, kiczowatość i kotki
  2. Duże litery w środku - mało treści
  3. Nazwisko - celebryci, ludzie zajmujący się czymś innym faktycznie, owszem, mogę dać kolejną szansę, ale nie zawsze dlatego testuje przez..
  4. Przeczytanie pierwszych dwóch stron i wyrywkowej strony ze środka, jeżeli styl jest "zjadliwy" ok, przejdzie, jeżeli mam duży problem (jak w przypadku Trudi Canavan) ciężka sprawa, mimo to przeczytam.
  5. Unikam książek które swoją tematyką nie wniosą światłą w moje życie, ewentualnie czegoś mnie nie nauczą. Można by powiedzieć ze fantastyka taka jest, (aha..) ale to zależy własnie, na czym opiera się autor i jaką on ma wiedzę (a musi mieć pokaźną!).
  6. Dziwaczne imiona bohaterów - fantastyka często obija się o pretensjonalność, fuj
  7. Ponieważ lubię negować, nie czytam zbyt książek polecanych przez "tu wstaw nazwisko osoby celebryckiej" które nie wyglądają na intelektualistów 
  8. I żadnych odgrzewanych kotletów w stylu "kopciuszek historia prawdziwa" lub "proste przesłanie"
  9. Jeżeli ma być to jakiś leksykon, czy książka opowiadająca o jakimś zjawisku w kulturze potrzebuję źródeł - po to, żeby pogłębić swoją wiedzę na dany temat.
  10. Książki skandalistów o skandalistach i takiej tematyce - NIE, nuda




wtorek, 4 lutego 2014

Prawdziwe smoki

Post pisany przez tydzień...bo i temat ogromny, Dosłownie

SMOKI

Smoki zostały tak bardzo przejęte przez kulturę popularną, tak bardzo udomowione, wytresowane, że nie budzą już grozy. Znalezienie smoka, który nie chciałby się bratać z ludźmi i jest straszy i okrutny i niezrozumiały w swoim istnieniu, jest rzeczą niebywale trudną. Zło w postaci smoka jest już udomowione. Jest to pupilek, zwierzę domowe (Świat Dysku, Jak wytresować smoka), jeden z wielu podgatunków niezbyt inteligentnych stworzeń (Łowcy smoków, gry: Wiedźmin, Skyrim). Jednak po usilnych poszukiwaniach wśród smoczątek, smoków bagiennych, zwierzątek przypominających kota lub człowieka w gadziej skórze udało mi się wyłuskać najbardziej przerażające smoki popkultury.
Można by podejrzewać, że legenda o smokach jest równie stara jak dinozaury. Nie skłamię gdy napiszę, że pochodziła z odnajdowanych gdzieniegdzie szczątków prehistorycznych gadów lub też gigantycznych jaszczurek.  Latające gady - czemu nie?
Smok łączył w sobie przebiegłość (nomen omen niezła gadzina), mądrość i inteligencję, zawsze był starszy od całego świata. Latał lub nie, zwiastował rzecz magiczną.
W polskich legendach występowały zarówno smoki jak i ich mniejsze odpowiedniki (Sapkowski dobrze wiedział co robił gdy przedstawiał bazyliszki kuroliszki i inne plugastwa). Różnica pomiędzy prawdziwie złym, starym smokiem a pomniejszymi jest znaczna.
Duże smoki nie mogły zostać zniewolone nie wiadomo było skąd pochodzą, terra incognita, Hic sunt Leones,  na mapach podróżniczych puszczano wodze fantazji. żyli ludzie których korpus był jednocześnie głową, konie w paski to czemu nie mogły żyć smoki? Dlatego na rycinach można zaobserwować węże wodne czy też smoki w miejscach, gdzie człowiek nie dotarł. Hasło "tu żyją smoki" oznaczało nieznane niebezpieczne terytorium.
Dla przykładu Carta Marina (Olaus Magnus)wydrukowana w 1539 r.  mapa.

Widzicie smoki?
Bo ja tak - potwory morskie

Dlatego przechodzę teraz do mojej listy najstraszniejszych smoków. jest ich co prawda tylko 5 ale jak już wspomniałam w popkulturze smok został udomowiony

Miejsce 5 - BAZYLISZEK (Basiliskos, Król Węży)

Smok zamieniający w kamień, przerażający bo pojawił się praktycznie znikąd. Nie został oswojony jak Smok Wawelski który do dziś kojarzy mi się z Akcją Ratunkową Baltazara Gąbki.
Smok zamieszkiwał piwnice podmokłe, Mógł zamieniać w kamień lub też zabijać, a że gromadził skarby - idealnie pasuje do swojego chytrego gatunku, także łączony z diabłem i czarami, również współpracujący z wiedźmami.
Najbardziej w Polsce znany jest oczywiście ten zamieszkujący niegdyś piwnice w domu przy Krzywym Kole w Warszawie. Do dziś nieuładzony i nie oswojony smok.
Opis Bazyliszka wraz z odwołaniem do źródeł znajduje się Tu



Miejsce 4 - SMAUG (Hobbit, J R.R. Tolkien)
 Nie można nie wspomnieć o okrutnym złośliwym i wiecznym smoku którego zwabiła sława krasnoludzkiego Królestwa pod Samotną Górą. Film nie ma nic do rzeczy (błagam). Smaug to przedstawiciel gatunku siejący grozę ziejący ogniem. Nie był specjalnie mądry ale żądny bogactw.Mówił i czarował swoim głosem.
W mojej wyobraźni, jest skórę ma szarą w którą wtopiło się złoto (naturalna rzecz; skoro smoki tworzą ogień muszą być gorące).



Miejsce 3. Zhaitan - z Guild Wars 2, niewiele mogę o nim powiedzieć, ale wizualnie faktycznie robi wrażenie.
Smok smoków. Najstarszy Nieśmiertelny smok Orr . Jest smokiem z innych smoków, jakby kompilacją.



Miejsce 2.. Pożeracz świata z Łowców smoków (francuska animacja) -bezimienny, większy od drzew, domów, człowiek przy nim to kropka na obrazie. Nie wiadomo skąd przybył ale jego działania zwiastują specjalne znaki, także można by się domyślać, że działał cyklicznie gdy się budził i po kolei niszczył królestwo. Szkieletozaur wchłaniający wszystko Gdy oglądałam tą animację, naprawdę drgnęłam i uznałam że jest to prawdziwy najstraszniejszy koszmar. Żyjący dla destrukcji ale nie inteligentny. Przybyły znikąd.Przy efekcie rozpadającego się świata bez zasad grawitacji robi naprawdę niesamowite wrażenie.
Ta mała kropka po lewej to Lian Czu :) - dla porównania skali...


Miejsce 1. Kalessin -Segoy - najstraszniejszy smok dzieciństwa, właściwie od momentu kiedy przeczytałam wszystkie części Ziemiomorza Ursuli Le Guin (Tehanu/Ostatni Brzeg) stanowi dla mnie ideał prawdziwie groźnego gada. Zna wszystkie prawdziwe imiona Ziemiomorza co oznacza, że ma władzę nad każdą rzeczą i każdym człowiekiem.
Najstarszy, Przybył z daleka "Keep the Kalessin", Najstarszy smok Ziemiomorza, pra-smok, czerwonoskrzydły ale czarny jak noc z metalicznym blaskiem.
W wersji z anime wyglądał tak, ale nie oddaje to zupełnie jego ogromu i charakteru:


Reszta smoków się nie liczy, to zabawki, ułagodzone kotkopieski, zwierzątka domowe, szkodniki.

Źródła:
wiedza własna -analiza popkulturowa
zdjęcia: strony fanowskie filmów/ksiązek


niedziela, 20 października 2013

Kompilacja superbohaterów cz.1 Superheroes save America

>tu powinna znajdować się epicka i pompatyczna czołówka trailera do superhistori o super herosach<

Filmy o superbohaterach powstające w Stanach Zjednoczonych są najczęściej ekranizacją komiksów.
Podzieliłam je sobie na potrzeby tego posta( a może i późniejszych) kilka podgatunków:
1. a Traktujące temat herosów serio  (Batmany, Supermeny, Spidermany, Kapitany Ameryki i Avengers)
1.  b Traktujące temat herosów mniej serio (Kick Ass, Scott Pilgrim vs reszta świata)
2. a Powstałe przed Batmanem Tima Burtona  (wcześniejsze Batmany, wszystkie filmy z rozkwitu gatunku z lat 40 i 60 lepsze i gorsze)
2 b. powstałe Po Batmanie T.B. (kolejne batmany itp, gdzie rajstopki zostały zamienione przez metalowe/plastikowe/ebonitowe zbroje a bohaterowie stali się podobni do ludzi)
3. a Herosi stricte amerykańscy (Superman, Batman, Spiderman, Capitan America)
3. b Herosi z mitologii europejskiej (Thor, Loki, Wonder Woman)

Zacznę od tematu ODGRZEWANIA kotletów.
Lubię filmy fajansowe (FES - fiction excluding science) bo nie można tam znaleźć już ani kapki naukowego wytłumaczenia. Nauka nie ma wpływu na fabułę.
Batmanów były dziesiątki, tych od Batmana T.B. było dość, żeby:
1. Poznać świetnie zagrane postacie Pingwina, Jockera(J.N.) drugiego Jockera (H.L.) i Mr. Freeze (Uma Thurman była słaba, tak jak Kobieta Kot A.H. chociaż Kobieta-Kot M.P była bardzo kocia)
2. Poznać kilku Batmanów, uznać, że Robin jest be a Alfred cacy i nie uważam jakoby Christian Bale był najlepszym Batmanem.

Ale mimo tego, że sama historia Batmana jest odgrzewanym kotletem, nadal jest bardzo chętnie oglądana. Z oczywistych względów pięknych kobiet, coraz trudniejszych walk i coraz większego udziału technologii, dzięki której te karkołomne ewolucje są możliwe.
Znamy tą historię bardzo dobrze, wiemy, czego można się spodziewać, jednak twórcy do tego dokładają coraz to nowsze spin offy i coraz to więcej szczegółów (Bruce Wayne u mnichów, Bruce zły Bruce targany emocjami).
Nie przepadam za Spider-manem, z wersji z Tobey'em Maguire widziałam dwie części, a ostatniego oglądałam jedynie ze względu na głos Emmy Stone. Andrew Garfield jest zupełnie nie w moim typie.

Iron-Man z Uroczym i przezabawnym starym jak masakra Robertem Downey Jr jest dobry.
Thor nr 1 był słaby

Avengersi próbują to wszystko skleić do kupy ale mi się kupy nie trzyma.
ale oglądam. co za nałóg!

Spostrzeżenie: zauważyliście, że większość tych herosów ma mitycznie przekroczone 30 lat?
DLACZEGO?
są już dojrzali, ukształtowani charakterami, świadomi swojej wartości i nagle ich świat rozpada się w gruzy? dokonują dramatycznych wyborów? dlaczego teraz a nie wcześniej?

I dlaczego tak mało kobiet i dziewczyn to superbohaterki? dlaczego jest to świat facetowski gdzie facet=siła a facet z mięsniami =supersiła
i nie znoszę Amy Adams jako Lois Laine 

A Człowiek ze stali niezły, chociaż totalnie nie rozumiem, dlaczego superman musiał uratować ludzi. Fabuła niespójna jak diabli.
Skoro zły Zed był zły dlatego tylko, że został zaprogramowany na przetrwanie swojego gatunku i chciał doprowadzić do końca swoją misję to dlaczego został skazany przez twórców tego systemu nakazów (programowania ludzi  od urodzenia na wyznaczony cel) za bunt?
powinni go posłuchać.
i dlaczego tak jasnowidzący Russel Crowe i tak daleko widzący nie mógł razem z Zedem skolonizować jakiejś pustej planety na której nie ma statuy wolności?

Dziura na dziurze ale oglądało się dobrze.


czwartek, 11 lipca 2013

Mów do mnie Ruda czyli komiksowo filmowe heroiny..

Gdybyśmy mieli wymieniać bohaterów komiksów, animacji, gier, czy też filmów akcji zauwazymy pewną prawidłowość, większość głównych bohaterek lub towarzyszek jest płomiennowłosymi pięknościami.
Na dowód zebrałam statystyki dotyczące bohaterek i zrobiłam małe zestawienie dot. filmów.
Do moich subiektywnych badań nad kolorem włosów pozytywnych bohaterek: dziewczyn czy też towarzyszek głównych bohaterów upiększających akcję, czy też głównych bohaterek tych jakże "awanturniczych" powieści wzięłam przede wszystkim bohaterki pierwszo- czy też drugoplanowe(w nawiasach ich liczba):
wycinam z tego interpretacje bajek (w stylu śpiącej królewny czy królewny śnieżki i innych łowców..bo to klimatem nie pasuje) chodzi o pokazanie pewnego trendu w popkulturze.Wycinam też animacje, gdzie sa zwierzęce zwierzęta po których nie jestem jednoznacznie w stanie stwierdzić "maści":)
poniżej lista filmów, z których skorzystałam, jest ich dokładnie 54( w tym 23 animacje powstałe od 2000 roku)
Film
Harry Potter(seria)
Iron Man(seria)
Batman Forever
Tomb Rider 
Green Lantern
Jak wytresować smoka
Merida Waleczna
Piraci z Karaibów(seria)
Parnassus
Gwiezdny Pył
John Carter
Książe Persji
Gwiezdne Wojny(seria)
Superman(seria)
Thor
Eragorn
Constantine
Zaczarowana
Liga Niezwykłych Dzentelmenów
Batman i Robin
Percy Jackson
Kobieta -Kot
Hugo i jego wynalazek
Daredevil
Matrix
Scott Pilgrim
Artur i Minimki
Atlantyda zaginiony ląd
Shrek
Gnijąca panna młoda
Odlot
Potwory i spółka
Zaplątani
Iniemamocni
Lilo i stich
Megamocny
Koralina
Ksieżniczka i Zaba
Gnomeo i Julia
Potwory kontra obcy
Hotel Transylwania
Wpuszczony w kanał
Mulan
Klopsiki i inne zjawiska pogodowe
Planeta 51
Roman Barbarzyńca
Alvin i wiewiórki
Metropia
Spider - Man
Amazing Spider -Man
Batman początek
Batman 
Superman 
Constantine

Statystyki:
w tych filmach występowało 60 pozytywnych bohaterek, w tym 11 blondynek (a więc 1/6) 17 płomiennowłosych piękności (najwięcej ze wszystkich) i po 14 szatynek i brunetek. 3 dziewczyny miały nieokreślony kolor włosów.
Wniosek?
Będąc blondynką nie masz szansy na zostanie dziewczyną bohatera, większe szanse masz jako szatynka czy brunetka a największe jako ruda.
Kolejny wniosek: przekombinowywanie z kolorem włosów nie podoba się superbohaterom. to chyba oni mają być wyjątkowi a nie ich partnerki czy koleżanki po fachu.

a na koniec:
są trzy kłamstwa: małe kłamstwo, duże kłamstwo i statystyka ;)

wtorek, 18 czerwca 2013

Geek me !

Jestem Geekiem,
ostatnia rozmowa z przyjaciółką utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Oto, jak jej wyjaśniałam, kim jest pewien, według mnie, bardzo znany aktor Gary Oldman. którego totalnie nie kojarzyła z twarzy (nie dziwię jej się) a grał w Red Riding Hood pogromcę zła wszelakiego (tego dobrego zła of course niesprawiedliwie ściganego) - jedyny aktor którego mogłaby kojarzyć (obok Amandy Seyfried)
- Oglądałaś Harrego Pottera cz. 4 i 5?
- Nie...
- Dobra, bo tam był taki Chrzestny Pottera i to był Gary Oldman,
-Aha, dalej nie kojarzę,
Myślę intensywnie, co by kojarzyła...o mam!
- Kojarzysz Leona Zawodowca? no wiesz, Jean Reno i Nieletnia Natalie Portman..
- No kojarzę
- To Gary Oldman grał tego złego
- nie mam pojęcia kogo!! był zły ale nie kojarzę..
Myślę myślę.... historia robi się coraz cięższa bo on rzadko przypomina siebie...dobra mam!
- Oglądałaś Draculę?
- nooo... chyba tak.
- taki z Keany Reevesem i młodą Winioną Ryder - tam Oldman grał Draculę
Niestety nadal nie kojarzyła, dobra ostatnia deska ratunku..
-Pamiętasz, był taki film Piąty element Luca Bessona.. Mila J. i bezbłędny Bruce Willis ?
- tak!
- to kojarzysz takiego typka co nie miał połowy czaszki?
- TAK!
- to jest Gary Oldman..
no nareszcie!
tylko w tym momencie...ile pewnych "toposów" znam z filmów?
mojej mamie zepsułam oglądanie wszelakich komedii romantycznych bo powiedziałam nieopatrznie,że kryzys jest w 40-50 minucie...
Co prawda obeznanie w motywach filmowych, przewidywaniu ról się przydaje,
ale jednocześnie, wcale nie czytając książki G. Martina a oglądając przesławny 9 odc. 3 sezonu Gry o Tron WIEDZIAŁAM ŻE TAK BĘDZIE!
bo co za naiwny idiota (tak, nie lubiłam Robba Starka i jego żonki, Matuli Stark mi żal..) po obrażeniu odmową największego sojusznika, od którego zależy jego życie, podrzuca mu pośledniejszego znaczeniem dowódcę aby poślubił córeczkę odrzuconego władcy? i jeszcze myśli że się wszystko ułoży? o naiwni..
życie... pisze podobne scenariusze, a mam wrażenie że takiego mordobicia było mnóstwo w historii...
ale o historii innym razem.
na razie muszę nadrobić jeden serial "Vikings" i poirytować się trochę amerykańskim stylem bycia (tak, to się zauważa jak scenariusz piszą Amerykanie Zjednoczeni) wikingów, po pierwsze, gdyby scenariusz do Vikings napisali Szwedzi Duńczycy czy też Norwedzy byłoby to :
a) mroczniejsze
b) smutniejsze
c) mniej epickie a bardziej rzeczywiste..
a z każdego scenariusza wynika  że w kupie, co klei się do lidera z tzw "świeżym umysłem", siła! i piękny przystojny niebieskooki wiking bez żadnej szramy na twarzy no błagam..ile on ma lat?!