Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2015

FFFFUUUUTRO czyli przeglądnik tragikomiczny 2014

Ponieważ humor zawsze jest w cenie a nie wszyscy potrafią się śmiać.
Przegląd 10 tragikomedii z 2014 roku:

10. Końcowka 2013 ale... TWERK! Już nikt nie ćwierka ale Twerka, twerkanie jest to hmm...ee.. trzepanie tyłkiem /datass/ tak, żeby zrobiła się z tego istna galareta. Niesmaczne to to, i trzeba posiadać wielkie 4litery jak Nicki o francuskim nazwisku. Najlepiej zrobić implanty. Twerkanie jest w większości popowych obecnie teledysków made in USA, Raperzy mają twerkające babeczki a ostatnio widziałam że Snoop Lion/Dog wypuścił teledysk z gronem twerkających focząt. A teraz wyobraźcie sobie proszę jakby tak ci niektórzy raperzy twerkali w tych swoich gatkach opuszczonych do połowy.

9. Instagram zawojował polski internet, a razem z nim #hasztag #hasztagatodobre #całeżycienahasztagu. Co ciekawe najpopularniejsze są #instafoodie a nie na przykład #pyszne #smaczne #pożywienie. Hasztagi są na fejsie, u Jimmiego Fallone, Justin Timberlake, w teledyskach. #hasztag wszyscy nadal jedzą na #placzbawiciela a ja nadal nim zjem coś, gdy nie jestem mega głodna robię zdjęcie i #hasztagomnomnom

8. Wojna na Ukrainie, jaka wojna? Przecież nic się nie dzieje, to przyjazne manewry naszych wschodnich sąsiadów. Tak, bądźmy spokojni i szkólmy się w papierkologi. Enten.... NATO na pewno coś z tym zrobi.

 7. Moje prywatne stanięcie z łosiem twarzą - w pysk (co prawda dzieliło nas jakieś 20 metrów ) tak, w Warszawie i pod Warszawą jest dużo dzikiej zwierzyny, łosie, lisy, bażanty, sarenki. Podobno dziki i lisy też.
Mam za to prywatną wiewiórkę. Wymiar komiczny jest taki, że to ja byłam w tym momencie nieproszonym gościem w lesie, nie łoś.

6.  NUDA. Trzecia cześć Hobbita - nie zobaczę definitywnie Bo nudne. Do tego spotkanie na temat Nowej Zelandii w Muzeum Azji i Pacyfiku, ponad godzina  oglądania slajdów, goście tam byli trzy miesiące po czym prowadzący po opisie mniej więcej "wchodzimy na górę, schodzimy, jedziemy autem, płyniemy łodzią, śpimy w szałasie" i o żadnej owcy powiedział, że Nowa Zelandia jest nudna? Nie zgadzam się.

5.  Naoliwiony tyłek grubej, brzydkiej, niskiej baby (o dziwo bez twerkania) vs. lądowanie na asteroidzie (notabene, podobno stracili łączność z jednym z łazików..) Pierwsza doczekała się parodii i stron w "poważnych" periodykach. O drugiej mam nadzieje że będę mieć okazję poczytać obszerne sprawozdania badań. Kosmos to jest to!

 4. Panująca wszechobecna tolerancja amatorszczyzny,  wszędzie paraseriale paradokumenty, grające na stereotypach, nie mają żadnych właściwości edukacyjnych ani artystycznych. Pamiętam jak nabijałam się z włoskiego RAI, że puszczają babki które walczą w basenie.
Już się nie nabijam, wiem do czego telewizja zmierza. Moje szczęście, że się jej pozbyłam.

3. Trzecie miejsce należy się wirusowi Ebola, jeszcze w podstawówce czytałam w podręczniku od geografii  w ramach "Afryki" o panującej tam od lat śmiertelnej gorączce krwotocznej która od dawna jest. że względu na obyczaje i warunki sanitarne, potencjalną epidemią. Oczywiście tylko biały człowiek może dostać fundusze nad pracą nad antidotum. Być może to jest proste, jak szczepienie na ospę. Być może nie. Przerażające na pewno.

2. Cudowne drugie miejsce to festiwal Eurowizji, media zamiast zastanawiać się nad sensem promocji wiejskiego widowiska, z patetycznym show i utrzymywaniem konwencji stereotypów i głosowania na kraje na wzajem (przewidywalnie) największym problemem był pomalowany facet z brodą w sukience. Dla mnie żaden show po wędrówkach we Wrocławiu, gdzie pewien wykładowca ubiera się tak od lat i nikogo już to nie szokuje.

1. Zaszczytne pierwsze miejsce otrzymuje śmierć Anny Przybylskiej w połączeniu ze śmiercią Igora Mitoraja. Pierwsza osoba to prześliczna aktorka, która zagrała w kilku filmach (niewielu dobrych) wielu sitcomach i słabych komediach. Oczywiście w teatrze też. Popularna w Polsce.
Druga osoba to znany na cały świat rzeźbiarz, jeszcze za życia najbardziej rozpoznawalny polski artysta za granicą. Twórca monumentalnych rzeźb nawiązujących do kultury klasycznej.
Komedia była z wielkim żalem po A.P. w mediach i brakiem informacji (albo wymaganym minimum) o śmierci I.M. który został pochowany we Włoszech.

TO BYŁ DRAMAT ten 2014

niedziela, 30 listopada 2014

Sieciówkowy grubas.

Dawno dawno temu myślałam o założeniu bloga w stylu "szafiarskim" jednak idea spełzła na niczym.
Najpierw musiałabym nauczyć się szyć.
Jakość, styl, rozmiary ubrań w tzw "sieciówkach" są dalekie od moich potrzeb.
Nie sztuką jest ubrać szczupłą, zazwyczaj drobną dziewczynę bez grama zbędnego tłuszczu. Sztuką byłoby ubrać mnie.
Wady ubrań w sklepach?

Długość  - coraz lepiej idzie sklepom stricte-spodniowym - tam rozmiarówka jest szeroka. W innych sklepach zwiększenie rozmiaru automatycznie oznacza nie "masz dluższe nogi" ale "masz większy tyłek i grube łydki" depresyjne. Do tego długość rękawów. Większy rozmiar oznacza - masz szersze bary, także na pierwszy rzut oka staje się dłuższy. Dlatego ostatnio kupuję bluzy z długim rękawem na działach chłopięcych.
Czyli szerokość to też problem. Zwłaszcza jak człowiek chce się wbić w obcisła sukienkę to nie może, bo właściwy rozmiar i tak podjeżdża do góry.

Umiejscowienie talii - osoby wyższe talię mają niżej. Dziwna sprawa ale tak jest. Ułatwieniem jest noszenie ubrań w stylu empire. ale takie sukienki przy klepsydrowo-bogatszych kształtach "nosiciela" a także przy sztywności materiału powodują efekt szafy. Zawsze można by nosić męskie koszule, Jednak trzeba by było je za każdym razem przeszyć tutaj tutaj i tutaj, tworząc tu mniej a tam więcej.
Jakość materiałów - po kilku praniach nie nadają się do noszenia. Po czym to poznaję? są bardzo niemiłe w dotyku. Właściwie nie szukam ubrań wzrokiem ale dotykiem. Rzadko zdarza się miły materiał.
Ubrania nie spełniające swojej funkcji: swetry z krótkimi rękawami - ni to ogrzewa ale nie, trzeba kupić żakiet. To samo tyczyło się niedawno mody na płaszcze z krótszymi rękawami - Po co ja się pytam? Cieniutkie bluzeczki, przezroczyste, Żakiety z plastiku które już na wieszaku wyglądają na pomięte.
Kolorystyka - szaro buro i ponuro. Jako że moje ulubione kolory to łączenie czerwieni i czerni albo zieleni i czerni ewentualnie niebieskie to w sklepach ostatnio eliminując powyższe wady zaopatruję się w czarno-białe rzeczy. Idę na łatwiznę. Wkurza mnie też to, że męskie koszulki mają ciekawsze wzory niż damskie - jakiś superbohater lub ciekawe hasło, a dziewczyny to albo mają nadruk fauny albo flory albo jakiejś nieznanej modelki.
Jednocześnie sieciówki jak wypuszczają jakiś kolor, to wszystkie na raz, efektem są wesela, gdzie nagle sukienki gości były w dwóch możliwych kolorach: czerwieni i chabrowym błękicie.
Buty - idea butów z dziurami po bokach, lub zimowych nieocieplanych niczym. do tego plastikowych. plastik nie grzeje. Co prawda można się czepić, ze skórzane buty to nie buty ekologiczne. Ale jak mogę jednak wole skórzane, sztuczne są z pochodnych ropy naftowej i plastiku. Be.

Żeby przestać marudzić, że nie mam się w co ubrać, rozpoczynam bieganie po sklepach z materiałami (adresy już mam) w poszukiwaniu materiałów i mam zamiar nauczyć się kroić aby z tego coś wyszło.
I może w końcu nauczę się na drutach, bo szydełkiem dziergać sobie szalik...to zadziergam się na śmierć.


sobota, 11 stycznia 2014

Rozmowy w pociągu i znowu o wysokich...

Zdarza mi się wracać pociągiem do domu (rzadko ale jednak) i czasem słyszę ciekawe rozmowy.
Tak było tym razem, kiedy jadać sobie pociągiem mimochodem słuchałam rozmowę dwóch chłopaków i dziewczyny. Rozmowa tak jakby dotyczyła mnie i wszystkich wysokich dziewczyn.
Otóż omawiali oni swojego kolegę, który miał dziewczynę bardzo wysoką (około 180 cm wzrostu) i przez to, jak ona ubierała szpilki była wyższa.
Rozmowa, której niestety nie słyszałam, była krzywdząca.
Jak ona śmiała być taka wysoka? Czy nie jest jej z tego powodu głupio (What!?)
Dziewczyna w tej trójce rozmawiających broniła jej.
Faceci uznali, ze to nienormalne, żeby ktoś był tak wysoki, w końcu jeden z nich miał 174 a drugi 178 . I że ten kolega którego dziewczyna jest taka wysoka ma przerąbane bo go przewyższa.

O tej rozmowie przypomniałam sobie dzisiaj rano, trochę się zirytowałam. Chociaż sama zwróciłam uwagę na to, że warszawska populacja nie jest zbyt wysoka, nawet przyjezdna, ja ze swoim 182 na większości koncertów wystaje i nie mam zbyt często problemów z widzeniem sceny i jadąc autobusem rzadko spotykam ludzi swojego wzrostu, to nie uważam, że to powoduje inność.
Fakt, na sylwestra z koleżanką nie założyłyśmy szpilek bo by się okazało, że jesteśmy najwyższe a na domówce to trochę niewygodnie.
Bycie wysokim ma bardzo dużo zalet, właściwie więcej niż bycie niskim/średniego wzrostu.
Jak jest się wysokim to nie ma problemu z sięganiem do szafek, ściąganiem ubrań z górnego wieszaka w sklepach (nie musimy prosić o to obsługi..uff..) Rzadko też korzystamy ze stołka.
Wspomniane już koncerty - również doskonale, jak też inne wydarzenia.
Co prawda w przypadku wysokich działa też prawo Murphy'iego - jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ktoś jeszcze wyższy stanie przede mną.
Automatycznie mam dłuższe palce - daje to możliwość szybszego pisania na klawiaturze, większego rozcapierzenia łap na gitarze itp. Chociaż nadal mam wrażenie "wielołokciowości" to zaakceptowałam to.
Niestety mimo to, nadal największym problemem jest kupowanie ubrań zimowych.
Płaszcz, w którym nie wyglądam jak "stara maleńka" lub ludzik Michelin i nie szeleszczę z odpowiednio długimi rękawami i pasem we właściwym miejscu jest dla mnie NIEOSIĄGALNY!
Jesienią kupiłam AŻ trzy bluzki/nie swetry/nie golfy z długim rękawem. W tym jedną w dziale dla gimnazjum ( z angrybirds)
Problem?
PROBLEM.
Ale przynajmniej nie ma zimy..


Ps. Poza tym śniło mi się, że znalazłam artykuł na temat swojego bloga: za dużo przecinków, za długie zdania, za dużo wielokropków mimo interesującej treści. Czas nad sobą popracować.

niedziela, 24 listopada 2013

Planszówkowy zawrót głowy!!



 Jestem graczem, nie powiem że nałogowym, ale lubię rozpracowywać systemy zwycięstwa.
Gram w wiele różnego rodzaju gier.. od pokera (co mi za dobrze nie idzie bo nie traktuję tego poważnie) po gry karciane i planszowe.
Co myśmy robili jak nie grało się w planszówki!?
Oczywiście jak byłam mała dostawałam planszówki, były to chińczyki i inne drabiny i węże.
Na pewno był to Eurobiznes a też, na fali fascynacji Robin Hoodem, zażyczyłam sobie RPG (teraz już wiem że to erpeg był) na urodziny, jednak po kilku grach dla 10 latki okazało się to za trudne... i nie miałąm z kim grać.(zasady dość skomplikowane).
potem przerwałam na dłuższy okres granie w gry, nie licząc masterwindów i scrabble które z Babcią zarzynałyśmy i mimo że strasznie się starałam Babcia zawsze wygrywała. ZAWSZE. Słowa były takie, że słownik języka polskiego był nieodzownym fragmentem gry.

Obecnie na swojej półce mam:
7 cudów (Seven Wonders) - grę dostaną na urodziny od mojej Paczki głownie dlatego, że może w nią grać 7 osób. Nie jest zbyt często używana, ponieważ zasady są dość skomplikowane i wielowątkowo można wygrać. Powoduje to trudności w tłumaczeniu gry. W tym momencie nie ma też zbytnio okazji, aby zebrać tyle osób.
Grywalność jest świetna, cała rozgrywka trwa pół godziny, jednak gdy zagraliśmy po raz pierwszy, przez 2 godziny łapaliśmy zasady a kolejne 2 to była gra. Jednym z najlepszych elementów Siedmiu Cudów jest to, że do końca gry, czyli do podliczania punktów nie wiadomo kto wygrał. Trzeba mieć specjalny notatnik, w którym zapisuje się wyniki i efekty gry. Wszystko dzieje się na raz, więc trzeba obserwować swoich sąsiadów.
Gra dwuosobowa jednak nie ma większego sensu.
Siedem Cudów w Wiki
Oficjalna Strona

Osadnicy z Catana (Settlers of Catan) - genialna gra planszówkowa, grałam kiedyś na niemieckim serwerze w wersję Online ale niestety, zbytnia popularność serwera i długi czas, kiedy nie grałam zablokowała mi konto.
Składa się z plansz surowców i jest grą typowo losową gdzie od powodzenia zależy nie tyle odpowiednie rozłożenie miast na planszy, co późniejsze rzuty kostką. Trzeba skompilować i przewidzieć możliwe ruchy.
Jednak po dłuższym okresie gra się nudzi niestety (jak praktycznie każda) ale są różne wersje i dodatki.
Gra jest przeznaczona dla 4 osób (gdzie na planszy robi się ciasno) optymalnie można grac w 2 (luźna plansza) do 10 punktów. Rozgrywka jest około godzinna zasady proste do wyjaśnienia także polecam dla ludzi rozpoczynających przygodę z planszówkami.
Trzeba tylko zwracać uwagę na dodatki: są dwie wersje gry, z plastikowymi elementami(taką mam) oraz z drewnianymi. Jest równie dobrze grywalna w sieci w przeciwieństwie do Siedmiu Cudów.
Oficjalna Strona Gry

takie tam z instagramu Catan w tle (obiadek pyszny)

Kolejną planszową, niekarcianą grą jest Carcassonne z tej samej firmy co wyprodukował Catan.
Również historia poznawania tej gry jest podobna, jak w przypadku poprzedniej. Grałam online.
Mam wersje podstawową, z jednym rozszerzeniem (Karczmy i Katedry). Za to możliwe jest kupienie w Polsce gry z wieloma dodatkami !
Gra jest prosta w tłumaczeniu i polega na tworzeniu planszy i anektowania kolejnych miast dróg i pól. (Jako Rycerz, Zbójca i Rolnik). Proste zasady, nieliniowość powodują, ze może w to grać (z dodatkami) w maksymalnie sześć osób  jak i że trafiają do ludzi w rożnym wieku.
Jest to szybka gra, podlicza się każdorazowo punkty za zajęcie danego miasta czy drogi lub też pól wokół klasztorów.
Dodatki są również proste (chociaż nie zawsze to wygląda funkcjonalnie) i można grać w kilka naraz jednak jest to ciężkie do ogarnięcia, jest ich kilkanaście jednak nie będę opisywać po kolei.
Carcassonne w Wiki
Carcassone Central

Co do ogarnięcia, posiadam jeszcze (na ostatnie urodziny) grę Ogarnij się czyli najszybszą karciankę świata (dość wkurzająca przez to). Trzeba jak najszybciej pozbyć się kart. Tyle;)

Jeszcze dostałam jedną, ale jej nie rozgryzłam, bo ma słabo opisane zasady i jestem w trakcie.




środa, 7 sierpnia 2013

Bo to jest modne!

Narzucajcie mi trendy,
narzucajcie mi, jak mam chodzić, jak się zachowywać, jak się ubierać gdzie bywać
narzucajcie mi telefon, punkt widzenia, narzucajcie mi wizję domu, ubrania, mieszkania
mówcie co jest dla mnie dobre.
W internecie jedna dobrze puszczona plotka staje się faktem, żywotność wiadomości zmienia się z dnia na dzień. Teoretycznie w internecie jest wolność.
Ale dlaczego o sytuacji w Turcji media internetowe (!) zaczęły informować 4 dni po rozpoczęciu?
Dlaczego mam wrażenie, że wszystko jest powielane, rozdmuchiwane?
dlaczego te wiadomości są tak nieważne dla mnie czy dla Ciebie, bo opowiadają nie o naszych problemach ale generalizują, bagatelizują?
Tyle polityki.
Przechodząc do tematów blogów, i mody blogowej, jestem czytelniczką kilku blogów stricte kosmetycznych, kilkunastu blogów kulinarnych. Tym drugim można wybaczyć pewna sezonowość, w końcu wakacje są raz w roku, świeże owoce raz w roku, święta dwa razy w roku. Jednak wnoszą one dużo do mojego życia.
Tym pierwszym nie wybaczę kilku rzeczy:
1. co jest pożytecznego w kupowaniu naprawdę niezliczonej ilości kosmetyków,faktycznie, mogą dostawać próbki od sponsorów za prośbę testowania czy czegoś, fakt, można na tym zarabiać.  Ale najczęściej pojawiają się przez to kosmetyki z kilku znanych sieciówek na ER i na ES lub jakieś koszmarnie drogie. Właściwie wchodzę na takie blogi, bo jest możliwość znalezienia naturalnych sposobów pielęgnacji.
Gorzej z blogami modowymi. Jako osoba niewymiarowa i ceniąca sobie wielosezonowość ubrań a więc w tym ich jakość ciężko mi chodzić do popularnych sklepów Właściwie ostatnio wpadam jedynie sporadycznie na wyprzedaże, albo kiedy naprawdę czegoś potrzebuję, chociaż wpadam coraz mniej.
Kiedyś słowo "szafiarka" kojarzyło mi się z awangardową dziewczyną która poszukuje ubrań w ciuchach lumpeksach, szpera w ubraniach babci i mamy i za pomocą igły i nitki albo dodatkowych elementów robi ciuch-cudo.
Teraz szafiarka to dziewczyna ubierająca się w to, co dyktują kreatorzy mody i sklepy, ma być łatwo dostępne i jednorazowe, ubiera się często zachowawczo. Ma zachęcać.
Nie wiem jak ja, ale przez mój charakterystyczny styl czasem dostawałam telefony "Hej! byłam w sklepie i widziałam bluzkę/sweter/spodnie idealne na ciebie!" więc szłam oglądałam, przymierzałam.
Najlepsze dzwony najświetniejszą bluzkę, sweterek w cudownym kroju, wszystko w lumpach. Sukienki na różne okazje też. A najwięcej wszystkiego w paski...
A co teraz jest modne:
1. kolor MIĘTOWY - chwyt marketingowy jak nazwać inaczej blady turkus? MIĘTOWYM chociaż ludzie którzy tak nazwali tą mieszankę barw chyba mięty na oczy nie widzieli, a tak to paznokcie, sukienki, firanki, okulary,rowery bleeee
2. kolor PUDROWY - nikt nie przyznaje się, że to kolor PRL-owskich spranych majtek albo blady różowopomarańczowy,
3. OMBRE - co prawda uległam mu na jakieś dwa tygodnie kiedy zafarbowałam sobie końcówki włosów na czerwony (nie wychodził na zdjęciach) i niebieski (wyglądał jak płukanka do włosów)
4. KORONKI - polecam - Defined Me - chociaż w koronkowych sukienkach z halką pod spodem chodziłam już 3 lata temu (mam dwie w moim ulubionym kolorze - czarnym)
5. TAFTA - późno coś na modę, już 5 lat temu wybłagałam Babcię o uszycie mi sukienki z halka z tafty, jest cudowna z porządnego materiału - pójdę do pracy jutro
6. KOTURNY - no błagam! jak mam w tym prowadzić samochód?(a tym bardziej chodzić) to toporne buty wyglądające dobrze tylko na niedożywionych nastolatkach(tak, miałam takie w gimnazjum)
obrazków nie będzie

czwartek, 1 sierpnia 2013

Walka z czernią walką z wiatrakami

Szafa, dominujące kolory: czerń, czerwień, zieleń.
Dominujące kolor koszulki na lato? CZARNY
To nie tak, że człowiek nie lubi innych kolorów, owszem, lubi. Psioczę w te upały na swoje gusta i obiecuję sobie codziennie,że następnego dnia pojadę na jakaś wyprzedaż i kupię sobie lekkie kolorowe koszulki.
Standardem jest powrót z kolejnym czarnym tshirtem z nadrukiem (ostatnio rozmiar XL męski wypatrzony)
z kolorowym napisem O!


No i ginę w odmętach czerni, jeszcze mi glanów brakuje, rozpuszczam się w samochodzie, rozpuszczam się w komunikacji rozpuszczam(trochę mniej) na rowerze)
Ktoś by powiedział, przecież czarny jest be, czarny pochłania kolory czarny się nagrzewa, nic dziwnego.
Ale czarne koszulki to jednak bawełna a nie poliester,
czarne koszulki nie są jakimś elastanem czy lycrą,
czarne koszulki są z bawełny mam nadzieję naturalnej
czarny się nie nudzi...

Poza tym, czarny jest cudownym kolorem jeżeli człowiek nie bawi się mąką (i jakimiś innymi proszkami) nie trzeba za bardzo uważać gdzie się siada.
Problemem u mnie jest to, że jako osoba ekspresyjna i ulegająca "czarowi chwili" czasem zapomnę do gotowania pomidorówki ubrać jeden z moich fartuszków kucharza, i na czarnym luuuz, nie widać, ale na białym? Kosmiczny dramat.
Czarny rządzi
Wyglądam jak metalówa od wielu lat, odliczając glany, ale czarny t-shirt z napisem wygląda jakoś tak bardziej.... porządnie.
Czarny jest kolorem uniwersalnym.
Mając czarna sukienkę za pomocą różnych dodatków można zostać księżniczka, czarownicą, zakonnicą, żałobnikiem, księdzem, diabłem, wampirem, aniołkiem, topielicą,zombi, czego nie można powiedzieć o innych kolorach, które zawsze są "jakieś"
czarny to czarny.
Czarny z kolorowymi kropkami to nie brudny czarny, to kosmos!

W czarnym się nie wtapiasz, w czarnym masz klasę, w czarnym jeżeli jest się bardziej okrągłym ma się lepsze samopoczucie, jednak w czarnym ludziom szczupłym nadal wygląda się tak samo.
Czarny zdradliwy jest, myślisz, że wyglądasz dobrze, że nic dodać nic ująć.a tu spod czarnej warstwy leginsów widać białe majty.
lub wałeczki
lub białą oszukańczą niteczkę
lub łupież.

Jest tylko jedna rzecz, której nie znoszę i nie mam praktycznie; czarna torebka - czarna dziura współczesnej dziewczyny. nic nie ma szans aby się znalazło NIC!
Czarne okulary przeciwsłoneczne klasyka
Czarne spodnie - jeansy - jeżeli nie ścieralne to mistrzostwo świata. obecnie szukam skórzanych ale na mój wzrost nie produkują (a to zabawne..)

Drugim kolorem, który nałogowo uwielbia, to połączenie czerni i czerwieni ale o tym kiedy indziej.Ogólnie mam też fazę na: czerwony płaszcz+zielone spodnie+żółtą koszulkę, zdarza się.

Gorzej z trzecim ulubionym kolorem : zielenią - tu nie połączę z czerwonym, ponieważ wygląda to co najmniej..bożonarodzeniowo:) za to akurat w tym okresie wdziewam na siebie te połączenia bo to kiczowate i zabawne:) a chodzenie po sklepach z tłukącym się w głowie "no przecież nie kupisz zielonego sweterka do zielonej sukienki ani zielonych jeansów ani zielonych leginsów" odpada!

czwartek, 4 lipca 2013

Dlaczego NIE podoba mi się obecna moda (a raczej zawartość wieszaków)

Moda, modny, styl...
kto z nas nie chcę poczuć się modnie wygodnie i na czasie? dlatego dziewczyny chodzą po sklepach nie tylko dla siebie ale i dla partnerów, żeby wyglądać dobrze, czysto zadbanie i ogólnie stylowo.
Jednak zarówno sklepy jak i sam fakt obecnie istniejącej mody nie pozwalają nam wyglądać stylowo... i widzę coraz bardziej, że nie chodzi tutaj o dobrze ubranego człowieka, ale raczej jak najbardziej wyciągnąć mankamenty żeby sięgał po więcej:
Obecnie lansowany styl, to za duże bluzki/koszulki (żeby było widać, żeśmy wiotkie i delikatne), wysokie koturny i obcasy (żeby było widać żeśmy drobne i delikatne), jasne pastele (żeby było widać, żeśmy delikatne) i krótkie sukienki (żeby było widać, żeśmy długonogie i szczupłe)
A raczej nikt i mało kto jest tak chudy drobny i delikatny i z reguły takie dziecięce sylwetki szybko zatracamy.(trochę -stety trochę nie-stety)
no to chudnijcie żeby wyglądać na wiotkie i delikatne!

Drugim elementem, jest ilość ubrań, żeby poczuć się kompletnie ubranym, totalny chwyt marketingowy:
kup bluzeczkę, cieniutką, sweterek cieniutki, nie jesteś modelką z okładki dlatego nie będziesz go zakładać na jedynie bieliznę bo nie wypada a bez to sensacja na ulicy! kup jeszcze w przecenie za 19,90 zwykłą koszulkę na ramiączkach co by uprzyzwoicała ubiór. - dwie rzeczy...aby mieć sweterek który strasznie ci się podoba!
szukasz tshirtu..wszystkie jakieś powycinane, dziwnej wielkości z dziurami po bokach, ale nic to, przecież dokupię do tego sweterek... tshirt cieniutki, spiera się przy czwartym założeniu cienki materiał i jeszcze gorszy nadruk made by bangladesz (czy inne cos) ale niee 49.99 w najlepszym przypadku jakaś przecena i niecałe 30 zł. i jest Twój!
Legginsy - kolejny dramat, mi się udało w popularnej sieciówce znaleźć nieprześwitujące porządne legginsy które można założyć do wszystkiego, przy moim wzroście legginsy to jakieś 5/6 długości..(standardowy jeden rozmiar..) do tego żeby te legginsy które w najlepszym razie są 120 DEN rajstopami bez stóp, wyglądały kup dłuższą koszulkę lub sweterek, przyda się..
a co do sweterków, może i jestem laikiem ale: sweterek dla mnie to samo co sweter, kardigan czy co innego, nie rozumiem różnicy. gorzej, że sweterek to też rozpinana bluzka z przodu (słowo bluzka wypadło) także coś, co jest siateczką z nici na wcześniej wspomniany "top"
Poza tym dużo daje tworzenie nowych nazw dla starych kolorów... kiedyś seledynowy czy pastelowy zielony to był seledynowy i pastelowy zielony, teraz to wiele odcieni MIĘTY (do diaska!)
wcześniej zielonożółty oczoyebny zielony teraz LIMONKOWY (nie dość że to poprawia nastrój bo kupuje się coś odświeżającego to jeszcze jadalnego) kolory neonowe w których nikt nie chodzi a okupują półki sklepowe... akcent - ok całość - zalatuje kiczem.

Dramatyczna jest też jakość, za pierwsze swoje poważne spodnie nie z ciuchów (za szybko rosłam i nie opłacało sie mi kupować spodni za dwie stówy z których zaraz wyrosnę) nosiłam dwa lata!  w końcu przetarły sie na tyłku..
a teraz co: tu pójdzie szlufka, tutaj okazuje się, że kolor jest "Ścieralny" i wystarczy pochodzić dzień w openerowych gumiaczkach i długich spodniach i już czarny wytarty... do tego nie trzymają formy, wydają się długie a potem wystarczy pranie i sie przykurczają.
Wełnianych rzeczy nie uświadczymy, bawełna też w odwrocie, a o lnie czy jedwabiu można pomarzyć!
dobrej jakości rzeczy z dobrych materiałów dobrze wyglądają i leżą.
rzeczy z bylejakiego, które lansowane są ogólnie jako te za duże lub dla chudych własnie wynikają z małej dbałości o jakość: rozciągnie się? super! przewieś przez jedno ramię, spodnie się zbiegną? super! modne przykrótkie! sweterek się zmechaci ? super! wygląda jak stary oldskul-ciuch, widać, że chodzisz po lumpeksach.

Ten Marudny Post powstał przy inspiracji wczorajszą szybką wycieczką do sklepu ogólnym żalem i posiadaniem zbyt długich nóg na te ładne letnie sukienki...(i zbyt długiego tułowia) i nadchodzacą nieuchronnie wyprawą na tzw wyprzedaże zeby upolować cokolwiek...bo w szafie znależć można nadal dobrej jakości ubrania sprzed 6 czy 7 lat ale ile można..?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Serialowisko

Jak już wiadomo jestem maniakiem filmów i animacji. Jednak z równym zadowoleniem oglądam seriale. Kiedyś, w ramach jakiejś rywalizacji o tytuł największego freaka serialowego wyliczyli mi, że razem z anime oraz kreskówkami oglądałam (czy też już obejrzałam) ponad 150 odcinkowców! w największym moim szaleństwie oglądałam 15 tygodniowo....
Dzielę je na "obiadowe" i "celebrowane" 
obiadowe: mało krwi, mało obrzydliwości, można obejrzeć do obiadu, ale nie śledzi się na bieżąco odcinków, ewentualnie wspomnienia dawnych seriali, 
celebrowane: wyczekiwane przez tydzień lub dwa z niecierpliwością, lub obejrzane sezon lub dwa jednym tchem!
i nijakie: takie, które po 3 czy 4 odcinku rzucam, ze względu na jakikolwiek brak zahaczenia tematu przeze mnie.. niezrozumiałą popularność lub schematyczność.
Lista jest całkowicie subiektywna!
lista seriali obiadowych (z literą C w nawiasie te, które spadły z Celebrowanych- ku jasności):
How i met your mother(C), Two Broke Girls, Instant Star(wszystkie tego typu co leciały w tv też...ale ich nie zliczę), Awkward, Lost Girl, Being Human (Kanadyjska), Mentalista (C) Vampire Diares (Wypadły z C. w tym roku, kiedy fabuła straciła sens i celowość) Glee(pomiędzy C a O.) Gossip Girl(podobnie jak VD- fabuła!) Mad Men (do 3 sezonu..), Boardwalk Empire, Roswell, The Lying Game

seriale Celebrowane: Dr House, Tudors, American Horror Story, Sherlock, Californication (oprócz przedostatniego sezonu),Cougar Town (oprócz ostatniego sezonu), Dexter(oprócz 6 sezonu który był pomyłką), Downtown Abbey, Lie to me, Friends, that 70' show(klaasyki), Game of Thrones(o 3 sezon się skończył ku mojej rozpaczy), Jane by design, Mash, New Girl, Pushing Daises, Skins(do 2 sezonu), 2 pierwsze sezony Spartacusa, Rome, Pamiętnik dziewczyny na telefon

seriale Nijakie: Elementary, Big Bang Theory(nadaje się troche do Obiadowych), Demony Da Vinci, Supernatural, Heroes, True Blood, Smallwille, Jezioro Marzeń (dawno dawno temu..)


Jak widać, dużo nie dotrwałam,
bardzo ciężko jest znależć serial, który bym naprawdę chciała obejrzeć, prawdą jest, że im więcej się czyta/ogląda wie, tym bardziej staje się wymagającym i krytycznym.

Seriale obyczajowe: te same motywy wzajemnych koligacji, brak wyjaśniania, mam wrazenie że pod te same dialogi podkłądali tylko innych bohaterów, przykładem idealnym są Pamiętniki Wampirów z Lying Game z Gossip Girl... ogólnie strasznie słabe jest naciąganie seriali byleby trwały i trwały.... rozciąganie fabuły koligacji, kombinacji kto z kim przeciwko komu i człowiek wie, ze z końcem sezonu nie skończy się serial. (Bosko ze niektórym się to udaje) nie zdarza się, żeby trzymał klasę do końca (dexter)

W serialach dobrze mieć jasno określony świat, bohaterów o określonym światopoglądzie i zasadach. 
dlatego tak dobry jest House, Sherlock, Dexter, Pushing Daisies (cudowny Lee Pace! aż żal że nie było kolejnych magicznych odcinków...) Jane by design(chociaz ten serial spadał pod koniec), oraz New Girl (boskość!) i Californication (przemiana głównego bohatera tez jest dobra)
zabawa konwencjami jest istotnym elementem serialu, bez "o znany temat obejrzę" nie dla mnie akurat, ja lubię się czegoś nowego dowiedziec, jak z Mentalisty lub Lie to me, faktycznie gossipgirl oglądałam głównie dla stylu Seleny (która ma podobną do mnie figurę) a też pośrednio po to oglądałam Jane by Design .


no to wybrałam swoje typy. ufff...
ciekawe, czym mnie w tym roku zaskoczy telewizja? 

wtorek, 21 maja 2013

Sklepy dla ponadprzeciętnej? (nie z najwyższej pólki)

Całe dzieciństwo byłam za długa, i za chuda... pająkowate ręce, miałam wrażenie że wszędzie mam łokcie, i chudość wyśmiewana nie tyle od desek, co od możliwości liczenia żeber.
Jako dwunastolatka nie lubiłam na siebie patrzeć w lustrze bo kojarzyłam się sobie z marsjanami z filmu Burtona: duża głowa pająkowata reszta i żebra!
dlatego kazdy kilogram przyjmowałam z radością.
Na studiach odkryłam możliwości gotowania a także zaczęłam jeść baardzo duże ilości słodyczy i moja waga w końcu sie unormowała i przy moim wzroście mam idealną wagę co do wszystkich możliwych internetowych wskaźników .
kilka danych, które mogą być pomocne przy dzisiejszym temacie:
wzrost: 180
figura: wydłużona klepsydra z wcięciem w talii
nogi: b. szczupłe łydki uda mniej (wiadomo)
biust : 70D 

Cel: kupić ładny, zestaw w dobrej jakości: sukienka/spódnica, bluzka z długim rękawem (nie biała! jakakolwiek cieplejsza) dżinsy/grube legginsy (takie, co na to można tunikę włożyć) . w każdym z tych typów problem jest taki: M za małe L za szerokie! (chociaż ostatnio w pewnym sklepie trafiłam na idealną na mnie tunikę o rozmiarze S...) - dlatego sklepy internetowe, tak wszędzie popularne u mnie odpadają! jakoś nie ufam tego typu rzeczom....

Spodnie:
warto kupować w markowych sklepach (wrangler, big star, lee) są super długie! minusem przy mojej sylwetce jest to, że nie mogę mieć totalnych dzinsoleginsów - zwiększają rozmiar stopy, opinają nieładnie a do tego, przy tym wzroście z reguły staja się biodrówkami i powstają nieestetyczne wałeczki.
jednym z niewielu sklepów, gdzie poza markowymi (ostatnio mam wranglery) można kupić jeansy to Zara (o dziwo) chociaż koniecznie trzeba sprawdzić, czy nie są podfarbowywanie, wówczas się nieestetycznie przecierają np.w przypadku wyższych butów
nie warto kupować spodni "przecieranych" same się przetrą!
omijać jakościowo szeroko: H&M (nigdy nie kopiłam tam spodni)
cenowo: nie warto na spodnie wydać więcej niż 250 zeta; najlepszej jakości spodnie mogą przeżyć dwa lata (bez przetarć) 

bluzka z długim rękawem:

istny koszmar!
mam może ze 3 bluzki gdzie rękaw dosięga przy zgięciu łokcia do kości nadgarstka,
warto szukać w tzw :"końcówkach"(nie outletach !!) albo w sklepach firmowych - ja ostatnią bluzkę , rozpinaną, w stylu japońskiego chłopięcego mundurka mam z Pierre Cardin (sklepu firmowego wiec cenowo było bardzo sensownie)
i koniecznie omijać sklepy typu chińskiego! 
miejsca: H&M (b. rzadko) małe sklepy,

Sukienka:

 tu temat okrutny, bo jak kupić sukienkę przyzwoitej długości (o tych biznesowych 2 cm za kolano można tylko pomarzyć) z talią w odpowiednim miejscu?
szukałam sukienki podkreślającej talię, 
- Mohito - ma proste sukienki co prawda w większości są mi maksymalnie 20 cm. przed kolano ale zawsze coś! (spódniczki mają dłuższe ostatnio) - ale często jest problem z talią a kształtem wszystkie są podobne, co prawda b. lubię ten sklep!
- New Yorker
- Bershka
Gorzej ze sklepami typu Orsay (akurat tam kupiłam wyżej wspomnianą sukienkę) ale talia zaburza proporcję... i Reserved....po prostu mam wrażenie że jestem albo za wysoka albo za gruba (o nie, nikt mi tego nie wmówi ) - jeszcze był cudowny sklep Cache Cache (gdzie on no gdzie!?) ale tam też przedłużałam sobie sukienkę raz, doszywając tasiemkę u dołu...

największy problem: owszem długość spoko, tylko gdzie mam upchać w tym tzw "kobiece kształty"? 
nie upcham = nie kupię
Z wyżej wymienionych powodów, jako osoba pracująca, chodzę w bardzo nieprzepisowych ubraniach: za krótkich sukienkach (staram się przez to nie łączyć sukienek ze szpilkami...baletki nie powodują tutaj żadnego zgrzytu)


wtorek, 30 kwietnia 2013

Zaspałam!

Zaspałam!!
jak zakładałam bloga (czyli niedawno) obiecałam sobie ze przynajmniej jedna notatka w tygodniu...a  tu mi sie kolejny tydzień zaczął.
Poniedziałek upłynął mi na wrzucaniu rzeczy z którymi wcześniej nie potrafiłam się rozstać do pokaźnego worka.
Selekcja (wszystkie odpowiedzi na Tak powodowały ponowne upchnięcie w szafie)
1. czy chodziłaś w tym w ciągu ostatnich 12 miesięcy T/N T- zostaje!
2. czy spośród pozostałych któreś jest rękodziełem mamy/babci/twoim T/N
3. czy rzecz jeszcze na Ciebie pasuje? T/N
4. czy rzecz jest na tyle oryginalna że nie została kupiona w sieciówce? T/N
5. czy jest w dobrym stanie T/N

w ten sposób poszedł worek (co prawda oddawałam też rzeczy w dobrym stanie ale za małe)
szafa została odchudzona.
Co zostało?
1. sweterki robione z sercem przez moją Babcię (na moje nietypowo długie wymiary)
2. ukochane jeansy z liceum- dzwonowate z metalowymi ozdobami i możliwością przerobienia na rybaczki(czyli podwiązaniem
3. wszystkie t-shirty z nadrukami "firmowymi" ze studiów, z różnych wydarzeń.
4. brudnobiałe dzwony
5. długa, czarna wełniana sukienka z dorobionymi koronkowymi rękawami(przyda się zimą, w tym roku o niej zapomniałam)

Teraz pakuję "stylówę" na 6 dni festiwalu filmowego ;) pogoda trochę w kratkę ale mam nadzieję, że się rozpogodzi...(nie wzięłam openerowych kaloszy!)
a zestaw wyjazdowy(razem z ostatnim atakiem na sklepy minus żółta spódniczka Mohito po którą zapomniałam (!) się wrócić do sklepu) wygląda tak:



Kolejne zdjęcia, być może z festiwalu  - Kino na Granicy ( mam nadzieję, że uda mi się ująć czar leżenia na leżaczku pod biurem festiwalowym) niebawem :)
i detal:
blue
ciasteczkowy potwór!!!
Samochód czeka jeszcze na naprawę tej dziwnej awarii a jutro w drogę!