Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopy vs baby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopy vs baby. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

Co możemy zrobić sami...

Wskazane przez pewien czas było dążenie w jednym, ściśle określonym kierunku- specjalizacji. Czasem jeszcze węższym.  Synuś kroi żabę - o dostanie swój pierwszy skalpel i będzie chirurgiem. Synuś taki wyszczekany, polityk albo prawnik, najlepiej adwokat. Itp. itd. itp... Zarabiając pieniądze na specjalizowaniu się przeciętny człowiek nie rozwija się już w inne strony.
Nazwałabym to ograniczaniem się na własny użytek.
Ale im bardziej jesteśmy ekspertami w danej dziedzinie tym większa jest możliwość manipulacji a tym bardziej możliwość uzależnienia się od innych.
Żywym przykładem jest sytuacja, kiedy po zawieszeniu się nawigacji ludzie stają na poboczu bo nie wiedzą co dalej. Nie czytają znaków, nie wiedza przez co jadą - ot dojazd z miejsca A do miejsca B.
Kiedy nawigacja się odwiesi mogą jechać dalej.

Przykład taki: coraz mniej z nas umie szyć, bo po co, przecież materiały są drogie a szycie trudne. Owszem, potwierdzam: jest bardzo trudne, ale satysfakcja z gotowego, niepowtarzalnego dzieła jest niewspółmiernie większa, i dużo lepiej się wygląda.
Drugi: coraz więcej jemy na mieście albo odmrażanych gotowców. Ale co innego potrafić gotować i odmrażać z braku czasu, a co innego gdy ma się talent do "przypalania wody na herbatę". Drugi przypadek to typowe usprawiedliwienie osób bojących się spróbowania.
Jedzenie na mieście dla mnie jest dobre ale tylko wtedy gdy chce odkryć nowe połączenia czy smaki albo potraktować to jako pretekst do spotkania się z przyjaciółmi. Co prawda mi gotowanie idzie obecnie dobrze, ale jako 10 latka uważałam, ze jest to zajęcie dla bab i mamy a ja się będę zajmować czymś bardziej przydatnym w życiu. Kocham jeść :D
Kolejny przykład? Pochwała ignorancji albo "sadzenia" głupoty. Jeżeli nie wiem gdzie co jest to się przyznam. Nie będę udawać że wiem wszystko a nawet więcej.
Ale staram się poznawać miejsca do których jadę, pamiętać że dane miasto słynie z rogalików, inne z festiwali jeszcze inne ma cudowne Stare Miasto albo w niedalekiej odległości zamek.
Nie wszystkich to interesuje mówicie?
Nie.
Ale to nie są rzeczy po które trzeba specjalnie sięgać w otchłanie książek. Wystarczy porozmawiać.
Ilu już ludzi spotkałam w większych miastach (nie tylko w Warszawie) którzy poza swoim podwórkiem świata nie widzieli. Bo po co?
Oni są sprzedawcami, muszą wiedzieć gdzie jest najbliższa Biedra lub inny owad, gdzie pójść na melanż a gdzie jest nocny sklep z alkoholami. Czasem miejsce na wykwintną kolację z drugą połówką/szefem.
Zainteresowania; książki takie ten muzyka film..
Praktyczne zainteresowania: obgadywanie, picie piwa, oglądanie seriali, wyjście co najwyżej do baru lub do kosmetyczki. Wakacje w renomowanym miejscu oczywiście hotel najważniejszy co by ktoś nie pomyślał. Ale wódeczka musi być.

Specjalizowanie nas miało spowodować powstanie armii ekspertów. Poletkiem doświadczalnym jednak jest życie, w którym lekarz teoretyk nie wyleczy nietypowego przypadku, handlowiec nie namówi klienta ani innego człowieka żeby zrobił mu obiad.

Staram się rozwijać, nie mówię "nie" wielu rzeczom, bo mogą okazać się przydatne.
W weekend przydała mi się umiejętność analitycznego myślenia przy naprawianiu CO i umiejętność reagowania przy zalaniu łazienki. Pokonując strefę komfortu udało mi się własnoręcznie zrobić burgery z mięsa (a nie wege) umiem już zadbać o roślinki, zrobić własny ogródek ziołowy. Od kilku lat nie chodze do fryzjera, sama jestem swoją kosmetyczką i w końcu coś sobie uszyłam.
Grywam na gitarze jak się prąd skończy, wiem ile mam stopni na schodach jak zapadną egipskie ciemności. Umiem ułożyć i rozpalić ognisko. Sztuka przetrwania. potrafię naprawić komputer, wyczyścić elektronikę. Nie muszę z tym iść do specjalisty.
Nie zawsze pomaga mi wujek google - gdy mi w piątek "pomógł" zalałam łazienkę.
Staram się wiedzieć jak najwięcej rzeczy i nie przestawać uczyć i odkrywać, znać swoje możliwości i ograniczenia.
Przesuwać też granicę.
Tyle rzeczy możemy sami zrobić.... tylko niech się zechce. Prawda?

czwartek, 10 grudnia 2015

Typy w metrze

Typowy korpoludek, wstaje rano z mniejszym lub większym ociąganiem.
Je ewentualnie śniadanie i pędzi, żeby dojechać do pracy.
Dużo szczęscia i cierpliwości trzeba mieć, żeby jeździć samochodem. Po kilku opcjach dojazdów (autkiem, pociągiem lub składową warszawskiego ZTM) jednak najwygodniej jest wsiąść w miejscu A wysiąść w miejscu B bez przejmowania się.

Niezbyt odkrywcze.

Jako świeżo upieczony korpoludek odkrywam uroki i cienie jeżdzenia komunikacją.
Odkrywam, ze metro dogania pociągi.
Odkrywam ludzi...gdy skończy mi się zajęcie.

Typy relacji miejsce A. do miejsca B. dzielą się na :
1. Korpoludziki
2. Emeryci
3. Dzieci
4. Rodzice
5. Studenty

Korpoludziki dzielą się subiektywnie i totalnie powierzchownie:
1. Starsze korpoludziki
2. Młode korpoludziki

Ponieważ mam problem z rozpoznawaniem starszych korpoludzików, opiszę tylko jedną, elegancką babeczkę z która codziennie wysiadam: ma długie, ciemnoblond włosy, elegancki kapelusz, długi płaszcz i kozaki z obcasem w panterkę.Nie człapie, nie kroczy ale idzie elegancko.Szacun

Młode korpoludziki... temat rzeka,to między innymi:
1. Aktywne kobietki z wielka torbą (pewnie maja tam ręcznik i podręczny zestaw Active Wear!) - widać, że mimo godzin śmiercioporannych i zgonowopopołudniowych mają mnóstwo energii.
2. Kobietki eleganckie - zadbane, świadome swojego wyglądu, z reguły bez czapki i czytające coś na Ajfonach, nie uświadczyłam jeszcze żadnej z kindlem ani innym czytnikiem
3. Korpomyszki - nie wyróżniające się niczym szczególnym dziewczyny. okutane zimą od stóp do głów, ku ich chwale często z książką.
4. Korposzczurki -  typowy wygląd: kwadratowe okulary, włoski na żel, budowa ciała kierująca w stronę sylwetki podtatusiałej. Mam wrażenie, że wszyscy mają jednego fryzjera (albo bardzo krótko, albo tak, żeby żelik się dało wetrzeć) i kupują w HM lub pokrewnych.
5. Eleganccy faceci - niewiele, często w płaszczach, zadziwiające, jak łatwo rozpoznać początkujacego prawnika.
6. Aktywni - ubrani wygodnie z duzą torba, bo przecież zaraz biegną na squasha lub piłeczkę. Książki nie uświadczysz
7. Buntownicze korpo - długie włosy, najmodniejsi, z nonszalancko zarzuconym szalem bo przecież jest jedyne 3 stopnie ciepła. Często czytają dziwne książki, mają wielkie słuchawki i patrzą w zamyśleniu w okno.

Każda  z tych osób jest niegroźna w pojedynkę, jednak gdy spotkają się znajomi...oj koniec spokoju. Rozmowy (o porodzie, i co z tego że cały pociąg słyszy o traumie przedporodowej, o dupie maryny, o hajsie, o siłowni, o wyższości rond nad skrzyżowaniami, o wiadomościach itp. itd. normalna wymiana myśli). Chichy śmiechy a czasem milczenie powalające swoim chłodem co bliższych sąsiadów.
Lubie spotykać na swojej drodze dobrych znajomych, pary, ludzi którzy mimo wczesnej pory są szczęśliwi, kiedy się śmieją szczerze i rozmawiają. Naprawdę, nastrój się poprawia. I trochę zazdroszczę...


Charakterki można również dzielić:
1. Stęki -ludzie, którym nic się nie podoba, którzy narzekają na stary rząd, nowy rząd, pogodę, szefa i stękają obok, lub nad człowiekiem
2. Wesołki i gaduły - rozmawiają i śmieją się byleby gadać, nie zawsze są to fajne rzeczy, najwiecej wśród takich porannych wesołków jest dzieci i co ciekawe, w większości jest to zabawne. Odliczając chłopczyka lat na oko 3 który próbował śpiewać piosenkę. a skoro już o dzieciach mowa:
3. Zmęczeni rodzice - jadą ze swoimi pociechami do szkoły/ do przedszkola/do dziadków/ do opiekunki. Ulubione słowa : "Zostaw", "ciszej", "nie", chociaż ostatnio jechałam z tatusiem który dokładnie wyjaśniał córce wszytko co chciała wiedzieć. Anielsko cierpliwi. Dzieci też mogą należeć do  stęków - jednak są to odosobnione przypadki i z reguły rano.
4. Wielbiciele muzyki- lubią muzykę, najlepiej mocną elektronikę, mocny rock jednak niestety w tych rejonach do których jeżdżę rządzi disco-polo... Oni lubią muzykę tak bardzo, że wielkie słuchawki obsługują również najbliższe sąsiedztwo. Nie raz już widziałam jak byli proszeni o ściszenie muzyki przez innych współpasażerów. Sama raz trafiłam na jadącego obok fana SOAD.
5. Podglądacze-czytacze - muszę się przyznać, że czasem to ja, patrzę co czyta współpasażer, wczoraj z jednym zaczęłam oglądać Star Wars New Hope, czytam nagłówki, zastanawiam się nad książkami i ogólnie gdyby nie moja wada wzroku przewiercałabym niektóre książki na bieżąco tylko prosząc o przewrócenie strony.
6. Burmuchy - czekają tylko aż ktoś zahaczy o ich nogę,czy też rękę czy szarpnie od razu przechodzą do ataku i wrzasków, też nie bezpośrednio tylko szmerając czy poszturchując, odezwać się nie odezwą, a jak już to będą krzyczeć.

A czy dopisalibyście jakieś typy?

poniedziałek, 25 maja 2015

Dlaczego dziewczyny powinny grać w gry

Dziewczyny nie grają.
Statystycznym graczem jest mężczyzna w wieku 25-35 lat zamieszkujący miasto z wykształceniem średnim lub wyższym.
Dlaczego dziewczyny nie grają?
Bo mają inne zajęcia. bo mężczyzna po pracy wraca do domu i może odpocząć. Pograć na konsoli z synem pograć samemu, a kobieta działa na domowym etacie. Tak powtarzam stereotypy.
 Bo gry to strata czasu a dziewczyna nie jest wychowana, aby czas tracić, tylko spędzać i wykorzystywać.
Bo przeciętny gracz jest traktowany stereotypowo jako hikikomori bez przyjaciół, zamknięty, niepopularny, brzydki, zły, okropny, pod butem mamusi. NIE.

Nie mam pojęcia dlaczego nie grają, bo ja gram (z pomocą czasem przy trudniejszej fabule, ale gram i czasem nawet mi za to płacą).


Ale skąd moje pytanie, dlaczego dziewczyny powinny zacząć grać w gry?
1. Żeby twórcy gier je zauważyli, że się liczymy
Nie musicie nam dawać cycatych bohaterek a jako małym dziewczynkom gier polegających na przebieraniu lalek - to się nudzi i uprzedza. U nas jednak postacie muszą mieć charakter a nie być tylko maszyną do zabijania, chociaż co kto woli.
2. Gry poprawiają refleks, uczą wielozadaniowości...
     a nie, my już wielozadaniowość mamy w małym palcu.
3. Grając spędzamy czas na pobudzaniu więcej niż jednego zmysłu: słuch, czy potwór nadchodzi, wzrok, szybkość reagowania. Tak, to się przydaje nawet przy prowadzeniu samochodu.
4. Rozwiązujemy konflikty  - jak w rzeczywistości
5. Dokonujemy wyborów  - stereotypowo, to się przydaje.
6. Nie lubimy przemocy - ok, nie trzeba od razu pykać w CS czy inne strzelanki. Co prawda moją przygodę z grami zaczynałam z Historykiem i Wolfensteinem ale po drugiej stronie miałam NFS III, Heroes (taktyka!) i Prince of Persia.
7. Jest to naprawde dobra forma rozrywki! Naprawdę!
8. Każdy znajdzie coś dla siebie, czy na PC czy na konsolę, nawet ostatnio grając w Star Wars na xbox zmęczyłam się niebotycznie i następnego dnia ledwo się ruszałam. Przetrenowanie.  I kalorie się spalają.
9. Jest to też idealna okazja do spotkania się w gronie koleżanek. Biere laptopa, dobre łącze i lan party na Heroesach/Cywilizacji. Plus ploty i dobre jedzenie.

Z doświadczenia wiem, że jak znam dziewczyny grające w gry.. to są równe laski, z którymi można i na piwko, i pogadać, i wyjść, i ładne i sympatyczne, i w ogóle. A nie jakieś zaniedbane nerdofeministki z zarostem.

Nie każe od razu grać w LOLa czy w WOWa czy tez w Skyrim. Można przecież zacząć od klasyków strategoo jak Heroes III albo od Tomb Rider. Można zacząć od mniejszych światów aby przechodzić na większe.

Albo zacząć od pokonywania barier w 2048


Marzy mi się gra, w której steruję swoim seksownym alter-ego, dla którego mogę wybrać sobie moce, stroje czy charakter. Bo dziewczyny bardziej niż siłą grają charakterem postaci. I to ten charakter bardziej wpływa na grywalność a nie tylko wybór i siła. Przydałyby się rozbudowane wątki podstępów i wykorzystywania innych (np. powiedzmy, że Wiedźmin miałby coś zrobic, to znalazłby łosia który zrobiłby to za niego:P)
 Omawiałam swego czasu moją grę w Wiedźmina z różnymi ludźmi.
Dopóki nie byłam pewna wygranej w cz.1 nie podchodziłam do zadania w przeciwieństwie do innych którzy walili mieczem w co popadnie. Dlatego 2. Wiedzmin powoduje u mnie frustracje, że od razu nie wygrywam. Chętnie bym użyła podstępu czy coś, ale w fabule nie jest to takie proste, a jak już się zdarza (o jak dobrze..) to nie zawsze jest skuteczny.
Przechodzę zawsze wątki poboczne, bawię się w intrygi. A teraz utknęłam bo muszę zabić Kejrana i mnie trafia...bo to trudne jest. Przygotowuję się jak do prawdziwej bitwy!


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Fantastyka prawdziwych mężczyzn?

Szkoda czasu.
Tak zdarza mi się kwitować coraz częściej powieści fantastyczne tworzone nie tylko przez rodzimych pisarzy.
Fantastyka, oprócz chlubnych wyjątków Ziemiomorza Ursuli Le Guin, Nancy Farmer i mniej chlubnych Trudi Canawan.zdominowana jest przez mężczyzn. Nie zaprzeczam.
Świat fantasy jest niczym surowe pogranicze starożytności i średniowiecza w połączeniu z elementami Deux ex machina czy magii. Świat patriarchalny, na pograniczu kraju/wojen. Targany bezprawiem lub ustalajacym się nowym prawem niczym Dziki Zachód.
W takich realiach istnieje niezwyciężony brutal, lub Zawadiaka-Ochlejmorda. Zawsze z żelaznymi zasadami, zawsze wyrobnik, nigdy szef. W toku historii ewentualnie może dostać awans, tytuł od usatysfakcjonowanego jego umiejętnościami wielmoży.
Zawsze posiada niewiarygodnie utalentowanych towarzyszy (rodzaju męskiego), sam może i jest przeciętny albo wyróżniać się jedną cechą,. Lubi wykorzystywać innych, często bardziej utalentowanych ale większych socjopatów niż on sam.

Nigdy nie jest starym człowiekiem, rzadko jest gołodupcem, średni wiek, określona szkoła i umiejętności.
Wie na czym świat stoi, jest cyniczny, o dziwo umie czytać i posiada wykształcenie nierzadko większe od szlachetnie urodzonych.
Jest ręką boga, władcy, sprawiedliwości.
Sprawiedliwość zaś dotyczy wszystkich, tylko nie kobiet.
Z przerażeniem zdarza mi się odłożyć książkę, gdzie bez sentymentów tzw "bohater" po wykorzystaniu kobiety  (wychędożenie/zdobycie informacji lub udzielenie pomocy w celu nagrody- wychędożenia) zostawia  ją na pastwę kolegów/obcych/kruków.
Zaczęło mnie zastanawiać dlaczego tak jest? W literaturze fantasy nie ma kobiet naturalnie silnych.
Nie ma takich, które pod nieobecność małżonka potrafią rządzić, które z braku takowego potrafią sobie radzić.
Bez faceta, jak w średniowieczu są czarownicami, przeklętymi, mają konszachty z diabłem. Potrafią zarabiać jedynie ciałem, przez łóżko do męża albo trując ludzi.
Mam wrażenie, że własnie na okresie wczesnego średniowiecza, gdzie silny był patriarchat umacniany przez muzułmanów ale też chrześcijan, kończy się znajomość realiów. Wszelkie informacje o kobietach są zamiatane pod fotel pisarza, są jak szary pył tłumów i tła. Niewiasty to nagroda, stateczność.
Mogłabym też zrozumieć, dlaczego w zachodniej literaturze jest to tak bardzo umocnione. Jednak w polskiej nie świadczy to dobrze o znajomości historii pozycji kobiet w naszym społeczeństwie, na którym podobno wzorują się pisarze.
A w Polsce była jedna z najlepszych można by powiedzieć, to szlachcianki pod nieobecność mężów i ojców zajmowały się domem i gospodarstwem, nie rzadko też zaprowadzały porządek przy pomocy ekonomów.
Co z królowymi? Mieliśmy silne i poważane księżne i królowe: Bona, królowa Jadwiga, Dobrawa.
W końcu w naszym kraju skądś się musiało wziąć hasło "Gdzie diabeł nie może tam babę pośle"

Dlaczego więc tak mocno uprzedmiotowiona jest kobieta w literaturze fantasy? Dlaczego jest poślednia, jest środkiem do celu, jest upośledzona często mentalnie i głupia?
Nie potrafię tego wyjaśnić inaczej niż tym, że faceci boją się silnych kobiet, i to przekłada się na tak lubianą przez męską część literaturę fantasy.





wtorek, 30 września 2014

Kobiety za mikrofony część 1. Jesiennie

Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwym motorem polskiej, wartościowej muzyki są kobiety.
Właściwie jedynym, i to bardzo głośnym odstępstwem od tej tezy były lata międzywojnia, kiedy królował Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński a także Jan Kiepura. Głosy kobiece były mniej zauważane (w przeciwieństwie do ich osobowości). Postanowiłam prześledzić scenę (a właściwie estradę)  w trzech częściach (jakby dwudziestoleciach ):
od roku 1946 do końca lat 60.
od początku lat 70 do końca PRLu w 1989
i lata dziewięćdziesiąte plus pierwsza dekada 2010.

Czy udowodnię tezę? Zobaczymy.

Lata 40 : okres wojenny, ciężkie czasy powojenne, tematem była raczej odbudowa Polski niż tworzenie sceny rozrywkowej kraju. Rozpoczynała się odbudowa Warszawy, trwała wielka migracja ludności, niektóre ludzkie dramaty się kończyły a inne nie. Ponieważ większość inteligencji oraz artystów zginęła lub wyemigrowała trzeba było szukać nowych twarzy. Po przedwojennej Warszawie pełnej rewii i teatrów nie został nawet ślad. Tym trudniej było kompletować i tworzyć zaplecze kulturalne nie nacechowane jeszcze siermiężnością i piosenką biesiadną.

W 1947 roku premierę miał pierwszy pełnometrażowy film "Zakazane Piosenki" główną rolę grała aktywna do dzisiaj Danuta Szaflarska (gdyby historia działa się w Wielkiej Brytanii dawno dostałaby odznaczenie szlacheckie).  Z miejsca zarówno film, jak i odtwórczyni głównej roli zdobyła serca widzów. Film ten zresztą zebrał znaczących artystów polskich (między innymi Alinę Janowską i Edwarda "Dudka" Dziewońskiego czy Hannę "Hankę" Bielicką).


W latach 50 słuchano jazzu (odrobiny) oraz chodzono na potańcówki. Prym też wiodły kabarety między innymi Kabaret Starszych Panów (co prawda dopiero od 1958 r)
Królowały piosenki spokojne, sentymentalne, jednak nadal nie był to najlepszy okres dla polskiej muzyki. Też u mnie w rodzinie, dość osłuchanej, nie jest jakoś szczególnie wyróżniony. (Babcia wolała Elvisa)
Gwiazdą tego okresu była na pewno Maria Koterbska i serduszka wszystkich pukały w rytmie cha-cha.
"Pamiętasz była jesień" zaśpiewała Sława Przybylska. Jesień też była tematem piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów a wykonanej przez Kalinę Jędrusik. Jako "Jesienna dziewczyna" zawładnęła telewizją właściwie do końca współpracy z Kabaretem.



Prawdziwy jednak początek muzyki rozrywkowej rozpoczął się w latach 60, w 1959 roku powstał zespól dziewczęcy Filipinki który był typowym jak na tamte czasy "girlsbandem" śpiewającym specjalnie skomponowane dla nich piosenki. Zdobyły one niesamowitą popularność i stanowiły damską odpowiedź dla bigbitowego zespołu Czerwono-Czarni i Niebiesko - Czarni gdzie wyrazistymi postaciami byli jednak mężczyźni. Najbardziej przeze mnie kojarzoną piosenką jest "Filipinki to my" a także "Parasolki" (śpiewane w przedszkolu huee!).
Drugim zespołem z tego okresu są Alibabki powstałe jako grupa w 1963 i śpiewające między innymi piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiem (w późniejszym okresie) a także będące chórkami znanych polskich wokalistów i wokalistek. Co prawda nie są dla mnie tak charakterystyczne jak Filipinki ale też mają swój urok.

Lata 60 to początek zespołów bigbitowych jednak na główne miejsce estrady wysunęły się dwie, dość kontrowersyjne OSOBOWOŚCI sceniczne:

Violetta Villas - piosenkarka (diwa!) z niesamowitym głosem z miękkim akcentem, charyzmą i charakterem. Jej piosenki, trudne w wykonaniu ale też niezbyt łatwe w odbiorze królują jeszcze w niektórych radiach do dzisiaj.
Szkoda tylko że nie udało się wykorzystać jeszcze bardziej tej sławy, jak to bywało z polskimi twórcami przez zawirowania polityczne i pewne ograniczenia. Mimo to udało jej się odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.

Nasza przaśną diwą numer dwa jest Maryla Marylka, Rodowicz - śpiewała i śpiewa nadal piosenki Agnieszki Osieckiej czy Jonasza Kofty. Podziwiam ją za konsekwencję stylu (ta biesiadność!) siłę głosu, kondycję, talent komediowy (w Rodzinie Zastępczej była bardzo irytująca ale mimo to zabawna). Co prawda szczyt popularności przypadł na lata 70 gdzie wpasowała się idealnie w hippisowski ruch dzieci-kwiatów, Autostopy i rozluźnienie Dekady Gierka

Jest dobrze.
Podsumowanie:
1. Kobiety same nie komponowały, teksty pisane były przez specjalistów w tej dziedzinie, muzyka również.
2. Solo wyróżniały się jedynie silne osobowości.
3. Nie była to muzyka kontrowersyjna, miało być przyjemnie, czysto rozrywkowo, ewentualnie z zacięciem artystycznym. A co dziwnego, w końcu to muzyka popularna
4. Występy były jako bigbity/zespoły ubrane w jednolite stroje lub też artystki (jak to wtedy jeszcze można było określić) miały swój styl narzucany innym.

Na koniec moja ulubiona piosenka z tego okresu, i też o jesieni, wersja z filmu Wojciecha Hasa:





Źródła:

Obok nieśmiertelnej Wikipedii, która podpowiada mi mam nadzieje prawdziwie w kwestii dat, źródła:
1. youtube.com
2. Inny Świat - filmowa historia Danuty Szaflarskiej (doskonały wręcz dokument)
3. Zasłyszane, zasłuchane same piosenki i spojrzenie na muzykę,
4. Filmy dokumentalne, nagrania koncertów/KSP
5. I oczywiście opowieści...



poniedziałek, 17 lutego 2014

Piszę z góry o wzroscie

Jako posiadaczka nad przeciętnego, jak na dziewczynę, wzrostu mam lekkie skrzywienie, jeżeli chodzi o metraż innych ludzi.
Dziś w oko rzuciła mi się, przy przejeżdżaniu Dolinką Służewiecką, reklama nowe show którejś z telewizji niepublicznych.
Czwórka jurorów zachęca do wzięcia udziału (pokazania się?) w show.
Wszyscy na płachcie tego samego wzrostu tej samej rozpiętości i podobnej karnacji.
I tutaj zdradzam show, występowali:
K. Wojewódzki - źródła podają 187
T. Okupnik - 152 wzrostu
E. Farna - 165 ( a więc kobieca średnia krajowa co kojarzę)
i sąsiad Czesław - drobny bo wzrostu E.F.

Parami ustawieni K. i T.  - identyko - T. nieco niższa
W połowie temat się zgadza, ale zwróciło mi to uwagę, na unifikowanie kobiet i mężczyzn na reklamach.
Kobiety są średnio niższe (nawet na szpilkach ) o wysokość czoła od mężczyzn.
Wynika to z pewnego rodzaju dominacji modelu patriarchalnego, ale też że jesteśmy przyzwyczajeni że facet musi być wyższy od kobiety (też tak uważam i jestem skazana na wiadomo co...)

Do tego dochodzi standardowy model rodzinny w filmach i serialach amerykańskich (polskich już tak bardzo nie). Ale warto, przy oglądaniu filmu, gdzie jest rodzina, zwrócić uwagę na to, że dorosły syn czy dorosła córka zawsze jest niższa od ojca rodziny. Nierzadko tez matka wyższa. a dziadek w rodzinie to już w ogóle musiałby mieć ze 2.30 m. wzrostu;P

ZAWSZE
nawet gdy faktycznie są tego samego wzrostu lub wyżsi pokazywana jest perspektywa ojca i syna.

Wzrost też może pokazać dążenie i pochodzenie. Po sobie wiem, że wiele mi się nie chce, nie muszę stać na koncercie z przodu żeby coś zobaczyć (zwłaszcza w Warszawie) a na południu kraju ludzie są wyżsi niż w Polsce Centralnej i Wschodniej. Niżsi ludzie musza sobie wywalczyć a wyższym czasem się należy ;) 
Co prawda bycie wysokim w przypadkach, kiedy zwierzchnicy/nauczyciele/wykładowcy/ są niżsi lub dużo niżsi powoduje zabawne sytuacje, czasem też niezręczne ale też trzeba umieć z tego wybrnąć. I też wyżsi ludzie nie są często akceptowani jako nomen omen "wywyższający się" lub "obojętni". Ciężko jest też im spojrzeć w oczy.
Wysokim dziewczynom łatwiej się patrzy bezpośrednio w biust (bez krępacji no bo co, na poziomie wzroku ;) 
Wysokim chłopakom patrzy się w oczy( ja patrzę) lub podbródek  a niskie dziewczyny mają szansę obczaić czy mają kaloryfer czy boiler(O!) 
Och! rzadkie uczucie, kiedy czuję się drobna i niewysoka zawsze roztrząsam na 100-500 kawałeczków i zacieszam jak głupia. Dlatego w lesie i w górach jest najlepiej, kiedy duzi widzą swoją maluczkość.
Aha... no i kiedy jest jakiś mały rozgorączkowany polityk/nauczyciel/wykładowca/itp to na poprawienie humoru zawsze myślę o nim jako podłokietniku. HA HA HA

Ps. za dwa tygodnie weekend w Londynie, może uda mi się zapolować na ubrania dla mojego wzrostu? chociaż to nie będzie najważniejsza część wycieczki:)




sobota, 7 grudnia 2013

Ale z ciebie dzieciak!

Nie przyznaje się, a raczej się przyznaje do tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka.
Nie widać ile faktycznie mam lat.
Jest mi z tym dobrze, bo robię i tak rzeczy, które "nie przystoją" i "nie przystają" do jakże ułożonej życiowo mentalności.
Uderza mnie ten tryb, te wszystkie trybiki, pułapki, niezależności dorosłego życia.
Pułapek jest najwięcej...życie na poziomie = kredyt.
Kredyt = potrzeba stałej pracy.
Stała praca = zaplanowanie dnia
Zaplanowanie dnia = jestem taki dorosły..
Jestem taki dorosły = chce mi się płakać i tęsknie za byciem nieodpowiedzialnym gówniarzem który z równie nieodpowiedzialną bandą łaził po drzewach. Dzisiejsze dzieci nie potrafią się bawić...
Ale potrafią.. tylko bawią się inaczej niż my, utykając we własnych wspomnieniach, możliwosciach które zostały nam wpojone w szkole, schematycznym myśleniu stajemy się dorosłymi tęskniącymi jak cholera za dzieciństwem.
Doceniamy trwałość co powoduje, że ważne stają się nieprzemijające z modą rzeczy.
Ja za cholerę nie przyjmuję do wiadomości tych schematów.
Potrzeby bezpieczeństwa której jest praca jako źródło gotówki- realizuję.
Ale pozostałych.... trochę z tym gorzej. Nie odczuwam za konieczne, ba, ostatnio wręcz widzę moją postępującą alienację. Uwielbiam ludzi, ale dawno nikt mnie nie przekonał, żeby być blisko. Ludzie są fajni z daleka, do zobaczenia. Jednak tyle razy zostałam odsunięta, uznana za coś pewnego, stałego, co jest elementem a nie treścią,  że zrobiło się to niepokojace.
Nie można być elementem!(hihi brzmi nieźle).
Chłopcom/mężczyznom obecnie jest łatwiej, nie są od małego przystosowywani do realizowania się w domu jako ojciec czy mąż, o nie. oni są, i mówię to nie jako jakaś chora feministka, przystosowywani do rozwijania pasji. Zabawki mają bardziej kreatywne.
Dziewczynki bawią sie lalkami, mają być piękne, ułożone i łapać facetów.
Sama zostałam tak wychowana co nie przeszkadzało mi rozwijać swoich zainteresowań więc to nie zależy od zabawek. Dużo też znam dziewczyn o typowo męskich zainteresowaniach.
Ale... ponieważ główną cechą ludzkości jest lenistwo i dostosowywanie się, rzadko trafiamy na osobę poza schematem. Popularny syndrom Piotrusia Pana to nic innego jak ta pogoń za byciem kimś, innym, bardziej magicznym i próba ucieczki..
O dziwo dotyka większości mężczyzn/chłopców...bo przecież dziewczynki/kobiety muszą być odpowiedzialne za nich pokierują, od mamy do żony..od zawsze. Co jest brednią a nie znam ludzi, którzy byliby szczęśliwi z powodu takiej odpowiedzialności.
O czym coraz bardziej pokazują filmy amerykańskie..próbujące doprowadzić, że fajtłapa, bez umiejętności decydowania, wychowany bez tej odpowiedzialności znajduje na żonę gwiazdę niezwykłej urody pod której opieką będzie mógł się rozwijać.
O czym fajnie mówi to zdjęcie:

A dziewczyny w swoim gronie mają gadać o facetach, gotować malować się? co? NIE, o ile nie chcą.
Tylko dlaczego o tym się nie mówi?

A to ta tęsknota za dzieciństwem... rodzi popularność między innymi tego zdjęcia

poniedziałek, 8 lipca 2013

Jak oswoić geek-girl

Oswajanie Geek-boya jest łatwe z punktu widzenia dziewczyny:
1. bądź księżniczką i daj się adorować tak, jak tylko geek boye potrafią (nie przeszkodzą też duże atuty gdzieniegdzie)
2. lub to, co on lubi ale nie za bardzo, niech wie, że to on jest mistrzem w swojej dziedzinie.

Z oswojeniem Geek-girl czyli powiedzmy że mnie i innych egzemplarzy tego dziwnego, pokręconego gatunku jest gorzej. Przykładem będzie geek-sport-girl, geek-game-girl i geek-film-girl (te trzy osoby faktycznie istnieją i naprawdę są trzema osobami to nie żadna moja ściema) - oraz teoretyczna Music-geek bo nikt teraz nie potrafi żyć bez muzyki:) Dziewczyny takie nie wyróżniają się niczym szczególnym dopóki sie właściwie nie zagada (cieżko) albo nie spotka we właściwym miejscu

1. Sport Geek Girl - dziewczyna fascynująca się sportem! i to sportem przez Duże S "Siatkówka" potrafi wymienić wszystkich graczy swojego ulubionego klubu, zna aktualny skład reprezentacji. Wcześniej równie wielka fanka skoków narciarskich (Nadal ogląda i jeździ na zawody, ale to siatkówka jest jej pierwszą i największą miłością) nie uprawia sportu (w końcu trzeba obejrzeć wszystkie ważniejsze mecze), subskrybuje YT kanały siatkarskie i o siatkówce. Sport!
2. Game girl - nic, tylko gra w gry, co robisz? gram w grę....Skupuje aktualne tytuły i sukcesywnie przechodzi., ma konto na WOW ale woli Skyrim, za pan brat z Wiedźminem, zna starsze produkcje (oczywiście Heroes III najlepsze), wie, których gier nie ruszy, jeździ po konwentach gier (a przynajmniej próbuje) rozumie każdą aluzję dotyczącą tej kultury.
3. Film-geek girl- potrafi opisać aktora na setki sposobów, zna nie tylko reżysera danego obrazu (jeżeli się spodoba) ale i kompozytora podstawę literacką lub też osoby powiązane w inny sposób. Ogląda filmy seriami : przez gatunek, temat główny i motyw. Potrafi znaleźć mnóstwo łączących się ze sobą elementów z pozornie niezwiązanych filmów. jeździ nałogowo na festiwale filmowe.spotykana na DKF-ach
4. Music geek Girl  - spotykana na festiwalach muzycznych, koncertach, w swojej płytotece ma klasyki a najnowszą muzykę dostaje od artystów w ramach akcji promocyjnych, słucha utworów na YT poniżęj 30 tys. wyświetleń i promuje je dalej. Gra na co najmniej jednym instrumencie(nie musi śpiewać)

Powyższe typy mogą się łączyć, ale ich wiedza również rośnie.

Oswojenie Sport geek girl,- SGG polega na docenieniu jej wiedzy (ogromnej) i zabraniu ją na kilka meczy w tym przypadku siatkówki, najlepiej mieć aparycje sportowca, zajmować się sportem a przynajmniej z takim samym zaangażowaniem oglądać spotkania i sparingi (ale nie piłkę nożną, dziewczyny w większości nie rozumieją idei piłki nożnej która nawet według mnie jest dobra, ale tylko jako tło do picia piwa lub innego spotkania) pozwolić jej szaleć, szaleć razem z nią a ew. przed tv rzucać uwagi na temat siatkówki.

Game Geek Girl - GGG - docenić jej umiejętności, nie poddawać się kiedy spuści łomot w Teeken 3, albo zabierze Ci ostatni zamek w Heroes, kupić PS 1-3 lub Xbox(lepiej PS) gardzić grami ruchowymi (no błagam). mieć pokój do gier. Planszówki też mile widziane. lubić zabawę i szukać nowych wrażeń. Podzielić się z nią swoimi zasobami gier. Zaprosić na lan party! (szczyt marzeń) - tylko nie w FIFĘ (nie znam akurat dziewczyny, która by grała w gry sportowe, dominuje MMORPG  fantasy i łupanka, ew. wyścigi samochodowe lub inne)
Przekornie: dziewczyny-gracze mimo tego że siedzą mnóstwo przed ekranem mają czas na inne rzeczy i mają względnie większy porządek.

Film Geek Girl - banalnie proste - obejrzeć tyle filmów co ona i chcieć więcej. Zaimponować wiedzą i zestawem jakiś filmów wyprodukowanych w Etiopii albo Peru. Gardzić piraceniem popularnych superprodukcji i chodzić na nie do kina dla efektu głębokiego basu przy wybuchu. Jednocześnie mieć wyrobiony gust i poglądy aby FGG miała się z kim kłócić. Powiedz że jest podobna do jakiejś aktorki.


Music Geek Girl - słuchać muzyki z kraju który nie istnieje, odrzucać automatycznie piosenki jeżeli staną się zbyt "Mainstreamowe", do tego orientować sie w muzyce poważnej i wiedzieć do czego służy equalizer, grać w alternatywnym zespole.(ostatni element powoduje, ze MGG jest takim trochę Groupie) -ale dobrym lub eksperymentalnym. Nie słuchać disco polo!