Pokazywanie postów oznaczonych etykietą s-f. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą s-f. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 grudnia 2015

Co sprzedadzą Gwiezdne Wojny?

Wszystko.
Już wiadomo, że w ciagu 2 tygodni od premiery film zarobił niebotyczny miliard dolarów!
Nadal nie byłam... Typowy hipster co do kina nie pójdzie a poczeka aż szał ucichnie.
To malutki przegląd, co w tym roku sprzedaje się pod szyldem gwiezdnych wojen?

Batoniki

 Telewizje (aha..)
 Oczywiscie Lego

 Pluszaki w tesco
 Crocksy (Kroksy) fuj



Vansy

 Widziałam jeszcze ciastka, ubezpieczenia, ubrania,
a ponadto:






Dla mnie najzabawniejszy jest szampon Jedi:
http://www.fragrantica.com/board/viewtopic.php?id=139539&p=2
Ten post zawiera lokowanie produktów, totalnie nieodpłatnie.
Śmiech na szczęscie nadal jest za darmo..
Jednak przerażajacym aspektem tej sytuacji jest to, że reklama nami zawładnęła. Całkowicie. Może twórcy South Park mają racje? (odwołuję do najnowszej serii).


czwartek, 18 grudnia 2014

Big Eyes i Interstellar

Grafika ze strony: http://sand-rae.deviantart.com/



Czyli film na który pójdę  i film na którym byłam.
Film którego oczekuję z niecierpliwością i film który miałam ominąć jak Grawitację ( z premedytacją).

Czemu kusi mnie Big Eyes?
są trzy powody:
1. Reżyser - Tim Burton - w jego całej filmografii są dwie jego produkcję, których nie przetrawiłam: Big Fish i Marsjanie atakują.
2. Christopher Waltz, którego uwielbiam za akcent komiczny w rolach złych charakterów. Jest on na tyle diaboliczny ze swoją mimiką, z gestami, że aż groteskowo. Doskonale pasuje do stylu T.B.
3. Amy Adams - nie przepadam za nią, nie wiem czemu, ale jest naprawdę znakomitą aktorką.

Kolejnym powodem jest sama historia. do czego prowadzi uzależnienie od drugiej osoby?
Historia opiera się na kanwie życia malarki Margaret Keane, która maluje niepokojące i jednocześnie piękne obrazy dzieci z dużymi oczami. Jednak cały splendor i blask przypada jej mężowi -Walterowi  który jako mierny malarz przypisuje sobie autorstwo portretów.
Rzecz się dzieje na przełomie lat 50  i 60 a więc w momencie kiedy o emancypacji przycichło a kobieta miał być żoną. (tak zwane cudowne lata, których dramatyzm pokazano w wielu już filmach). W produkcji T.B. ma być pokazana walka Margaret Keane o prawa do własnych dzieł i do własnego Zachęcam do przeczytania bardzo dobrego artykułu nakreślającego historię w The Guardian.

Drugi film, który widziałam, to Interstellar Christophera Nolana.
Poleciłabym:
1. ludziom którzy chcieliby zobaczyć teorie czarnych dziur w wersji artystycznej. a najlepsze, że nikt nie może powiedzieć, że tak nie może być.
2. Osobom znudzonym powtarzalną muzyką Hansa Zimmera, w końcu stworzył oryginalną scieżkę dźwiękową - jego autoplagiaty były męczące.
3. Fanom filmów postapokaliptycznych ( do których i ja się zaliczam) jest to ciężka i smutna historia.
4. Wielbicielom efektów specjalnych, nie rozbuchanych, i fabuły ! Przede wszystkim.
Sądzę, że to jest film o kosmosie, samotności, przerażająco smutny i jednocześnie beznadziejnie optymistyczny. O bezsensowności ludzkiego działania.
Namnożyło się tych wizji apokalipsy.
5. i oczywiście tym, którzy uwielbiają Christophera Nolana (ja do fanatyków nie należę).
Miałam niewielkie skojarzenia z Odyseją Kosmiczną 2001, i podobało mi się, że właściwie efektowność zredukowana została do minimum.

Nie polecam:
1. cierpiącym na chorobę lokomocyjną, jednak widok wirującej stacji kosmicznej nie jest najprzyjemniejszy (być może dla mnie nie był, bo najadłam się słodyczy)
2. Osobom które szukają dużej ilości efektów, wybuchów, zwrotów akcji a kosmos znają tylko z Gwiezdych Wojen.
3. Fanom Matta Damona

Strasznie dużo obejrzałam w ostatnim czasie trailerów na rok 2015 i końcówkę 2014. Jeszcze nie trafiłam na film, który by mnie mógł w przyszłym roku zachwycić.
Ale zobaczymy?

poniedziałek, 26 maja 2014

Przejmująca zagłada na srebrnym ekranie...

źródło/source : www.theatlantic.com/
Nie uświadczycie tutaj efektownych zakończeń, finalnego zniszczenia ludzkości, gwałtownej zagłady, gigantycznej i efektownej katastrofy. Pompatycznych nastrojów, bohatera o fizjonomii Amerykanina irlandzkiego pochodzenia, ratującego świat/Nowy Jork w ostatniej, niesamowicie dłużącej się, chwili.
To nie są filmy efektów specjalnych, dużej liczby wybuchów. To kino emocji

Jest za to groza całkowitej samotności, strach przed nieodgadnionym i analiza zachowań ludzkich w przypadku skrajności Zgroza bliska bo jak możemy przyjąć, że koniec świata rodem ze Świętego Gaju się tak szybko nie ziści, tak innych opcji nie możemy wykluczyć.


Droga (The Road)  - na podstawie książki Cormaca Mc Carthy'ego, historia o podróży ojca z synem przez Stany Zjednoczone. Do obejrzenia filmu, oczywiście na festiwalu Nowe Horyzonty zbierałam się trochę i zgodnie z zaleceniami wzięłam zapas chusteczek.
Film wbił w fotel.
Suche opustoszałe krajobrazy (kręcony był po huraganie Katrina w okolicach Nowego Orleanu) będące jedynym świadkiem zmagań głównych bohaterów z życiem, z przetrwaniem, z losem. Gdzie największym wrogiem nie są zwierzęta ale ludze i głód.
Świat w którym tajemnicza katastrofa otworzyła drogę do wyginięcia zwierząt a później roślin. Świat w którym najlepiej byłoby być samemu, gdze inteligencja i okrucieństwo ludzi stają się tak wyraźne jak nigdy.
Kwestia wyboru tytułowej Drogi pojawia się w pierwszych minutach, gdy w kilka lat po tragedii matka i żona (grana przez Charlize Theron) wychodzi z domu. Jednak znaczenie tej sceny nie jest tak oczywiste.  Viggo Mortensen jako ojciec próbujący za wszelką cenę ochronić i uratować swojego syna tworzy rewelacyjną kreacje aktorską. Najstraszniejszej apokalipsy nie tworzy tutaj przyroda, tylko ludzie.
Wrażenie zrobił na mnie fakt, że katastrofa połączona z odcięciem środków komunikacji, telewizji telefonu i internetu, jest jedną z najbardziej prawdopodobnych wizji. Bo kto nie panikuje jak mu nie działa niby niepotrzebny do niczego internet/telefon? Lub gdy nie może się do kogoś dodzwonić jakie wizje roztacza przed oczami?

Przyjaciel do końca świata - Po nieudanej próbie uratowania ludzkości przed asteroidą zmierzającą w stronę ziemi (biedny Bruce Willis i Ben Affleck zginęli na asteroidzie). Sąsiedzi z naprzeciwka Dodge (Steve Carell) i Penny (Keira Knightley) stając w obliczu nieuchronnej katastrofy, i muszą wybrać, co w ostatnich momentach jest ważne. Każde ze swoimi problemami i tęsknotami. Każde uznaje, że jego życie nie ma sensu. Penny kocha winyle i najcenniejsza dla niej okazuje się rodzina. Dodge uznaje, że musi zobaczyć się z miłością swojego życia.
Jest to znowu jak w przypadku poprzedniego film drogi. Przemierzają Stany i widzą jak z ludzi wychodzi hedonizm, puszczają hamulce moralne, nakazy bo i tak przecież "wszyscy zginiemy".
Delikatność przekazu i pewna nieśmiałość i aspołeczność głównych bohaterów powodują, że bezkrytycyzm i uciecha ostateczna nie trafia w ich wrażliwość i próbują ukończyć najważniejsze. 

Jestem Legendą - tym razem poznajemy samotnego naukowca (Will Smith), który próbując wynaleźć lek na tajemniczą chorobę zmieniającą ludzi w zombie odcina się od świata  widzi postępujący rozkład jakże współczesnego miasta. Jak niewiele trzeba żeby po ulicach zaczęły biegać dzikie zwierzęta, rośliny zagarniały beton i korzeniami rozsadzały drogi. Auta rdzewiały pod karoserią i rozpadały się na kawałki. Co prawda kanon hollywoodzki zachowany- samotnik ratuje świat czując "misję" ale właśnie ta samotność i to, że jego najlepszym przyjacielem jest pies tworzą klimat pustki.
Apokalipsa jest gdy nie ma bratniej duszy, gdy nie ma nikogo do kogo człowiek, istota społeczna, stadna, mógłby się odezwać i przeżywać swoje myśli.

Ostatnia miłość na ziemi - Eva Green i Evan McGregor w filmie, gdzie ludzie pędząc nie doceniają tego co mają. wskutek tajemniczej choroby tracą wszystkie zmysły poczynając od smaku zapachu. Każde z tych pandemicznych zjawisk poprzedza panika agresja i inne skrajne zachowania, kojarzące mi się z zachowaniem zwierząt wobec postępujących zmian chorobowych.  Evan McGregor gra kucharza próbującego wbrew katastrofie zmysłów prowadzić swoją restaurację i "jakoś żyć". prowadzi to do coraz dziwniejszych sytuacji i odkrywa nowe doświadczenia. Jedzenie bez zapachu nie smakuje już tak dobrze, Bez smaku i zapachu je się oczami. Ta apokalipsa opowiada o utracie czegoś z elementu bycia nie tyle człowiekiem, co istotą myślącą ze swoimi zaletami i wadami. Jak trudno przetrwać też kryzys bez nikogo.

W każdym z filmów bohaterów było dwóch:
Ojciec  Syn
Sąsiedzi
Człowiek i Pies
Kochankowie

I musieli stanąć twarzą wobec nieuchronnego, dzięki scenarzystom bez efektów specjalnych przysłaniających fabułę. 

Dobranoc



W podobnym klimacie są też, między innymi, filmy:
Ludzkie Dzieci
Miasto Ślepców

piątek, 25 kwietnia 2014

Wierzchołek nieznanej góry lodowej wypchanej komiksami

Komiksy to nadal dla mnie nieodkryta część popkultury. Podejrzewam, że moja znajomość nawet nie uszczknęła tysięcznej części. Wręcz śladowo. Być może wynika to z mojego "przelatywania" tekstu i obrazów. Dlatego lubię szczegółowe obrazy.
Nie jestem fanką komiksów Marwella (stylu i koniec prze-amerykańska papka)

W dzieciństwie jedyny komiks, jaki chcieli mi kupować rodzice był to Tytus Romek i A'Tomek.
Był dobry, faktycznie pouczający w ten pokrętny sposób odkrywania i przekręcania, ale jednak im byłam starsza tym mniej mi odpowiadał. W rodzinie komiksy nie były traktowane jako "dzieła" tylko jako historyjki obrazkowe, łatwe i przyjemne. Co nadal jeszcze przekłada się na powszechne myślenie o komiksach w Polsce.
Miałam szanse też, przy jakimś sprzątaniu strychu dawno temu dorwać do komiksów fantastycznych w formacie A3 drukowanych na matowym, szorstkim papierze. Pamiętam tyle, że kobiety były biuściaste, mężczyźni napakowani i wszyscy w mocno niebiesko-czerwonej kolorystyce. Komiksy te wypłynęły tylko na chwilę, bo Babcia stanowczo zabrała mi je sprzed oczu, mówiąc że to bezwartościowe.
Szkoda że sama nie mogłam tego ocenić. kiedyś się znajdą.
Pamiętam jeszcze Asterixa i Obelixa w wersji komiksowej, ładnie odwzorowującej perypetie animowanych bohaterów. Wersje kinowo-telewizyjne za bardzo mnie drażnią, i chętnie znowu miałabym gdzieś w swojej biblioteczce archiwalne komiksy.

Kolejnym etapem w odkrywaniu gatunków historii rysunkowych była Czarodziejka z Księżyca. Po sukcesie anime w Polsce w latach 90 była to pierwsza dostępna dla mnie manga którą wyczytywałyśmy z koleżankami. Nawet pozostało kilka krzywych rysunków naszych wersji czarodziejek i trochę pomalowanych zeszytów.
Chwilę później udało się dostać jeszcze kilka innych mang ale nie zrobiły takiego wrażenia. tak samo jak Dragon Ball które też wolałam w wersji animowanej.
W liceum trafiłam na sztandarowego Bohatera Opola - Wilqa i miałam u siebie kilka komiksów (jeden się ostał inne zaginęły, pożyczone niestety przez Brutal Wegetarian) podobała mi się czysta kreska autorów, odniesień do miejsc wagarowania, i bohater-antybohater. Także cięte riposty i fakt, że przygody nie muszą się dziać w Gotham City, Nowym Jorku i innych supermetropoliach.
Ha ha ha bo jakie inne miasto ma super-anty-bohatera?

Potem jeszcze przewinął się z jeden tom Thorgala, Kajko i Kokosz i Sandman.
Aż nagle w otchłaniach internetów zaczęły pojawiać się niezależne komiksy, bardziej też comic strips niż pełnoprawne i fullwydawnicze. skanowano całe mangi i pojawiały się w internecie. I jeszcze robią z nich filmy!


Tyle obrazków...
I co ja teraz mam ze sobą zrobić?

Linki do komiksów:
1. Chatolandia i Kiciputek obok
2. Wilq
3.Asterix!
4. Thorgal
5. Tytus Romek i Atomek
6. Odrobina Sandmana








niedziela, 16 marca 2014

Co by było gdyby....wyłączono prąd?

Temat poruszany w niezliczonej liczbie powieści postapokaliptycznych.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, pewnego dnia, nie ma zasilania w gniazdku sieci nie mają zasięgu. Nie ma telewizji. Telefony operujące na złączach cyfrowych przestają działać (praktycznie wszystko objęła cyfryzacja czyli komputery) z tego co kiedyś się dowiedziałam, analogowa sieć jest obsługiwana i utrzymywana obecnie jedynie przez wojsko na potrzeby bezpieczeństwa.
Cała biurokracja, oparta na komputerach i telefonach leży.
Większość ludzi traci plany dnia, muzykę, światło, nie może nic ugotować (gaz jest ale przecież są kuchenki elektryczne i płyty indukcyjne, czystsze, wygodniejsze).
W sklepach zaczyna brakować towarów albo dostawy są nieregularne (tam, gdzie czegoś nie ma to się dowozi).
Ludzie tracą wszystko, co mają na kontach w banku(albo zyskują bo znikają kredyty).
Prąd awaryjny jest, ale tylko na podstawie agregatów (a kto ma agregat?).
Po takim wstępie...
Jakie masz umiejętności, żeby przetrwać?

Jako biurokrata, który całe życie żył w mieście praktycznie niewielkie, odliczając sklepy i magazyny.
Jak daleko mogłabyś/mógłbyś się posunąć, żeby przeżyć?
Może jakiś gang bo nie potrafisz działać i decydować w pojedynkę?
Może byś umarł dnia następnego, bo jak w przypadku bohatera "Into the wild" zjadłbyś coś trującego nawet o tym nie wiedząc?
Jakie mamy w dzisiejszym świecie praktyczne umiejętności przetrwania? Nie na jakąś apokalipsę zombie która polega jedynie na zabijaniu ludzi bez świadomości tego, że stali się czymś złym, może po prostu chcą się przytulić, spytać jak się masz, i zjadają z zazdrości i z miłości bo inaczej nie potrafią.

No jakie?
Umiemy gotować? super! to teraz znajdźmy w polu coś jadalnego, które owoce możesz jeść a które nie? po czym będziesz mieć gorączkę a co gorączkę uśmierzy, wiesz? nie - Nie żyjesz.
Naoglądałaś się Beara Gryllsa i wiesz, że robaki są jadalne, ale czy wiesz że duża liczba gąsienic nie? I wiesz, że to nie przekłada się na polskie realia?
Wiesz jak używać piły zębatej, dłuta, jak odfiltrować wodę kiedy skończą się tabletki odkażające a pompy, napędzane elektrycznością przestaną działać. Co umiesz, czym się zajmiesz, może zawsze lubiłaś iglaki bo są takie bezproblemowe, ale co jeżeli będziesz musiała/ał założyć własny ogród?
Będą się liczyć prawdziwe umiejętności, prawdziwe być może też "umiejętność sprzedaży" jednak, obecne potrzebne umiejętności rozmijają się niesamowicie z tym, co kiedyś do życia było potrzebne.
Większość szanujących się fotografów będzie działać dalej, wiedzą co to ciemnia.

Koniec postu postapokaliptycznego.
Śniła mi się bomba atomowa i to, że ludzie chowali się w galerii handlowej pod schodami ruchomymi, współczesnym kościele dzielącym, a nie jednoczącym ludzi. A obok mnie, siedziała jakaś znana gwiazda filmowa.
Super sen na niedzielę.

niedziela, 20 października 2013

Kompilacja superbohaterów cz.1 Superheroes save America

>tu powinna znajdować się epicka i pompatyczna czołówka trailera do superhistori o super herosach<

Filmy o superbohaterach powstające w Stanach Zjednoczonych są najczęściej ekranizacją komiksów.
Podzieliłam je sobie na potrzeby tego posta( a może i późniejszych) kilka podgatunków:
1. a Traktujące temat herosów serio  (Batmany, Supermeny, Spidermany, Kapitany Ameryki i Avengers)
1.  b Traktujące temat herosów mniej serio (Kick Ass, Scott Pilgrim vs reszta świata)
2. a Powstałe przed Batmanem Tima Burtona  (wcześniejsze Batmany, wszystkie filmy z rozkwitu gatunku z lat 40 i 60 lepsze i gorsze)
2 b. powstałe Po Batmanie T.B. (kolejne batmany itp, gdzie rajstopki zostały zamienione przez metalowe/plastikowe/ebonitowe zbroje a bohaterowie stali się podobni do ludzi)
3. a Herosi stricte amerykańscy (Superman, Batman, Spiderman, Capitan America)
3. b Herosi z mitologii europejskiej (Thor, Loki, Wonder Woman)

Zacznę od tematu ODGRZEWANIA kotletów.
Lubię filmy fajansowe (FES - fiction excluding science) bo nie można tam znaleźć już ani kapki naukowego wytłumaczenia. Nauka nie ma wpływu na fabułę.
Batmanów były dziesiątki, tych od Batmana T.B. było dość, żeby:
1. Poznać świetnie zagrane postacie Pingwina, Jockera(J.N.) drugiego Jockera (H.L.) i Mr. Freeze (Uma Thurman była słaba, tak jak Kobieta Kot A.H. chociaż Kobieta-Kot M.P była bardzo kocia)
2. Poznać kilku Batmanów, uznać, że Robin jest be a Alfred cacy i nie uważam jakoby Christian Bale był najlepszym Batmanem.

Ale mimo tego, że sama historia Batmana jest odgrzewanym kotletem, nadal jest bardzo chętnie oglądana. Z oczywistych względów pięknych kobiet, coraz trudniejszych walk i coraz większego udziału technologii, dzięki której te karkołomne ewolucje są możliwe.
Znamy tą historię bardzo dobrze, wiemy, czego można się spodziewać, jednak twórcy do tego dokładają coraz to nowsze spin offy i coraz to więcej szczegółów (Bruce Wayne u mnichów, Bruce zły Bruce targany emocjami).
Nie przepadam za Spider-manem, z wersji z Tobey'em Maguire widziałam dwie części, a ostatniego oglądałam jedynie ze względu na głos Emmy Stone. Andrew Garfield jest zupełnie nie w moim typie.

Iron-Man z Uroczym i przezabawnym starym jak masakra Robertem Downey Jr jest dobry.
Thor nr 1 był słaby

Avengersi próbują to wszystko skleić do kupy ale mi się kupy nie trzyma.
ale oglądam. co za nałóg!

Spostrzeżenie: zauważyliście, że większość tych herosów ma mitycznie przekroczone 30 lat?
DLACZEGO?
są już dojrzali, ukształtowani charakterami, świadomi swojej wartości i nagle ich świat rozpada się w gruzy? dokonują dramatycznych wyborów? dlaczego teraz a nie wcześniej?

I dlaczego tak mało kobiet i dziewczyn to superbohaterki? dlaczego jest to świat facetowski gdzie facet=siła a facet z mięsniami =supersiła
i nie znoszę Amy Adams jako Lois Laine 

A Człowiek ze stali niezły, chociaż totalnie nie rozumiem, dlaczego superman musiał uratować ludzi. Fabuła niespójna jak diabli.
Skoro zły Zed był zły dlatego tylko, że został zaprogramowany na przetrwanie swojego gatunku i chciał doprowadzić do końca swoją misję to dlaczego został skazany przez twórców tego systemu nakazów (programowania ludzi  od urodzenia na wyznaczony cel) za bunt?
powinni go posłuchać.
i dlaczego tak jasnowidzący Russel Crowe i tak daleko widzący nie mógł razem z Zedem skolonizować jakiejś pustej planety na której nie ma statuy wolności?

Dziura na dziurze ale oglądało się dobrze.