Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Sucharek w sreberku.

Zauważyłam rosnącą tendencje do przedkładania soundtracków nad scenariusze.
Przepis na sukces kasowy jest bardzo prosty w tym przypadku:
1. Bierzemy popularną powieść dla młodzieży (wspomniany Zmierzch, Miasto Anioła, Intruz, Igrzyska Śmierci, Niezgodna czy też inne tego typu amerykańskie produkcje).
2. Chwalimy się, jak to pisarka(najczęściej) dobierała piosenki według własnych upodobań (Zmierzch) lub zbieramy mniej/bardziej "gorących" artystów do reklamowania filmu swoją muzyką. Albo podpięcia się pod muzykę filmu (niestety, częściej to drugie, chociaż Igrzyska są chwalebnym wyjątkiem).
3. Wypuszczamy listę piosenek na kilka miesięcy przed oficjalną premierą kinową filmu. Niech się osłuchają i nucą. Notabene, jest to stały chwyt stosowany w przemyśle bollywood - jednak tam mają one podłożenie pod fabułę (wyśpiewanie uczuć), w końcu w większości to musicale, a widzowie często śpiewają razem z aktorami. Takie karaoke w stylu hinduskim na dużym ekranie (16:9).
4. Piszemy scenariusz, co z tego że książki (tak, przeczytałam kilka) są właściwie gotowym skryptem. Jest dziewczyna nie zgadzająca się z powszechnie panującym systemem, księżniczka, która zakochuje się w pierwszym, niszczącym jej światopogląd facecie (o ironio!). Scenariusz słabiutki ale w końcu jest ze swoim księciem z bajki, który albo posiada nadprzyrodzone zdolności, albo jest niebywale bogaty. Cokolwiek. Scenariusz nie jest dobry.
5. Bierzemy bardziej lub mniej znanych młodych aktorów, którzy zabłysnęli wcześniej talentem w jakimś filmie, ale nie skandalem. Te będą później. Do tego zapraszamy uznanych, często nagradzanych aktorów do zagrania antagonistów i/lub mentorów. Pamiętacie Eragorna? NO.
6. Nagłaśniamy w internecie/wszędzie poprzednie role młodych, pseudoromanse, życie prywatne. Wypowiedzi. Szum medialny niesamowity. W połączeniu z piosenkami dają doskonały efekt marketingowy.
7. Kręcimy. Co z tego ze drewniane aktorstwo i wszystko kradnie ktoś inny. Znajdujemy irytującą postać której nikt nie lubi, albo przesłodkie postacie poboczne.
8. Przy szumie wypuszczamy do kin. Ludzie idą, zachwyt, nie wiedzą że są zmanipulowani muzyką która przez pół roku zdążyła skojarzyć im się z czymś pozytywnym.

Tak, sama chodzę do kina na muzykę, jestem zmanipulowana czasem tą nagonką. Ale zauważam.
Jest to tolerancja wzajemna filmów i muzyki, często też seriali i muzyki. Audiofile będą oglądać filmy z dobrym tłem, bo przecież jeżeli tak znany zespoł (U2, M83, Haim, Paramore, Metallica itp itd.) napisał muzykę/dedykowany utwór to przecież to nie może być taki gniot.
Ale jest.
Jak niektóre filmy bolly. Sucharek w sreberku. Zero treści, ale przecież lekkie i dobrze się skończy. Jak komedie romantyczne tylko z rewolucją czy apokalipsą w tle. Nadal lepsze romanse niż Zmierzch. A to, gdy serial już dawno odpadł fabularnie od nawet nie takiej złej książki?(Pamiętniki Wampirów) A co tam, widownia już ustalona i będzie co odcinek kilka hitów z radia.

Uwaga: Te lepsze filmy z podobnym schematem działania same się bronią przed powyższym. Nie trzeba ich wymieniać, bo naturalnie nikt o nich nie pomyśli przy punktowaniu.

A temat wziął się z przesłuchania tej piosenki, gdzie nie znoszę tego filmu, głównych bohaterów i całej historii ale jestem tym bombardowana, najbardziej przy wylocie z Metra-Centrum gdzie plakat jest na całą ścianę. Po obejrzeniu pierwszej części na drugą nie pójdę. Muzyka niezła i w stylu M83.


niedziela, 22 marca 2015

Kultowe filmy - rozbiór na części pierwsze

Większość z nas,  a może i każdy ma na swojej liście ukochany, wielbiony film, tak jak uwielbianą piosenkę kojarzącą się z danym etapem w naszym życiu a może tylko z jakimś migocącym wspomnieniem. Film, podczas którego olewało się popcorn, zajmował cały mózg a potem myslało się o nim tydzień i miesiąc a nawet jeszcze dłużej "po" seansie.
Mamy filmy, które przed epoką powszechnego dostępu do internetu oglądaliśmy z wypiekami na twarzy w telewizji na minimalnej głośności żeby reszty domu nie pobudzić. Bo do dzisiaj dobre filmy nie lecą raczej w normalnych godzinach - ale od czego jest internet a też przeglądy filmowe przypominające klasyki?

Kultowe filmy podzieliłabym na kategorie:
- cytowane
- nowatorskie
- mistyczne/filozoficzne
- życiowe/niszowe

Pierwsza grupa to filmy najpopularniejsze, gdzie za sprawą talentów scenarzystów lub tłumaczy do obiegu weszły pewne zwroty, wyrażenia, zachowania. Żeby nie być gołosłowną:
"Co ja sobie za to kupię? WACIKI?"
"Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy"
czyli to z polskich obrazów: Kiler 1 i 2, Chłopaki nie płaczą, Testosteron, z zagranicznych: Shrek( w sumie ratował nas dubbing), Fight Club i Pulp Fiction, Clerks, Śniadanie u Tiffaniego, Mężczyźni wolą blondynki
Obecnie cytuje się filmy przez screenshot albo odpowiedni fragment. Dominują tam oczywiście obrazy amerykańskie ale z mojej kategorii "życiowo/niszowej"
Kolejna grupa to nowatorskie: filmy, które przez swoją oryginalność stały się dziełami naśladowanymi a również bardzo popularnymi. Nie mówiły o tematach trudnych, jednak bliżej im zawsze było do kontrowersji i strachu. Zatem odwoływały się do najstarszej zgrozy. Obejrzenie ich grozi wtórnością następujących po nich ekranizacjach czy kolejnych odwołaniach do "ojców".
Może być to jeden motyw, może być scena która zapadła w pamięć. Wzrost popularności wielosezonowych seriali przerzucił nowatorstwo na tasiemce.
Przykłady filmowe:
Mechaniczna Pomarańcza i Odyseja Kosmiczna 2001 - Stanleya Kubricka,
Od zmierzchu do świtu, Mad Max,
Kill Bill, 
Filmy Hitchcocka - między innymi Ptaki, czy też Okno na podwórze,
Gwiezdne Wojny IV-VI (jakby ktoś nie wierzył, niech przeczyta albo obejrzy Eragorna, historia ta sama wciśnięta w magiczne średniowiecze)

Mistyczne/filozoficzne, tu jest dość ciężko, bo reżyser sobie wymyśli a potem banda nawiedzonych chodzi i potwierdza jego teorie (brutalnie). Można też niektóre nazwać "filozoficznymi przypowieściami". Do tej kategorii należą filmy "wielokrotnego obejrzenia" z niejasnym zakończeniem lub z całkowicie pokręconą fabułą. Przeplata się rzeczywistość i mistyka.
Doszliśmy więc do kategorii, do której wklejam Donniego Darko - mój ulubiony i przeukochańszy film z okresu licealnego.  Nie Requiem dla snu ani Jedwabna Opowieść,
 W tej kategorii byłby też Interstellar, Matrix (ale jedynka tylko i wyłącznie),
Również Edward Nożycoręki i Orlando gdzie zagrała Tilda Swilton.

Ostatnia kategoria, najbardziej pojemna, to filmy zwyczajne, bez szczęśliwych przypadków, bez sił nadprzyrodzonych, często z ograniczonym budżetem a zarabiając, przez swoją kultowość.
Należy do nich, ze starszych produkcji: Transpotting,  wspomniane wcześniej Requiem dla snu,
również węgierski obraz Kontrolerzy (scena z misiem w metrze jest moja osobistą sceną kultową),  Virgin Suicides Fanny i Aleksander, i Constant Gardener. Z nowszych (i jak wspomniałam już, cytowanych internetowo)The Perks of being a Wallflower, Nietykalni,

Każdy ma taką swoją listę niezapomnianych filmów. Staram się teraz nadrobić braki, więc stworzyłam kilka lat temu zestaw filmów, które dla fana kina są całkowitą podstawą. Zestaw jest subiektywny i nigdy nie zostanie zamknięty. Żeby ułatwić podam tylko te filmy, które ukazały się przed 1990 rokiem. Z uzasadnieniem.



ZAGRANICZNE:
Good Morning Vietnam - dla roli Robina Williamsa
Odyseja Kosmiczna 2001 - już nigdy nie zdziwi Cię postument w środku niczego, warto obejrzeć w kinie.
Mechaniczna Pomarańcza- każda sztuczna rzęsa przybliży Cię do psychopatyzmu
Mad Max- australijskie ozploitation w najlepszym wydaniu
Star Wars IV-VI - nowatorskie!
Przeminęło z wiatrem - bo Scarlet to zła kobieta była a Clark Gable był taki przystojny..
Filmy o Jamesie Bondzie– które wolicie, klasyk dla mnie do nadrobienia.
Ptaki - ogólnie filmy Hitchcocka są bardzo klimatyczne.
Śniadanie u Tiffaniego - dla klasy Audrey Hepburn za którą wszyscy tęsknią
Deszczowa Piosenka - bo problem jest ten sam do dziś
Dziecko Rosemary - książeczka cieniutka a historia mroczna
Omen - ostrzeżenie,  żeby nie nazywać dziecka urodzonego w czerwcu Damien
Powrót do Przyszłości - bo żyjemy w tej przyszłości
Brazil - na mojej liście stoi nadal, ale to dlatego że chcę obejrzeć na wielkim ekranie
Tron - klasyk filmów sf a jaka śmieszna technologia!
West Side Story - Musical - u mnie nadal na liście
Imperium Słońca - dużo smutku
Blade Runner - mnie nie wciągnął, ale co kto luboi
Ośla Skórka - klasyk francuskiej baśni z Catherine Deneuve
Taksówkarz - nadal nie przebrnęłam, tak samo jak przez:
Hair (musical)


POLSKIE: (z polskimi jest tak, że kultowe lecą co święta a na perełki trzeba trochę poczekać,
Polskie przedwojenne komedie: Pani Minister Tańczy,  Zapomniana Melodia, Papa się żeni, Jego ekscelencja Subiekt, klasyczny humor z lwowskimi akcentami. zachwycające i lekkie kino
Zakazane piosenki - hit powojenny, aż lśnił od gwiazd
Pamiętnik znaleziony w Saragossie - historia pudełkowa na podstawie jednej z najpopularniejszych szlacheckich powieści Potockiego.
Niewinni czarodzieje, Popiół i Diament ( i inne filmy ze Zbigniewem Cybulskim) - scenariusze są tak cudowne że ogląda się jednym tchem
(tu lista hitów telewizyjnych)
Miś,
Seksmisja, 
Sami Swoi,
Jak rozpętałem drugą wojnę światową,
Vabank,
Rejs
Znachor
Nie lubię poniedziałku
Nóż w wodzie - w kolejce u mnie nadal
Eroica - to też w kolejce, ale punkt obowiazkowy
Trzy kolory – Kieślowskiego oraz Dekalog, przez Dekalog przebrnęłam, jest to bardzo ciężkie kino ale warto znać.
Ekranizacje lektur litościwie pominę.


wtorek, 17 lutego 2015

Wujek Oswald trafia do...typuję

IDY!
Tak, to jest pierwsze polskie marzenie, ponieważ doceniamy dopiero to, co zyska uznanie na świecie. Ale nie zawsze patrząc na przypadek zmarłego niedawno Igora Mitoraja.

Przyznam, nie widziałam jeszcze wszystkich, nominowanych do Wujków Oswaldów( Oscarów(R)) , filmów.
Mogę tylko wytypować po zachowaniu mediów i innych przesłankach, dlatego nie będą to typy dokładne. Jeżeli coś widziałam a nie typuję, to też to wyjaśnię.

Ubiegły rok kształtował się następująco, najgłośniejsze tytułu (ktoś jeszcze pamięta?) : Grawitacja, Ona, Zniewolony, Blue Jasmine, Witaj w Klubie, Tajemnica Filomeny, American Hustle, Wilk z Wall Street, a wszyscy i tak śpiewali Let it Go!
Na mnie największe wrażenie zrobił Zniewolony. American Hustle - nawet nie pamiętam o czym był, Wilk - uszedł, Let it Go! (na punkcje Frozen zwariowałam i obejrzałam go trzy razy pod rząd..ale to jest faza maniaka)

W tym roku ciekawych nominacji jest sporo.

Zacznę od najważniejszych dla fanki animacji:
Jak wytresowac smoka 2 - nie nie nie nie nie! słaby film naprawdę, scenariusz dziurawy muzyka się mogli bronić, ale nie
Wielka szóstka - bardzo standardowy film, bez szału też nie
Pudłaki - ciekawa akcja i bardzo ładna animacja kukiełkowa, historia z happy endem i jeżeli o mnie chodzi również mogłyby wygrać, jednak nie w tym roku.
Kaguyahime no Monogatari - nie, kreska jest zbyt japońska na amerykańskie gusta
wygra: Song of the sea - śpiewam Peany na cześć tej baśni już po obejrzeniu trailera, ufam też że jest równie dobra jak Księga z Kells - która niestety mimo nominacji nie dostała posążka.

Najlepszy film?
z nominacji stawiam na Boyhood, jest to najciekawszy projekt jaki się pojawił a też samo pojęcie uchwycenia mijającego czasu na jednym filmie. Mistrzostwo! Jest u mnie w kolejce do obejrzenia w kinie.
Rywale: Birdman. Gra Tajemnic, Grand Budapest Hotel, Selma, Snajper, Teoria Wszystkiego, Whiplash.

Aktor?
Mam problem między Benedict Cumberbatch/ Eddie Redmayn?, jednak uważam, że ten drugi wygra. Żadnego z filmów nie widziałam. Strzał na ślepo jak przy zakładach.

Aktorka?
Julian Moore zagrała ostatnio w wielu dziwnych (Jak Siódmy syn) filmach, należy jej się po prostu.  Mój typ. Jednak widzę że większą promocję mogła mieć Zaginiona Dziewczyna z Rosamund Pike.

Aktor drugoplanowy?
Zdecydowanie Robert Duvall. Film "Sędzia" bardzo przypadł mi do gustu z uwagi na właśnie jego świetną dramatyczną rolę wielowymiarowej, nie do końca złej ale i nie dobrej postaci. Takiej ludzkiej nie wyidealizowanej.

Aktorka drugoplanowa ?
Meryl Streep - umie śpiewać (w Mamma Mia nie przypadła mi do gustu bo to Abba..) a i jej filmowa metamorfoza była interesująca, chociaż w Tajemnicach Lasu akcja pędziła na złamanie karku sam film broni się obsadą. Jest pewniakiem dla chyba większości.

Reżyser ?
Wes Anderson, Grand Budapest Hotel jest u mnie w kolejce (nie udało mi się go obejrzeć w ubiegłym tygodniu niestety, kiedy to miałam okazję) - ale kojarzę go bardzo dobrze z reżyserii Fantastycznego Pana Lisa.

Scenariusz oryginalny - znowu Boyhood
Adaptacja? Teoria Wszystkiego. Dziękuję.

Nieanglojęzyczny... mam wrażenie że będą to Dzikie Historie mimo tego, że Ida ma naprawdę duże szanse. Dlaczego? Nie i koniec.
Charakteryzacja - nie nominuję obejrzanych Strażników Galaktyki. Zbytnio tandetne i mało odkrywcze kostiumy (Groot to nie był kostium), wole Grand Budapest Hotel (strzelam całkowicie)

Muzyka, scenografia, dźwięk? - Interstellar -  dlaczego ten film ma tak mało nominacji? Historia bardzo dobra, zgrabnie poprowadzona, te efekty specjalne i wizualizacje super! Czyżby zbyt pesymistyczny dla Akademii Wuja Olbrechta?

Piosenka ?- Lost Stars - Keira Knightley - Jest urocza
Kostiumy ? - Jednak Maleficient.. dostanie Oswalda z rogami.
 Co do zdjęć, nie wypowiem się, nie ma żadnego polskiego operatora.


A film dokumentalny?
Być może ten o Snowdenie...ale nie, to by było zbyt groźne.
Film o amatorce-fotografce jest powtórzeniem nieco historii o Sugarmanie dlatego tez nie podejrzewam wygranej.

W niedzielę siadam przed kompem i szukam relacji na żywo...


czwartek, 18 grudnia 2014

Big Eyes i Interstellar

Grafika ze strony: http://sand-rae.deviantart.com/



Czyli film na który pójdę  i film na którym byłam.
Film którego oczekuję z niecierpliwością i film który miałam ominąć jak Grawitację ( z premedytacją).

Czemu kusi mnie Big Eyes?
są trzy powody:
1. Reżyser - Tim Burton - w jego całej filmografii są dwie jego produkcję, których nie przetrawiłam: Big Fish i Marsjanie atakują.
2. Christopher Waltz, którego uwielbiam za akcent komiczny w rolach złych charakterów. Jest on na tyle diaboliczny ze swoją mimiką, z gestami, że aż groteskowo. Doskonale pasuje do stylu T.B.
3. Amy Adams - nie przepadam za nią, nie wiem czemu, ale jest naprawdę znakomitą aktorką.

Kolejnym powodem jest sama historia. do czego prowadzi uzależnienie od drugiej osoby?
Historia opiera się na kanwie życia malarki Margaret Keane, która maluje niepokojące i jednocześnie piękne obrazy dzieci z dużymi oczami. Jednak cały splendor i blask przypada jej mężowi -Walterowi  który jako mierny malarz przypisuje sobie autorstwo portretów.
Rzecz się dzieje na przełomie lat 50  i 60 a więc w momencie kiedy o emancypacji przycichło a kobieta miał być żoną. (tak zwane cudowne lata, których dramatyzm pokazano w wielu już filmach). W produkcji T.B. ma być pokazana walka Margaret Keane o prawa do własnych dzieł i do własnego Zachęcam do przeczytania bardzo dobrego artykułu nakreślającego historię w The Guardian.

Drugi film, który widziałam, to Interstellar Christophera Nolana.
Poleciłabym:
1. ludziom którzy chcieliby zobaczyć teorie czarnych dziur w wersji artystycznej. a najlepsze, że nikt nie może powiedzieć, że tak nie może być.
2. Osobom znudzonym powtarzalną muzyką Hansa Zimmera, w końcu stworzył oryginalną scieżkę dźwiękową - jego autoplagiaty były męczące.
3. Fanom filmów postapokaliptycznych ( do których i ja się zaliczam) jest to ciężka i smutna historia.
4. Wielbicielom efektów specjalnych, nie rozbuchanych, i fabuły ! Przede wszystkim.
Sądzę, że to jest film o kosmosie, samotności, przerażająco smutny i jednocześnie beznadziejnie optymistyczny. O bezsensowności ludzkiego działania.
Namnożyło się tych wizji apokalipsy.
5. i oczywiście tym, którzy uwielbiają Christophera Nolana (ja do fanatyków nie należę).
Miałam niewielkie skojarzenia z Odyseją Kosmiczną 2001, i podobało mi się, że właściwie efektowność zredukowana została do minimum.

Nie polecam:
1. cierpiącym na chorobę lokomocyjną, jednak widok wirującej stacji kosmicznej nie jest najprzyjemniejszy (być może dla mnie nie był, bo najadłam się słodyczy)
2. Osobom które szukają dużej ilości efektów, wybuchów, zwrotów akcji a kosmos znają tylko z Gwiezdych Wojen.
3. Fanom Matta Damona

Strasznie dużo obejrzałam w ostatnim czasie trailerów na rok 2015 i końcówkę 2014. Jeszcze nie trafiłam na film, który by mnie mógł w przyszłym roku zachwycić.
Ale zobaczymy?

sobota, 29 listopada 2014

Memo-zyna Kinowa

Mem/meme- od mimesis (naśladownictwo), jednostka informacji kulturowej.
Po przeczytaniu wszystkich definicji z Wikipedii oraz zapuszczeniu żurawia w otchłanie internetu mam jedna definicję: wirus mentalny.

Dlaczego wyciągam definicję memu? Bo mam dość kina rozrywkowego. Dość kolejnej adaptacji baśni, "co by było gdyby", dość historii Kopciuszka która i tak zawsze dostaje to co chce. (najlepsza wersja: Długo i szczęśliwie z Drew Barrymore). Dość superbohaterów wskrzeszanych z coraz to inną twarzą i coraz to innymi wrogami, gdzie treść samego filmu mieściłaby się w krótkim metrażu.
Za grube miliony sprowadza się aktorów z pierwszych stron. Najlepszym tego przykładem są obecnie filmy z serii Marwella - mimo całej sympatii do świata superbohaterów nie mogę przetrawić tego z kilku względów: pozytywni bohaterowie są zadufani w sobie i pompatyczni akcja biegnie na tyle szybko, że nie mamy szans się zidentyfikować. Sympatyczni i przystojni są antagoniści którzy chcąc zając należne (według ich mniemania) miejsce staja się wrogami nie tyle głównych bohaterów co przez przypadek całego wszechświata. Późniejsze odkrywanie historii (w kolejnych wersjach) utwierdza nas w przekonaniu, że ci ŹLI zostali potraktowani niesprawiedliwie.

Kino autorskie ma się coraz gorzej, serwowane są kolejne "papki" medialne z samymi efektami specjalnymi i brakiem treści. Hobbit na przykład i rozbicie krótkiej książki na 3 pełnometrażowe filmy. Co prawda film odnosi się też do Czerwonej Księgi, ale z marnym skutkiem.

Kwestia memów. Wybierając film w recenzji czy opisie staramy się znaleźć punkt zaczepienia który w jakiś sposób nakreśli nam stereotypowa fabułę.
Kiedy matka z trojgiem dzieci/studentka historii sztuki/hipsterka spotyka bogatego pana X nie wie, że jej życie przewróci się do góry nogami... - historia Kopciuszka, Wiemy że skończy się happy endem, wiemy też, że w 3/4 filmu będzie kryzys (jak w każdym) a w 2/3 scena miłosna (również jak w każdym).
Ziemia zmierza ku zagładzie przez działania czynnika X (kosmici, antagonista, planetoida), tylko jeden człowiek/grupka ludzi mających problemy natury psychologicznej jest w stanie ich powstrzymać. Czy uratują Ziemię ?(tak/nie/ pytanie było tendencyjne). - uda im się uratować, o ile w opisie filmu nie ma określenia "nieuchronnej zagładzie" wówczas przetrwa tylko garstka ludzi, zwłaszcza jak nie ma kto uratować. - w tym przypadku mamy rycerskość, archetyp błędnego rycerza który nie wiedząc kim jest i dokąd zmierza, od niechcenia ratuje świat (lub tą garstkę ludzi).

Poznaj historię, której się nie spodziewałeś! Oto nieznana wcześniej historia baśni o Śpiącej Królewnie/Kopciuszku/Śnieżce/Czerwonym Kapturku. (pewnie że nieznana, w końcu scenarzyści kombinują jak mogą) - jest to całkowicie nowa historia, ale ubrana w magię przez co możliwe jest zastosowanie Deux Ex Machina. Nowe adaptacje klasycznych baśni wychodzą mniej więcej co 10-15 lat. Memy czerwonego płaszczyka, kopciuszek ma zawsze skrzącą się, jeżeli nie błękitną, sukienkę.
Widzimy elementy oswojone baśni. Piękne historie.

Potem tworzymy memy, które próbujemy dostosować do naszego życia, jak ten, że książę zawsze przyjeżdża na białym koniu (jest to nasz rodzimy mitologizm, ponieważ białe wierzchowce były kiedyś święte i symbolizowały władzę). Jak ten, ze zmiany są nieuchronne.
Jest to tzw "oczywista oczywistość" i "capitan obvious" - w wersji rysunkowej są to bardzo znane memy. W sieci jeszcze łatwiej się rozpowszechniają jako "virale"  w kampaniach reklamowych nazywanych buzz marketingiem. Są szybkie jak myśli, potrafią żyć w niebycie internetu przez kilka lat i nagle zdobyć popularność.
Dlatego : ) czytamy już nie jako dwukropek-nawias a uśmiechniętą buźkę. Można by to potraktować, jako jeden z pierwszych memów.

Jakie widzę zagrożenie? Rzeczy autorskie, oryginalne stają się inne, a to co inne jest niepopularne i się nie sprzeda.
Scenariusze są adaptowane, oryginalne historie występują w kinach niszowych i również na takich festiwalach. Kino głównego nurtu zaczyna zjadać własny ogon.
Hollywood od dawna jest maszynką do robienia pieniędzy. Rolę oryginalnych historii przejęły seriale, czy to nisko czy wysokobudżetowe.

wtorek, 30 września 2014

Kobiety za mikrofony część 1. Jesiennie

Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwym motorem polskiej, wartościowej muzyki są kobiety.
Właściwie jedynym, i to bardzo głośnym odstępstwem od tej tezy były lata międzywojnia, kiedy królował Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński a także Jan Kiepura. Głosy kobiece były mniej zauważane (w przeciwieństwie do ich osobowości). Postanowiłam prześledzić scenę (a właściwie estradę)  w trzech częściach (jakby dwudziestoleciach ):
od roku 1946 do końca lat 60.
od początku lat 70 do końca PRLu w 1989
i lata dziewięćdziesiąte plus pierwsza dekada 2010.

Czy udowodnię tezę? Zobaczymy.

Lata 40 : okres wojenny, ciężkie czasy powojenne, tematem była raczej odbudowa Polski niż tworzenie sceny rozrywkowej kraju. Rozpoczynała się odbudowa Warszawy, trwała wielka migracja ludności, niektóre ludzkie dramaty się kończyły a inne nie. Ponieważ większość inteligencji oraz artystów zginęła lub wyemigrowała trzeba było szukać nowych twarzy. Po przedwojennej Warszawie pełnej rewii i teatrów nie został nawet ślad. Tym trudniej było kompletować i tworzyć zaplecze kulturalne nie nacechowane jeszcze siermiężnością i piosenką biesiadną.

W 1947 roku premierę miał pierwszy pełnometrażowy film "Zakazane Piosenki" główną rolę grała aktywna do dzisiaj Danuta Szaflarska (gdyby historia działa się w Wielkiej Brytanii dawno dostałaby odznaczenie szlacheckie).  Z miejsca zarówno film, jak i odtwórczyni głównej roli zdobyła serca widzów. Film ten zresztą zebrał znaczących artystów polskich (między innymi Alinę Janowską i Edwarda "Dudka" Dziewońskiego czy Hannę "Hankę" Bielicką).


W latach 50 słuchano jazzu (odrobiny) oraz chodzono na potańcówki. Prym też wiodły kabarety między innymi Kabaret Starszych Panów (co prawda dopiero od 1958 r)
Królowały piosenki spokojne, sentymentalne, jednak nadal nie był to najlepszy okres dla polskiej muzyki. Też u mnie w rodzinie, dość osłuchanej, nie jest jakoś szczególnie wyróżniony. (Babcia wolała Elvisa)
Gwiazdą tego okresu była na pewno Maria Koterbska i serduszka wszystkich pukały w rytmie cha-cha.
"Pamiętasz była jesień" zaśpiewała Sława Przybylska. Jesień też była tematem piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów a wykonanej przez Kalinę Jędrusik. Jako "Jesienna dziewczyna" zawładnęła telewizją właściwie do końca współpracy z Kabaretem.



Prawdziwy jednak początek muzyki rozrywkowej rozpoczął się w latach 60, w 1959 roku powstał zespól dziewczęcy Filipinki który był typowym jak na tamte czasy "girlsbandem" śpiewającym specjalnie skomponowane dla nich piosenki. Zdobyły one niesamowitą popularność i stanowiły damską odpowiedź dla bigbitowego zespołu Czerwono-Czarni i Niebiesko - Czarni gdzie wyrazistymi postaciami byli jednak mężczyźni. Najbardziej przeze mnie kojarzoną piosenką jest "Filipinki to my" a także "Parasolki" (śpiewane w przedszkolu huee!).
Drugim zespołem z tego okresu są Alibabki powstałe jako grupa w 1963 i śpiewające między innymi piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiem (w późniejszym okresie) a także będące chórkami znanych polskich wokalistów i wokalistek. Co prawda nie są dla mnie tak charakterystyczne jak Filipinki ale też mają swój urok.

Lata 60 to początek zespołów bigbitowych jednak na główne miejsce estrady wysunęły się dwie, dość kontrowersyjne OSOBOWOŚCI sceniczne:

Violetta Villas - piosenkarka (diwa!) z niesamowitym głosem z miękkim akcentem, charyzmą i charakterem. Jej piosenki, trudne w wykonaniu ale też niezbyt łatwe w odbiorze królują jeszcze w niektórych radiach do dzisiaj.
Szkoda tylko że nie udało się wykorzystać jeszcze bardziej tej sławy, jak to bywało z polskimi twórcami przez zawirowania polityczne i pewne ograniczenia. Mimo to udało jej się odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.

Nasza przaśną diwą numer dwa jest Maryla Marylka, Rodowicz - śpiewała i śpiewa nadal piosenki Agnieszki Osieckiej czy Jonasza Kofty. Podziwiam ją za konsekwencję stylu (ta biesiadność!) siłę głosu, kondycję, talent komediowy (w Rodzinie Zastępczej była bardzo irytująca ale mimo to zabawna). Co prawda szczyt popularności przypadł na lata 70 gdzie wpasowała się idealnie w hippisowski ruch dzieci-kwiatów, Autostopy i rozluźnienie Dekady Gierka

Jest dobrze.
Podsumowanie:
1. Kobiety same nie komponowały, teksty pisane były przez specjalistów w tej dziedzinie, muzyka również.
2. Solo wyróżniały się jedynie silne osobowości.
3. Nie była to muzyka kontrowersyjna, miało być przyjemnie, czysto rozrywkowo, ewentualnie z zacięciem artystycznym. A co dziwnego, w końcu to muzyka popularna
4. Występy były jako bigbity/zespoły ubrane w jednolite stroje lub też artystki (jak to wtedy jeszcze można było określić) miały swój styl narzucany innym.

Na koniec moja ulubiona piosenka z tego okresu, i też o jesieni, wersja z filmu Wojciecha Hasa:





Źródła:

Obok nieśmiertelnej Wikipedii, która podpowiada mi mam nadzieje prawdziwie w kwestii dat, źródła:
1. youtube.com
2. Inny Świat - filmowa historia Danuty Szaflarskiej (doskonały wręcz dokument)
3. Zasłyszane, zasłuchane same piosenki i spojrzenie na muzykę,
4. Filmy dokumentalne, nagrania koncertów/KSP
5. I oczywiście opowieści...



środa, 16 lipca 2014

z-gnieć-ona filmami

Choroba, tygodniowe zwolnienie, ciężko się skupić, człowiek właściwie bez sił leży, czasem wstaje na posiłki i leki.
Książkę można przeczytać, ale doprowadza to do stanu zaśnięcia na niej/pod nią ew. wylania herbaty.
Dlatego zebrałam się w sobie i obejrzałam różne, różniste filmy produkcji amerykańskich oraz francuskich.
Warunek jeden: nie mogły mi podnosić ciśnienia.
Takimi filmami są komedie romantyczne, sytuacyjne, obyczajowe, musicale, komedie dla nastolatków, filmy ze stajni Disneya i ekranizacje klasycznych romansów oraz, ewentualnie fabularyzowane wydarzenia historyczne. Animacje Disneya również.

Tu przechodzimy do sedna/wniosków/obserwacji:
1. Filmy zwyczajnie się nudzą, żałowałabym każdej złotówki, na pójście do kina na : fabularyzowana wersję Kopciuszka (były dwie); z Seleną Gomez i z starsza z Whitney Houston (studio Disneya). Ostatni film: Lovestruck nie był taki zły, ale akcja pędzi.
2. Najlepsze są klasyki, ale ile razy można oglądać My Fair Lady? Brakuje mi lekkości, humoru w nowych , odgrzewanych kotletowych filmach.
3. Filmy SF - Dead Snow - hahah nakręcili kolejną część jednak nie miałam odwagi jej obejrzeć. Zgroza przy pierwszej była zbyt duża.
4. Lincoln zabija wampiry - naprawdę? oprócz bardzo dynamicznej sceny walki na dachu pociągu z wampirami reszta filmu to był fabularyzowany film zemsty.

Mała instrukcja dla polskich filmowców/reżyserów - wynajmijcie scenarzystę!!(mnie) (a przecież wiadomo, Polacy mają większe wymagania do rodzimych twórców niż do zagranicznych).

Niech bohater A o wpojonym przez ojca silnym kręgosłupie moralnym będzie świadkiem śmierci tegoż lub matki. Niech zapamięta twarz mordercy (Bohater negatywny B). Będzie próbował uzyskać sprawiedliwość poprzez śmierć. Na swojej drodze spotka mentora (Bohater neutralny C), który dorosłego człowieka nauczy skakania po ścianach w trzy tygodnie/lub 10 minut filmu. Mentor zawsze ma pokręcone motywy posiadania ucznia i zawsze pozostali uczniowie nie żyją, lub przechodzą na stronę zła.
Dziury w fabule można zatkać wspomnieniami bohatera.
C ma zatargi z B ale sam się boi/jest za stary/nie może więc wysyła A aby został najpierw czeladnikiem a potem mistrzem w swojej sztuce stosując elementy wyrzeczeń i mnisiej czystości a potem zabił B.
A buntuje się  bo na swojej drodze spotyka bohaterów D i E z których jeden musi być lekko pokręcony a drugi o odmiennej charakterystyce zewnętrznej (odmienny kolor skóry, kształt itp ale poziom mózgowy równie dobry) a także ewentualną miłość F (jak Femine).
D i E kombinują a A ma romans z F czego nie pochwala C. B się zbroi i siedzi cicho dopóki nie ustalą daty ślubu lub nie dojdzie do spiętrzenia akcji albo A będzie całkowicie gotowy do walki. To takie honorowe prawda B?
B robi się nieszczęśliwy bo A w związku z buntem przeciwko C stara się zwalczyć B innymi sposobami.
A staje się zależny od D i E którzy okazują się ekspertami w swoich dziedzinach a także F suszy mu głowę, żeby wziął się za normalną robotę, to się bierze.
Po latach B przypomina sobie o A i zabija mu AF(syna/córkę/psa/kota/przyjaciela) A zabija B ale okazuje się że jest tu większy typ od którego zależny był zarówno B jak i C. (typ G...)
Typ G jest trudno osiągalny ale po wysłaniu swoich żołnierzy na zwyczajna misję jest pośród nich a Antagonista A wnerwiony zabija go w zwykłej walce po wyjaśnieniu sobie nawzajem całości fabuły (tutaj można załatać dziury).

Właśnie się zgubiłam, czy opisuje Lincolna, Star Wars czy może ....


Połowę filmów przespałam, część była fajna (jak Angel-A, Paulette, Walk of Shame, Elizabeth - Golden Age, Lakier do Włosów,Maleficient )
Ale naprawdę, obecne kino nie łamie stereotypów. ono je utrwala, co jest tym bardziej
PRZERAŻAJĄCE


Obejrzałam wszystkie(!) animacje Disneya w długim metrażu. Moje życie stało się kompletne?!?


poniedziałek, 26 maja 2014

Przejmująca zagłada na srebrnym ekranie...

źródło/source : www.theatlantic.com/
Nie uświadczycie tutaj efektownych zakończeń, finalnego zniszczenia ludzkości, gwałtownej zagłady, gigantycznej i efektownej katastrofy. Pompatycznych nastrojów, bohatera o fizjonomii Amerykanina irlandzkiego pochodzenia, ratującego świat/Nowy Jork w ostatniej, niesamowicie dłużącej się, chwili.
To nie są filmy efektów specjalnych, dużej liczby wybuchów. To kino emocji

Jest za to groza całkowitej samotności, strach przed nieodgadnionym i analiza zachowań ludzkich w przypadku skrajności Zgroza bliska bo jak możemy przyjąć, że koniec świata rodem ze Świętego Gaju się tak szybko nie ziści, tak innych opcji nie możemy wykluczyć.


Droga (The Road)  - na podstawie książki Cormaca Mc Carthy'ego, historia o podróży ojca z synem przez Stany Zjednoczone. Do obejrzenia filmu, oczywiście na festiwalu Nowe Horyzonty zbierałam się trochę i zgodnie z zaleceniami wzięłam zapas chusteczek.
Film wbił w fotel.
Suche opustoszałe krajobrazy (kręcony był po huraganie Katrina w okolicach Nowego Orleanu) będące jedynym świadkiem zmagań głównych bohaterów z życiem, z przetrwaniem, z losem. Gdzie największym wrogiem nie są zwierzęta ale ludze i głód.
Świat w którym tajemnicza katastrofa otworzyła drogę do wyginięcia zwierząt a później roślin. Świat w którym najlepiej byłoby być samemu, gdze inteligencja i okrucieństwo ludzi stają się tak wyraźne jak nigdy.
Kwestia wyboru tytułowej Drogi pojawia się w pierwszych minutach, gdy w kilka lat po tragedii matka i żona (grana przez Charlize Theron) wychodzi z domu. Jednak znaczenie tej sceny nie jest tak oczywiste.  Viggo Mortensen jako ojciec próbujący za wszelką cenę ochronić i uratować swojego syna tworzy rewelacyjną kreacje aktorską. Najstraszniejszej apokalipsy nie tworzy tutaj przyroda, tylko ludzie.
Wrażenie zrobił na mnie fakt, że katastrofa połączona z odcięciem środków komunikacji, telewizji telefonu i internetu, jest jedną z najbardziej prawdopodobnych wizji. Bo kto nie panikuje jak mu nie działa niby niepotrzebny do niczego internet/telefon? Lub gdy nie może się do kogoś dodzwonić jakie wizje roztacza przed oczami?

Przyjaciel do końca świata - Po nieudanej próbie uratowania ludzkości przed asteroidą zmierzającą w stronę ziemi (biedny Bruce Willis i Ben Affleck zginęli na asteroidzie). Sąsiedzi z naprzeciwka Dodge (Steve Carell) i Penny (Keira Knightley) stając w obliczu nieuchronnej katastrofy, i muszą wybrać, co w ostatnich momentach jest ważne. Każde ze swoimi problemami i tęsknotami. Każde uznaje, że jego życie nie ma sensu. Penny kocha winyle i najcenniejsza dla niej okazuje się rodzina. Dodge uznaje, że musi zobaczyć się z miłością swojego życia.
Jest to znowu jak w przypadku poprzedniego film drogi. Przemierzają Stany i widzą jak z ludzi wychodzi hedonizm, puszczają hamulce moralne, nakazy bo i tak przecież "wszyscy zginiemy".
Delikatność przekazu i pewna nieśmiałość i aspołeczność głównych bohaterów powodują, że bezkrytycyzm i uciecha ostateczna nie trafia w ich wrażliwość i próbują ukończyć najważniejsze. 

Jestem Legendą - tym razem poznajemy samotnego naukowca (Will Smith), który próbując wynaleźć lek na tajemniczą chorobę zmieniającą ludzi w zombie odcina się od świata  widzi postępujący rozkład jakże współczesnego miasta. Jak niewiele trzeba żeby po ulicach zaczęły biegać dzikie zwierzęta, rośliny zagarniały beton i korzeniami rozsadzały drogi. Auta rdzewiały pod karoserią i rozpadały się na kawałki. Co prawda kanon hollywoodzki zachowany- samotnik ratuje świat czując "misję" ale właśnie ta samotność i to, że jego najlepszym przyjacielem jest pies tworzą klimat pustki.
Apokalipsa jest gdy nie ma bratniej duszy, gdy nie ma nikogo do kogo człowiek, istota społeczna, stadna, mógłby się odezwać i przeżywać swoje myśli.

Ostatnia miłość na ziemi - Eva Green i Evan McGregor w filmie, gdzie ludzie pędząc nie doceniają tego co mają. wskutek tajemniczej choroby tracą wszystkie zmysły poczynając od smaku zapachu. Każde z tych pandemicznych zjawisk poprzedza panika agresja i inne skrajne zachowania, kojarzące mi się z zachowaniem zwierząt wobec postępujących zmian chorobowych.  Evan McGregor gra kucharza próbującego wbrew katastrofie zmysłów prowadzić swoją restaurację i "jakoś żyć". prowadzi to do coraz dziwniejszych sytuacji i odkrywa nowe doświadczenia. Jedzenie bez zapachu nie smakuje już tak dobrze, Bez smaku i zapachu je się oczami. Ta apokalipsa opowiada o utracie czegoś z elementu bycia nie tyle człowiekiem, co istotą myślącą ze swoimi zaletami i wadami. Jak trudno przetrwać też kryzys bez nikogo.

W każdym z filmów bohaterów było dwóch:
Ojciec  Syn
Sąsiedzi
Człowiek i Pies
Kochankowie

I musieli stanąć twarzą wobec nieuchronnego, dzięki scenarzystom bez efektów specjalnych przysłaniających fabułę. 

Dobranoc



W podobnym klimacie są też, między innymi, filmy:
Ludzkie Dzieci
Miasto Ślepców

piątek, 25 kwietnia 2014

Wierzchołek nieznanej góry lodowej wypchanej komiksami

Komiksy to nadal dla mnie nieodkryta część popkultury. Podejrzewam, że moja znajomość nawet nie uszczknęła tysięcznej części. Wręcz śladowo. Być może wynika to z mojego "przelatywania" tekstu i obrazów. Dlatego lubię szczegółowe obrazy.
Nie jestem fanką komiksów Marwella (stylu i koniec prze-amerykańska papka)

W dzieciństwie jedyny komiks, jaki chcieli mi kupować rodzice był to Tytus Romek i A'Tomek.
Był dobry, faktycznie pouczający w ten pokrętny sposób odkrywania i przekręcania, ale jednak im byłam starsza tym mniej mi odpowiadał. W rodzinie komiksy nie były traktowane jako "dzieła" tylko jako historyjki obrazkowe, łatwe i przyjemne. Co nadal jeszcze przekłada się na powszechne myślenie o komiksach w Polsce.
Miałam szanse też, przy jakimś sprzątaniu strychu dawno temu dorwać do komiksów fantastycznych w formacie A3 drukowanych na matowym, szorstkim papierze. Pamiętam tyle, że kobiety były biuściaste, mężczyźni napakowani i wszyscy w mocno niebiesko-czerwonej kolorystyce. Komiksy te wypłynęły tylko na chwilę, bo Babcia stanowczo zabrała mi je sprzed oczu, mówiąc że to bezwartościowe.
Szkoda że sama nie mogłam tego ocenić. kiedyś się znajdą.
Pamiętam jeszcze Asterixa i Obelixa w wersji komiksowej, ładnie odwzorowującej perypetie animowanych bohaterów. Wersje kinowo-telewizyjne za bardzo mnie drażnią, i chętnie znowu miałabym gdzieś w swojej biblioteczce archiwalne komiksy.

Kolejnym etapem w odkrywaniu gatunków historii rysunkowych była Czarodziejka z Księżyca. Po sukcesie anime w Polsce w latach 90 była to pierwsza dostępna dla mnie manga którą wyczytywałyśmy z koleżankami. Nawet pozostało kilka krzywych rysunków naszych wersji czarodziejek i trochę pomalowanych zeszytów.
Chwilę później udało się dostać jeszcze kilka innych mang ale nie zrobiły takiego wrażenia. tak samo jak Dragon Ball które też wolałam w wersji animowanej.
W liceum trafiłam na sztandarowego Bohatera Opola - Wilqa i miałam u siebie kilka komiksów (jeden się ostał inne zaginęły, pożyczone niestety przez Brutal Wegetarian) podobała mi się czysta kreska autorów, odniesień do miejsc wagarowania, i bohater-antybohater. Także cięte riposty i fakt, że przygody nie muszą się dziać w Gotham City, Nowym Jorku i innych supermetropoliach.
Ha ha ha bo jakie inne miasto ma super-anty-bohatera?

Potem jeszcze przewinął się z jeden tom Thorgala, Kajko i Kokosz i Sandman.
Aż nagle w otchłaniach internetów zaczęły pojawiać się niezależne komiksy, bardziej też comic strips niż pełnoprawne i fullwydawnicze. skanowano całe mangi i pojawiały się w internecie. I jeszcze robią z nich filmy!


Tyle obrazków...
I co ja teraz mam ze sobą zrobić?

Linki do komiksów:
1. Chatolandia i Kiciputek obok
2. Wilq
3.Asterix!
4. Thorgal
5. Tytus Romek i Atomek
6. Odrobina Sandmana








niedziela, 13 kwietnia 2014

NIE bądź perłą festiwalu!

Trwa Coachella, rozmarzyłam się nieco leżąc w łóżku z temperaturą...
Festiwale muzyczne czy filmowe to niesamowicie intratny biznes.
Każdy ma swoją stylistykę, swoje historie, style, typowych przedstawicieli i zachowania.
Pod lupę wezmę dwa festiwale bardzo charakterystyczne. w jednym miałam swój udział jako wolontariusz, w drugim byłam zaledwie albo i aż uczestnikiem.
Pierwszym festiwalem są Nowe Horyzonty - obecnie T-mobile a wcześniej Era.
Odbywały się przez pierwsze lata w Cieszynie a od 2006 roku ku mojemu wówczas wielkiemu zadowoleniu przeniosły się do Wrocławia i tam są do dziś.
Jest to totalna wylęgarnia ludzi zafascynowanych sztuką filmową, zarówno młodych jak i starszych. Obecna moda na nie mainstreamowe nieamerykańskie kino miała swój zalążek najbardziej właśnie tam.
Podczas mojej pracy natknęłam się na naprawdę fajnych, świetnych obytych ludzi i razem obserwowaliśmy jak powstawały "perełki" które rozdrażniają pozostałych, tych zwyczajnych i mniej  zwyczajnych uczestników.
Drugi festiwal, na który w tym roku na pewno się wybieram to Opener w Gdyni. będzie to mój szósty (od 2008 bez 2013 r.) również podczas tego festiwalu zdarzyło mi się zwrócić uwagę na różne negatywne typy "festiwalowiczów". pozytywnych jest o wiele więcej.

1. Huntersy - niegdyś porządne, jak sama nazwa wskazuje gumiaki dla trepów i mysliwych, stały się istną plagą na kopytkach zwiewnych gazel festiwalowych. Mogą być czarne od błota, ale logo widać być musi. co roku zjawia się coraz więcej dziewczyn w dziwnych butach z białymi naklejkami z przodu. Fajnie, ale ja na festiwal biorę rzeczy lekkie, przewiewne, łatwo schnące i wielokrotnego użytku i takie, których nie będzie mi żal zostawić w błocie.
2.Koczki na czubku głowy - jestem osobą na tyle wysoką, że nie mam problemu z widzeniem na festiwalach, staram się jednak nie dobijać tym ludzi i nie dodaję sobie centymetrów modnym "koczkiem" na czubku głowy, nie dość, że to podskakuje przy gwałtownych ruchach to jeszcze naprawde, nie jest konieczne na festiwalu i w kinie gdzie każdy centymetr się liczy! Także modnym koczkom mówię NIE. Szanujmy współwidzów/ współfanów którzy też chcą coś zobaczyć.
3. "Dymki" ok, stoi mnóstwo ludzi, tłum, ścisk przed koncertem, a tutaj jeden taki odpala fajeczkę. Dym gryzie, a nie rzadko też źle trzymany papieros żarem wypala dziurę w bluzie. Tu wrzucę trochę mojego typowego jadu: ok, karm sobie swoje płuca, ale nie niszcz mi ubrań/spodni/butów/skóry/zdrowia. odejdź kawałek albo nie pchaj się pod scenę. Zwracam zawsze takim uwagę, ale na samym koncercie, kiedy tylko muzyka w głowie jest to ciężka sytuacja.
4.  Cierpienie pola namiotowego: woreczki foliowe prawie nic nie ważą, i staram się zbierać swoje śmieci do takowych. ale byłam raz świadkiem, jak worki od innego namiotu wylądowały pod moim. Oddałam z powrotem.
Posprzątać po sobie nie jest trudno. Naprawdę. Poza tym, niektóre rzeczy można robić ciszej.
Dwie sytuacje, które skończyły się sympatycznie:
- raz obok mojego namiotu rozkładała się ekipa, z moim campusem z poprzednich lat, niechcący odruchowo schowałam do siebie ich pokrowiec na namiot. Na szczęście się ogarnęłam i skończyliśmy radośnie piwkując.
- dwa : mój namiot nie był jedyny podobny i raz w nocy wpakowała nam się ekipa ludzi szukająca swojego namiotu. Po dłuższej chwili zaspane my i znajomi tego człowieka wyperswadowali mu możliwość nocowania z nami. Również zabawnie.
Zasada co do tego: najlepiej namiot mieć w trudno dostępnym miejscu i nie przy brzegu ani przy drodze. w środku. Bezpieczniej zawsze.
5. Awanturnicy - och, męczarnia, na każdym festiwalu się znajdą. To uznają, że co tam reżyser który na pewno nie przyjdzie - miejsce jest to siedzą. Potem z wypraszaniem jest gorzej jak przyjdzie (akurat reżyserzy jak umawiają się że przyjdą na film to przychodzą, zwłaszcza Azjaci). A może to, że chce tylko na chwilę i co z tego że film trwa już przez godzinę? tylko na chwilę bo chcą recenzję napisać. Przepraszam, czego recenzję? trailera? Trzeba było się załapać na pokaz prasowy. Twórcy filmów nie lubią spóźnialskich na ich własne seanse, widzowie też takich nie lubią. Basta. Awanturnicy na koncertach przepychają się, próbują robić pogo do ambientu lub przepychają się do przodu tam, gdzie naprawdę już nie ma miejsca i to w połowie koncertu. super.

dla pokazania dramatu: BUKA(Troll) KOKOWA:
z Tumblr edit: Malfay



wtorek, 1 kwietnia 2014

Nadchodzi Wiosna Filmów na Pradze!



W niedzielę zbliża się kolejna Wiosna Filmów w kinie Praha w Warszawie. 
Trzeba się spieszyć! Jest to bardzo atrakcyjna alternatywa dla filmów multipleksowego nurtu zwłaszcza, że bilety a siódemkę wręcz gwarantują pełne sale ludzi żądnych doznań Migawek. Do tego można sobie zrobić przegląd dobrych filmów z różnych krajów. Niestety po raz kolejny ze względu na godziny (12!!) omijam strefę Scenarzysty. 

W tym roku, na liście obrazów o których bilety muszę zawojować w tym tygodniu i koniecznie zobaczyć na dużym ekranie są tematy nieco ciężkie (wojenne zawieruchy, choroba i przemijanie),ale wydaje mi się, że mogą być ciekawie opowiedziane. 

1. Japoński Piesek - Câinele japonez - podejrzewam obraz o zderzeniu starego z nowym, tego co "obce" i tego co "nasze". Historia Ojca który po długiej rozłące z Synem nie dość że przezywa odwiedziny marnotrawnej latorośli to i jego żony - Japonki. Zderzenie kulturowe pewne a i kino rumuńskie nie jest często gościem na ekranach kin.

2.Duży zeszyt  - A nagy füzet - może być to mądra historia o okrucieństwie wojny i jej bezsprzecznego wpływu na najbardziej wrażliwych, młodych ludzi.  Temat coraz modniejszy i coraz częściej goszczący w filmografii nie tylko Polskiej ale i naszych sąsiadów.

3. Wielkie piękno - podejrzewam dzikie tłumy ponieważ film nominowany do Oscara BAFTA zdobywca Złotego Globu, ale chcę go obejrzeć głównie z uwagi na grę Rzymu w tle , coś mam wrażenie że będzie to jak Dolce Vita, ale czy będzie warte 2,5 godzin w kinie? zobaczymy.

4. Dziś jestem blondynką - Heute bin ich blond - temat bardzo na czasie, bo szczęśliwców, którzy nie zmierzyli się jeszcze z tematem choroby nowotworowej jest coraz mniej. Bardzo ważny temat o "odczarowaniu" postaci czy też archetypu śmiertelnie chorego, mam nadzieję, że uda się autorom nie przesłodzić obrazu ani przesycić morałami. Punkt najbardziej obowiązkowy.
5. Biegnij chłopcze Biegnij - kolejny temat żydowskiego chłopca, interesuje mnie najbardziej obraz Polski przedstawionej jako tło, a także spektrum postaw ludzi podczas tej ekstremalnej sytuacji.
Informacje szczegółowe tutaj:
Wiosna Filmów

Jeszcze w piątek wybieram się na 1/2 festiwalu Electronic Beats Festival 2014 (bilety wyprzedane), wystąpią:
José González
Olafur Arnalds
Król
i piosenką tego ostatniego, zakończę temat:


poniedziałek, 24 lutego 2014

Zimny drań ma 80 lat!


W roku 1934 dokładnie 24 lutego miała miejsce premiera polskiego filmu "Pieśniarz Warszawy"
Film był i nadal jest aktorskim popisem przedwojennego amanta kinowego Eugeniusza Bodo nie umniejszając pozostałej trupie aktorskiej.

Młody panicz Juliusz Pagórski chcąc być wolnym wyrzeka się rodziny i doprowadza do skandalu, śpiewając na ulicach i w podwórkach Warszawy. Na swojej drodze spotyka piękną "papierośniczarkę" Zosię i zakochuje się z wzajemnością. Podczas niefortunnej ucieczki przed milicją trafia na ofertę pracy w rewii.
Wuj -kawaler dowiedziawszy się o planowanym mezaliansie za wszelką cenę chce pokrzyżować plany Julka zatrudnia detektywa-rozdzielacza pana Krópkę...

Film zbiera artystów rewiowych z Teatru Morskie Oko oraz Qui pro Quo - przedwojennych miejsc kulturalnych skupiających śmietankę śmietanki towarzyskiej ówczesnej Warszawy. Poza wspomnianym Eugeniuszem Bodo z filmowej obsady, które również występowała na deskach tych teatrów można wymienić grającą Zosię - Barbarę Gilewską.

Zajmę się tutaj fenomenem przedwojennego kina Polskiego - było ono bardzo popularne a o gwiazdach szumiało bardziej niż dziś.
W dużej liczbie były to komedie muzyczne - lekkie przeniesienie rewii - popularnych w latach  20 XXw. w Paryżu oraz teatrów muzycznych na ekran. Komponowali do tego artyści tacy jak Fryderyk Jarosy, Ludwik Starski i Henryk Wars, teksty pisał między innymi Jerzy Jurandot. Dzieli swoją prace między film a teatr.
Większość tych utworów była potem śpiewana po ulicach, w teatrach, przerabiana, wykonywana w setkach jeżeli już nie tysiącach wersji. Kiedy jeszcze oglądałam benefisy w telewizji bardzo często był "Zimny drań"

Śpiewał to Eugeniusz Bodo w Pieśniarzu Warszawy, później Mieczysław Fogg..a kolejnych przeróbek nie zliczyć, wystarczy wejść na YT.

W Pieśniarzu.. zostały wykorzystane efekty specjalne (tak tak!)
Myślicie, że pierwszy film, w którym zastosowano zmniejszenie postaci ludzkich do rozmiaru krasnoludka to Kingsajz? - otóż nie!
a może świeżą rzeczą jest nałożenie animacji na grę aktorską? Oo..to tez już ma przynajmniej 80 lat.
A może wyimaginowane postacie biegające wokół bohatera i śpiewające dziwne piosenki - coś w stylu ptaszków wokół oszołomionego uderzeniem typa spod ciemnej gwiazdy?

Wszystkie te rzeczy są w naszej polskiej, rodzimej komedii z delikatnym Lwowskim zaśpiewem.
A gdyby jeszcze dodać, że reżyserem był Michał Waszyński  - spod którego oka wyszedł też Znachor i 35 innych filmów? A scenarzysta Ludwik Starski i Eugeniusz Bodo? Oglądać! Pamiętać co nasze!

Te nazwiska powodowały walenie drzwiami i oknami do kin..a teraz okrojoną, zgrzytającą wersję ogląda się z nutką nostalgii... jaką to potęgą filmową byśmy byli...




Źródła:
http://www.filmpolski.pl/
wikipedia-a jakże
 wspomnienia Stefanii Grodzieńskiej "Nie ma się z czego śmiać"
no i oczywiście FILM :) (do obejrzenia na You Tube w 6 częściach)

niedziela, 23 lutego 2014

Remake-me

Challenge Filmowy!
ponieważ nadchodzi długimi, ciepłymi krokami wiosna, a dni będą coraz dłuższe, będę oglądać coraz mniej filmów i wygrzebię się z tego małego gniazdka co sobie uwiłam na zimę, pełnego puchowych poduszek, kocyków, puchatych poduszeczek i wełnianych narzut.
W te ciemniejsze wieczory mam zamiar uzupełnić swoją mentalną "filmografię"

Po obejrzeniu nowej wersji Carrie oraz nowej wersji The Great Gatsby wymyśliłam sobie challenge na ten okres:
obejrzę nowe oraz stare wersje filmów i będę porównywać. Moda na remake trwa! (nie zniżę się jednak i nie będę oglądać wszystkich Spidermanów ani innych -Manów bo nie o to chodzi)


1. New Carrie vs Old Carrie vs książka S. Kinga
  Udała się najnowsza adaptacja w świecie nagrywanych filmików i wrzucanych do sieci. Udała, chociaż dla mnie nadal jest to nierozwiązywalna historia z mnóstwem możliwości. Młoda Chloe Grace Moretz pokazała swoje możliwości nie tylko kopania, ale jednak bardziej demoniczna była Sissy Spacek, Ciężko wybrać. Bo i inna stylistyka i inne czasy... i w nowej Carrie więcej zwrócono uwagi na główną antagonistkę a też niefortunną pomysłodawczynie balu. Ogólnie oprócz dosłownej krwawej jatki lejącej się jak z wiadra nowa wersja nie przeraża...

a do porównania zostały na kilka wieczorów:
- The Great Gatsby - zobaczyłam nową wersje, czeka mnie stara (Robert Redford!)
- Żony ze Stepford - również czeka mnie stara wersja
- Charlie i fabryka czekolady - nowa wersja była...bez szaleństw, więcej chyba oczekuję od starszej
- Wojna Światów - w nowej wersji gra Tom Cruise (jestem na NIE) co uprawdopodobnia to, że stara będzie lepsza;)
- Sweeney Todd -również obejrzę jakąś starszą wersję.

Co zauważyłam, to obecnie tytuły "odświeża" się co 20 lat (lub też odświeża wszystkie, które były hitem swego czasu). Autorskie scenariusze chyba jedynie na Sundance.... O Dzięki ROBERCIE R! :)

środa, 12 lutego 2014

Przegląd premier 2014

Kino w 2014 roku jak zwykle oferuje mnóstwo superprodukcji, jak zwykle lepszych i gorszych.
Co jakiś czas robię wieczorek traillerowy podczas którego z michą popcornu robię przegądzapowiedzi i oceniam, na co bym poszła a o czym wolałabym zapomnieć. Nie da sie oczywiście zrecenzować wszystkiego po tralierze, trzeba zobaczyć, ale czy warto ? czasem nie.

Dlatego mały przegląd filmów/zajawek na które zwróciłam ostatnio uwagę, a ponieważ luty nastraja roooomaa-antycznie będzie romantycznie.

Pompeii (reż. Paul W. Anderson)
obsada; Kit Harington (you know nothing Jon Snow) który jednak strasznie mnie drażni ale bez futra wygląda dużo lepiej
Emily Browning - mam słabość do tej aktorki, która wygląda naprawdę porcelanowo, i nawet pasuje do roli Rzymianki,


Opinia trailerowa: typowy film katastroficzny z miłością niewolnika i Rzymianki w tle (i to jeszcze mezaliansem!) właściwie temat uniwersalny tylko tym razem zdarzył się naprawdę. Nie idę z czystą satysfakcją i jednak nie polecam.
Reżyser odpowiadał za filmy takie jak Resident Evil i inne siekanki, takżę przekaz filmu będzie podejrzewam, bez głębszej treści.

Winter's Tale - Zimowa Opowieść ( reż. Akiwa Goldsman)
Obsada:
 Colin Farrel - za którym również nie przepadam, jednak ponieważ pasuje do ról kostiumowych może być ciekawie
Russel Crowe - klasa sama w sobie, jednak może być to powtórka jego roli (bez śpiewu) z Nędzników.
Jennifer Connelly -być może tak
Historia miłości (oczywiście bo premiera przedwalentynkowa) która nie znika na przestrzeni wieku, lubię bardzo filmy, gdzie przenika się przeszłość i przyszłość (zwłaszcza czysto teoretyczne podejście co by było gdyby taki gość z przeszłości trafił do wariackiego świata w USA  - na pewno spotkałby samych grubych ludzi).
Podejrzewam nadprzyrodzone moce, ale ufam, że reżyser zgrabnie to ujął i nie przekolorował(w końcu pracował przy kilku adaptacjach ale jednak mam nadzieję,  że jego debiut reżyserski dobrze się przyjmie).
Być może jest to przyjemny film o przemijaniu i ponadczasowych wartościach.

Maleficient (reż. Robert Stromberg)
Obsada:
Angelina Joile - tak! uwielbiam ją, jej głos, jej styl och och....
Juno Temple - zagrała w kilku dziwnych filmach jak Kaboom
Ellie Fanning - młodsza siostra Dakoty w roli ksieżniczki Aurory..
Adaptacja adaptacji, czyli Śpiąca Królewna Disneya (do której nawiązuje nawet piosenka z trailera śpiewana przez Lanę del Rey) skupiająca się na postaci czarownicy. Nie liczę na porządny rys psychologiczny, jednak znając filmy  przy których scenografii pracował debiutujący jako reżyser Robert Stromberg (Avatar, Alicja w Krainie Czarów) pójdę dla samych efektów wizualnych.
a skoro o Alicji mowa..

Transcendence (reż. Wally Pfister - znów reżyser-debiutant)
obsada(bardzo znane nazwiska, i bardzo mi się podoba)
Johnny Depp - który w końcu gra naukowca (oczywiście nieco pokręconego)
Paul Bettany - bardzo go lubię za rolę w Young Victoria
Morgan Freeman

Historia o naukowcu, który przenosi siebie, swoją wiedzę i osobowość w komputer, podejrzewam historię o tym, kiedy kończy się człowieczeństwo i czy nieodczuwający komputer może zabić. Temat bardzo na fali po ostatnich doniesieniach prasowych, że za 30 lat możliwe będzie przeniesienie siebie do sieci.
Bardzo ciekawi mnie rola Johnnego który w końcu nie będzie grał wariata i z tego co widzę, taki piękny też nie będzie. no i ten skład! zobaczę na pewno

A long way down ( reż. Pascal Chaumeil) 
obsada:
Pierce Brosnan - któremu doskonale wychodzą role komediowe
Sam Neil - naprawdę tak!

Historia ludzi którzy w noc sylwestrową spotykają się na dachu budynku z zamiarem zakończenia swojego nędznego, według nich żywota. Każdy z innej bajki, grupy społecznej dlatego może być to ładna, dobra komedia na miarę Actually Love, bo i klimat z trailera wynika ten sam. Ludzie na rozstaju dróg stają sie dla siebie wsparciem i grupą przyjaciół. Przewidywany happy end, ale film idealny na nasiadówkę z przyjaciółkami lub niezobowiązujące wyjście do kina.

Na koniec film, który przegapiłam w 2013 ale chętnie bym obejrzała:

A promise - Obietnica (reż. Patrice Leconte)
obsada:
Alan Rickman - mógłby mi czytać bajki na dobranoc, ten Głos!
Rebecca Hall - występuje też w filmie Transcendence - podejrzewam, że to będzie jej rok. ale strasznie przypomina mi Jessice Biel
Richard Madden - również znany z Gry o Tron, ale bardzo mi się tam podobał, może tutaj pokaże, jak się sprawdza w  pełnometrażowych filmach

Historia młodego człowieka, który przyjmuje stanowisko asystenta w Niemczech w początkach XX wieku (przed 1914 r.) Wdaje się w romans z żoną swojego pracodawcy. Zgryz jak diabli: czy warto porzucać cudownego Alana Rickmana?Za reżyserie odpowiada Patrice Leconte - reżyser i scenarzysta Sklepiku dla Samobójców - jednej z najlepszych animacji ostatnich lat). Zobaczę film dla kostiumów i epoki, która przeminęła dokładnie 100 lat temu. niby dawno, ale w skali istnienia ludzkości to zaledwie chwila.

wtorek, 4 lutego 2014

Prawdziwe smoki

Post pisany przez tydzień...bo i temat ogromny, Dosłownie

SMOKI

Smoki zostały tak bardzo przejęte przez kulturę popularną, tak bardzo udomowione, wytresowane, że nie budzą już grozy. Znalezienie smoka, który nie chciałby się bratać z ludźmi i jest straszy i okrutny i niezrozumiały w swoim istnieniu, jest rzeczą niebywale trudną. Zło w postaci smoka jest już udomowione. Jest to pupilek, zwierzę domowe (Świat Dysku, Jak wytresować smoka), jeden z wielu podgatunków niezbyt inteligentnych stworzeń (Łowcy smoków, gry: Wiedźmin, Skyrim). Jednak po usilnych poszukiwaniach wśród smoczątek, smoków bagiennych, zwierzątek przypominających kota lub człowieka w gadziej skórze udało mi się wyłuskać najbardziej przerażające smoki popkultury.
Można by podejrzewać, że legenda o smokach jest równie stara jak dinozaury. Nie skłamię gdy napiszę, że pochodziła z odnajdowanych gdzieniegdzie szczątków prehistorycznych gadów lub też gigantycznych jaszczurek.  Latające gady - czemu nie?
Smok łączył w sobie przebiegłość (nomen omen niezła gadzina), mądrość i inteligencję, zawsze był starszy od całego świata. Latał lub nie, zwiastował rzecz magiczną.
W polskich legendach występowały zarówno smoki jak i ich mniejsze odpowiedniki (Sapkowski dobrze wiedział co robił gdy przedstawiał bazyliszki kuroliszki i inne plugastwa). Różnica pomiędzy prawdziwie złym, starym smokiem a pomniejszymi jest znaczna.
Duże smoki nie mogły zostać zniewolone nie wiadomo było skąd pochodzą, terra incognita, Hic sunt Leones,  na mapach podróżniczych puszczano wodze fantazji. żyli ludzie których korpus był jednocześnie głową, konie w paski to czemu nie mogły żyć smoki? Dlatego na rycinach można zaobserwować węże wodne czy też smoki w miejscach, gdzie człowiek nie dotarł. Hasło "tu żyją smoki" oznaczało nieznane niebezpieczne terytorium.
Dla przykładu Carta Marina (Olaus Magnus)wydrukowana w 1539 r.  mapa.

Widzicie smoki?
Bo ja tak - potwory morskie

Dlatego przechodzę teraz do mojej listy najstraszniejszych smoków. jest ich co prawda tylko 5 ale jak już wspomniałam w popkulturze smok został udomowiony

Miejsce 5 - BAZYLISZEK (Basiliskos, Król Węży)

Smok zamieniający w kamień, przerażający bo pojawił się praktycznie znikąd. Nie został oswojony jak Smok Wawelski który do dziś kojarzy mi się z Akcją Ratunkową Baltazara Gąbki.
Smok zamieszkiwał piwnice podmokłe, Mógł zamieniać w kamień lub też zabijać, a że gromadził skarby - idealnie pasuje do swojego chytrego gatunku, także łączony z diabłem i czarami, również współpracujący z wiedźmami.
Najbardziej w Polsce znany jest oczywiście ten zamieszkujący niegdyś piwnice w domu przy Krzywym Kole w Warszawie. Do dziś nieuładzony i nie oswojony smok.
Opis Bazyliszka wraz z odwołaniem do źródeł znajduje się Tu



Miejsce 4 - SMAUG (Hobbit, J R.R. Tolkien)
 Nie można nie wspomnieć o okrutnym złośliwym i wiecznym smoku którego zwabiła sława krasnoludzkiego Królestwa pod Samotną Górą. Film nie ma nic do rzeczy (błagam). Smaug to przedstawiciel gatunku siejący grozę ziejący ogniem. Nie był specjalnie mądry ale żądny bogactw.Mówił i czarował swoim głosem.
W mojej wyobraźni, jest skórę ma szarą w którą wtopiło się złoto (naturalna rzecz; skoro smoki tworzą ogień muszą być gorące).



Miejsce 3. Zhaitan - z Guild Wars 2, niewiele mogę o nim powiedzieć, ale wizualnie faktycznie robi wrażenie.
Smok smoków. Najstarszy Nieśmiertelny smok Orr . Jest smokiem z innych smoków, jakby kompilacją.



Miejsce 2.. Pożeracz świata z Łowców smoków (francuska animacja) -bezimienny, większy od drzew, domów, człowiek przy nim to kropka na obrazie. Nie wiadomo skąd przybył ale jego działania zwiastują specjalne znaki, także można by się domyślać, że działał cyklicznie gdy się budził i po kolei niszczył królestwo. Szkieletozaur wchłaniający wszystko Gdy oglądałam tą animację, naprawdę drgnęłam i uznałam że jest to prawdziwy najstraszniejszy koszmar. Żyjący dla destrukcji ale nie inteligentny. Przybyły znikąd.Przy efekcie rozpadającego się świata bez zasad grawitacji robi naprawdę niesamowite wrażenie.
Ta mała kropka po lewej to Lian Czu :) - dla porównania skali...


Miejsce 1. Kalessin -Segoy - najstraszniejszy smok dzieciństwa, właściwie od momentu kiedy przeczytałam wszystkie części Ziemiomorza Ursuli Le Guin (Tehanu/Ostatni Brzeg) stanowi dla mnie ideał prawdziwie groźnego gada. Zna wszystkie prawdziwe imiona Ziemiomorza co oznacza, że ma władzę nad każdą rzeczą i każdym człowiekiem.
Najstarszy, Przybył z daleka "Keep the Kalessin", Najstarszy smok Ziemiomorza, pra-smok, czerwonoskrzydły ale czarny jak noc z metalicznym blaskiem.
W wersji z anime wyglądał tak, ale nie oddaje to zupełnie jego ogromu i charakteru:


Reszta smoków się nie liczy, to zabawki, ułagodzone kotkopieski, zwierzątka domowe, szkodniki.

Źródła:
wiedza własna -analiza popkulturowa
zdjęcia: strony fanowskie filmów/ksiązek