Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

Fenomen popgrozy - Stephen King

Uwielbiam powieści gotyckie, nie oglądam horrorów ale czytam je z przyjemnością (w końcu mogę przestać w każdej chwili i zacząć oddychać z powrotem)
Zaczęłam od klasyków:
Edgara Allana Poe - i jego krótkich form, ulubione opowiadanie do dziś to Złoty Żuk,
Bran Stocker - Drakula - przeczytałam na fali popularności Wywiadu z Wampirem oraz filmu Dracula Coppoli z doskonałą muzyką Wojciecha Kilara i genialną rolą Garego Oldmana.
Kolejnym klasykiem był Pies Baskerwillów - Arthura C. Doyle (tak, to ta historia o Sherlocku Holmesie dziejąca się poza mglistym Londynem).
Ponieważ książki w domu były ogólnie dostępne, to mogłam wyciągać różne rzeczy z półki. i czytać, czytać czytać..
tak też dorwałam cieniutką książeczkę z opowiadaniami "Zielone dziecko i inne utwory" Pierre-Henri Cami  (znanego francuskiego satyryka i komediopisarza z dreszczykiem z początku XX wieku....nic w polskim internecie, skandal)

Do Wywiadu z Wampirem, Królowej Potępionych i Wampira Lestata Anny Rice wróciłam na studiach, gdy do Biblioteki Uniwersyteckiej miałam minutę spacerkiem. Wyczytywałam wiele literatury. Anna Rice i jej Kroniki Wampirów dziś uznawane są za klasykę gatunku.

Tak uzbrojona w wiedzę i historie zaczęłam, również w tym okresie, sięgać po książki Stephena Kinga który rozpoczął swoją karierę od Carrie - historii o zahukanej, samotnej nastolatce która posiada niesamowite moce,(dwie ekranizacja, należące do misji "remake me").
Jestem akurat po przeczytaniu jego ostatniej książki "Przebudzenie". Nie wbiła mnie w fotel, chyba najsłabsza historia jaką czytałam. Dlatego mam zamiar pochylić się nad fenomenem jego twórczości.
Właściwie, gdyby nie szybkie ekranizacje jego książek (nie tyle horrorów co thrillerów) zarówno wyżej wspomnianej jak i Lśnienia, Zielonej Mili, oskarowych Skazanych na Shawshank King nie mógłby uzyskać takiej popularności.
Kojarzycie legendy miejskie? Każde miasto takie ma. Każdy kraj też. Jednak w Stanach są one najbardziej popularne ze względu na stłamszenie lokalnej historii Rdzennych Amerykanów i tworzenie nowej legendy (np. cmentarz na gruzach) i odtwarzanie ich w programach typu "Opowieści z krypty" i "Czy boisz się ciemności". Wszystko musi mieć swoją historię.
Dlatego S.K. umiejętnie wykorzystuje historię USA (procesy z Salem, purytan, wojny secesyjne, i strach  przed trupami, obcych mieszających nam w głowach itp. itd. ) wplatając ją w życie codzienne Amerykanów w małych zapyziałych miasteczkach w stanie Maine.

Dlatego , ulubionym sposobem wypunktuję przemyślenia, dlaczego King jaki jest, każdy widzi:

1. Historie zdarzają się zwykłym ludziom, z problemami dla danego wieku, coraz starszym również, często wypalonym, artystom z przebrzmiałą sławą..
2. W połączeniu pkt. 1. z prowadzeniem narracji w pierwszej osobie - daje to element wiarygodności i naturalności w prowadzeniu narracji.
3. Są nieprawdopodobnie prawdopodobne, kto nie słyszał o nawiedzonym hotelu, problemach alkoholowych (Lśnienie), wampirach, odrzuceniu przez społeczność, kryzysie wiary, szaleństwu człowieka, tajemniczej energii wszechświata? O niesłusznie skazanym, o małych cudach?
4. Język, obok formy jest też prosty, fachowy, co prawda powiela niektóre schematy ale to może przez tłumacza.
5. Sama treść nadprzyrodzona nie jest nigdy dokładnie opisana, zostawia dużo dla wyobraźni, strachy są też zwyczajne i stare.
6. Rozwiązywanie akcji nie jest na ostatnich kilku stronach, (niestety nie było tak dobrze w przypadku Przebudzenia) a bohaterowie większość czasu borykają się z problemem.
7. Nie ma postaci jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych, wszystko jest szare, nie jak w baśniach a każdy ma motyw. (Oprócz kosmitów których nikt nie zrozumie).

Czekam jeszcze na Slendermana - który jest chyba jedną z najmłodszych legend miejskich w USA...


Myślę, nad naszymi polskimi historiami grozy i miejskimi legendami..
Mieliśmy czarną wołgę,
Mieliśmy zapomniane kurhany i duchy (mamy nadal)
Mamy zapomniane skarby i zaginioną bursztynową komnatę.
Mamy okrucieństwo wojny, morderstwa, mnóstwo okrucieństwa, repatriacje powojenne.
Mamy na terenie dawnych Prus Wschodnich do praktycznie XX w. zachowane informacje, o starowiercach.
Dużo tego oj dużo...
Chyba czas pisać historię przy nadmiarze wolnego czasu (rozkładając pomiędzy ogród, dom. poszukiwania roboty i festiwale).

Ps. Pewnie już wiecie,  założyłam fanpage - gdzie wrzucam też szybkie notki. Link Defined.M

czwartek, 9 października 2014

I bądź tu mądra...

Jesień nadeszła oczekiwanie.
Półki w domu uginają się od książek po dziadkach a ja zupełnie nie wiem co czytać.
Mitologia słowiańska Brücknera przeczytana. Efektem jest lekka depresja i chęć wyruszenia na wyprawę archeologiczną na Wolin i stworzenia nowej mitologii.
Klasyki literatury polskiej przeczytane już dawno temu, powieści Kraszewskiego. Ulubiona epoka romantyzmu też.
Ile można czytać wiersze Gałczyńskiego i jego Zieloną Gęś?
Nadal nie przepadam za Norwidem, także leży z dala ode mnie.
Wańkowicz przypadł w spadku komuś innemu. Fraszki i przyśpiewki polskie, z których chciałam wyciągnąć chociaż trochę prawdziwej historii kultury przeczytane (rubaszne i krwawe nie ma co!)
Ku pokrzepieniu serc też czytać nie mam dziś zamiaru.

Księgarnie
Prawda!
Ale co zrobić, kiedy właściwie NIC nie jest mnie zmusić do kupienia książki, którą przeczytam tylko raz? Muszę od razu wiedzieć, że przeczytam ją więcej razy.
Dlatego oprócz Sherlocka Holmesa nie czytuję kryminałów.
Dlatego z literatury klasycznej poluje na powieści z czasów wiktoriańskich. Nasze rodzime też nie są złe. Te z okresu międzywojennego które mam to raczej w stylu "romansów dla pensjonarek" o wielkiej miłości do pana dziedzica. Język oczarowuje składnią i wymarłymi słowami. ale co zrobić jak kartki powoli rozsypują się ze starości?
Książek historycznych nie przeczytam dziś, są o błędach, rzadko o właściwych działaniach.
Biografie? A i owszem. Chętnie czytuje, ale muszą być pełne anegdot. Takie są najlepsze i powodują, że chce się żyć.

W księgarniach kroki swoje kieruję nadal w stronę półki z literaturą tzw "młodzieżową" trafia się czasem tam na perełki w stylu "Morza Trolli" Nancy Farmer. Efekt Harrego Pottera z którym dorastałam?

Biblioteki, chyba czas najwyższy rozważyć zapis, w końcu mam prawie po drodze.
A jak nie, to będę słuchać muzyki i odsypiać zarwane noce i wpadać na nowe pomysły do realizacji.
Działam!


Dlatego zostają albumy... te czarno-białe zdjęcia, kolorowe z dzieciństwa, w technikolorze pradziadków, tu podobny nos, tu długie rzęsy, tu podobne brwi, tu ułożenie ust a tam uśmiech. Och! Wszystko już kiedyś było, jesteśmy wyjątkowi ale jednak tacy sami.
Jakie mam jeszcze wnioski? Całe życie myślałam, ze obok dziecięcego zdjęcia Babci siedzi Ciocia to okazało się, że to lalka naturalnych rozmiarów. Bądź tu mądra. Dlatego oglądam zdjęcia i zapamiętuje historie aby móc je kiedyś przekazać. Żeby następni wiedzieli, że mają też swoją mitologię i faktografię.

Legendy rodzinne... studnia bez dna.

Wcale nie chodzi tutaj o to 'co ciotka B powiedziała ciotce C i dlaczego obie nie odzywają się do wujka A.) Nie. Chodzi o historię rodzinną w stylu "dawno dawno temu.." i niepotwierdzonych wiadomości w stylu :
"nasi przodkowie przybyli ze Skandynawii"(niepotwierdzone ale jest)

Albo

"chłopu w Wielkopolsce podczas wojen szwedzkich Jan Kazimierz dał tytuł szlachecki w nagrodę że zabił kilku Szwedów i tak powstał nasz ród" (też nie jest potwierdzone)
Dopiero z czegoś takiego można powieść stworzyć!


piątek, 14 marca 2014

Jak ubogacać swoją biblioteczkę i nie umrzeć z głodu

Mimo mojej obecności w sieci nadal przedkładam nad audiobooki oraz e-booki tradycyjne książki.
Jestem przebrzydłym molem książkowym o dziwnym guście.
Nie przepadam za reportażami, literaturą faktu, kryminałami i powieściami obyczajowymi.
Uwielbiam książki dla dzieci, fantastykę, SF (Trochę mniej), biografie i sagi rodzinne i "wspominki".
Książki dzielę na takie, które przeczytałam, bo muszę (bo dostałam, bo podobno trzeba i bo nie ma co czytać), i takie które czytam raz, potem jeszcze raz, potem jeszcze raz i raz za razem zastanawiam się nad instalacją nowej okładki i uruchomieniem stołu introligatorskiego.
Od jesieni, przerażona tym, że zmniejszyła się moja częstotliwość czytania książek uznałam, że mogę pozwolić sobie na jedną miesięcznie w cenie nie przekraczającej 40 zł.
Oczywiście dom pełen książek nie ułatwia mi sprawy, ponieważ obecnie widnieje na podłodze taka duża sterta literatury naukowej i mniej na temat Słowiańszczyzny i przysłów ludowych (taka zajawka). A inne są powciskane na każdy możliwy sposób w każdą wolną przestrzeń na półce.
Standardem jest, że kupuje sobie obecnie każą nową książkę Terrego Pratchetta - mimo tego, że wiele osób uważa go za powtarzającego się pisarza, który konstruuje każdą z historii z podobnym stopniem tempa i tymi samymi bohaterami (nieprawda i nieprawda!). Mimo swojej choroby jego Świat Dysku jest coraz bogatszy coraz bardziej szczegółowy i coraz bardziej zaludniony zatrollowany i zakrasnoludziony. Chciałabym jak on pisać..
Drugim pisarzem, obok którego książek nie mogę przejść obojętnie jest Neil Gaiman - doskonale piszący krótkie formy jak i dłuższe jednak niesłusznie nazywane "powieściami". Doceniam to, że w każdej ze swoich książek korzystając z codziennych lęków zasiewa we mnie coraz to inne ziarno odkryć i spojrzeń. Wrażenie podczas czytania jest jakby zanurzać się w mętnym powietrzu ze znajomymi szczegółami. Nic dziwnego, w końcu jeden z jego zbiorów to Dymy i Lustra.
Ostatnio odkryłam Metro 2033 i Metro 2034 ale poprzestanę na tym. Bo to historia na oddzielny post, zwłaszcza że to byłby post-post-apokaliptyczny!

Największym wydatkiem zaś moich ostatnich tygodni, przez co muszę przemyśleć kolejną wycieczkę no i oszczędzam, była zakupiona na Kings Cross w księgarni obok sklepu Harrego Pottera, książka Niki Segnit "The Flavour Thesaurus" Kilka lat temu przeczytałam o niej na pewnym blogu kulinarnym i zapragnęłam mieć ją koniecznie! Ktoś mi odradzał, bo przecież Anglicy nie potrafią gotować. Kilka osób chciało przywieźć i zapomniało aż sama pojechałam.
Jeżeli jest się obeznanym w kuchni to nie przynosi ona co prawda samych nowości ale....
mogę sprawdzić teraz jak smakuje ogórek z truskawką! albo orzeszki ziemne z ziemniakami! nie wpadłabym na to, mimo że znam przepis na drink z ogórkiem.
albo gałka muszkatołowa z awokado (podobno niezły afrodyzjak) no i dzięki tej książce douczam się angielskiego.

Także kończąc temat, żeby nie splajtować to chodzić na wyprzedaże książek (jeden!) mieć pewniaki - żeby nie kupować takich do których się nigdy nie wróci (dwa!) ani gniotów (trzy!), no i ustalić sobie pulę maksymalną jaką jesteśmy raz w miesiącu w stanie wydać (cztery!)  Oczywiście jeżeli kiedyś się zapragnie jakiejś książki powyżej pewnego pułapu, to warto by zapisać pomysł i odłożyć "na lepsze czasy".

Ps. wracam do domu i zabieram mamie "Dziką Kuchnie" Łukasza Łuczaja, jest fascynująca - polecam!
Pps.. kiedyś robiłam listę książek, które chce kupić, albo komuś kupić o TU są już w naszej rodzinie, oprócz ostatniej.

środa, 19 lutego 2014

Dekalog Odrzucenia Książek

Postanowienia noworoczne często przechodzą w postanowienia wiosenne, potem przedwakacyjne a potem wakacyjne a potem "wezmę się po wakacjach, w końcu kiedyś trzeba odpocząć.
W tym roku jednak, załamana swoją niewiedzą i drastycznym zmniejszeniem się ilości przeczytanych książek, a także kontynuowaną od września misją, że zakupuję jedną książkę miesięcznie (książkę, nie audiobooka ani ebooka!). Oczywiście biblioteka byłaby alternatywą..ale tylko dla jednorazowych książek.
I tak, uzupełniłam dzięki temu mój księgozbiór o kilka książek Pratchetta, Metro 2033 i 2034, nowego Neila Gaimana (czyli standardowa fantastyka). Jest połowa miesiąca, a już nie mogę wchodzić do księgarni bo przekroczyłam limit miejsca na półce mimo ciągłego upychania.

Zaczęłam odświeżać i przyzwyczajać oczy do literatury naukowej która prostą w odbiorze nie jest.
Jednak z takowej korzystam z niezbadanych dotychczas zasobów książek z biblioteki Dziadka i Babci.
(poziom obecnej literatury powala mnie przez brak źródeł jeżeli jest robione opracowanie, za dużą ilość obrazków a przy bardzo naukowym opracowaniu za dużo przypisów (co raczej sugeruje przepisywanie i łączenie innych książek) a za mało treści własnej i faktycznych badań naukowych.

Obecnie jestem czynnym poszukiwaczem książek o tematyce:
Kuchnia żydowska - klasyczna, bez obrazków, chciałabym porównać co jest "nasze" a co jest "nasze i zapomniane bo jedyne co znam z kuchni żydowskiej to bajgle (wyemigrowały na zachód) zwane bułami parzonymi oraz karpia po żydowsku

Dobry zbiór legend polskich, nie dla dzieci a dla dorosłych. W początku lat 90 boom wydawniczy spowodował przedrukowywanie mnóstwa książek mniej lub bardziej wartościowych i udało się przez to mojej Mamie i Babci kupić kilka ciekawych wersji legend mniej przesłodzonych.

Poluję na biografie artystów międzywojnia - głównie filmowych, ponieważ dopiero odkrywamy tą epokę warto by było nieco zagłębić się w tematykę. Bardzo ciekawa i bardzo tragiczna historia. z tego co wiem, jest obecnie na rynku biografia Hanki Ordonówny.

Najgorsze w poszukiwaniach książek jest to, że najczęściej dobrze trafia się z polecenia. Samemu, albo według opinii ludzi, których się praktycznie nie zna, strzela się w ciemno i równie dobrze można brać na chybił-trafił albo z zamkniętymi oczami.


chaos domowej biblioteczki gdzie moje książki mieszają się z kuźnictwem ,historią,literaturą klasyczna i fantastyką


Dlatego CO odrzuca mnie podczas wybierania książki?

 DEKALOG Odrzucenia:


  1. Okładka -para w namiętnym uścisku, spoceni błyszczący faceci, kiczowatość i kotki
  2. Duże litery w środku - mało treści
  3. Nazwisko - celebryci, ludzie zajmujący się czymś innym faktycznie, owszem, mogę dać kolejną szansę, ale nie zawsze dlatego testuje przez..
  4. Przeczytanie pierwszych dwóch stron i wyrywkowej strony ze środka, jeżeli styl jest "zjadliwy" ok, przejdzie, jeżeli mam duży problem (jak w przypadku Trudi Canavan) ciężka sprawa, mimo to przeczytam.
  5. Unikam książek które swoją tematyką nie wniosą światłą w moje życie, ewentualnie czegoś mnie nie nauczą. Można by powiedzieć ze fantastyka taka jest, (aha..) ale to zależy własnie, na czym opiera się autor i jaką on ma wiedzę (a musi mieć pokaźną!).
  6. Dziwaczne imiona bohaterów - fantastyka często obija się o pretensjonalność, fuj
  7. Ponieważ lubię negować, nie czytam zbyt książek polecanych przez "tu wstaw nazwisko osoby celebryckiej" które nie wyglądają na intelektualistów 
  8. I żadnych odgrzewanych kotletów w stylu "kopciuszek historia prawdziwa" lub "proste przesłanie"
  9. Jeżeli ma być to jakiś leksykon, czy książka opowiadająca o jakimś zjawisku w kulturze potrzebuję źródeł - po to, żeby pogłębić swoją wiedzę na dany temat.
  10. Książki skandalistów o skandalistach i takiej tematyce - NIE, nuda




poniedziałek, 18 listopada 2013

Post z Molami

Książkowymi... a raczej Molem - jestem nałogowym czytaczem, czyli jak zacznę książkę, którą się dobrze czyta muszę ją skończyć najlepiej bez przerwy na nic mniej istotnego.
Tylko co zrobić, kiedy wchodzę do księgarni (nie lubię kupować przez internet) i totalnie, oprócz znanych mi autorów fantastycznych, czy obecnie popularnych nie wiem co czytać?
Informacje w internecie rzadko kiedy mnie zachęcają do kupienia czy przeczytania danej książki, zbyt często obawiam się, że to czytanie zaledwie na jeden raz i nigdy więcej. Miałam tak w przypadku wielu książek, np. Stephena Kinga..większość jego książek czytałam raz. Oprócz Zielonej Milii i Skazanych na Shawshank reszta książek była jednorazowa. Carrie.
Poza tym, wybieram strony, czytam pierwszą stronę, losowo wybraną w środku i jedną z ostatnich, potem oglądam okładkę, czytam z tyłu z boku opis autora..i dopiero wtedy jestem w stanie brać.

Dlatego w mojej biblioteczce MUSZĄ znajdować się książki, do których chcę wracać, chcę czytać raz jeszcze lub dwa. Dlatego na półce nie mam ani RRMartina ani Suzanne Collins (od Igrzysk Śmierci)
Na pewno czekam na ładne, nie filmowe i nie z grafiką z gry, wydanie wszystkich tomów i opowiadań o Wiedźminie z Rivii. Te wydania do tej pory mnie nie satysfakcjonowały a chciałabym mieć dość niebanalne...chyba że kupię jakieś i sama wydziergam do nich okładki.
Półki mam zapełnione książkami dziadków, skarbami literatury klasycznej napisanej niekiedy przedwojennym językiem. Ponieważ dziadkowie nie przepadali za fantastyką oprócz klechd i legend klasykami do których sięgam z ich biblioteki są powieści: Sienkiewicza, Kraszewskiego Prusa rzadziej... Lubię też naszych romantyków. Po prostu.
Lubię też historię o Polsce przedwojennej, gdzie ludzie byli jakby w niewielkiej części szczęśliwsi i z mniejszą ilością kompleksów niż teraz. 
Na półce też musi się kiedyś znaleźć miejsce dla Aleksandra Dumasa i jego Trzech Muszkieterów, 
H.R. Haggarda i jego Onej i Ayeshy które to wchłaniałam nałogowo w gimnazjum stała się kanonem powieści awanturniczej, przy której magii i tajemnicy nadal mam ochotę odkrywać nieznane lądy (jak to teraz brzmi w dobie sieci).
Bezsprzecznie, z klasycznej literatury spotkałabym w swojej biblioteczce marzeń siostry Bronte i gotyckie opowiadania E.A. Poe a także odrobina literackiego kunsztu A.Conan Doyle'a i jego opowiadań o pewnym detektywie.
Jak widać lubuję się w przedwojennych powieściach, a nawet wręcz historycznych.
Przydałoby się mieć też swojego własnego Hobbita i Władcę Pierścieni.
A także bio Rity Hayworth którą podziwiam i naszych polskich, przedwojennych sław.
Niekiedy szperając w ciasnoupakowanych regałach, gdzie panuje porządek możliwy do ogarnięcia jedynie przez systematyczny spis znajduję perełki w postaci powieści dla podlotków i panien z dobrych domów zjedzone przez czas. Podręczniki młodego skauta ledwo powojenne.
Skarby o wartości sentymentalnej z notatkami i rysunkami.

A co najważniejsze. w takiej bibliotece, gdzie panowałaby odpowiednia temperatura, w pewnej odległości byłby fotel, szeroki z miękkimi podłokietnikami co bym mogła w ulubionej pozie " w poprzek" się ułożyć i chłonąć książki. a tuż obok niego stał stolik gdzie zawsze stałby kubek (w moim przypadku najlepszy jest półlitrowy kufel) czegoś pysznego i odrobina wypieku na talerzyku.

a kilka okładek, które upolowałam, i może w ramach świąt dostaną się w łapki rodzinne.. ale ciii....sza:)
Bo Kabarety to ważna część w Polsce aby nie oszaleć

Bo to Muminki... jedna z najpiękniejszych książek (wyczytane prawie na śmierć)

Bo u nas emancypacja była zawsze i już, a biada tym, co myślą inaczej ;)




czwartek, 11 lipca 2013

Mów do mnie Ruda czyli komiksowo filmowe heroiny..

Gdybyśmy mieli wymieniać bohaterów komiksów, animacji, gier, czy też filmów akcji zauwazymy pewną prawidłowość, większość głównych bohaterek lub towarzyszek jest płomiennowłosymi pięknościami.
Na dowód zebrałam statystyki dotyczące bohaterek i zrobiłam małe zestawienie dot. filmów.
Do moich subiektywnych badań nad kolorem włosów pozytywnych bohaterek: dziewczyn czy też towarzyszek głównych bohaterów upiększających akcję, czy też głównych bohaterek tych jakże "awanturniczych" powieści wzięłam przede wszystkim bohaterki pierwszo- czy też drugoplanowe(w nawiasach ich liczba):
wycinam z tego interpretacje bajek (w stylu śpiącej królewny czy królewny śnieżki i innych łowców..bo to klimatem nie pasuje) chodzi o pokazanie pewnego trendu w popkulturze.Wycinam też animacje, gdzie sa zwierzęce zwierzęta po których nie jestem jednoznacznie w stanie stwierdzić "maści":)
poniżej lista filmów, z których skorzystałam, jest ich dokładnie 54( w tym 23 animacje powstałe od 2000 roku)
Film
Harry Potter(seria)
Iron Man(seria)
Batman Forever
Tomb Rider 
Green Lantern
Jak wytresować smoka
Merida Waleczna
Piraci z Karaibów(seria)
Parnassus
Gwiezdny Pył
John Carter
Książe Persji
Gwiezdne Wojny(seria)
Superman(seria)
Thor
Eragorn
Constantine
Zaczarowana
Liga Niezwykłych Dzentelmenów
Batman i Robin
Percy Jackson
Kobieta -Kot
Hugo i jego wynalazek
Daredevil
Matrix
Scott Pilgrim
Artur i Minimki
Atlantyda zaginiony ląd
Shrek
Gnijąca panna młoda
Odlot
Potwory i spółka
Zaplątani
Iniemamocni
Lilo i stich
Megamocny
Koralina
Ksieżniczka i Zaba
Gnomeo i Julia
Potwory kontra obcy
Hotel Transylwania
Wpuszczony w kanał
Mulan
Klopsiki i inne zjawiska pogodowe
Planeta 51
Roman Barbarzyńca
Alvin i wiewiórki
Metropia
Spider - Man
Amazing Spider -Man
Batman początek
Batman 
Superman 
Constantine

Statystyki:
w tych filmach występowało 60 pozytywnych bohaterek, w tym 11 blondynek (a więc 1/6) 17 płomiennowłosych piękności (najwięcej ze wszystkich) i po 14 szatynek i brunetek. 3 dziewczyny miały nieokreślony kolor włosów.
Wniosek?
Będąc blondynką nie masz szansy na zostanie dziewczyną bohatera, większe szanse masz jako szatynka czy brunetka a największe jako ruda.
Kolejny wniosek: przekombinowywanie z kolorem włosów nie podoba się superbohaterom. to chyba oni mają być wyjątkowi a nie ich partnerki czy koleżanki po fachu.

a na koniec:
są trzy kłamstwa: małe kłamstwo, duże kłamstwo i statystyka ;)

niedziela, 9 czerwca 2013

Make my day... czyli rzeczy, wydarzenia wrażenia poprawiające nastrój

Ze względu na niesprzyjającą aurę i wszechogarniającą mnie samotność (wiem, problem będzie narastał, ale stałam się typem samotnika) ostatnio staram się robić rzeczy, które są na tyle przyjemne, przyziemne i poruszające, że poprawiają mi nastrój zawsze i wszędzie mimo, że sa robione w pojedynkę. Oto one:
1. upieczenie jakiejś dobroci... wczoraj dokładnie o tej porze skończyłam piec moje pierwsze w zyciu Brownie. zdjęcia brak (zjedzone) też sie liczą babeczki i sałatka, najlepszy moment pieczenia: 20-22...(gotowania też)
2. zrobienie jakiejś ładnej, małej ozdóbki: kiedyś szydełkiem, ostatnio kwiatki z tasiemek, wstążek i guzików
3. obejrzenie filmu - zawsze i wszędzie, najlepiej animacji
4. kąpiel, długa, pachnąca i ze wszystkimi dodatkami
5. herbata - czarna herbata z dodatkiem ususzonych przeze mnie płatków rózy, jaśminu czy czarnego bzu - mała aromaterapia
6. książka - dobra, najlepiej nigdy nie czytana
7. gra komputerowa - pożeracz czasu, lepiej mi się zaczyna niż kończy
8. spacer- idę przodem a daleeeeko z tyłu pies
9. słuchanie czarnych płyt winylowych, ten dźwięk jest doskonały!
10. koncerty i festiwale - jeżeli muzyka jest dobra albo bardzo dobra to ktokolwiek obok jest zbędny
11. pisanie, pisanie bloga, pisanie opowiadań, rysowanie
12. szperanie w szpargałach i starych rzeczach po przodkach, patrząc na ilość zachowanej historii aż potrzebuję chyba pałacu na zmieszczenie tej całej masy wspomnień. i na pewno będę musiała się wziąć za pisanie książki o własnej rodzinie, materiałów mam aż za dużo.
13. muzyka - wyszukiwanie nowej, oryginalnej małooglądalnej muzyki na youtubie..tak ! to jest to;)
14. układanie różnych rzeczy - uspokaja, ale tez muszę zawczasu sie do tego mentalnie przygotować...
i ta chwila gdy zgaszę światło przytulę się do poduszki..... i wiem ze sen będzie dobry, i że go zapamiętam.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

na złe i na dobre o emocjach tych złych

Sytuacje kryzysowe wyzwalają we mnie kilka emocji.
najlżejszą jest nerwowy śmiech, który :
a) albo rozbraja
b) albo jeszcze bardziej zaognia sytuację...
nie potrafię się tego pozbyć, i dlatego kiedy wchodzę do czyjegoś pokoju ostrożnie ale z szerokim uśmiechem "uwaga coś się dzieje"
kolejna jest zacięcie, nieważne że to jest bardzo stresujące, zrobię i zapomnę, w tym są wszelkiej maści wizyty lekarskie przed którymi mam ochotę umrzeć w trakcie któych uznaję, ze moja wyobrażnia o torturach jest jak zwykle na wyrost i mogłabym wrócić, po czym następuje moment akceptacji... chwilowy bo kolejna wizyta też jest planowana jako TORTURA

trzecią reakcją jest chęć zemdlenia/zachorowania świetnie działało w szkole... b. dobrze leczone było na imprezach (stres imprezowy pt. nikogo nie znam!), do tego zaliczam stres związany z O rany o rany ale jak to mam zagadać do tak ważnej osoby? Też w stylu "obudzić się, niech ten koszmar się skończy...co automatycznie przechodzi do...
UCIECZKI!

Patrząc ostatnio na moje życie, jestem na etapie pomiędzy dwa a trzy....\
Nie zarabiam najniższej krajowej, zarabiam dużo poniżej średniej krajowej.
Kasa... istnieje, na tyle żeby sie nie martwić, że mi starczy do pierwszego, chociaż jest coraz gorzej.
czego się boję?
mózgowej manipulacji
medialnej manipulacji
braku kontroli nad życiem, dezinformacji..
ten strach przed brakiem kontroli przejawiał sie od zawsze, i nie chodzi tutaj o brak zaufania.
Raczej nadmierna wyobraźnię.
Kolonie obozy...i chrzty
zawsze z otwartymi oczami przechodziłam wszystkie tzw "testy"
pocałować żabę? super! zawsze lepiej niż pocałować coś gorszego (albo w coś gorszego..)
przeżyłam.
ale ten strach i chęć ucieczki coraz bardziej u mnie rosną.
tylko nie bardzo jest gdzie.... i tu nadchodzi najgorszy strach
przed zniewoleniem przez własne myśli i własny strach...
W tym wstępie wyjaśniłam, dlaczego nie oglądam horrorów, i dlaczego takich oglądać nie będę.
bo moja wyobraźnia w ciemnym pustym domu jest sto razy gorsza niż jakikolwiek horror. Bo horror można wyłączyć, pomyśleć "to nie o mnie" i zapalić światło.
Horrory to historie o ingerencji sił nadprzyrodzonych w życie ludzi, ale nie biorą się znikąd.
Już nie pamiętam w której publikacji o kulturze Japonii, (która jest królową przemyślanych horrorów) zostało podane, że strach przed Sawako - czyli kobietą która włosami zakrywała twarz był strachem przed ludźmi którzy przeżyli koszmar bomby atomowej.
Dla Japończyków lubujących się w idealizmie dążących do perfekcji coś takiego stanowiło wyraźną skazę...
Tak samo Godzilla.. był to potwór powstały właśnie z nuklearnych odpadów pozostałych po wybuchu... miał straszyć, miał ostrzegać.
Kiedy oglądałam filmy między innymi studia Ghibli (Księżniczka Mononoke) przerażały mnie nieokreślone zarazy, rozdymające się postacie, ale nie, to jest element kultury i wierzeń Japończyków, jak dla nas kiedyś utopce, południce, mamuny, czy też diabły na rozdrożach.
Diabły zostały przez Polaków ubrane w kontusze i kłócące się miedzy sobą. Stały się Czortami polskimi, oswojonymi bo naszymi i też nas brały w obronę przed obcymi diabłami, litościwe też czasem były.
Każdy w różny sposób próbował oswoić strach i fobię.
Teraz największy strach daje sie zauważyć, również u mnie przez dezinformacje i brak dostępu do globalnej sieci.
filmy?
Ring, Klątwa - wersje japońskie
Księżniczka Mononoke
Godzilla (nie ta amerykańska a któraś z wersji Japońskich)
książki:
Złota Dzida Bolesława - klechdy i podania lubuskie.(wersja pełna z ilustracjami Jana Marcina Szancera - dla mnie geniusza

nie mogę odnaleźć jednej mojej ulubionej książki z legendami, było tam jak Boruta i Rokita (diabły) w pojedynku walczyli, inne bajki jeszcze i na pewno żółta okładka z obrazkiem ;)