Oki doki
Przyzwyczajeni do 2016 roku?
Boicie się już otwierać internety, bo znowu ktoś umrze? Bo ja tak...
U mnie czas na podsumowanie moich przemyślanych postanowień noworocznych. I tak.
Nie ma szans żebym zaczęła chodzić na siłownię, to nie dla mnie.
Nie ma szans, żebym jadła mniej i nie piła alko.
Nie ma szans żebym przestała oglądać seriale i grać w gry..(Wiedźmin Geralt moja miłość)
Postanowienia noworoczne 2016 związane są głownie z brakiem czasu, chęci i motywacji.
Przedstawiam zatem:
1. Myć samochód dwa razy w miesiącu (z zewnątrz i odkurzać)
2. Podlewać kwiatki co 3 dni (a nie raz w tygodniu przez zimowe grzanie suszą się i wyglądają... jak mumie)
3. Zasiać więcej ziół niż tylko bazylię i papryczkę, zrobić prawdziwy ogródek ziołowy (oprócz oregano które jest chwastem)
4. Codziennie rano rozsypywać zimą karmę dla ptaków na słupki.
5. Widywać się z ludźmi co wiąże się z :
6. WYCHODZIĆ Z DOMU
7. Jeść więcej warzyw
8. Jeździć mniej agresywnie samochodem i nie bluzgać na innych (i nie pokazywać faków)
9. Znaleźć sobie jakieś stałe hobby oprócz Geralta :3 - wrócić do grania na gitarze
10. Systematycznie przeglądać szafę i wywalić/ oddać rzeczy w których nie chodzę.
11. Nie jeść śmieciożarcia ani nie pić pseudokawy!!
12. Pisać dwie notki w miesiącu na bloga (w tym festiwalowe bo na festiwale już organizuje sobie czas!)
13. Być miłym człowiekiem dla innych.
14. Chodzić na spacery lub znaleźć sobie inną w miarę regularną aktywność fizyczną (bieganie co rano na pociąg się nie liczy)
powodzenia sobie i Wam życzę :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geekgirl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geekgirl. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 stycznia 2016
środa, 11 listopada 2015
Jakie seriale oglądać jesienią? sezon 2015/2016
Jesień dla fanów seriali to istny dylemat:
Czy warto oglądać nowe seriale/zaczynać sezony?
Czy warto jeszcze kontynuować serie, które są z nami od lat?
Czy może lepiej rzucić to wszystko i wyjść z domu?
Czy lepiej wziąć się za krótkie serie (maks 2-3 sezony) i zrobić maraton?
Stare tematy tutaj:
2013
2014
podsumowanie sezonu 2014/2015
Co teraz oglądam dla czystej rozrywki?
Nadal Once Upon a Time, jednak ten serial lepiej oglądać po 3 odcinki niż co tydzień po jednym, także jeszcze sobie poczekam. Zawiłości fabuły i miliardy bohaterów powodują, że jest co odkrywać. Poza tym nowa Mroczna ...
Kontynuuję Gotham które coraz bardziej oddala się od pierwowzoru, nadal tęsknie za Fish Mooney - niestety obecny antagonista za dużo grał czarnych charakterów. Nie dorasta jej do pięt. Za to przemiana Edwarda Nygmy - mniam!
IZombie - przestało być tak strasznie rozlazłe a aktorka która gra rolę tytułową zaskakuje mnie każdorazowo swoją przemianą charakteru. Podbija cechy charakterystyczne i udowadnia wszechstronność
Odkryciem sezonu jest dla mnie serial Scream Queens - dawno nie widziałam tak udanego pastiszu. Jak American Horror Story jest to bólu poważny krwawy i właściwie bezsensownie obrzydliwy tak Królowe Krzyku są odświeżeniem tego sztywnego gatunku. Obowiązkowy element dla każdego fana horrorów.
Obsada : znana z AHS Emma Roberts (demoniczna), Jamie Lee Curtis (zimna), Lea Michele (irytująca jak w Glee) oraz pomniejsze role amerykańskich gwiazdek: jednego z Braci Ha...Jonas, i Ariany Grande.
Jednak największa uwagę zwracam na Billie Lourd - czyli córkę Carrie Fisher. Bardzo ciekawa aktorsko z dobrym głosem - ciekawe jak się jej rola rozwinie.
Fabuły nie zdradzę za bardzo, jeżeli powiem, że w KappaGammBeta pojawia się morderca w stroju maskotki szkolnej drużyny i zaczyna się bawić.
Z nowości obejrzałam Supergirl, i odliczajac główna bohaterkę (znana z ostatnich części Glee...mam nadzieję, ze ten serial się nie odrodzi) to dla samej Calisty Flockhart (Ally McBeal) warto poświecić czasem godzinkę.
Dość ciekawie zapowiada się też odgrzebywany w stylu typowych historii Penny Dreadful - Jekyll and Hyde. Niestety za dużo będzie w tym magii, także pewnie zarzucę. Chociaż dla samego klimatu uliczek mglistego Londynu..może warto?
Przestałam oglądać American Horror Story, dwa odcinki piekielnego hotelu mnie nie przekonały a pomysły Twórców przechodzą w kolejne koszmary. Podziękuję
Właściwie na inne już nie mam czasu. Kilka czeka na lepsze dni czy mokre i zimne wieczory.
Czy warto oglądać nowe seriale/zaczynać sezony?
Czy warto jeszcze kontynuować serie, które są z nami od lat?
Czy może lepiej rzucić to wszystko i wyjść z domu?
Czy lepiej wziąć się za krótkie serie (maks 2-3 sezony) i zrobić maraton?
Stare tematy tutaj:
2013
2014
podsumowanie sezonu 2014/2015
Co teraz oglądam dla czystej rozrywki?
Nadal Once Upon a Time, jednak ten serial lepiej oglądać po 3 odcinki niż co tydzień po jednym, także jeszcze sobie poczekam. Zawiłości fabuły i miliardy bohaterów powodują, że jest co odkrywać. Poza tym nowa Mroczna ...
Kontynuuję Gotham które coraz bardziej oddala się od pierwowzoru, nadal tęsknie za Fish Mooney - niestety obecny antagonista za dużo grał czarnych charakterów. Nie dorasta jej do pięt. Za to przemiana Edwarda Nygmy - mniam!
IZombie - przestało być tak strasznie rozlazłe a aktorka która gra rolę tytułową zaskakuje mnie każdorazowo swoją przemianą charakteru. Podbija cechy charakterystyczne i udowadnia wszechstronność
Odkryciem sezonu jest dla mnie serial Scream Queens - dawno nie widziałam tak udanego pastiszu. Jak American Horror Story jest to bólu poważny krwawy i właściwie bezsensownie obrzydliwy tak Królowe Krzyku są odświeżeniem tego sztywnego gatunku. Obowiązkowy element dla każdego fana horrorów.
Obsada : znana z AHS Emma Roberts (demoniczna), Jamie Lee Curtis (zimna), Lea Michele (irytująca jak w Glee) oraz pomniejsze role amerykańskich gwiazdek: jednego z Braci Ha...Jonas, i Ariany Grande.
Jednak największa uwagę zwracam na Billie Lourd - czyli córkę Carrie Fisher. Bardzo ciekawa aktorsko z dobrym głosem - ciekawe jak się jej rola rozwinie.
Fabuły nie zdradzę za bardzo, jeżeli powiem, że w KappaGammBeta pojawia się morderca w stroju maskotki szkolnej drużyny i zaczyna się bawić.
Z nowości obejrzałam Supergirl, i odliczajac główna bohaterkę (znana z ostatnich części Glee...mam nadzieję, ze ten serial się nie odrodzi) to dla samej Calisty Flockhart (Ally McBeal) warto poświecić czasem godzinkę.
Dość ciekawie zapowiada się też odgrzebywany w stylu typowych historii Penny Dreadful - Jekyll and Hyde. Niestety za dużo będzie w tym magii, także pewnie zarzucę. Chociaż dla samego klimatu uliczek mglistego Londynu..może warto?
Przestałam oglądać American Horror Story, dwa odcinki piekielnego hotelu mnie nie przekonały a pomysły Twórców przechodzą w kolejne koszmary. Podziękuję
Właściwie na inne już nie mam czasu. Kilka czeka na lepsze dni czy mokre i zimne wieczory.
poniedziałek, 7 września 2015
Czym mierzyć grywalność?
Grywalność
Według wiki: termin określający ogół zasad i mechanizmów gry komputerowej, które wpływają na jakość i przyjemność z gry. Na grywalność składają się takie elementy, jak: fabuła, logiczny schemat powiązań elementów występujących w grze, zasady rozgrywki, liniowość rozgrywki itp.
A jak to wygląda w praktyce?
Dobrze skonstruowana gra, czy to komputerowa/konsolowa czy też planszowa według twórców ma na celu przywiązanie użytkownika do rozgrywki i chęci wielokrotnego powrotu do gry.
Jest to swego rodzaju uzależnienie od przyjemności (ale nie tak tuczące jak słodycze).
Sam fakt wpływu gier na nasz mózg został opisany tym świetnym artykule z blogu kognitywnie.pl .
Jednak najpierw rozwinę lakoniczną definicję z Wikipedii.
Fabuła - właściwie sama nie ma takiego znaczenia. Ot uratować księżniczkę, zbudować funkcjonalne miasto, zebrać odpowiednie artefakty, wydostać się, wypełnić wszystkie misje.
Istotny jest jednak wpływ samego gracza na rozwój fabuły i możliwe zakończenia. Jeżeli jest mnóstwo, łatwo osiągalnych zmiennych (w przypadku karcianek/gier planszowych - obok losowości możliwość wielokrotnego wyboru strategii a w przypadku gier PC/konsola - kolejność rozwiązywania zadań i tym samym wpływ na późniejsza rozgrywkę) gra jest ciekawsza i powoduje chęć odkrywania. Trzeba unikać tym samym powtarzalności i nużących schematów.
Do fabuły wchodzi też tematyka gry, ja nie przepadam za wojennymi rozgrywkami w stylu Counter Strike ani zombie, dlatego nie gram. Jednak jest to indywidualne podejście.
Ważnym elementem grywalności jest też decyzyjność - im więcej decyzji, które nie spowalniają rozgrywki, mamy szansę podjąć, tym lepiej dla gry.
Logiczny schemat - łączy się z fabułą, przykładowo: jeżeli w Wiedźminie pomożemy nieludziom to logicznym jest, że ludzie będą patrzeć krzywo na poczynania Geralta. Jest to ważny element gdy mamy opowiedzieć się po jednej ze stron. Przy grach typu "budowanie" przy stworzeniu elementu koniecznego dla mieszkańców wzrasta ich poziom zadowolenia a np. podniesienie podatków czy sprzęt słabej jakości - niweluje szczęście. Brak logiki a przez to brak możliwośći przewidzenia i strategii psuje grywalność. Jeżeli też nagle wszystko przychodzi za łatwo to gra tez szybko się nudzi.
Zasady rozgrywki - FAQ warto przeczytać przed, jeśli zasady są pogmatwane albo trudne do zrozumienia więcej czasu minie od kupienia gry do jej zagrania. Mam gry gdzie instrukcję ogarnialiśmy kilka godzin aby efektem była półgodzinna gra. Również możliwość grania bez internetu (coraz rzadsza) i w towarzystwie
Ważne jest sterowanie: jeżeli bez cheatów (oszustwa i kodów) nie jesteśmy w stanie pokonać planszy lub wykonać zadania, to kolejne podejścia odsuwają się w czasie. Jest to szczególnie popularne w grach internetowych i logicznych - gdzie trzeba generować coraz więcej punktów by odblokować kolejny poziom i średnio na 30 poziomie przestaje być to opłacalne i zaczyna się nudzić.
Grywalna gra przynosi satysfakcję złożoną ze zdobywania pomniejszych osiągnięć.
Jeżeli żeby skoczyć trzeba jednocześnie użyć myszki spacji i kilkukrotnego naciśnięcia "W" to jest męczące i utrudniające sprawność poruszania postaci. Jeżeli jest tak, że przypadkowe wciśniecie powoduje nieodwracalny ruch. Albo szybko się uczymy co jest nie tak, albo robimy mnóstwo "sejwów".
Wymagania sprzętowe- jeżeli są za wysokie, a minimalna wersja psuje wrażenia, powoduje cięcie, przegrzewanie czy też wyskakujące co chwilę błędy, dyskredytuje grę i zniechęca do dłuzszego rozgrywania. Miałam tak z Cywilizacją III - gdzie nie dało się dojść dalej niż do wieku pary - błąd gry powodował jej zawieszenie i trzeba było zaczynać od nowa.
Grywalność to chęć powtarzania i rozwijania gry, zdobywania kolejnych umiejętności.
Do gier ponadczasowych i grywalnych należą:
The Sims
Tomb Rider
Deluxe Ski Jump
Assasin Creed
Wiedźmin
Heroes (bez IV i w sumie bez V..)
Counter Strike
World of Warcraft
Minecraft
Na grywalność nie ma specjalnego wpływu:
jakość grafiki: dobrze się gra zarówno na starych pikselozach jak i na full HD. ( Tak, na moim "kompie-do-gier" mam zainstalowaną dosową gierkę) jednak wiadomo, że lepiej patrzy się na ładną i dopracowaną a nie tnącą się i z bugami. Najważniejsze, żeby się nie cięło.
moda - w dobre gry gra się latami, to nie jest sezonowość (i oby nigdy nie była..)
No to miłego grania:)
Według wiki: termin określający ogół zasad i mechanizmów gry komputerowej, które wpływają na jakość i przyjemność z gry. Na grywalność składają się takie elementy, jak: fabuła, logiczny schemat powiązań elementów występujących w grze, zasady rozgrywki, liniowość rozgrywki itp.
A jak to wygląda w praktyce?
Dobrze skonstruowana gra, czy to komputerowa/konsolowa czy też planszowa według twórców ma na celu przywiązanie użytkownika do rozgrywki i chęci wielokrotnego powrotu do gry.
Jest to swego rodzaju uzależnienie od przyjemności (ale nie tak tuczące jak słodycze).
Sam fakt wpływu gier na nasz mózg został opisany tym świetnym artykule z blogu kognitywnie.pl .
Jednak najpierw rozwinę lakoniczną definicję z Wikipedii.
Fabuła - właściwie sama nie ma takiego znaczenia. Ot uratować księżniczkę, zbudować funkcjonalne miasto, zebrać odpowiednie artefakty, wydostać się, wypełnić wszystkie misje.
Istotny jest jednak wpływ samego gracza na rozwój fabuły i możliwe zakończenia. Jeżeli jest mnóstwo, łatwo osiągalnych zmiennych (w przypadku karcianek/gier planszowych - obok losowości możliwość wielokrotnego wyboru strategii a w przypadku gier PC/konsola - kolejność rozwiązywania zadań i tym samym wpływ na późniejsza rozgrywkę) gra jest ciekawsza i powoduje chęć odkrywania. Trzeba unikać tym samym powtarzalności i nużących schematów.
Do fabuły wchodzi też tematyka gry, ja nie przepadam za wojennymi rozgrywkami w stylu Counter Strike ani zombie, dlatego nie gram. Jednak jest to indywidualne podejście.
Ważnym elementem grywalności jest też decyzyjność - im więcej decyzji, które nie spowalniają rozgrywki, mamy szansę podjąć, tym lepiej dla gry.
Logiczny schemat - łączy się z fabułą, przykładowo: jeżeli w Wiedźminie pomożemy nieludziom to logicznym jest, że ludzie będą patrzeć krzywo na poczynania Geralta. Jest to ważny element gdy mamy opowiedzieć się po jednej ze stron. Przy grach typu "budowanie" przy stworzeniu elementu koniecznego dla mieszkańców wzrasta ich poziom zadowolenia a np. podniesienie podatków czy sprzęt słabej jakości - niweluje szczęście. Brak logiki a przez to brak możliwośći przewidzenia i strategii psuje grywalność. Jeżeli też nagle wszystko przychodzi za łatwo to gra tez szybko się nudzi.
Zasady rozgrywki - FAQ warto przeczytać przed, jeśli zasady są pogmatwane albo trudne do zrozumienia więcej czasu minie od kupienia gry do jej zagrania. Mam gry gdzie instrukcję ogarnialiśmy kilka godzin aby efektem była półgodzinna gra. Również możliwość grania bez internetu (coraz rzadsza) i w towarzystwie
Ważne jest sterowanie: jeżeli bez cheatów (oszustwa i kodów) nie jesteśmy w stanie pokonać planszy lub wykonać zadania, to kolejne podejścia odsuwają się w czasie. Jest to szczególnie popularne w grach internetowych i logicznych - gdzie trzeba generować coraz więcej punktów by odblokować kolejny poziom i średnio na 30 poziomie przestaje być to opłacalne i zaczyna się nudzić.
Grywalna gra przynosi satysfakcję złożoną ze zdobywania pomniejszych osiągnięć.
Jeżeli żeby skoczyć trzeba jednocześnie użyć myszki spacji i kilkukrotnego naciśnięcia "W" to jest męczące i utrudniające sprawność poruszania postaci. Jeżeli jest tak, że przypadkowe wciśniecie powoduje nieodwracalny ruch. Albo szybko się uczymy co jest nie tak, albo robimy mnóstwo "sejwów".
Wymagania sprzętowe- jeżeli są za wysokie, a minimalna wersja psuje wrażenia, powoduje cięcie, przegrzewanie czy też wyskakujące co chwilę błędy, dyskredytuje grę i zniechęca do dłuzszego rozgrywania. Miałam tak z Cywilizacją III - gdzie nie dało się dojść dalej niż do wieku pary - błąd gry powodował jej zawieszenie i trzeba było zaczynać od nowa.
Grywalność to chęć powtarzania i rozwijania gry, zdobywania kolejnych umiejętności.
Do gier ponadczasowych i grywalnych należą:
The Sims
Tomb Rider
Deluxe Ski Jump
Assasin Creed
Wiedźmin
Heroes (bez IV i w sumie bez V..)
Counter Strike
World of Warcraft
Minecraft
Na grywalność nie ma specjalnego wpływu:
jakość grafiki: dobrze się gra zarówno na starych pikselozach jak i na full HD. ( Tak, na moim "kompie-do-gier" mam zainstalowaną dosową gierkę) jednak wiadomo, że lepiej patrzy się na ładną i dopracowaną a nie tnącą się i z bugami. Najważniejsze, żeby się nie cięło.
moda - w dobre gry gra się latami, to nie jest sezonowość (i oby nigdy nie była..)
No to miłego grania:)
![]() |
| Pulpitowo - żeby nie było, że nie wiem o czym mówię ;) |
środa, 8 lipca 2015
Serialowisko 2014/2015
Czas najwyższy na podsumowanie seriali z ostatniego połrocza.
Swego czasu pisałam o moim podziale na seriale Celebrowane i Obiadowe.
Teraz jednak, w gąszczu seriali o właściwie podobnej tematyce skupię się jedynie na nowościach.
Produkcje 2014/2015 lub nawet samo 2015:
Na pierwszy ogień idzie IZombie i Stitchers
Młoda dziewczyna zyskuje niezwykłą umiejętność odczytywania wspomnień zmarłych ludzi:
1. Bo zjada ich mózgi (IZombie)
2. Korzysta z najnowszej technologii przy fakcie, że cierpi na dziwną chorobę (Stitchers)
pomaga przy tym lokalnemu detektywowi w rozwijaniu zagadek kryminalnych.
Przez te zdolności jednak jest osobą aspołeczną i nie posiadającą przyjaciół. Do tego przejmuje część zachowań osoby której mózg zjadła/wszyła się.
Praktycznie identyczna fabuła dwóch seriali. Nie obiecujcie sobie jednak za wiele po Stitchers - drewniane aktorstwo (modelowa uroda głównej bohaterki nie może być lepsza od jej gry aktorskiej)
Na zabicie czasu i owszem, ale fabuła słaba, akcja ciągnie się i stosowane są zagrywki znane z seriali dla nastolatków. Mało pomysłowe.
Również same efekty specjalne bez szału.
IZombie - oprócz tego, że otoczenie głównej bohaterki jest drażniące (oprócz jednego przyjaciela jest ona uważana przez innych za medium, no bo wszyscy walczą ze złymi zombie a ona jest tym dobrym - bo karmionym) to serial da się oglądać - ale nie przy jedzeniu. Co prawda widać specjalne ograniczenie w ilości obsady (epizodyści, brak nowych, dochodzących bohaterów) a takim zabiegiem serial nie wyróżnia się niczym specjalnym. Do tego najgorsza czołówka jaką w życiu widziałam.
Sam pomysł dobry - zwłaszcza fragment o astronaucie.
Kolejnym serialem jest Outlander - historia Angielki która dziwnym zbiegiem okoliczności ( i odrobiną magii ) zostaje przeniesiona w czasie do Szkocji z okresu Jakobinów.
Serial rozwinął się nadzwyczaj dobrze, ma doskonale skrojoną muzykę, bardzo ładne zdjęcia i dobrze się ogląda facetów w kiltach. Również pozytywnie wychodzi zderzenie kultur: jak bardzo bądźmy szczęśliwe dziewczyny, że żyjemy TU i TERAZ, bez zakazów, gorsetów, i koniecznego męskiego opiekuna.
Całkowicie polecam wielbicielom historii Anglii (i Szkocji).
Największe oczekiwania mam do serialu Humans - jest to produkcja dziejąca się w niedalekiej przyszłości, gdzie sztuczna inteligencja zostaje obudzona a roboty wykonują większość prac za ludzi: opieka nad dzieckiem, gotowanie itp. zwłaszcza takich, gdzie nie trzeba podejmować decyzji.
Trafiamy do rodziny w której matka pracuje tak długo poza domem, że ojciec , nie potrafiąc sobie ze wszystkim poradzić wbrew opinii żony kupuje robota.
Z defektem
Mam nadzieje, że w tym serialu nadal będzie wątek etyczny - bardzo dobrze się ogląda. Poza tym jest to jakby kontynuacja A.I. (albo też dzieje się w tym świecie).
Znowu w lekarskim światku dzieje się Proof.
Scenarzyści i producenci stosują chwyt wielowątkowych historii, podobnie jak w przypadku American Horror Story. Zrobiony został przegląd ludzi którzy doświadczyli tzw "życia po śmierci" i na kanwie tego dzieje się historia o miliarderze opętanym chęcią dowiedzenia się "co potem" i lekko sfrustrowanej lekarce z traumą śmierci dziecka, nastoletnią córką i mężem który również jest lekarzem. Będzie obyczajowo także nie nastawiam się na kontynuacje oglądania.
The Astronaut Wives club - tylko dla tych, co lubią seriale w stylu "Gotowych na wszystko" gdzie jest dużo rożnych charakterów, ładne aktorki a wszystko to na tle historycznych zdarzeń.
Słabsza, dużo słabsza wersja Mad Men - zwłaszcza w przypadku nakreślenia fabuły i klimatu. Nie polecam. A to wszystko mimo oparcia o bestseller Lily Kopper i doskonale zachowane materiały z tych czasów (oparcie o faktyczne wydarzenia). Mam wrażenie, że to serial zrobiony "na siłę".
Swego czasu pisałam o moim podziale na seriale Celebrowane i Obiadowe.
Teraz jednak, w gąszczu seriali o właściwie podobnej tematyce skupię się jedynie na nowościach.
Produkcje 2014/2015 lub nawet samo 2015:
Na pierwszy ogień idzie IZombie i Stitchers
Młoda dziewczyna zyskuje niezwykłą umiejętność odczytywania wspomnień zmarłych ludzi:
1. Bo zjada ich mózgi (IZombie)
2. Korzysta z najnowszej technologii przy fakcie, że cierpi na dziwną chorobę (Stitchers)
pomaga przy tym lokalnemu detektywowi w rozwijaniu zagadek kryminalnych.
Przez te zdolności jednak jest osobą aspołeczną i nie posiadającą przyjaciół. Do tego przejmuje część zachowań osoby której mózg zjadła/wszyła się.
Praktycznie identyczna fabuła dwóch seriali. Nie obiecujcie sobie jednak za wiele po Stitchers - drewniane aktorstwo (modelowa uroda głównej bohaterki nie może być lepsza od jej gry aktorskiej)
Na zabicie czasu i owszem, ale fabuła słaba, akcja ciągnie się i stosowane są zagrywki znane z seriali dla nastolatków. Mało pomysłowe.
Również same efekty specjalne bez szału.
IZombie - oprócz tego, że otoczenie głównej bohaterki jest drażniące (oprócz jednego przyjaciela jest ona uważana przez innych za medium, no bo wszyscy walczą ze złymi zombie a ona jest tym dobrym - bo karmionym) to serial da się oglądać - ale nie przy jedzeniu. Co prawda widać specjalne ograniczenie w ilości obsady (epizodyści, brak nowych, dochodzących bohaterów) a takim zabiegiem serial nie wyróżnia się niczym specjalnym. Do tego najgorsza czołówka jaką w życiu widziałam.
Sam pomysł dobry - zwłaszcza fragment o astronaucie.
Kolejnym serialem jest Outlander - historia Angielki która dziwnym zbiegiem okoliczności ( i odrobiną magii ) zostaje przeniesiona w czasie do Szkocji z okresu Jakobinów.
Serial rozwinął się nadzwyczaj dobrze, ma doskonale skrojoną muzykę, bardzo ładne zdjęcia i dobrze się ogląda facetów w kiltach. Również pozytywnie wychodzi zderzenie kultur: jak bardzo bądźmy szczęśliwe dziewczyny, że żyjemy TU i TERAZ, bez zakazów, gorsetów, i koniecznego męskiego opiekuna.
Całkowicie polecam wielbicielom historii Anglii (i Szkocji).
Największe oczekiwania mam do serialu Humans - jest to produkcja dziejąca się w niedalekiej przyszłości, gdzie sztuczna inteligencja zostaje obudzona a roboty wykonują większość prac za ludzi: opieka nad dzieckiem, gotowanie itp. zwłaszcza takich, gdzie nie trzeba podejmować decyzji.
Trafiamy do rodziny w której matka pracuje tak długo poza domem, że ojciec , nie potrafiąc sobie ze wszystkim poradzić wbrew opinii żony kupuje robota.
Z defektem
Mam nadzieje, że w tym serialu nadal będzie wątek etyczny - bardzo dobrze się ogląda. Poza tym jest to jakby kontynuacja A.I. (albo też dzieje się w tym świecie).
Znowu w lekarskim światku dzieje się Proof.
Scenarzyści i producenci stosują chwyt wielowątkowych historii, podobnie jak w przypadku American Horror Story. Zrobiony został przegląd ludzi którzy doświadczyli tzw "życia po śmierci" i na kanwie tego dzieje się historia o miliarderze opętanym chęcią dowiedzenia się "co potem" i lekko sfrustrowanej lekarce z traumą śmierci dziecka, nastoletnią córką i mężem który również jest lekarzem. Będzie obyczajowo także nie nastawiam się na kontynuacje oglądania.
The Astronaut Wives club - tylko dla tych, co lubią seriale w stylu "Gotowych na wszystko" gdzie jest dużo rożnych charakterów, ładne aktorki a wszystko to na tle historycznych zdarzeń.
Słabsza, dużo słabsza wersja Mad Men - zwłaszcza w przypadku nakreślenia fabuły i klimatu. Nie polecam. A to wszystko mimo oparcia o bestseller Lily Kopper i doskonale zachowane materiały z tych czasów (oparcie o faktyczne wydarzenia). Mam wrażenie, że to serial zrobiony "na siłę".
wtorek, 23 czerwca 2015
OFFTOPIC
Kiedy zauważasz, ze internet jest do bani?
- Gdy nie ma potrzebnych informacji a jak wpiszesz coś potrzebnego Ci w google to wyskakują sponsoringi
- Kiedy ktoś ma akurat urodziny na Facebooku to Ty myślałeś/myślałaś że już wywaliłeś/aś tą osobe ze znajomych ale głupio Ci jest ją faktycznie wywalać w jej urodziny. Czekasz więc a potem zapominasz.
- Usuwasz się z nieużywanych grup na fejsie bo denerwuje Cie spam na głównej, no ewentualnie zostawiasz się w grupie - ale powiadomienia wyłączasz
- Ukrywasz się na fejsie żeby nikt Ci głowy nie zawracał
- używasz 20% zakładek reszta gnije bezużyteczna
- okazuje się, że większość informacji to memy albo plotki powtarzane co kilka miesięcy
- internet się znudził i wolisz pograć w RPG (trudniejsze elementy i tak przechodzisz za pomocą tutoriali internetowych..)
- wychodząc z domu po 20 minutach stania w korku sprawdzasz fejsa albo wysyłasz snapa jak smutno jest rano stać w korku
- w przebieralni korci Cię, żeby nagrać filmik o pocieszaniu dzieci przez mamy i odwrotnie, bo w końcu robią niewymiarowe ciuchy
- kiedy masz poblokowane wszystko: reklamy, programy śledzące i dostajesz szału, gdy nagle w telewizji jest przerwa na reklamy albo pojawia Ci się wpis sponsorowany.
Nie uważam, że internet jest do bani tak bardzo, do momentu kiedy muszę zrobić coś offline.
Nagle okazuje się, że nie mam tej pewności co do słówek po angielsku (tak to mogłam sobie sprawdzić), nie jestem pewna mojej własnej wiedzy.
Bo jest podszeptywacz
jest to miejsce, gdzie można sprawdzić co się pomyślało.
Stajemy się przez internet mniej pewni siebie.
Wyrażenie "wiem, że nic nie wiem" nabiera innego, bardziej mrocznego znaczenia.
- Gdy nie ma potrzebnych informacji a jak wpiszesz coś potrzebnego Ci w google to wyskakują sponsoringi
- Kiedy ktoś ma akurat urodziny na Facebooku to Ty myślałeś/myślałaś że już wywaliłeś/aś tą osobe ze znajomych ale głupio Ci jest ją faktycznie wywalać w jej urodziny. Czekasz więc a potem zapominasz.
- Usuwasz się z nieużywanych grup na fejsie bo denerwuje Cie spam na głównej, no ewentualnie zostawiasz się w grupie - ale powiadomienia wyłączasz
- Ukrywasz się na fejsie żeby nikt Ci głowy nie zawracał
- używasz 20% zakładek reszta gnije bezużyteczna
- okazuje się, że większość informacji to memy albo plotki powtarzane co kilka miesięcy
- internet się znudził i wolisz pograć w RPG (trudniejsze elementy i tak przechodzisz za pomocą tutoriali internetowych..)
- wychodząc z domu po 20 minutach stania w korku sprawdzasz fejsa albo wysyłasz snapa jak smutno jest rano stać w korku
- w przebieralni korci Cię, żeby nagrać filmik o pocieszaniu dzieci przez mamy i odwrotnie, bo w końcu robią niewymiarowe ciuchy
- kiedy masz poblokowane wszystko: reklamy, programy śledzące i dostajesz szału, gdy nagle w telewizji jest przerwa na reklamy albo pojawia Ci się wpis sponsorowany.
Nie uważam, że internet jest do bani tak bardzo, do momentu kiedy muszę zrobić coś offline.
Nagle okazuje się, że nie mam tej pewności co do słówek po angielsku (tak to mogłam sobie sprawdzić), nie jestem pewna mojej własnej wiedzy.
Bo jest podszeptywacz
jest to miejsce, gdzie można sprawdzić co się pomyślało.
Stajemy się przez internet mniej pewni siebie.
Wyrażenie "wiem, że nic nie wiem" nabiera innego, bardziej mrocznego znaczenia.
poniedziałek, 25 maja 2015
Dlaczego dziewczyny powinny grać w gry
Dziewczyny nie grają.
Statystycznym graczem jest mężczyzna w wieku 25-35 lat zamieszkujący miasto z wykształceniem średnim lub wyższym.
Dlaczego dziewczyny nie grają?
Bo mają inne zajęcia. bo mężczyzna po pracy wraca do domu i może odpocząć. Pograć na konsoli z synem pograć samemu, a kobieta działa na domowym etacie. Tak powtarzam stereotypy.
Bo gry to strata czasu a dziewczyna nie jest wychowana, aby czas tracić, tylko spędzać i wykorzystywać.
Bo przeciętny gracz jest traktowany stereotypowo jako hikikomori bez przyjaciół, zamknięty, niepopularny, brzydki, zły, okropny, pod butem mamusi. NIE.
Nie mam pojęcia dlaczego nie grają, bo ja gram (z pomocą czasem przy trudniejszej fabule, ale gram i czasem nawet mi za to płacą).
Ale skąd moje pytanie, dlaczego dziewczyny powinny zacząć grać w gry?
1. Żeby twórcy gier je zauważyli, że się liczymy
Nie musicie nam dawać cycatych bohaterek a jako małym dziewczynkom gier polegających na przebieraniu lalek - to się nudzi i uprzedza. U nas jednak postacie muszą mieć charakter a nie być tylko maszyną do zabijania, chociaż co kto woli.
2. Gry poprawiają refleks, uczą wielozadaniowości...
a nie, my już wielozadaniowość mamy w małym palcu.
3. Grając spędzamy czas na pobudzaniu więcej niż jednego zmysłu: słuch, czy potwór nadchodzi, wzrok, szybkość reagowania. Tak, to się przydaje nawet przy prowadzeniu samochodu.
4. Rozwiązujemy konflikty - jak w rzeczywistości
5. Dokonujemy wyborów - stereotypowo, to się przydaje.
6. Nie lubimy przemocy - ok, nie trzeba od razu pykać w CS czy inne strzelanki. Co prawda moją przygodę z grami zaczynałam z Historykiem i Wolfensteinem ale po drugiej stronie miałam NFS III, Heroes (taktyka!) i Prince of Persia.
7. Jest to naprawde dobra forma rozrywki! Naprawdę!
8. Każdy znajdzie coś dla siebie, czy na PC czy na konsolę, nawet ostatnio grając w Star Wars na xbox zmęczyłam się niebotycznie i następnego dnia ledwo się ruszałam. Przetrenowanie. I kalorie się spalają.
9. Jest to też idealna okazja do spotkania się w gronie koleżanek. Biere laptopa, dobre łącze i lan party na Heroesach/Cywilizacji. Plus ploty i dobre jedzenie.
Z doświadczenia wiem, że jak znam dziewczyny grające w gry.. to są równe laski, z którymi można i na piwko, i pogadać, i wyjść, i ładne i sympatyczne, i w ogóle. A nie jakieś zaniedbane nerdofeministki z zarostem.
Nie każe od razu grać w LOLa czy w WOWa czy tez w Skyrim. Można przecież zacząć od klasyków strategoo jak Heroes III albo od Tomb Rider. Można zacząć od mniejszych światów aby przechodzić na większe.
Albo zacząć od pokonywania barier w 2048
Marzy mi się gra, w której steruję swoim seksownym alter-ego, dla którego mogę wybrać sobie moce, stroje czy charakter. Bo dziewczyny bardziej niż siłą grają charakterem postaci. I to ten charakter bardziej wpływa na grywalność a nie tylko wybór i siła. Przydałyby się rozbudowane wątki podstępów i wykorzystywania innych (np. powiedzmy, że Wiedźmin miałby coś zrobic, to znalazłby łosia który zrobiłby to za niego:P)
Omawiałam swego czasu moją grę w Wiedźmina z różnymi ludźmi.
Dopóki nie byłam pewna wygranej w cz.1 nie podchodziłam do zadania w przeciwieństwie do innych którzy walili mieczem w co popadnie. Dlatego 2. Wiedzmin powoduje u mnie frustracje, że od razu nie wygrywam. Chętnie bym użyła podstępu czy coś, ale w fabule nie jest to takie proste, a jak już się zdarza (o jak dobrze..) to nie zawsze jest skuteczny.
Przechodzę zawsze wątki poboczne, bawię się w intrygi. A teraz utknęłam bo muszę zabić Kejrana i mnie trafia...bo to trudne jest. Przygotowuję się jak do prawdziwej bitwy!
Statystycznym graczem jest mężczyzna w wieku 25-35 lat zamieszkujący miasto z wykształceniem średnim lub wyższym.
Dlaczego dziewczyny nie grają?
Bo mają inne zajęcia. bo mężczyzna po pracy wraca do domu i może odpocząć. Pograć na konsoli z synem pograć samemu, a kobieta działa na domowym etacie. Tak powtarzam stereotypy.
Bo gry to strata czasu a dziewczyna nie jest wychowana, aby czas tracić, tylko spędzać i wykorzystywać.
Bo przeciętny gracz jest traktowany stereotypowo jako hikikomori bez przyjaciół, zamknięty, niepopularny, brzydki, zły, okropny, pod butem mamusi. NIE.
Nie mam pojęcia dlaczego nie grają, bo ja gram (z pomocą czasem przy trudniejszej fabule, ale gram i czasem nawet mi za to płacą).
Ale skąd moje pytanie, dlaczego dziewczyny powinny zacząć grać w gry?
1. Żeby twórcy gier je zauważyli, że się liczymy
Nie musicie nam dawać cycatych bohaterek a jako małym dziewczynkom gier polegających na przebieraniu lalek - to się nudzi i uprzedza. U nas jednak postacie muszą mieć charakter a nie być tylko maszyną do zabijania, chociaż co kto woli.
2. Gry poprawiają refleks, uczą wielozadaniowości...
a nie, my już wielozadaniowość mamy w małym palcu.
3. Grając spędzamy czas na pobudzaniu więcej niż jednego zmysłu: słuch, czy potwór nadchodzi, wzrok, szybkość reagowania. Tak, to się przydaje nawet przy prowadzeniu samochodu.
4. Rozwiązujemy konflikty - jak w rzeczywistości
5. Dokonujemy wyborów - stereotypowo, to się przydaje.
6. Nie lubimy przemocy - ok, nie trzeba od razu pykać w CS czy inne strzelanki. Co prawda moją przygodę z grami zaczynałam z Historykiem i Wolfensteinem ale po drugiej stronie miałam NFS III, Heroes (taktyka!) i Prince of Persia.
7. Jest to naprawde dobra forma rozrywki! Naprawdę!
8. Każdy znajdzie coś dla siebie, czy na PC czy na konsolę, nawet ostatnio grając w Star Wars na xbox zmęczyłam się niebotycznie i następnego dnia ledwo się ruszałam. Przetrenowanie. I kalorie się spalają.
9. Jest to też idealna okazja do spotkania się w gronie koleżanek. Biere laptopa, dobre łącze i lan party na Heroesach/Cywilizacji. Plus ploty i dobre jedzenie.
Z doświadczenia wiem, że jak znam dziewczyny grające w gry.. to są równe laski, z którymi można i na piwko, i pogadać, i wyjść, i ładne i sympatyczne, i w ogóle. A nie jakieś zaniedbane nerdofeministki z zarostem.
Nie każe od razu grać w LOLa czy w WOWa czy tez w Skyrim. Można przecież zacząć od klasyków strategoo jak Heroes III albo od Tomb Rider. Można zacząć od mniejszych światów aby przechodzić na większe.
Albo zacząć od pokonywania barier w 2048
Marzy mi się gra, w której steruję swoim seksownym alter-ego, dla którego mogę wybrać sobie moce, stroje czy charakter. Bo dziewczyny bardziej niż siłą grają charakterem postaci. I to ten charakter bardziej wpływa na grywalność a nie tylko wybór i siła. Przydałyby się rozbudowane wątki podstępów i wykorzystywania innych (np. powiedzmy, że Wiedźmin miałby coś zrobic, to znalazłby łosia który zrobiłby to za niego:P)
Omawiałam swego czasu moją grę w Wiedźmina z różnymi ludźmi.
Dopóki nie byłam pewna wygranej w cz.1 nie podchodziłam do zadania w przeciwieństwie do innych którzy walili mieczem w co popadnie. Dlatego 2. Wiedzmin powoduje u mnie frustracje, że od razu nie wygrywam. Chętnie bym użyła podstępu czy coś, ale w fabule nie jest to takie proste, a jak już się zdarza (o jak dobrze..) to nie zawsze jest skuteczny.
Przechodzę zawsze wątki poboczne, bawię się w intrygi. A teraz utknęłam bo muszę zabić Kejrana i mnie trafia...bo to trudne jest. Przygotowuję się jak do prawdziwej bitwy!
czwartek, 16 kwietnia 2015
FestiwaloWIANKOwianeczka - festiwalowe FAQ
Na specjalne życzenie odkładam na później pisanie o radiu i omawiam bardzo aktualny temat.
Oczywiście festiwalowy.
Wyobraźmy sobie Ciebie i Ciebie i Jego i Ją i Ich. Nigdy nie mieli do czynienia z żadnym festiwalem. Może i by chcieli ale boją się. Może i by chcieli ale tyle pieniędzy wydać, może i tak..ale...
i teraz będę prostować to "ale".
Od razu napiszę: wpis nie jest sponsorowany przez nikogo, oprócz mojego czasu. Dlatego opowiem o tym w najprostszy możliwy sposób: odpowiadając na pytania. Oczywiście jeżeli jakieś powstaną, możecie dopisać.
1. Nigdy nie byłam/em na festiwalu, jednak czuję, że jestem na to za stara/y.
Nigdy nie jest się za starym na festiwale! Przykładem może być najstarsza para oglądająca razem filmy, nakręcono o nich nawet dwa filmy dokumentalne, Państwo Maria i Bogdan Kalinowscy zawsze byli mile widziani na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Na muzyczne również jeżdżą nie tylko dziane nastolatki, ale i ludzie w średnim lub starszym wieku.
2. Od jakiego festiwalu zacząć?
Od tego najbliżej, ja rozpoczęłam swoją przygodę z festiwalami od Nowych Horyzontów w Cieszynie (2004 r) później działałam w wolontariacie na pierwszych pięciu edycjach we Wrocławiu. Warto patrzeć, co się dzieje w mieście i okolicy. Miałam to szczęście w nieszczęściu że brałam bierny(nigdy na widowni) udział w przygotowywaniach festiwalu Opolskiego w LO.
Jeżeli klimatem nam nie pasuje, zawsze można spróbować nieco dalej. Warto też chodzić na mini festiwale obejmujące jeden wieczór w klubie.
3. Jestem niepełnosprawna/y ruchowo czy to nie utrudni mi odbioru festiwalu?
Oczywiście że nie! Festiwale dostosowane są dla osób niepełnosprawnych. Co prawda w salach kinowych jest tylko kilka miejsc dla osób poruszających się na wózkach, jednak są też pokazy plenerowe. Co do festiwali muzycznych, ze względu na zmienną pogodę zawsze jest przeprowadzona gdzieś utwardzona droga którą można dostać się pod odpowiednie sceny. Są też platformy gdzie w spokoju można obejrzeć koncert. Spanie na polu namiotowym oczywiście również jest możliwe.
4. Nie mam paczki znajomych z którą mogę pojechać, ewentualnie jadą dwie dziewczyny, czy to bezpieczne?
Jazda w pojedynkę jest trudna, ponieważ pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Warto jednak nawiązać nowe znajomości. Jeżeli jedzie się z przyjaciółką - bardzo wskazane. Pola namiotowe jak i cały festiwal objęty jest ochroną. Zdarzyło mi się samej wybrać na festiwal. Bardzo dobrze to wspominam,w przypadku Openera jednak trójka znajomych była już na miejscu. Chłopaki mogą jeździć. Zawsze ktoś przygarnie.
5. Mamy dziecko ale nie ma kto się nim zająć. Co teraz?
Zawsze można kupić bilet dzieciakowi (i słuchawki tłumiące dźwięk) co prawda bobasy nie przepadają za tłumami i hałasem, jednak w tamtym roku do Syren Artura Rojka bardzo dobrze się bawiły. Sama na pierwszym koncercie byłam podobno jako 4 latka. Pamiętam wielką scenę, helikopter i hałas i siedzenie na trawie. Starsze dzieci mogą uznać to jako wielką frajdę. Wiadomo, wtedy nie można już tak bardzo robić tego, co się chce.
6. Jak się zabezpieczyć przed kradzieżami?
Nie ma idealnego sposobu. Na pewno nie zostawiać najcenniejszych rzeczy na polu namiotowym. Warto na poczatku kilkudniowego festiwalu zostawić swoje skarby w depozycie. Najlepiej jednak nie brać diamentowych kolczyków i złotych zegarków.
7. Czy muszę spać na polu namiotowym?
Nie, zawsze można wynająć kawałek łóżka w hotelu czy hostelu, skorzystać z couchsurfingu czy też popytać po miejscowych znajomych/rodzinie. W przypadku zalania namiotu (było) warto mieć plan B. (całkowicie przypadkowo miałam i dziękuję !) Pole to jednak wygodna i tania opcja, zwłaszcza że powroty mogą zajmować trochę czasu.
8. Jakie są niezbędne rzeczy podczas kilkudniowego festiwalu? Zakładam że śpię pod namiotem.
Bezwzględnie: namiot, śpiwór, żel pod prysznic, dezodorant, ręcznik, zmiana ubrań na każdą pogodę(na dni wyjazdu+1), kasa, karta, ID, krem do opalania, wit.C albo jakaś inna suplementacja witamin (jeszcze nigdy nie wróciłam zdrowa z festiwalu..), tabletki na gardło (festiwal muzyczny), krople do oczu (festiwal filmowy), woreczki foliowe (zawsze), papier toaletowy, żelazna racja batoników zbożowych, cukierki, notatnik, długopis, ładowarka, powerbank(przydaje się przy minimalnej żywotności baterii telefonów i gigantycznych kolejkach do ładowania), karty do gry, plastry, buty na zmianę. Najlepiej zrobić listę przed wyjazdem.
9. Czego się wystrzegać?
Brania zbyt cennych rzeczy, uważnie wybierać nowych znajomych, nie przesadzać z używkami, Pamiętajmy o unikaniu brania ostrych narzędzi i parasoli na festiwale - mogą zostać zabrane przy wejściu (jeżeli mamy szanse, dostaną numerek i będzie do odzyskania)- filmowych festiwali to nie dotyczy.
10. Skąd mogę czerpać informacje o festiwalach?
Obecnie są oprócz wiadomości na stronach oficjalnych, informacje na portalach społecznościowych a także można ściągać aplikacje. Osobiście lubiłam gazetki festiwalowe (bardzo) bo mogłam sobie zachować na pamiątkę. Aplikacje niestety są zbyt tymczasowe.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem. Na razie pozostało mi przygotowywać się do Spring Break w Poznaniu. Relacje będą w przyszłym tygodniu. Nigdy nie byłam także czujnym okiem będę obserwować wydarzenie z każdej strony.
Oczywiście festiwalowy.
Wyobraźmy sobie Ciebie i Ciebie i Jego i Ją i Ich. Nigdy nie mieli do czynienia z żadnym festiwalem. Może i by chcieli ale boją się. Może i by chcieli ale tyle pieniędzy wydać, może i tak..ale...
i teraz będę prostować to "ale".
Od razu napiszę: wpis nie jest sponsorowany przez nikogo, oprócz mojego czasu. Dlatego opowiem o tym w najprostszy możliwy sposób: odpowiadając na pytania. Oczywiście jeżeli jakieś powstaną, możecie dopisać.
1. Nigdy nie byłam/em na festiwalu, jednak czuję, że jestem na to za stara/y.
Nigdy nie jest się za starym na festiwale! Przykładem może być najstarsza para oglądająca razem filmy, nakręcono o nich nawet dwa filmy dokumentalne, Państwo Maria i Bogdan Kalinowscy zawsze byli mile widziani na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Na muzyczne również jeżdżą nie tylko dziane nastolatki, ale i ludzie w średnim lub starszym wieku.
2. Od jakiego festiwalu zacząć?
Od tego najbliżej, ja rozpoczęłam swoją przygodę z festiwalami od Nowych Horyzontów w Cieszynie (2004 r) później działałam w wolontariacie na pierwszych pięciu edycjach we Wrocławiu. Warto patrzeć, co się dzieje w mieście i okolicy. Miałam to szczęście w nieszczęściu że brałam bierny(nigdy na widowni) udział w przygotowywaniach festiwalu Opolskiego w LO.
Jeżeli klimatem nam nie pasuje, zawsze można spróbować nieco dalej. Warto też chodzić na mini festiwale obejmujące jeden wieczór w klubie.
3. Jestem niepełnosprawna/y ruchowo czy to nie utrudni mi odbioru festiwalu?
Oczywiście że nie! Festiwale dostosowane są dla osób niepełnosprawnych. Co prawda w salach kinowych jest tylko kilka miejsc dla osób poruszających się na wózkach, jednak są też pokazy plenerowe. Co do festiwali muzycznych, ze względu na zmienną pogodę zawsze jest przeprowadzona gdzieś utwardzona droga którą można dostać się pod odpowiednie sceny. Są też platformy gdzie w spokoju można obejrzeć koncert. Spanie na polu namiotowym oczywiście również jest możliwe.
4. Nie mam paczki znajomych z którą mogę pojechać, ewentualnie jadą dwie dziewczyny, czy to bezpieczne?
Jazda w pojedynkę jest trudna, ponieważ pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Warto jednak nawiązać nowe znajomości. Jeżeli jedzie się z przyjaciółką - bardzo wskazane. Pola namiotowe jak i cały festiwal objęty jest ochroną. Zdarzyło mi się samej wybrać na festiwal. Bardzo dobrze to wspominam,w przypadku Openera jednak trójka znajomych była już na miejscu. Chłopaki mogą jeździć. Zawsze ktoś przygarnie.
5. Mamy dziecko ale nie ma kto się nim zająć. Co teraz?
Zawsze można kupić bilet dzieciakowi (i słuchawki tłumiące dźwięk) co prawda bobasy nie przepadają za tłumami i hałasem, jednak w tamtym roku do Syren Artura Rojka bardzo dobrze się bawiły. Sama na pierwszym koncercie byłam podobno jako 4 latka. Pamiętam wielką scenę, helikopter i hałas i siedzenie na trawie. Starsze dzieci mogą uznać to jako wielką frajdę. Wiadomo, wtedy nie można już tak bardzo robić tego, co się chce.
6. Jak się zabezpieczyć przed kradzieżami?
Nie ma idealnego sposobu. Na pewno nie zostawiać najcenniejszych rzeczy na polu namiotowym. Warto na poczatku kilkudniowego festiwalu zostawić swoje skarby w depozycie. Najlepiej jednak nie brać diamentowych kolczyków i złotych zegarków.
7. Czy muszę spać na polu namiotowym?
Nie, zawsze można wynająć kawałek łóżka w hotelu czy hostelu, skorzystać z couchsurfingu czy też popytać po miejscowych znajomych/rodzinie. W przypadku zalania namiotu (było) warto mieć plan B. (całkowicie przypadkowo miałam i dziękuję !) Pole to jednak wygodna i tania opcja, zwłaszcza że powroty mogą zajmować trochę czasu.
8. Jakie są niezbędne rzeczy podczas kilkudniowego festiwalu? Zakładam że śpię pod namiotem.
Bezwzględnie: namiot, śpiwór, żel pod prysznic, dezodorant, ręcznik, zmiana ubrań na każdą pogodę(na dni wyjazdu+1), kasa, karta, ID, krem do opalania, wit.C albo jakaś inna suplementacja witamin (jeszcze nigdy nie wróciłam zdrowa z festiwalu..), tabletki na gardło (festiwal muzyczny), krople do oczu (festiwal filmowy), woreczki foliowe (zawsze), papier toaletowy, żelazna racja batoników zbożowych, cukierki, notatnik, długopis, ładowarka, powerbank(przydaje się przy minimalnej żywotności baterii telefonów i gigantycznych kolejkach do ładowania), karty do gry, plastry, buty na zmianę. Najlepiej zrobić listę przed wyjazdem.
9. Czego się wystrzegać?
Brania zbyt cennych rzeczy, uważnie wybierać nowych znajomych, nie przesadzać z używkami, Pamiętajmy o unikaniu brania ostrych narzędzi i parasoli na festiwale - mogą zostać zabrane przy wejściu (jeżeli mamy szanse, dostaną numerek i będzie do odzyskania)- filmowych festiwali to nie dotyczy.
10. Skąd mogę czerpać informacje o festiwalach?
Obecnie są oprócz wiadomości na stronach oficjalnych, informacje na portalach społecznościowych a także można ściągać aplikacje. Osobiście lubiłam gazetki festiwalowe (bardzo) bo mogłam sobie zachować na pamiątkę. Aplikacje niestety są zbyt tymczasowe.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem. Na razie pozostało mi przygotowywać się do Spring Break w Poznaniu. Relacje będą w przyszłym tygodniu. Nigdy nie byłam także czujnym okiem będę obserwować wydarzenie z każdej strony.
niedziela, 22 marca 2015
Kultowe filmy - rozbiór na części pierwsze
Większość z nas, a może i każdy ma na swojej liście ukochany, wielbiony film, tak jak uwielbianą piosenkę kojarzącą się z danym etapem w naszym życiu a może tylko z jakimś migocącym wspomnieniem. Film, podczas którego olewało się popcorn, zajmował cały mózg a potem myslało się o nim tydzień i miesiąc a nawet jeszcze dłużej "po" seansie.
Mamy filmy, które przed epoką powszechnego dostępu do internetu oglądaliśmy z wypiekami na twarzy w telewizji na minimalnej głośności żeby reszty domu nie pobudzić. Bo do dzisiaj dobre filmy nie lecą raczej w normalnych godzinach - ale od czego jest internet a też przeglądy filmowe przypominające klasyki?
Kultowe filmy podzieliłabym na kategorie:
- cytowane
- nowatorskie
- mistyczne/filozoficzne
- życiowe/niszowe
Pierwsza grupa to filmy najpopularniejsze, gdzie za sprawą talentów scenarzystów lub tłumaczy do obiegu weszły pewne zwroty, wyrażenia, zachowania. Żeby nie być gołosłowną:
"Co ja sobie za to kupię? WACIKI?"
"Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy"
czyli to z polskich obrazów: Kiler 1 i 2, Chłopaki nie płaczą, Testosteron, z zagranicznych: Shrek( w sumie ratował nas dubbing), Fight Club i Pulp Fiction, Clerks, Śniadanie u Tiffaniego, Mężczyźni wolą blondynki
Obecnie cytuje się filmy przez screenshot albo odpowiedni fragment. Dominują tam oczywiście obrazy amerykańskie ale z mojej kategorii "życiowo/niszowej"
Kolejna grupa to nowatorskie: filmy, które przez swoją oryginalność stały się dziełami naśladowanymi a również bardzo popularnymi. Nie mówiły o tematach trudnych, jednak bliżej im zawsze było do kontrowersji i strachu. Zatem odwoływały się do najstarszej zgrozy. Obejrzenie ich grozi wtórnością następujących po nich ekranizacjach czy kolejnych odwołaniach do "ojców".
Może być to jeden motyw, może być scena która zapadła w pamięć. Wzrost popularności wielosezonowych seriali przerzucił nowatorstwo na tasiemce.
Przykłady filmowe:
Mechaniczna Pomarańcza i Odyseja Kosmiczna 2001 - Stanleya Kubricka,
Od zmierzchu do świtu, Mad Max,
Kill Bill,
Filmy Hitchcocka - między innymi Ptaki, czy też Okno na podwórze,
Gwiezdne Wojny IV-VI (jakby ktoś nie wierzył, niech przeczyta albo obejrzy Eragorna, historia ta sama wciśnięta w magiczne średniowiecze)
Mistyczne/filozoficzne, tu jest dość ciężko, bo reżyser sobie wymyśli a potem banda nawiedzonych chodzi i potwierdza jego teorie (brutalnie). Można też niektóre nazwać "filozoficznymi przypowieściami". Do tej kategorii należą filmy "wielokrotnego obejrzenia" z niejasnym zakończeniem lub z całkowicie pokręconą fabułą. Przeplata się rzeczywistość i mistyka.
Doszliśmy więc do kategorii, do której wklejam Donniego Darko - mój ulubiony i przeukochańszy film z okresu licealnego. Nie Requiem dla snu ani Jedwabna Opowieść,
W tej kategorii byłby też Interstellar, Matrix (ale jedynka tylko i wyłącznie),
Również Edward Nożycoręki i Orlando gdzie zagrała Tilda Swilton.
Ostatnia kategoria, najbardziej pojemna, to filmy zwyczajne, bez szczęśliwych przypadków, bez sił nadprzyrodzonych, często z ograniczonym budżetem a zarabiając, przez swoją kultowość.
Należy do nich, ze starszych produkcji: Transpotting, wspomniane wcześniej Requiem dla snu,
również węgierski obraz Kontrolerzy (scena z misiem w metrze jest moja osobistą sceną kultową), Virgin Suicides Fanny i Aleksander, i Constant Gardener. Z nowszych (i jak wspomniałam już, cytowanych internetowo)The Perks of being a Wallflower, Nietykalni,
Każdy ma taką swoją listę niezapomnianych filmów. Staram się teraz nadrobić braki, więc stworzyłam kilka lat temu zestaw filmów, które dla fana kina są całkowitą podstawą. Zestaw jest subiektywny i nigdy nie zostanie zamknięty. Żeby ułatwić podam tylko te filmy, które ukazały się przed 1990 rokiem. Z uzasadnieniem.
Mamy filmy, które przed epoką powszechnego dostępu do internetu oglądaliśmy z wypiekami na twarzy w telewizji na minimalnej głośności żeby reszty domu nie pobudzić. Bo do dzisiaj dobre filmy nie lecą raczej w normalnych godzinach - ale od czego jest internet a też przeglądy filmowe przypominające klasyki?
Kultowe filmy podzieliłabym na kategorie:
- cytowane
- nowatorskie
- mistyczne/filozoficzne
- życiowe/niszowe
Pierwsza grupa to filmy najpopularniejsze, gdzie za sprawą talentów scenarzystów lub tłumaczy do obiegu weszły pewne zwroty, wyrażenia, zachowania. Żeby nie być gołosłowną:
"Co ja sobie za to kupię? WACIKI?"
"Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy"
czyli to z polskich obrazów: Kiler 1 i 2, Chłopaki nie płaczą, Testosteron, z zagranicznych: Shrek( w sumie ratował nas dubbing), Fight Club i Pulp Fiction, Clerks, Śniadanie u Tiffaniego, Mężczyźni wolą blondynki
Obecnie cytuje się filmy przez screenshot albo odpowiedni fragment. Dominują tam oczywiście obrazy amerykańskie ale z mojej kategorii "życiowo/niszowej"
Kolejna grupa to nowatorskie: filmy, które przez swoją oryginalność stały się dziełami naśladowanymi a również bardzo popularnymi. Nie mówiły o tematach trudnych, jednak bliżej im zawsze było do kontrowersji i strachu. Zatem odwoływały się do najstarszej zgrozy. Obejrzenie ich grozi wtórnością następujących po nich ekranizacjach czy kolejnych odwołaniach do "ojców".
Może być to jeden motyw, może być scena która zapadła w pamięć. Wzrost popularności wielosezonowych seriali przerzucił nowatorstwo na tasiemce.
Przykłady filmowe:
Mechaniczna Pomarańcza i Odyseja Kosmiczna 2001 - Stanleya Kubricka,
Od zmierzchu do świtu, Mad Max,
Kill Bill,
Filmy Hitchcocka - między innymi Ptaki, czy też Okno na podwórze,
Gwiezdne Wojny IV-VI (jakby ktoś nie wierzył, niech przeczyta albo obejrzy Eragorna, historia ta sama wciśnięta w magiczne średniowiecze)
Mistyczne/filozoficzne, tu jest dość ciężko, bo reżyser sobie wymyśli a potem banda nawiedzonych chodzi i potwierdza jego teorie (brutalnie). Można też niektóre nazwać "filozoficznymi przypowieściami". Do tej kategorii należą filmy "wielokrotnego obejrzenia" z niejasnym zakończeniem lub z całkowicie pokręconą fabułą. Przeplata się rzeczywistość i mistyka.
Doszliśmy więc do kategorii, do której wklejam Donniego Darko - mój ulubiony i przeukochańszy film z okresu licealnego. Nie Requiem dla snu ani Jedwabna Opowieść,
W tej kategorii byłby też Interstellar, Matrix (ale jedynka tylko i wyłącznie),
Również Edward Nożycoręki i Orlando gdzie zagrała Tilda Swilton.
Ostatnia kategoria, najbardziej pojemna, to filmy zwyczajne, bez szczęśliwych przypadków, bez sił nadprzyrodzonych, często z ograniczonym budżetem a zarabiając, przez swoją kultowość.
Należy do nich, ze starszych produkcji: Transpotting, wspomniane wcześniej Requiem dla snu,
również węgierski obraz Kontrolerzy (scena z misiem w metrze jest moja osobistą sceną kultową), Virgin Suicides Fanny i Aleksander, i Constant Gardener. Z nowszych (i jak wspomniałam już, cytowanych internetowo)The Perks of being a Wallflower, Nietykalni,
Każdy ma taką swoją listę niezapomnianych filmów. Staram się teraz nadrobić braki, więc stworzyłam kilka lat temu zestaw filmów, które dla fana kina są całkowitą podstawą. Zestaw jest subiektywny i nigdy nie zostanie zamknięty. Żeby ułatwić podam tylko te filmy, które ukazały się przed 1990 rokiem. Z uzasadnieniem.
ZAGRANICZNE:
Good
Morning Vietnam - dla roli Robina Williamsa
Odyseja
Kosmiczna 2001 - już nigdy nie zdziwi Cię postument w środku niczego, warto obejrzeć w kinie.
Mechaniczna Pomarańcza- każda sztuczna rzęsa przybliży Cię do psychopatyzmu
Mad Max- australijskie ozploitation w najlepszym wydaniu
Star Wars IV-VI - nowatorskie!
Przeminęło z wiatrem - bo Scarlet to zła kobieta była a Clark Gable był taki przystojny..
Filmy o Jamesie Bondzie– które wolicie, klasyk dla mnie do
nadrobienia.
Ptaki - ogólnie filmy Hitchcocka są bardzo klimatyczne.
Śniadanie u Tiffaniego - dla klasy Audrey Hepburn za którą wszyscy tęsknią
Deszczowa Piosenka - bo problem jest ten sam do dziś
Dziecko Rosemary - książeczka cieniutka a historia mroczna
Omen - ostrzeżenie, żeby nie nazywać dziecka urodzonego w czerwcu Damien
Powrót do Przyszłości - bo żyjemy w tej przyszłości
Brazil - na mojej liście stoi nadal, ale to dlatego że chcę obejrzeć na wielkim ekranie
Tron - klasyk filmów sf a jaka śmieszna technologia!
West Side
Story - Musical - u mnie nadal na liście
Imperium
Słońca - dużo smutku
Blade Runner - mnie nie wciągnął, ale co kto luboi
Ośla Skórka - klasyk francuskiej baśni z Catherine Deneuve
Taksówkarz - nadal nie przebrnęłam, tak samo jak przez:
Hair (musical)
POLSKIE: (z polskimi
jest tak, że kultowe lecą co święta a na perełki trzeba trochę poczekać,
Polskie przedwojenne komedie: Pani Minister Tańczy, Zapomniana Melodia, Papa się żeni, Jego
ekscelencja Subiekt, klasyczny humor z lwowskimi akcentami. zachwycające i lekkie kino
Zakazane piosenki - hit powojenny, aż lśnił od gwiazd
Pamiętnik znaleziony w Saragossie - historia pudełkowa na podstawie jednej z najpopularniejszych szlacheckich powieści Potockiego.
Niewinni czarodzieje, Popiół i Diament ( i inne filmy ze
Zbigniewem Cybulskim) - scenariusze są tak cudowne że ogląda się jednym tchem
(tu lista hitów telewizyjnych)
Miś,
Seksmisja,
Sami Swoi,
Jak rozpętałem drugą wojnę światową,
Vabank,
Rejs
Znachor
Nie lubię poniedziałku
Nóż w wodzie - w kolejce u mnie nadal
Eroica - to też w kolejce, ale punkt obowiazkowy
Trzy kolory – Kieślowskiego oraz Dekalog, przez Dekalog przebrnęłam, jest to bardzo ciężkie kino ale warto znać.
Ekranizacje lektur litościwie pominę.
piątek, 30 stycznia 2015
Dlaczego miałam przerwę....
Dwa tygodnie bez nowych przemyśleń? ależ skąd!
Testowałam nowy komputer czyli między innymi grałam w gry czy odświeżałam sobie GIMPA (i sprawdzałam pewność kreski..)
Dlatego o grach tutaj będzie. Obie to strategie, wymagające myślenia "na przód" gdzie czas ma znaczenie. Obie to gry craftingowe.
Ponieważ w wakacje miałam przyjemność być testerem gry stworzonej przez 11 Bit Studios "This war of mine" oczywiście wybór padł na nią. Przed jesienną premierą nie było wskazane, żebym opisywała grywalność czy moje wrażenia na ten temat.
Zapadłam się w depresyjny, mroczny świat, gdzie każdy wybór niesie konsekwencje, gdzie odrzucenie skutkuje wyrzutami sumienia, a czasem zdarza się dobra pomoc.(brzmi znajomo? no jak w realnym świecie). Grając trzema postaciami, żadna z nich nie ma super mocy, jedna jest silniejsza, inna umie walczyć jeszcze inna gotować.
I nagle najważniejsze jest jedzenie (utrzymywałam postacie w stanie permanentnego głodu) a potem okazuje się, że zamarzają i najważniejszy jest opał, łóżko, zabicie dziur, mini-ogródek. Mnóstwo wariantów i możliwości.
Są też postacie trzecie: handlarze, sąsiedzi, przypadkowi ludzie w ruinach, żołnierze. Niektóre miejsca są zablokowane przez śnieg, przez walki.
Najdłużej przeżyłam 31 dni. Sukces!
W przypadku tej gry dobra materialne są nieodnawialne w większości (żeby uzyskać deszczówkę trzeba wodę przefiltrować a np. w przypadku śniegu zagotować). Ważne, żeby w jakiś sposób uzyskać źródło dóbr odnawialnych, jak pułapki albo własnie takie filtry wody.
Postacie mają biografie, przemyślenia, w tle brzmią dźwięki wojny.
Gra depresyjna straszliwie.
Ciekawostką jest grafika w formie szkiców i animacji 2D i niewielka tylko liczba kolorów co pogłębia wrażenie bezmiaru smutku.
Rozrywką dla postaci jest albo muzyka w radio, albo książka wygrzebana spod gruzów, która czasem musi stać się opałem.
Druga gra to Rim World, tutaj również zaczyna się grać trzema postaciami.
Grafika również jest prosta, ale bliżej jej do pikselozy z Minecrafta (też podobna jest stylem) niż do 2D z TWoM
Lądujemy trzema kolonistami na planecie, możemy sobie wybrać i miejsce lądowania (służy ono całej rozgrywce) jak i cechy kolonistów. Ważne jest, żeby każdy umiał, albo miał smykałkę do czego innego (chociaż np. mam zapaleńca w Craftingu a mimo to jest leniem i trzeba go zmusić do pracy)
Na razie dopiero poznaję rozgrywki, gram w trybie najbardziej pokojowym.
Hoduje się tam rośliny, zabija dzikie zwierzęta, handluje z innymi koloniami a także z tubylcami.
Można też łapać więźniów i ich albo rekrutować, albo zabijać, albo sprzedawać łowcom niewolników.
Zabawy wiele, trybów również, co jest istotne w przypadku gdy chcesz mieć spokojną rozwijającą się kolonię która nie zginie bo wylądował w okolicy statek z kosmicznym robalem wysyłającym fale które powodują spadek nastroju mieszkańców.
Albo ze zjedzą kolonistów oszalałe zwierzęta.
Albo nagle napadnie kolonię zgraja bandytów.
Gra wciąga, zwłaszcza ze jest w czasie rzeczywistym (i posiada pory roku).
Bardzo lubię grać "testowo" czyli nie czytać wcześniej żadnych instrukcji, powoduje to, że sama się uczę (kosztem kolonistów), jednak w przypadku Wiedźmina musiałam trochę potrenować.
Ta gra się nadal rozwija, powstają nowe wersje (najnowsza zapowiadana jest na kwiecień 2015) i jest fundowana przez Kickstarter.
Polecam
Tak, jest trudna.
Obie gry nie należą do najłatwiejszych, ale są bardzo satysfakcjonujące i bardzo ale to bardzo ciekawe. Polecam JA.
Źródła do stron oficjalnych:
Rim World
This war of mine
Ps.A i tak nadal szukam pracy co jest równie trudnym zajęciem w naszym kraju.
Testowałam nowy komputer czyli między innymi grałam w gry czy odświeżałam sobie GIMPA (i sprawdzałam pewność kreski..)
Dlatego o grach tutaj będzie. Obie to strategie, wymagające myślenia "na przód" gdzie czas ma znaczenie. Obie to gry craftingowe.
Ponieważ w wakacje miałam przyjemność być testerem gry stworzonej przez 11 Bit Studios "This war of mine" oczywiście wybór padł na nią. Przed jesienną premierą nie było wskazane, żebym opisywała grywalność czy moje wrażenia na ten temat.
Zapadłam się w depresyjny, mroczny świat, gdzie każdy wybór niesie konsekwencje, gdzie odrzucenie skutkuje wyrzutami sumienia, a czasem zdarza się dobra pomoc.(brzmi znajomo? no jak w realnym świecie). Grając trzema postaciami, żadna z nich nie ma super mocy, jedna jest silniejsza, inna umie walczyć jeszcze inna gotować.
I nagle najważniejsze jest jedzenie (utrzymywałam postacie w stanie permanentnego głodu) a potem okazuje się, że zamarzają i najważniejszy jest opał, łóżko, zabicie dziur, mini-ogródek. Mnóstwo wariantów i możliwości.
Są też postacie trzecie: handlarze, sąsiedzi, przypadkowi ludzie w ruinach, żołnierze. Niektóre miejsca są zablokowane przez śnieg, przez walki.
Najdłużej przeżyłam 31 dni. Sukces!
W przypadku tej gry dobra materialne są nieodnawialne w większości (żeby uzyskać deszczówkę trzeba wodę przefiltrować a np. w przypadku śniegu zagotować). Ważne, żeby w jakiś sposób uzyskać źródło dóbr odnawialnych, jak pułapki albo własnie takie filtry wody.
Postacie mają biografie, przemyślenia, w tle brzmią dźwięki wojny.
Gra depresyjna straszliwie.
Ciekawostką jest grafika w formie szkiców i animacji 2D i niewielka tylko liczba kolorów co pogłębia wrażenie bezmiaru smutku.
Rozrywką dla postaci jest albo muzyka w radio, albo książka wygrzebana spod gruzów, która czasem musi stać się opałem.
Druga gra to Rim World, tutaj również zaczyna się grać trzema postaciami.
Grafika również jest prosta, ale bliżej jej do pikselozy z Minecrafta (też podobna jest stylem) niż do 2D z TWoM
Lądujemy trzema kolonistami na planecie, możemy sobie wybrać i miejsce lądowania (służy ono całej rozgrywce) jak i cechy kolonistów. Ważne jest, żeby każdy umiał, albo miał smykałkę do czego innego (chociaż np. mam zapaleńca w Craftingu a mimo to jest leniem i trzeba go zmusić do pracy)
Na razie dopiero poznaję rozgrywki, gram w trybie najbardziej pokojowym.
Hoduje się tam rośliny, zabija dzikie zwierzęta, handluje z innymi koloniami a także z tubylcami.
Można też łapać więźniów i ich albo rekrutować, albo zabijać, albo sprzedawać łowcom niewolników.
Zabawy wiele, trybów również, co jest istotne w przypadku gdy chcesz mieć spokojną rozwijającą się kolonię która nie zginie bo wylądował w okolicy statek z kosmicznym robalem wysyłającym fale które powodują spadek nastroju mieszkańców.
Albo ze zjedzą kolonistów oszalałe zwierzęta.
Albo nagle napadnie kolonię zgraja bandytów.
Gra wciąga, zwłaszcza ze jest w czasie rzeczywistym (i posiada pory roku).
Bardzo lubię grać "testowo" czyli nie czytać wcześniej żadnych instrukcji, powoduje to, że sama się uczę (kosztem kolonistów), jednak w przypadku Wiedźmina musiałam trochę potrenować.
Ta gra się nadal rozwija, powstają nowe wersje (najnowsza zapowiadana jest na kwiecień 2015) i jest fundowana przez Kickstarter.
Polecam
Tak, jest trudna.
Obie gry nie należą do najłatwiejszych, ale są bardzo satysfakcjonujące i bardzo ale to bardzo ciekawe. Polecam JA.
Źródła do stron oficjalnych:
Rim World
This war of mine
Ps.A i tak nadal szukam pracy co jest równie trudnym zajęciem w naszym kraju.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Śmiechy - chichy z polskich piosenek
Jakimś cudem DJowałam w weekend na imprezie. Zabawa była niezła, tylko okazało się, że za bardzo rozmijałam się z "zagraj coś fajnego" albo "puść szybszy kawałek" albo "coś dobregoi polskiego". Ale o gustach się nie dyskutuje jak mówi stare łacińskie przysłowie.
Mówię to ja, która jest prze zachwycona piątkowym koncertem Julii i Marcella oraz Co-Sovel. ot co!
Za to przez weekend miałam okazję jeździć w nocy autem. W nocy, kiedy głownie puszczana jest polska muzyka, niekiedy dobra, niekiedy błagająca o pomstę. Ale chodzi żeby wypełnić misję POLSKIEJ stacji radiowej czyli pewne przydziały (wydaje mi się że 33%)muzyki.
Nie ma informacji czy dobrej.
Ponieważ dane mi było przeskakując audycje i jadąc kulturalnie nocą przez Warszawę podsumować statystyki. Poniżej je przedstawiam. Rozwlekle. Prześmiewczo.
1. Mnóstwo jest piosenek o miłości, słów: kocham, kochasz, nie kochasz, miłość, nienawiść. Ale co się dziwić. Ulubione zdanie "już nie kochasz mnie" interpretacja dowolna.Kochaj mnie kochanie moje..
Piosenki przykładowe:
Już nie kochasz mnie - Łzy,
Nie kłam że kochasz mnie - E. Flinta Ł. Zagrobelny
Już nie kochasz mnie jak dawniej - Czerwone Gitary
Da-da-da - Formacja nieżywych Schabuff
2. Potem pada pytanie: DLACZEGO!? (przykład angielski Whyyyyy-yyy-yyy-yyyy - Annie Lennox)
Dlaczego ja, dlaczego nie kochasz mnie, dlaczego dlaczegooo...
Dlaczego - Boys
Dlaczego - Zabili mi żółwia
plus milion pytań egzystencjalnych...
Dlaczego ja? - Strachy na lachy
lub mniej egzystencjalne:
Dlaczego niedźwiedź w zimie śpi - Alibabki
3. O dziwo najczęściej w rodzimych piosenkach pada pytanie o CZAS? Kiedy ? Czekam cały czas? Muzyka polska to jedna wielka poczekalnia.
Czekają na siebie, wokalist(k)a czeka na nieokreślonego "ciebie"(większość), czeka na wspomnianą miłość (G. Łobaszewska), Czekają na wyjaśnienia, czekają a on(a) nigdy nie wróci. Ciągle czekają (De-mono)
Jest ciemno i jest im wszystko jedno ale mają nadzieje... Czekają na dni których nie znają.
Czas płynie, czas nas uczy pogody, a zakochani czekają na maj.
4. Kolejną rzeczą klującą w oczy jest tryb rozkazujący. Nazywam to piosenkami motywująco-irytującymi:
Wstań i walcz!
Powiedz, nie jesteś sam!
Idź i nie wracaj!
Spadaj!
Zaufaj! Zobacz, na co cię stać!
i oczywiście:
Sto lat sto lat niech żyje żyje naaaam! NIEEECH ŻY-JE NAAAM!
5. Przebogato wypadają też piosenki identyfikujące. Idealne pod identyfikacje grupy docelowej jak i osoby która jest adresatem danej piosenki
Jesteś zerem białym żołnierzem,
Ale jestem!
Jestem bogiem wyobraź to sobie(4)
Jesteś szalona mówię ci,
My Słowianie...
Jestem jaki jestem,
Jestem kobietą,
Ty draniu!
Już tylko Kiler..
6. Od zera do milionera - piosenki liczbowe, zarówno w trybie oznaczania kogoś jako nic nie znaczącej jednostki albo wręcz przeciwnie, również wyliczanki:
Jesteś zerem (podchodzi pod piosenkę identyfikującą) śpiewała Beata Kozidrak z Bajmem
Mniej niż zero
Sto lat (ponownie)
Miliony monet u Mroza
Raz! dwa! trzy! cztery! maszerują wyższe sfery u Maleńczuka.
Również pod to podchodzi pytanie ILE? które doskonale łączy się z pkt. 3(czas):
Ile mam jeszcze czekać..?
Nie licząc godzin i lat...
7. Wypełniacze:
To nic,
niczego nie rozumiesz oh yeaaa...
bejbe..yeeeaaah w tym akurat celują Wilki z "Moja Babe"
nigdy nie..(zrozumiesz/zapomnę).
Już dawno...
Kiedyś...(czas i wypełniacz)
Każdego dnia (czas i wypełniacz)
8. Piosenki negacyjne, których cały pomysł polega na tym, że wokalista gra na stereotypach lub też definitywnie czegoś NIE robi.
Nie nie nie...
Chłopaki nie płaczą
nie ma nikt, takiej nadziei jak ja..
Nie, nie, nie, mówię nie gdy myślę nie!
Idealne słowa do popowego "mastersongu"?
Mniej więcej tak:
Powiedz (rozkaz) dlaczego (poszukiwanie odpowiedzi) mnie nie (negacja) kochałeś (miłość)?
To nic (wypełniacz) że czekam (czas...) już tysiąc lat (liczba) patafianie!(określenie adresata) Ooooch yeah!!
Bardzo natomiast lubię piosenki, opowiadające historię. Nie mam wtedy wrażenia,że to lanie wody.
A zakończę piosenką, która spełnia powyższe, jednak to, jak jest napisana i zaśpiewana nie sprawia wrażenia tworzenia "na siłę".
Mówię to ja, która jest prze zachwycona piątkowym koncertem Julii i Marcella oraz Co-Sovel. ot co!
Za to przez weekend miałam okazję jeździć w nocy autem. W nocy, kiedy głownie puszczana jest polska muzyka, niekiedy dobra, niekiedy błagająca o pomstę. Ale chodzi żeby wypełnić misję POLSKIEJ stacji radiowej czyli pewne przydziały (wydaje mi się że 33%)muzyki.
Nie ma informacji czy dobrej.
Ponieważ dane mi było przeskakując audycje i jadąc kulturalnie nocą przez Warszawę podsumować statystyki. Poniżej je przedstawiam. Rozwlekle. Prześmiewczo.
1. Mnóstwo jest piosenek o miłości, słów: kocham, kochasz, nie kochasz, miłość, nienawiść. Ale co się dziwić. Ulubione zdanie "już nie kochasz mnie" interpretacja dowolna.Kochaj mnie kochanie moje..
Piosenki przykładowe:
Już nie kochasz mnie - Łzy,
Nie kłam że kochasz mnie - E. Flinta Ł. Zagrobelny
Już nie kochasz mnie jak dawniej - Czerwone Gitary
Da-da-da - Formacja nieżywych Schabuff
2. Potem pada pytanie: DLACZEGO!? (przykład angielski Whyyyyy-yyy-yyy-yyyy - Annie Lennox)
Dlaczego ja, dlaczego nie kochasz mnie, dlaczego dlaczegooo...
Dlaczego - Boys
Dlaczego - Zabili mi żółwia
plus milion pytań egzystencjalnych...
Dlaczego ja? - Strachy na lachy
lub mniej egzystencjalne:
Dlaczego niedźwiedź w zimie śpi - Alibabki
3. O dziwo najczęściej w rodzimych piosenkach pada pytanie o CZAS? Kiedy ? Czekam cały czas? Muzyka polska to jedna wielka poczekalnia.
Czekają na siebie, wokalist(k)a czeka na nieokreślonego "ciebie"(większość), czeka na wspomnianą miłość (G. Łobaszewska), Czekają na wyjaśnienia, czekają a on(a) nigdy nie wróci. Ciągle czekają (De-mono)
Jest ciemno i jest im wszystko jedno ale mają nadzieje... Czekają na dni których nie znają.
Czas płynie, czas nas uczy pogody, a zakochani czekają na maj.
4. Kolejną rzeczą klującą w oczy jest tryb rozkazujący. Nazywam to piosenkami motywująco-irytującymi:
Wstań i walcz!
Powiedz, nie jesteś sam!
Idź i nie wracaj!
Spadaj!
Zaufaj! Zobacz, na co cię stać!
i oczywiście:
Sto lat sto lat niech żyje żyje naaaam! NIEEECH ŻY-JE NAAAM!
5. Przebogato wypadają też piosenki identyfikujące. Idealne pod identyfikacje grupy docelowej jak i osoby która jest adresatem danej piosenki
Jesteś zerem białym żołnierzem,
Ale jestem!
Jestem bogiem wyobraź to sobie(4)
Jesteś szalona mówię ci,
My Słowianie...
Jestem jaki jestem,
Jestem kobietą,
Ty draniu!
Już tylko Kiler..
6. Od zera do milionera - piosenki liczbowe, zarówno w trybie oznaczania kogoś jako nic nie znaczącej jednostki albo wręcz przeciwnie, również wyliczanki:
Jesteś zerem (podchodzi pod piosenkę identyfikującą) śpiewała Beata Kozidrak z Bajmem
Mniej niż zero
Sto lat (ponownie)
Miliony monet u Mroza
Raz! dwa! trzy! cztery! maszerują wyższe sfery u Maleńczuka.
Również pod to podchodzi pytanie ILE? które doskonale łączy się z pkt. 3(czas):
Ile mam jeszcze czekać..?
Nie licząc godzin i lat...
7. Wypełniacze:
To nic,
niczego nie rozumiesz oh yeaaa...
bejbe..yeeeaaah w tym akurat celują Wilki z "Moja Babe"
nigdy nie..(zrozumiesz/zapomnę).
Już dawno...
Kiedyś...(czas i wypełniacz)
Każdego dnia (czas i wypełniacz)
8. Piosenki negacyjne, których cały pomysł polega na tym, że wokalista gra na stereotypach lub też definitywnie czegoś NIE robi.
Nie nie nie...
Chłopaki nie płaczą
nie ma nikt, takiej nadziei jak ja..
Nie, nie, nie, mówię nie gdy myślę nie!
Idealne słowa do popowego "mastersongu"?
Mniej więcej tak:
Powiedz (rozkaz) dlaczego (poszukiwanie odpowiedzi) mnie nie (negacja) kochałeś (miłość)?
To nic (wypełniacz) że czekam (czas...) już tysiąc lat (liczba) patafianie!(określenie adresata) Ooooch yeah!!
Bardzo natomiast lubię piosenki, opowiadające historię. Nie mam wtedy wrażenia,że to lanie wody.
A zakończę piosenką, która spełnia powyższe, jednak to, jak jest napisana i zaśpiewana nie sprawia wrażenia tworzenia "na siłę".
sobota, 15 listopada 2014
Znowu dałam się wciągnać
W tym sezonie serialowym wieje nudą .... i dwie perełki
Dramat.
Ciężko mi się ogląda ślamazarne seriale powyżej 4 sezonów. Naciągana fabuła, każdy już był z każdym, kończą się pomysły scenarzystów jak nie dublują, brak odnośników do poprzedniego sezonu. Bohaterowie nie wyciągają wniosków. Tak też obecna sytuacja wymaga na mnie szukanie czegoś nowego. Kolejne Pamiętniki Wampirów, The Reign które dochodzi do absurdów historycznych i pokazów głupoty i naciągania fabuły (chociaż Królowa Katarzyna grana jest przez znaną mi z "Ani z Zielonego Wzgórza" Megan Follows - jedyny plus produkcji).
Być może wrócę do Sleepy Hollow - ciekawie jest tam pokazana historia Stanów Zjednoczonych podczas wojny secesyjnej chociaż elementy nadprzyrodzone odstraszają niczym jeździec bez głowy.
Ze starych serialów oglądam tylko :
Once Upon a Time (którego nie jestem wiernym widzem, bo pominęłam ostatni sezon) - podziwiam kunszt zakręcenia i logiki scenarzystów, bo mimo rozlazłości fabuły i piętrzących się zarówno bohaterów jak i problemów trzyma się to ładnie razem).
American Horror Story - z coraz mniejszym zaangażowaniem, w sumie nie podoba mi się ten sezon dokładnie tak samo jak Asylum, Jednak pierwszy i trzeci były lepsze. Dlatego zaprzestanę.
Niesamowitymi odkryciami dla mnie są natomiast dwa seriale:
Gotham i Selfie.
Jak to drugie wyszydziłam na samym początku, tak potem jednak przełamałam niechęć i zaczęłam oglądać. W końcu to o patologicznie antyspołecznych typach którzy są aspołeczni w dwa odmienne sposoby: jeden - specjalista reklamowy - jest neurotycznym pracoholikiem jednak stwarzającym, przy pomocy sztuczek wrażenie pozytywnego człowieka.
Bohaterka natomiast to istniejąca w wirtualnej przestrzeni przeciętna dziewczyna kreująca się na nieprzeciętną (oj...brzmi znajomo) która nie potrafi jednak funkcjonować w świecie rzeczywistym. Narcystyczny typ.
Zderzenie tych dwóch postaci nie jest wybuchowe, ale powoduje że zaczynają zauważać coś poza sobą a widzów uświadamia o ulotności i właściwie idiotyzmie internetowego "NOLIFE'A"
Jedyny minus? Dochodzą mnie plotki, że to będzie jedyny sezon. a szkoda:(
Gotham.
Drugi serial, który zaczęłam oglądać totalnie bez emocji.
Ot historia młodych lat Jamesa Gordona i jeszcze młodszego Bruce'a Wayne. Rozpoczyna się w momencie morderstwa rodziców Bruce'a co staje się zalążkiem konfliktu dwóch mafiozów.
Fabuła może być, bardzo dobrze ogląda się filmy gdzie wiadomo jaki będzie finał w niedalekiej lub dalszej przyszłości. W tle przewijają się przyszli złoczyńcy co wróży ciekawym wątkom. Miasto Gotham jest całkowicie skorumpowane i zgniłe jak zwykle...
Ale aktorstwo! Doskonale dopasowane.
Jada Pinkett Smith (tak, żona Willa Smitha) jest rewelacyjna jako Fish Mooney - wokół niej kręci się duża część fabuły (poza J.G) - jej byłym adiutantem jest młody Pingwin - demoniczny, psychopatyczny, skrzywiony z równie pokręconą matką.
James Gordon - dawno nie było czystego idealisty w filmie, nieskrzywdzonego przeszłością, bez zadry czy nawet śladu skażenia złem. Brakowało mi tego. Ma za to cynicznego partnera co równoważy sytuację.
Edward Nygma - niezrozumiały patolog i wiadomo-kto-potem, pozytywnie nastawiony do świata, pomocny człowiek.
Najbardziej jednak drażni mnie Selena - czyli przyszła Kobieta-Kot. Nie pasuje mi w ogóle do postaci ale może taka ma być.
a i Alfred - zachowuje się jakby sam był mafiozem, milionerem i jednocześnie Indianą Jonesem.
Polecam
Znowu dałam się wciągnąć...
Edit: korzystając z okazjonalnego zamulania przy szukaniu pracy i pisaniu Listów Motywacyjnych, zaczęłam oglądać w tle serial "RUSH" o lekarzu medycyny który z powodu szprycowania się używkami wyleciał ze szpitala. Leczy za to prywatnie i nieco "pod stołem" dziwne przypadki medyczne w Hollywood.
Ciekawa fabuła ale wyraźnie serial na jeden sezon (już się kończy). Pokazana ładnie próba przemiany bohatera. Plus Odette Annable z Dr House - jej dalsze losy ;)
Dramat.
Ciężko mi się ogląda ślamazarne seriale powyżej 4 sezonów. Naciągana fabuła, każdy już był z każdym, kończą się pomysły scenarzystów jak nie dublują, brak odnośników do poprzedniego sezonu. Bohaterowie nie wyciągają wniosków. Tak też obecna sytuacja wymaga na mnie szukanie czegoś nowego. Kolejne Pamiętniki Wampirów, The Reign które dochodzi do absurdów historycznych i pokazów głupoty i naciągania fabuły (chociaż Królowa Katarzyna grana jest przez znaną mi z "Ani z Zielonego Wzgórza" Megan Follows - jedyny plus produkcji).
Być może wrócę do Sleepy Hollow - ciekawie jest tam pokazana historia Stanów Zjednoczonych podczas wojny secesyjnej chociaż elementy nadprzyrodzone odstraszają niczym jeździec bez głowy.
Ze starych serialów oglądam tylko :
Once Upon a Time (którego nie jestem wiernym widzem, bo pominęłam ostatni sezon) - podziwiam kunszt zakręcenia i logiki scenarzystów, bo mimo rozlazłości fabuły i piętrzących się zarówno bohaterów jak i problemów trzyma się to ładnie razem).
American Horror Story - z coraz mniejszym zaangażowaniem, w sumie nie podoba mi się ten sezon dokładnie tak samo jak Asylum, Jednak pierwszy i trzeci były lepsze. Dlatego zaprzestanę.
Niesamowitymi odkryciami dla mnie są natomiast dwa seriale:
Gotham i Selfie.
Jak to drugie wyszydziłam na samym początku, tak potem jednak przełamałam niechęć i zaczęłam oglądać. W końcu to o patologicznie antyspołecznych typach którzy są aspołeczni w dwa odmienne sposoby: jeden - specjalista reklamowy - jest neurotycznym pracoholikiem jednak stwarzającym, przy pomocy sztuczek wrażenie pozytywnego człowieka.
Bohaterka natomiast to istniejąca w wirtualnej przestrzeni przeciętna dziewczyna kreująca się na nieprzeciętną (oj...brzmi znajomo) która nie potrafi jednak funkcjonować w świecie rzeczywistym. Narcystyczny typ.
Zderzenie tych dwóch postaci nie jest wybuchowe, ale powoduje że zaczynają zauważać coś poza sobą a widzów uświadamia o ulotności i właściwie idiotyzmie internetowego "NOLIFE'A"
Jedyny minus? Dochodzą mnie plotki, że to będzie jedyny sezon. a szkoda:(
Gotham.
Drugi serial, który zaczęłam oglądać totalnie bez emocji.
Ot historia młodych lat Jamesa Gordona i jeszcze młodszego Bruce'a Wayne. Rozpoczyna się w momencie morderstwa rodziców Bruce'a co staje się zalążkiem konfliktu dwóch mafiozów.
Fabuła może być, bardzo dobrze ogląda się filmy gdzie wiadomo jaki będzie finał w niedalekiej lub dalszej przyszłości. W tle przewijają się przyszli złoczyńcy co wróży ciekawym wątkom. Miasto Gotham jest całkowicie skorumpowane i zgniłe jak zwykle...
Ale aktorstwo! Doskonale dopasowane.
Jada Pinkett Smith (tak, żona Willa Smitha) jest rewelacyjna jako Fish Mooney - wokół niej kręci się duża część fabuły (poza J.G) - jej byłym adiutantem jest młody Pingwin - demoniczny, psychopatyczny, skrzywiony z równie pokręconą matką.
James Gordon - dawno nie było czystego idealisty w filmie, nieskrzywdzonego przeszłością, bez zadry czy nawet śladu skażenia złem. Brakowało mi tego. Ma za to cynicznego partnera co równoważy sytuację.
Edward Nygma - niezrozumiały patolog i wiadomo-kto-potem, pozytywnie nastawiony do świata, pomocny człowiek.
Najbardziej jednak drażni mnie Selena - czyli przyszła Kobieta-Kot. Nie pasuje mi w ogóle do postaci ale może taka ma być.
a i Alfred - zachowuje się jakby sam był mafiozem, milionerem i jednocześnie Indianą Jonesem.
Polecam
Znowu dałam się wciągnąć...
Edit: korzystając z okazjonalnego zamulania przy szukaniu pracy i pisaniu Listów Motywacyjnych, zaczęłam oglądać w tle serial "RUSH" o lekarzu medycyny który z powodu szprycowania się używkami wyleciał ze szpitala. Leczy za to prywatnie i nieco "pod stołem" dziwne przypadki medyczne w Hollywood.
Ciekawa fabuła ale wyraźnie serial na jeden sezon (już się kończy). Pokazana ładnie próba przemiany bohatera. Plus Odette Annable z Dr House - jej dalsze losy ;)
wtorek, 28 października 2014
Jak odzwyczajam się od siedzenia w sieci....
Mogę spokojnie przyznać, że od liceum (a więc od bardzo dawna) jestem nałogowym surferem internetowym, natomiast graczem od podstawówki kiedy to wyszła gra Indiana Jones i skarb Atlantydy.
Wiosną, z bólem pożegnałam mój komputer który po 3,5 roku służby (bardzo intensywnej) z hukiem padł na zapalenie płyty głównej.
Szczęściem w nieszczęściu pozostało sępienie komputera mojego brata a także telefon komórkowy (który już lekko fiksuje od nadmiaru zadań- co za smarfton) a także fakt, że komputer ten będzie wolny przez dużą część wakacji. Możliwością również było wypożyczenie (do pisania postów np.) komputera z pracy.
Poznałam błogosławieństwo logowania się na Chrome (i przerażenie, ile rzeczy zostaje w chmurze!) poznałam też grozę tego, że jeżeli się nie wyloguje ze służbowego to co może się stać?! (karniaków nie było). Pogoda piękna, dużo festiwali (Off Opener Orange i Free Form,a także ostatnio American Film Festival) nie zachęcało do siedzenia przed komputerem i grania.
Stopniowo, przez brak minecrafta, zainstalowanie 2048 na telesonym, brak Wiedźmina, CIV, Heroesów III i IV , przestawałam myśleć o tym, żeby po powrocie zagrać w grę. Kiedyś nawet sny miałam w klimacie Minecraft, psychoza.
Pierwsze było odzwyczajenie się od gier.Co prawda nadal łapy świerzbią a jak się zapomnę ustawiam sobie lewe palce na WASD lewy kciuk na spacji i mały palec na prawym Shift. (lub łapka na myszy)
Niestety gry typu point&click dostępne online nie rozwiązują mojej potrzeby epickości walk i bitwy.
Grałam u brata w Heroes VI i jeszcze dzięki promocji na The Sims II pobudowałam trochę zwariowanych domków za drogich na każdego sima.
Kiedy rozpoczął się wrzesień naturalny dostęp do kompa został tym bardziej ograniczony. We wrześniu zaczęłam ćwiczyć dużo więcej (przynajmniej godzinę dziennie) na gitarze. Telefon nie daje rady w rozmowach pisanych(oprócz SMSów), ciężej jest wyrazić natłok myśli zwłaszcza przy lekkim niedbalstwie w pilnowaniu T9 który tworzy takie głupoty że ręce opadają a klawiatura się zawiesza.
Poza tym telefony niestety nigdy nie służą dobrze takim multitaskingowcom jak ja. (co ogląda, słucha muzyki pisze bloga na raz)
I brak możliwości wyszukiwania nowej muzyki bolał najbardziej - jednak od czego są i były festiwale muzyczne?
Motywy odstawienia:
1. snucie się po domu
2 leżenie na kanapie
3 większa potrzebna ilość snu niż zwykle
4. przez pierwszy okres większa nerwowość..
Pozytywne rzeczy:
1. większy porządek
2. większa kreatywność (mówią że internet inspiruje...otóż nie..)
3. więcej spotkań z ludźmi
4. więcej wolnego czasu
5. mniejsze zmęczenie
Teraz jestem na etapie, że nie chce mi się pisać, grzebać po sieci, wchodzę w poszukiwaniu muzyki i przepisów. Sieć traktuje jako środek do spotkania się w rzeczywistości.
Tym trudniejsze dla mnie jest przeglądanie stron w poszukiwaniu nowej pracy, gdzie nie dość, że tematycznie dołuje, to jeszcze jest to diabelnie żmudna robota. A można przecież iść coś upiec, poczytać książkę czy powygłupiać się na spacerze.
Po takim lekkim detoksie planuje zakup nowego komputera...w nieokreślonej przyszłości.
Nigdy nie myślałam, że jednak się zacznę odzwyczajać.
Ale zwyczajnie. jak telewizja internet staje się wtórny. Rzeczy niepowtarzalne dzieją się offline.
Co prawda nadal trzymam się Instagramu, ale właśnie po to, żeby tworzyć impresje dnia codziennego. Jak zamrożone dzisiaj fraktalne wzory na szybie...
.
środa, 16 lipca 2014
z-gnieć-ona filmami
Choroba, tygodniowe zwolnienie, ciężko się skupić, człowiek właściwie bez sił leży, czasem wstaje na posiłki i leki.
Książkę można przeczytać, ale doprowadza to do stanu zaśnięcia na niej/pod nią ew. wylania herbaty.
Dlatego zebrałam się w sobie i obejrzałam różne, różniste filmy produkcji amerykańskich oraz francuskich.
Warunek jeden: nie mogły mi podnosić ciśnienia.
Takimi filmami są komedie romantyczne, sytuacyjne, obyczajowe, musicale, komedie dla nastolatków, filmy ze stajni Disneya i ekranizacje klasycznych romansów oraz, ewentualnie fabularyzowane wydarzenia historyczne. Animacje Disneya również.
Tu przechodzimy do sedna/wniosków/obserwacji:
1. Filmy zwyczajnie się nudzą, żałowałabym każdej złotówki, na pójście do kina na : fabularyzowana wersję Kopciuszka (były dwie); z Seleną Gomez i z starsza z Whitney Houston (studio Disneya). Ostatni film: Lovestruck nie był taki zły, ale akcja pędzi.
2. Najlepsze są klasyki, ale ile razy można oglądać My Fair Lady? Brakuje mi lekkości, humoru w nowych , odgrzewanych kotletowych filmach.
3. Filmy SF - Dead Snow - hahah nakręcili kolejną część jednak nie miałam odwagi jej obejrzeć. Zgroza przy pierwszej była zbyt duża.
4. Lincoln zabija wampiry - naprawdę? oprócz bardzo dynamicznej sceny walki na dachu pociągu z wampirami reszta filmu to był fabularyzowany film zemsty.
Mała instrukcja dla polskich filmowców/reżyserów - wynajmijcie scenarzystę!!(mnie) (a przecież wiadomo, Polacy mają większe wymagania do rodzimych twórców niż do zagranicznych).
Niech bohater A o wpojonym przez ojca silnym kręgosłupie moralnym będzie świadkiem śmierci tegoż lub matki. Niech zapamięta twarz mordercy (Bohater negatywny B). Będzie próbował uzyskać sprawiedliwość poprzez śmierć. Na swojej drodze spotka mentora (Bohater neutralny C), który dorosłego człowieka nauczy skakania po ścianach w trzy tygodnie/lub 10 minut filmu. Mentor zawsze ma pokręcone motywy posiadania ucznia i zawsze pozostali uczniowie nie żyją, lub przechodzą na stronę zła.
Dziury w fabule można zatkać wspomnieniami bohatera.
C ma zatargi z B ale sam się boi/jest za stary/nie może więc wysyła A aby został najpierw czeladnikiem a potem mistrzem w swojej sztuce stosując elementy wyrzeczeń i mnisiej czystości a potem zabił B.
A buntuje się bo na swojej drodze spotyka bohaterów D i E z których jeden musi być lekko pokręcony a drugi o odmiennej charakterystyce zewnętrznej (odmienny kolor skóry, kształt itp ale poziom mózgowy równie dobry) a także ewentualną miłość F (jak Femine).
D i E kombinują a A ma romans z F czego nie pochwala C. B się zbroi i siedzi cicho dopóki nie ustalą daty ślubu lub nie dojdzie do spiętrzenia akcji albo A będzie całkowicie gotowy do walki. To takie honorowe prawda B?
B robi się nieszczęśliwy bo A w związku z buntem przeciwko C stara się zwalczyć B innymi sposobami.
A staje się zależny od D i E którzy okazują się ekspertami w swoich dziedzinach a także F suszy mu głowę, żeby wziął się za normalną robotę, to się bierze.
Po latach B przypomina sobie o A i zabija mu AF(syna/córkę/psa/kota/przyjaciela) A zabija B ale okazuje się że jest tu większy typ od którego zależny był zarówno B jak i C. (typ G...)
Typ G jest trudno osiągalny ale po wysłaniu swoich żołnierzy na zwyczajna misję jest pośród nich a Antagonista A wnerwiony zabija go w zwykłej walce po wyjaśnieniu sobie nawzajem całości fabuły (tutaj można załatać dziury).
Właśnie się zgubiłam, czy opisuje Lincolna, Star Wars czy może ....
Połowę filmów przespałam, część była fajna (jak Angel-A, Paulette, Walk of Shame, Elizabeth - Golden Age, Lakier do Włosów,Maleficient )
Ale naprawdę, obecne kino nie łamie stereotypów. ono je utrwala, co jest tym bardziej
PRZERAŻAJĄCE
Obejrzałam wszystkie(!) animacje Disneya w długim metrażu. Moje życie stało się kompletne?!?
Książkę można przeczytać, ale doprowadza to do stanu zaśnięcia na niej/pod nią ew. wylania herbaty.
Dlatego zebrałam się w sobie i obejrzałam różne, różniste filmy produkcji amerykańskich oraz francuskich.
Warunek jeden: nie mogły mi podnosić ciśnienia.
Takimi filmami są komedie romantyczne, sytuacyjne, obyczajowe, musicale, komedie dla nastolatków, filmy ze stajni Disneya i ekranizacje klasycznych romansów oraz, ewentualnie fabularyzowane wydarzenia historyczne. Animacje Disneya również.
Tu przechodzimy do sedna/wniosków/obserwacji:
1. Filmy zwyczajnie się nudzą, żałowałabym każdej złotówki, na pójście do kina na : fabularyzowana wersję Kopciuszka (były dwie); z Seleną Gomez i z starsza z Whitney Houston (studio Disneya). Ostatni film: Lovestruck nie był taki zły, ale akcja pędzi.
2. Najlepsze są klasyki, ale ile razy można oglądać My Fair Lady? Brakuje mi lekkości, humoru w nowych , odgrzewanych kotletowych filmach.
3. Filmy SF - Dead Snow - hahah nakręcili kolejną część jednak nie miałam odwagi jej obejrzeć. Zgroza przy pierwszej była zbyt duża.
4. Lincoln zabija wampiry - naprawdę? oprócz bardzo dynamicznej sceny walki na dachu pociągu z wampirami reszta filmu to był fabularyzowany film zemsty.
Mała instrukcja dla polskich filmowców/reżyserów - wynajmijcie scenarzystę!!(mnie) (a przecież wiadomo, Polacy mają większe wymagania do rodzimych twórców niż do zagranicznych).
Niech bohater A o wpojonym przez ojca silnym kręgosłupie moralnym będzie świadkiem śmierci tegoż lub matki. Niech zapamięta twarz mordercy (Bohater negatywny B). Będzie próbował uzyskać sprawiedliwość poprzez śmierć. Na swojej drodze spotka mentora (Bohater neutralny C), który dorosłego człowieka nauczy skakania po ścianach w trzy tygodnie/lub 10 minut filmu. Mentor zawsze ma pokręcone motywy posiadania ucznia i zawsze pozostali uczniowie nie żyją, lub przechodzą na stronę zła.
Dziury w fabule można zatkać wspomnieniami bohatera.
C ma zatargi z B ale sam się boi/jest za stary/nie może więc wysyła A aby został najpierw czeladnikiem a potem mistrzem w swojej sztuce stosując elementy wyrzeczeń i mnisiej czystości a potem zabił B.
A buntuje się bo na swojej drodze spotyka bohaterów D i E z których jeden musi być lekko pokręcony a drugi o odmiennej charakterystyce zewnętrznej (odmienny kolor skóry, kształt itp ale poziom mózgowy równie dobry) a także ewentualną miłość F (jak Femine).
D i E kombinują a A ma romans z F czego nie pochwala C. B się zbroi i siedzi cicho dopóki nie ustalą daty ślubu lub nie dojdzie do spiętrzenia akcji albo A będzie całkowicie gotowy do walki. To takie honorowe prawda B?
B robi się nieszczęśliwy bo A w związku z buntem przeciwko C stara się zwalczyć B innymi sposobami.
A staje się zależny od D i E którzy okazują się ekspertami w swoich dziedzinach a także F suszy mu głowę, żeby wziął się za normalną robotę, to się bierze.
Po latach B przypomina sobie o A i zabija mu AF(syna/córkę/psa/kota/przyjaciela) A zabija B ale okazuje się że jest tu większy typ od którego zależny był zarówno B jak i C. (typ G...)
Typ G jest trudno osiągalny ale po wysłaniu swoich żołnierzy na zwyczajna misję jest pośród nich a Antagonista A wnerwiony zabija go w zwykłej walce po wyjaśnieniu sobie nawzajem całości fabuły (tutaj można załatać dziury).
Właśnie się zgubiłam, czy opisuje Lincolna, Star Wars czy może ....
Połowę filmów przespałam, część była fajna (jak Angel-A, Paulette, Walk of Shame, Elizabeth - Golden Age, Lakier do Włosów,Maleficient )
Ale naprawdę, obecne kino nie łamie stereotypów. ono je utrwala, co jest tym bardziej
PRZERAŻAJĄCE
Obejrzałam wszystkie(!) animacje Disneya w długim metrażu. Moje życie stało się kompletne?!?
piątek, 25 kwietnia 2014
Wierzchołek nieznanej góry lodowej wypchanej komiksami
Komiksy to nadal dla mnie nieodkryta część popkultury. Podejrzewam, że moja znajomość nawet nie uszczknęła tysięcznej części. Wręcz śladowo. Być może wynika to z mojego "przelatywania" tekstu i obrazów. Dlatego lubię szczegółowe obrazy.
Nie jestem fanką komiksów Marwella (stylu i koniec prze-amerykańska papka)
W dzieciństwie jedyny komiks, jaki chcieli mi kupować rodzice był to Tytus Romek i A'Tomek.
Był dobry, faktycznie pouczający w ten pokrętny sposób odkrywania i przekręcania, ale jednak im byłam starsza tym mniej mi odpowiadał. W rodzinie komiksy nie były traktowane jako "dzieła" tylko jako historyjki obrazkowe, łatwe i przyjemne. Co nadal jeszcze przekłada się na powszechne myślenie o komiksach w Polsce.
Miałam szanse też, przy jakimś sprzątaniu strychu dawno temu dorwać do komiksów fantastycznych w formacie A3 drukowanych na matowym, szorstkim papierze. Pamiętam tyle, że kobiety były biuściaste, mężczyźni napakowani i wszyscy w mocno niebiesko-czerwonej kolorystyce. Komiksy te wypłynęły tylko na chwilę, bo Babcia stanowczo zabrała mi je sprzed oczu, mówiąc że to bezwartościowe.
Szkoda że sama nie mogłam tego ocenić. kiedyś się znajdą.
Pamiętam jeszcze Asterixa i Obelixa w wersji komiksowej, ładnie odwzorowującej perypetie animowanych bohaterów. Wersje kinowo-telewizyjne za bardzo mnie drażnią, i chętnie znowu miałabym gdzieś w swojej biblioteczce archiwalne komiksy.
Kolejnym etapem w odkrywaniu gatunków historii rysunkowych była Czarodziejka z Księżyca. Po sukcesie anime w Polsce w latach 90 była to pierwsza dostępna dla mnie manga którą wyczytywałyśmy z koleżankami. Nawet pozostało kilka krzywych rysunków naszych wersji czarodziejek i trochę pomalowanych zeszytów.
Chwilę później udało się dostać jeszcze kilka innych mang ale nie zrobiły takiego wrażenia. tak samo jak Dragon Ball które też wolałam w wersji animowanej.
W liceum trafiłam na sztandarowego Bohatera Opola - Wilqa i miałam u siebie kilka komiksów (jeden się ostał inne zaginęły, pożyczone niestety przez Brutal Wegetarian) podobała mi się czysta kreska autorów, odniesień do miejsc wagarowania, i bohater-antybohater. Także cięte riposty i fakt, że przygody nie muszą się dziać w Gotham City, Nowym Jorku i innych supermetropoliach.
Ha ha ha bo jakie inne miasto ma super-anty-bohatera?
Potem jeszcze przewinął się z jeden tom Thorgala, Kajko i Kokosz i Sandman.
Aż nagle w otchłaniach internetów zaczęły pojawiać się niezależne komiksy, bardziej też comic strips niż pełnoprawne i fullwydawnicze. skanowano całe mangi i pojawiały się w internecie. I jeszcze robią z nich filmy!
Tyle obrazków...
I co ja teraz mam ze sobą zrobić?
Linki do komiksów:
1. Chatolandia i Kiciputek obok
2. Wilq
3.Asterix!
4. Thorgal
5. Tytus Romek i Atomek
6. Odrobina Sandmana
Tyle obrazków...
I co ja teraz mam ze sobą zrobić?
Linki do komiksów:
1. Chatolandia i Kiciputek obok
2. Wilq
3.Asterix!
4. Thorgal
5. Tytus Romek i Atomek
6. Odrobina Sandmana
wtorek, 1 kwietnia 2014
Nadchodzi Wiosna Filmów na Pradze!
W niedzielę zbliża się kolejna Wiosna Filmów w kinie Praha w Warszawie.
Trzeba się spieszyć! Jest to bardzo atrakcyjna alternatywa dla filmów multipleksowego nurtu zwłaszcza, że bilety a siódemkę wręcz gwarantują pełne sale ludzi żądnych doznań Migawek. Do tego można sobie zrobić przegląd dobrych filmów z różnych krajów. Niestety po raz kolejny ze względu na godziny (12!!) omijam strefę Scenarzysty.
W tym roku, na liście obrazów o których bilety muszę zawojować w tym tygodniu i koniecznie zobaczyć na dużym ekranie są tematy nieco ciężkie (wojenne zawieruchy, choroba i przemijanie),ale wydaje mi się, że mogą być ciekawie opowiedziane.
2.Duży zeszyt - A nagy füzet - może być to mądra historia o okrucieństwie wojny i jej bezsprzecznego wpływu na najbardziej wrażliwych, młodych ludzi. Temat coraz modniejszy i coraz częściej goszczący w filmografii nie tylko Polskiej ale i naszych sąsiadów.
3. Wielkie piękno - podejrzewam dzikie tłumy ponieważ film nominowany do Oscara BAFTA zdobywca Złotego Globu, ale chcę go obejrzeć głównie z uwagi na grę Rzymu w tle , coś mam wrażenie że będzie to jak Dolce Vita, ale czy będzie warte 2,5 godzin w kinie? zobaczymy.
4. Dziś jestem blondynką - Heute bin ich blond - temat bardzo na czasie, bo szczęśliwców, którzy nie zmierzyli się jeszcze z tematem choroby nowotworowej jest coraz mniej. Bardzo ważny temat o "odczarowaniu" postaci czy też archetypu śmiertelnie chorego, mam nadzieję, że uda się autorom nie przesłodzić obrazu ani przesycić morałami. Punkt najbardziej obowiązkowy.
5. Biegnij chłopcze Biegnij - kolejny temat żydowskiego chłopca, interesuje mnie najbardziej obraz Polski przedstawionej jako tło, a także spektrum postaw ludzi podczas tej ekstremalnej sytuacji.
Informacje szczegółowe tutaj:
Wiosna Filmów
Jeszcze w piątek wybieram się na 1/2 festiwalu Electronic Beats Festival 2014 (bilety wyprzedane), wystąpią:
José González
Olafur Arnalds
Król
i piosenką tego ostatniego, zakończę temat:
piątek, 21 marca 2014
Adventure Time!
![]() |
| ze strony http://playingdaily.pl/ |
Nigdy nie myślałam, że zostanę fanką, wręcz wyznawcą jakiejś kreskówki z Cartoon Network.
Co prawda oglądałam i Ed Edd i Eddy (bez szału) Spongebob (nie ogarniam idei) Johnny Bravo (lubię placki?) i właściwie pewnie więcej ale nie pamiętam.
2333jh4405tklllllklk (kot żądający uwagi własnie przeszedł mi po klawiaturze)
Jakiś czas temu, a dokładnie rok temu marudziłam mojemu jednemu koledze, że skończyły mi się bajki do oglądania. Zaproponował Adventure Time, jakoś nie mogłam trafić na odcinek i zapomniałam o tym.
Po czym jesienią gdy już nadeszła szarówka nie wiem jakim cudem odpaliłam odcinek, potem kolejny potem poszukałam serii w internecie potem nie wytrzymałam i znalazłam po angielsku a potem trafiłam na Polski Bastion Pory na Przygodę
Teraz jestem na bieżąco (niestety..)
Odcinki trwają niewiele, po 11-12 minut czasem łączą się w serie ale dość rzadko. Opisywanie bohaterów to jak streszczanie fabuły, postacie są wielowymiarowe i ich historia nie jest podana łopatologicznie ale trzeba trochę pomyśleć.Dlatego opisuję, starając się nie zdradzić za dużo z fabuły.
Głównymi bohaterami są:
Jake - cudowny pies, cudownych rodziców którzy adoptowali Finna, alter-ego w odwróconym świecie Lodowego Króla jest kotka Cake
Finn - ostatni człowiek na Ziemi (prawdopodobnie), trzynastoletni sympatyczny chłopiec, ciekawy świata, uczuciowy i bardzo ale to bardzo odważny. Jego alter -ego w odwróconym świecie Lodowego Króla jest Fiona
Świat - po nieznanej apokalipsie na którą światło rzucają niektóre odcinki, ale też bardzo dużo teorii powstaje na temat przyczyn apokalipsy. Bohaterowie biegają między zniszczonymi samochodami, starymi miastami, starożytnymi miastami. Wiadomo tyle, że tu i teraz jest około 1000 lat po apokalipsie.
Bohaterowie nieco poboczni:
Królewna Balonowa- bardzo mądra, dorosła, nieco też przerażająca przez pęd do doświadczeń (i nieempatyczna) władczyni Słodkiego Królestwa,
Inne mnóstwo Królewien: Królewna Malinka, Królewna Grudkowego Królestwa (KGK lub też Lumpy) i inne
do których chce się dobrać, szukając żony..
Lodowy Król! - szalony król biorący magię ze swojej korony
(haha rym!)
Marcelina - Księżniczka Wampirów - szalona nastolatka uwielbiająca muzykę
Królewna Ognia - równolatka Finna, popieląca wszystko co by się dało
jest jeszcze :
Panna Jednorożek - dziewczyna Jake'a
BIMO - inteligentny gadający komputer
Co mnie pociąga w tym serialu?
Właściwie nie wiadomo czego się spodziewać po kolejnych odcinkach, wielowątkowość fabuły, rozwój postaci, nabywanie nowych doświadczeń do których bohaterowie się odwołują w kolejnych przygodach - tak!
Są rozwijane historie bohaterów pobocznych, w różne sposoby poznajemy ich motywy i tajemnice.
Czasem serial zmienia konwencje -grafika 3D, grą, wspomnieniami, bawi się popkulturą, także dla rozsmakowanych w skojarzeniach idealnie podpasuje.
I to, że Jake i Finn tak sobie żyją razem w domku, bawią, że czasem potrafią dogadać się z Lodowym Królem, czasem lecą na ratunek nie wiedząc co ich spotka po drodze a też są uczestnikami zwyczajnych sytuacji a złe rzeczy które im się przytrafią, potrafią zmienić na dobre.
Nie do końca jest to bajka dla dzieci, są momenty okrutne i zmierzające do tragedii, ale jednocześnie co im by szkodziło skoro kiedyś były bajki o Krawcu który obcinał Paluszki (z ilustracjami!)
Do ciekawych odcinków odwołuję do Bastionu :) albo CN :P(jak ktoś ma dostęp)
a tutaj Finn robi chlebek :D
niedziela, 23 lutego 2014
Remake-me
Challenge Filmowy!
ponieważ nadchodzi długimi, ciepłymi krokami wiosna, a dni będą coraz dłuższe, będę oglądać coraz mniej filmów i wygrzebię się z tego małego gniazdka co sobie uwiłam na zimę, pełnego puchowych poduszek, kocyków, puchatych poduszeczek i wełnianych narzut.
W te ciemniejsze wieczory mam zamiar uzupełnić swoją mentalną "filmografię"
Po obejrzeniu nowej wersji Carrie oraz nowej wersji The Great Gatsby wymyśliłam sobie challenge na ten okres:
obejrzę nowe oraz stare wersje filmów i będę porównywać. Moda na remake trwa! (nie zniżę się jednak i nie będę oglądać wszystkich Spidermanów ani innych -Manów bo nie o to chodzi)
1. New Carrie vs Old Carrie vs książka S. Kinga
Udała się najnowsza adaptacja w świecie nagrywanych filmików i wrzucanych do sieci. Udała, chociaż dla mnie nadal jest to nierozwiązywalna historia z mnóstwem możliwości. Młoda Chloe Grace Moretz pokazała swoje możliwości nie tylko kopania, ale jednak bardziej demoniczna była Sissy Spacek, Ciężko wybrać. Bo i inna stylistyka i inne czasy... i w nowej Carrie więcej zwrócono uwagi na główną antagonistkę a też niefortunną pomysłodawczynie balu. Ogólnie oprócz dosłownej krwawej jatki lejącej się jak z wiadra nowa wersja nie przeraża...
a do porównania zostały na kilka wieczorów:
- The Great Gatsby - zobaczyłam nową wersje, czeka mnie stara (Robert Redford!)
- Żony ze Stepford - również czeka mnie stara wersja
- Charlie i fabryka czekolady - nowa wersja była...bez szaleństw, więcej chyba oczekuję od starszej
- Wojna Światów - w nowej wersji gra Tom Cruise (jestem na NIE) co uprawdopodobnia to, że stara będzie lepsza;)
- Sweeney Todd -również obejrzę jakąś starszą wersję.
Co zauważyłam, to obecnie tytuły "odświeża" się co 20 lat (lub też odświeża wszystkie, które były hitem swego czasu). Autorskie scenariusze chyba jedynie na Sundance.... O Dzięki ROBERCIE R! :)
ponieważ nadchodzi długimi, ciepłymi krokami wiosna, a dni będą coraz dłuższe, będę oglądać coraz mniej filmów i wygrzebię się z tego małego gniazdka co sobie uwiłam na zimę, pełnego puchowych poduszek, kocyków, puchatych poduszeczek i wełnianych narzut.
W te ciemniejsze wieczory mam zamiar uzupełnić swoją mentalną "filmografię"
Po obejrzeniu nowej wersji Carrie oraz nowej wersji The Great Gatsby wymyśliłam sobie challenge na ten okres:
obejrzę nowe oraz stare wersje filmów i będę porównywać. Moda na remake trwa! (nie zniżę się jednak i nie będę oglądać wszystkich Spidermanów ani innych -Manów bo nie o to chodzi)
1. New Carrie vs Old Carrie vs książka S. Kinga
Udała się najnowsza adaptacja w świecie nagrywanych filmików i wrzucanych do sieci. Udała, chociaż dla mnie nadal jest to nierozwiązywalna historia z mnóstwem możliwości. Młoda Chloe Grace Moretz pokazała swoje możliwości nie tylko kopania, ale jednak bardziej demoniczna była Sissy Spacek, Ciężko wybrać. Bo i inna stylistyka i inne czasy... i w nowej Carrie więcej zwrócono uwagi na główną antagonistkę a też niefortunną pomysłodawczynie balu. Ogólnie oprócz dosłownej krwawej jatki lejącej się jak z wiadra nowa wersja nie przeraża...
a do porównania zostały na kilka wieczorów:
- The Great Gatsby - zobaczyłam nową wersje, czeka mnie stara (Robert Redford!)
- Żony ze Stepford - również czeka mnie stara wersja
- Charlie i fabryka czekolady - nowa wersja była...bez szaleństw, więcej chyba oczekuję od starszej
- Wojna Światów - w nowej wersji gra Tom Cruise (jestem na NIE) co uprawdopodobnia to, że stara będzie lepsza;)
- Sweeney Todd -również obejrzę jakąś starszą wersję.
Co zauważyłam, to obecnie tytuły "odświeża" się co 20 lat (lub też odświeża wszystkie, które były hitem swego czasu). Autorskie scenariusze chyba jedynie na Sundance.... O Dzięki ROBERCIE R! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















