Gdyby tak podsumować... tyle koncertów, tyle festiwali.... ale właściwie ile muzyki w tym roku odkryłam?
Dlatego subiektywne, i nie wiem czy w odpowiedniej kolejnosci, wydarzenia:
07.12. XX lecie Myslovitz
27.10 urodziny radia Kampus (Taco Hemigway, Pablopavo i Ludziki, Rysy)
27.08 Das Moon, Vokuro, The Frozen North,
23.08 Benkisz Karolina Skrzyńska - miało byc w ramach Festivalu Singera wyszła jedna piosenka bo gorąc zabił
21.08 Oliver Heim
20.08 koncert Oly i Kortez w Cudzie nad Wisłą (i ktoś tam jeszcze grał..)
7-9.08 OFF Festival w Katowicach, relacja była tutaj
25.07 załapałam się na fragment koncertu Yasmine Hamdan
23.07. Rycerzyki i Łagodna Pianka, a tez Król (na bogato w ramach lato nad Wisłą)
17.07. Coals - Warszawa Powiśle
16.07 Natalia Przybysz
12.06 - Orange Warsaw Festiwal - relacja tutaj!
11.06 Manoid w Temacie Rzeka
24-26.04 Spring Break - relacja o tutaj!
06.06 Rebeka w Plażowej - te plażowe koncerty mają ten minus, ze wolimy gadać:)
16.05 w ramach Nocy Muzeów trafiło się na koncert muzyki powstańczej - fajnie:)
15 (?).05 - Fisz na Juwenaliach PW i jak zwykle tylko kawałek Sidneya Polaka
08.05 Julia Marcell na Juwenaliach UW
02.06 na premierze Męskiego Grania też byłam, bez szału...
18.01 koncert R.P.A. w Kici Koci (a potem jakiś czas później, pierwszy domowy mini koncert na jakim byłam:P)
No i chyba na razie tyle.... czy 20 oddzielnych wydarzeń, to dużo czy mało?
Ciekawe jak będzie w tym roku?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 stycznia 2016
wtorek, 20 października 2015
Mdli mnie
Mdli mnie, kiedy są wybory.
Kiedy polityka wyłazi drzwiami i oknami a ja mam ochotę latać z pieczątką i markerem i zamalowywać te radosne twarze i pomarańczowo-granatową (lub niebieską) czcionkę.
Hasła wyborcze brzmią odmiennie, ale muszą być oryginalne, godzące w nasza troskę, strach, tradycję, wychowanie.
W internecie padło hasło: nie głosować na ludzi którzy zaśmiecają przestrzeń publiczną plakatami.
Tak,w mojej okolicy plakaty wiszą na słupach telefonicznych i elektrycznych, na ogrodzeniach, na ścianach budynków. Wszędzie. Rządzi tektura.
Nikt mnie nie reprezentuje.
Mdli mnie od rozmów o polityce, z każdej rozmowy wynika, że faktycznie nie ma na kogo głosować. Bo ile można głosować na mniejsze zło? Ile można wybierać między obawą, że inni będą gorsi?
Mdli mnie, kiedy trąbią o debacie politycznej, która wnosi do mojego życia tyle samo co House M.D. sezon 8 (oglądany ponownie).
Mdli mnie, kiedy szukam pozytywnych informacji w internecie, gdy poszukuję wartościowych treści a nie mielarkopapki do tego powtarzanej z zaskakującą częstotliwością.
Mdli mnie, kiedy szukam informacji o Festiwalu Chopinowskim a wszędzie same skróty - bo w końcu słucham muzyki poważnej częściej niż by ktoś podejrzewał. W tym roku wybitnie też oglądam bo fascynujący i demoniczny jest Łotysz - Georgijs Osokins, który przyciąga swoim zachowaniem nie tylko do muzyki ale i do oglądania relacji. Do tego w finale jest Polak! I tak, mam zamiar zapamiętać, kto w tym roku wygra, więc czekam na wyniki.
Mdli mnie, że jest tyle do zobaczenia i do przeczytania. Ale marketing wygrywa i pewnych rzeczy nigdy nie zobaczę na oczy. Martwi mnie brak refleksji. Czytam sobie Kapuścińskiego jadąc rano pociągiem i przeraża mnie, jak niewiele wyciąganej jest nauki z historii. Rwący nurt historii. Zapiski o XX i XXI wieku to książka, która nigdy chyba nie była tak aktualna jak teraz i tak bardzo boli mnie to, że w komunikacji widzę 50szarychtwarzy lub inne Steele.
Nowa zabawa? Przeczytaj książkę, która została wydana więcej niż 20 lat temu. Albo chociaż podaj tytuł.
Lektury się nie liczą. Jestem na etapie nadrabiania książek Trumana Capote, teraz znane wszystkim "Śniadanie u Tiffaniego" - mam wątpliwości, bo na razie nie znoszę Holly Golightly. Audrey była urocza..ale Holly jest irytująca. Po "Psy szczekają" jest to moje drugie spotkanie z Mr. Capote.
Zobaczymy czy udane.
Kiedy polityka wyłazi drzwiami i oknami a ja mam ochotę latać z pieczątką i markerem i zamalowywać te radosne twarze i pomarańczowo-granatową (lub niebieską) czcionkę.
Hasła wyborcze brzmią odmiennie, ale muszą być oryginalne, godzące w nasza troskę, strach, tradycję, wychowanie.
W internecie padło hasło: nie głosować na ludzi którzy zaśmiecają przestrzeń publiczną plakatami.
Tak,w mojej okolicy plakaty wiszą na słupach telefonicznych i elektrycznych, na ogrodzeniach, na ścianach budynków. Wszędzie. Rządzi tektura.
Nikt mnie nie reprezentuje.
Mdli mnie od rozmów o polityce, z każdej rozmowy wynika, że faktycznie nie ma na kogo głosować. Bo ile można głosować na mniejsze zło? Ile można wybierać między obawą, że inni będą gorsi?
Mdli mnie, kiedy trąbią o debacie politycznej, która wnosi do mojego życia tyle samo co House M.D. sezon 8 (oglądany ponownie).
Mdli mnie, kiedy szukam pozytywnych informacji w internecie, gdy poszukuję wartościowych treści a nie mielarkopapki do tego powtarzanej z zaskakującą częstotliwością.
Mdli mnie, kiedy szukam informacji o Festiwalu Chopinowskim a wszędzie same skróty - bo w końcu słucham muzyki poważnej częściej niż by ktoś podejrzewał. W tym roku wybitnie też oglądam bo fascynujący i demoniczny jest Łotysz - Georgijs Osokins, który przyciąga swoim zachowaniem nie tylko do muzyki ale i do oglądania relacji. Do tego w finale jest Polak! I tak, mam zamiar zapamiętać, kto w tym roku wygra, więc czekam na wyniki.
Mdli mnie, że jest tyle do zobaczenia i do przeczytania. Ale marketing wygrywa i pewnych rzeczy nigdy nie zobaczę na oczy. Martwi mnie brak refleksji. Czytam sobie Kapuścińskiego jadąc rano pociągiem i przeraża mnie, jak niewiele wyciąganej jest nauki z historii. Rwący nurt historii. Zapiski o XX i XXI wieku to książka, która nigdy chyba nie była tak aktualna jak teraz i tak bardzo boli mnie to, że w komunikacji widzę 50szarychtwarzy lub inne Steele.
Nowa zabawa? Przeczytaj książkę, która została wydana więcej niż 20 lat temu. Albo chociaż podaj tytuł.
Lektury się nie liczą. Jestem na etapie nadrabiania książek Trumana Capote, teraz znane wszystkim "Śniadanie u Tiffaniego" - mam wątpliwości, bo na razie nie znoszę Holly Golightly. Audrey była urocza..ale Holly jest irytująca. Po "Psy szczekają" jest to moje drugie spotkanie z Mr. Capote.
Zobaczymy czy udane.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Pamięci OFF 2015
Na pewno doskwierał żar lejący się z nieba.
Lejący się tym dotkliwiej, gdy jakaś awionetka krążyła nad nami od 7 rano.
Złośliwa
Przed żarem zabezpieczenia były różne: od folii termicznych przez podwójne baldachimy namiotów/ daszki/ rozpięcie koców.
NIE
Najlepsze było NIE BYĆ w okolicach namiotów od rana do późnego wieczora.
Dlatego przegapione zostały pierwsze koncerty.
Dlatego namiot miał sens tylko wtedy, gdy człowiek całkowicie zmęczony wracał nad ranem po niespodziewanej (i w związku z tym bez ręcznika) kąpieli pod prysznicem i troszkę marzł.
W końcu 20 stopni w nocy jest to prawie mróz.
Tak jakby przy 20 stopniach w dzień w nocy temperatura spadała do 0....
Nawadnianie, kapelusze, cień i kurtyny wodne i ulubione "zamoczyć się pod wężem strażackim ale nie tak bardzo żeby nie zostać miss festiwalowego wdzianka"
Festiwal uznałam za udany.
Hejty na wodę i nakaz odkręcania butelek - hejty rozumiem i nakaz odkręcania też.
Była woda ? była
Były hejty? były, a kiedy nie było?
Pamiętam Openera kiedy spiekłam się niesamowicie na słońcu, na teren (gigantyczny) openerowy wody nigdy nie było można wnieść. NIGDY.
Nie ten rozmach festiwalu- powiecie.
Nie ten, ale temperatury bywały podobne i snuliśmy się strasznie.
Wracam jednak do muzyki. Będzie chaotycznie bo nie mogę się zdecydować, czy poukładać według "upodobań" czy według "czasu". Dlatego zaskakujcie się, jak ja się zaskakiwałam.
Udało się spełnić jeden z moich celów: Susanne Sundfor.
Zbyt szwedzko-popowa dla mnie jednak głos ma cudowny. Szkoda tylko że nie potrafi się zdecydować, czy grać typowy norweski pop czy może przejść do elektroniki.
Zastanawiało mnie, głównie przy bardziej obciachowych dźwiękach znanych nam jedynie z piosenek DiscoPolo i parodystów. Czy u nich też to jest lekki obciach?
Wpływy Abby widoczne.
Ale koncert na plus bo można było się pobujać.
Na pewno zawodem i właściwie szybka ucieczką (ledwo wytrzymanie dwóch utworów jak to mam w zwyczaju nawet kiedy mi się nie bardzo podoba) skończyły się spotkanie z Mickiem Harvey grającym utwory Serge'a Gainsbourga. Byłam ciekawa, jednak nie przypadło mi do gustu.
Również Xiu Xiu z nieznośnym wokalem nie zachęcił do słuchania muzyki z Twin Peaks - wytrzymałam ale przysnęło mi się (i nie tylko mi) rotacja ludzi była bardzo duża.
Pianie z zachwytu zostawiłam na głośny już koncert Ogoya Nengo & The Dodo Women’s Group - trzech pań słusznej postury i jeszcze słuszniejszego wieku, szamana i bębniarza - doskonale przybliżyli nam specyfikę, energię i szaleństwo Afryki. Nadal uśmiecham się na myśl, że na początku koncertu chciałam usiąść bo "to takie spokojne będzie".
NIE BYŁO.
Bardzo głośny i jeden z najbardziej oczekiwanych koncertów, czyli Sun o))) przesiedziałam pod wiklinową konstrukcją. Słychać było wiele, ale jak przy każdym koncercie (zarówno tym jak i Twin Peaks) gryzła się discomuzyka z żółtoczerwonego namiotu.
Psuła klimat, ale dla mnie Sun o))) było niesamowicie mroczne, ciemne, ciężkie i właściwie idealne na końcowe stadium depresji.
Ride - dopadło mnie zmęczenie materiału, czy to upał czy brak snu. Najprzyjemniejszym podczas tego koncertu uczuciem było zawieszenie między snem a jawą kiedy leżąc na trawie otaczały mnie dźwięki i zapadałam się w nie powoli. A cisza powodowała niepokój i całkowite wybudzenie.
Ten Typ Mes - nie tracąc nic ze swojej świeżości, dali radę opowiadać z lekkością historię i bawiąc się konwencją.
Kontynuując wątek polski miałam okazję słuchać duetu Coals z porządnym nagłośnieniem.
Nareszcie słuchać było (chociaż z pewnymi wpadkami) i muzykę i głos. Uważam, że przy obecnym rynku muzycznym mają jedno z najoryginalniejszych brzmień bez potrzeby odcinania kuponów.
A Rycerzyki odpuściłam - trzeci raz są zbyt monotonni.
Coleen Green - młoda dziewczyna śpiewająca piosenki. Pasowałyby do filmu o nastolatkach, mogły by być śpiewane w Juno, taki pop-rock prościutko z różowego pokoju nastolatki. Jednak bardzo przyjemny chociaż troszkę monotonny.
Patti Smith - niekwestionowana gwiazda. Spróbowalibyście tylko zaprzeczyć... Koncert obfitował w momenty energetyczne, gdy aż żałowałam że nie jestem pod sceną, ale też w momenty liryczne. Właściwie dla mnie granie przez nia płyty Horses jest pewnego rodzaju rozliczeniem.
Ale miałam dreszcze, gdy wymieniała zmarłych, legendarnych muzyków. Ona ich wszystkich znała, mogła znać, rozmawiać, spotkać. To taki łącznik miedzy tym, co nierzeczywiste już dla naszego pokolenia, dzieci kwiaty, bunty przeciwko systemowi, wojnie. Miliard Ochów i Achów i jak nie byłam zbytnio jej fanką (przyznaje się do zaiste jakże modnej obecnie ignorancji) tak teraz ma jako jeden z niewielu artystów - szacunek. Respekt.
Bardzo przypadkowo napotkany świetny koncert, czyli w najlepszej offowej formie, był występ Kwadrofonik z gościnnym udziałem Adama Struga. Dwa fortepiany... nie wiem, dla mnie to była niesamowita magia, czary, splecione dźwięki z głosem i perfekcja wykonania w każdym momencie.
I kilka zdjęć...
Lejący się tym dotkliwiej, gdy jakaś awionetka krążyła nad nami od 7 rano.
Złośliwa
Przed żarem zabezpieczenia były różne: od folii termicznych przez podwójne baldachimy namiotów/ daszki/ rozpięcie koców.
NIE
Najlepsze było NIE BYĆ w okolicach namiotów od rana do późnego wieczora.
Dlatego przegapione zostały pierwsze koncerty.
Dlatego namiot miał sens tylko wtedy, gdy człowiek całkowicie zmęczony wracał nad ranem po niespodziewanej (i w związku z tym bez ręcznika) kąpieli pod prysznicem i troszkę marzł.
W końcu 20 stopni w nocy jest to prawie mróz.
Tak jakby przy 20 stopniach w dzień w nocy temperatura spadała do 0....
Nawadnianie, kapelusze, cień i kurtyny wodne i ulubione "zamoczyć się pod wężem strażackim ale nie tak bardzo żeby nie zostać miss festiwalowego wdzianka"
Festiwal uznałam za udany.
Hejty na wodę i nakaz odkręcania butelek - hejty rozumiem i nakaz odkręcania też.
Była woda ? była
Były hejty? były, a kiedy nie było?
Pamiętam Openera kiedy spiekłam się niesamowicie na słońcu, na teren (gigantyczny) openerowy wody nigdy nie było można wnieść. NIGDY.
Nie ten rozmach festiwalu- powiecie.
Nie ten, ale temperatury bywały podobne i snuliśmy się strasznie.
Wracam jednak do muzyki. Będzie chaotycznie bo nie mogę się zdecydować, czy poukładać według "upodobań" czy według "czasu". Dlatego zaskakujcie się, jak ja się zaskakiwałam.
Udało się spełnić jeden z moich celów: Susanne Sundfor.
Zbyt szwedzko-popowa dla mnie jednak głos ma cudowny. Szkoda tylko że nie potrafi się zdecydować, czy grać typowy norweski pop czy może przejść do elektroniki.
Zastanawiało mnie, głównie przy bardziej obciachowych dźwiękach znanych nam jedynie z piosenek DiscoPolo i parodystów. Czy u nich też to jest lekki obciach?
Wpływy Abby widoczne.
Ale koncert na plus bo można było się pobujać.
Na pewno zawodem i właściwie szybka ucieczką (ledwo wytrzymanie dwóch utworów jak to mam w zwyczaju nawet kiedy mi się nie bardzo podoba) skończyły się spotkanie z Mickiem Harvey grającym utwory Serge'a Gainsbourga. Byłam ciekawa, jednak nie przypadło mi do gustu.
Również Xiu Xiu z nieznośnym wokalem nie zachęcił do słuchania muzyki z Twin Peaks - wytrzymałam ale przysnęło mi się (i nie tylko mi) rotacja ludzi była bardzo duża.
Pianie z zachwytu zostawiłam na głośny już koncert Ogoya Nengo & The Dodo Women’s Group - trzech pań słusznej postury i jeszcze słuszniejszego wieku, szamana i bębniarza - doskonale przybliżyli nam specyfikę, energię i szaleństwo Afryki. Nadal uśmiecham się na myśl, że na początku koncertu chciałam usiąść bo "to takie spokojne będzie".
NIE BYŁO.
Bardzo głośny i jeden z najbardziej oczekiwanych koncertów, czyli Sun o))) przesiedziałam pod wiklinową konstrukcją. Słychać było wiele, ale jak przy każdym koncercie (zarówno tym jak i Twin Peaks) gryzła się discomuzyka z żółtoczerwonego namiotu.
Psuła klimat, ale dla mnie Sun o))) było niesamowicie mroczne, ciemne, ciężkie i właściwie idealne na końcowe stadium depresji.
Ride - dopadło mnie zmęczenie materiału, czy to upał czy brak snu. Najprzyjemniejszym podczas tego koncertu uczuciem było zawieszenie między snem a jawą kiedy leżąc na trawie otaczały mnie dźwięki i zapadałam się w nie powoli. A cisza powodowała niepokój i całkowite wybudzenie.
Ten Typ Mes - nie tracąc nic ze swojej świeżości, dali radę opowiadać z lekkością historię i bawiąc się konwencją.
Kontynuując wątek polski miałam okazję słuchać duetu Coals z porządnym nagłośnieniem.
Nareszcie słuchać było (chociaż z pewnymi wpadkami) i muzykę i głos. Uważam, że przy obecnym rynku muzycznym mają jedno z najoryginalniejszych brzmień bez potrzeby odcinania kuponów.
A Rycerzyki odpuściłam - trzeci raz są zbyt monotonni.
Coleen Green - młoda dziewczyna śpiewająca piosenki. Pasowałyby do filmu o nastolatkach, mogły by być śpiewane w Juno, taki pop-rock prościutko z różowego pokoju nastolatki. Jednak bardzo przyjemny chociaż troszkę monotonny.
Patti Smith - niekwestionowana gwiazda. Spróbowalibyście tylko zaprzeczyć... Koncert obfitował w momenty energetyczne, gdy aż żałowałam że nie jestem pod sceną, ale też w momenty liryczne. Właściwie dla mnie granie przez nia płyty Horses jest pewnego rodzaju rozliczeniem.
Ale miałam dreszcze, gdy wymieniała zmarłych, legendarnych muzyków. Ona ich wszystkich znała, mogła znać, rozmawiać, spotkać. To taki łącznik miedzy tym, co nierzeczywiste już dla naszego pokolenia, dzieci kwiaty, bunty przeciwko systemowi, wojnie. Miliard Ochów i Achów i jak nie byłam zbytnio jej fanką (przyznaje się do zaiste jakże modnej obecnie ignorancji) tak teraz ma jako jeden z niewielu artystów - szacunek. Respekt.
Bardzo przypadkowo napotkany świetny koncert, czyli w najlepszej offowej formie, był występ Kwadrofonik z gościnnym udziałem Adama Struga. Dwa fortepiany... nie wiem, dla mnie to była niesamowita magia, czary, splecione dźwięki z głosem i perfekcja wykonania w każdym momencie.
I kilka zdjęć...
| Wielka susza.... |
| Ogoya Nengo & The Dodo Women’s Group |
| Son Lux |
| Patti Smith |
czwartek, 18 czerwca 2015
OWF w pigułce podsumowanie najbardziej znienawidzonego festiwalu na FB - plusy i minusy
Czas najwyższy opisać OWF
Moje rozwinięcie skrótu?
Olej Wielkie Festiwale
OWF się zmniejszył, może to przez mniejsze fundusze mniejszych graczy, może to przez zapraszanie mniej popularnych artystów...
Ale przepraszam bardzo, po pierwsze był bardzo dobry skład reprezentantów muzyki, kiedyś popularnej obecnie zepchniętej do garaży - czyli rocka.
Po drugie formuła na siłę masowej imprezy i samych gwiazd jest już lekko oklepana.
Po trzecie: jeśli się skład nie podoba to się nie jedzie a nie obrabia jak to słaby skład, bo by się pojechało, a się nie jedzie.
MINUSY
Ponieważ jednak dla mnie był to festiwalowy sukces to te kilka słabych rzeczy opiszę teraz:
1. Akcja z cenami biletów. Przebolałam, ale następnym razem porządnie się zastanowię, czy warto w ogóle kupować jakiekolwiek earlybird
2. Akcja z, podejrzewam, nadmierna ilością biletów na ostatni dzień. Koszmarne były godzinne kolejki wszędzie i niemniej koszmarny upał, kiedy jedynym ratunkiem stała się nędzna pianka frapee w barbarzyńskiej cenie. I to, że ludzie brali po 6 piw "na potem" żeby czekać pod scena na zespół i pić jedno po drugim.
3. Koszmarne było też to, że mimo to, że ludzie mieli karnety, w końcu kupowali je tylko dlatego, żeby iść na Muse, nie chodzi tutaj mi już o organizatorów i ceny biletów, ale o fakt, że po co ODKRYWAĆ muzykę skoro można iść na popularnego pewniaka?
Festiwale nie są po to, żeby się lansować, słuchać muzyki którą zakatowaliśmy, ale też sprawdzać, jakie nowości pojawiły się w muzyce, jakie są trendy, czego się słucha. Co mają inni do przekazania.
Tu mi było szkoda doskonale przygotowanych zespołów o światowej sławie, gdzie pod sceną nie było tłumów. Powie się "taki mamy klimat" niestety to usprawiedliwianie rzeczywistości, do której zaczyna nam być niebezpiecznie blisko, nikomu nic się nie chce, a każdy chodzi wydeptaną lub modną ścieżką.
PLUSY
1. Organizacja: wszyscy ale to naprawdę WSZYSCY byli niesamowicie mili - zarówno obsługa jak i wolontariusze.
2. Można było wygrać płyty, gratisy, pobawić się
3. Można było trafić na część ulubionego zespołu piwkującego pod daszkiem. Artyści po koncertach wychodzili do ludzi pod główna scenę i naprawdę, było zabawnie :) (zwłaszcza pierwszy i drugi dzień).
4. Małe kolejki - dużo fajnych rzeczy można było odkryć, sprawdzić, poleżeć na leżakach - przenieść pufę z jednego końca festiwalu na drugi. I co w tym dziwnego że po drugim dniu mówiliśmy ze to off? Skojarzenie nieprzypadkowe
5. Można było z jedzeniem/piciem przyjść pod samą scenę - superaśnie!
6. Dzięki akcji "czyścicielskiej" można bylo w niespełna 10 minut uzbierac wymaganą pulę kubków.
7. Nagłośnienie! Cudownie poprawione, tylko w niektórych przypadkach (Bastille) miałabym małe uwagi, ale tak to przecudownie! FKA Twigs wijąca się - cudo.
8. Namiot - genialne posunięcie na ten upał, przewiewnie i przyjemnie można było poleżeć w cieniu a nie tylko prażyć się na słońcu lub moknąć w piątkowej ulewie.
9. Ulewa - nic się nie zawaliło, co prawda padał,a raczej wirował, deszcz a powietrze było tak naelektryzowane, że iskry przeskakiwały po rusztowaniach, niemniej jednak klimat był.
10. Muzyka!
MUZYKA:
Muse - dali PEWNIACKI koncert - było doskonale, chyba rozmachem przebiło mi ich koncert Coke.
Bastille - nieco słabiej niż w ubiegłym roku na Openerze, może gorsza forma, ale i tak doskonale porwali wszystkich.
FKA Twigs - jak ona się rusza! Jej wygibasy (spróbujcie się tak ruszać i nie dostać zadyszki) nie miały praktycznie wpływu na jakość śpiewu. Piękna kobieta. Cieszę sie że miałam okazję zobaczyć jej koncert.
Paloma Faith - zmiksowanie białej kobiety o czarnym głosie z naleciałościami gospel i muzyki w stylu lat 60 - coś pięknego! Układy taneczne, jej uśmiech no i cudowny kontakt z nami, człowiek momentalnie się uśmiechał oglądając i słuchając koncertu.
Chemical Brother(s)- wizualizacje, lasery, pomrukująca burza, błoto, woda wszędzie i to, że tak bardzo nie przejmowałam się zimnem i tym, że moja energia jest na wykończeniu. Taki power! i ROBOTY!!
Mark Ronson - totalny set DJ. Wiedział co zagrać, żeby wszyscy się bawili zamiast iść spać po ostatnim koncercie w namiocie. Jeszcze zmęczeni wybraliśmy się na odpoczynek na...
Baasch -bardzo pozytywne odkrycie, właściwie w stylu ostatnich głębokich męskich głosów których bez przerwy słucham
Metronomy - po bojach zimowych, żeby tylko trafić na ich koncert w końcu się udało i czułam dużą satysfakcję, koncert super!
Zarówno Papa Roach jak i Three Days Grace dali radę, jednak było dla mnie to już bardziej jak sentymentalna podróż do czasów, kiedy wykrzykiwałam emocje i pogowałam. Dali radę i namiot szalał całkowicie. Zwłaszcza na nowych kawałkach PR - mimo że lepiej znałam starsze.
Big Sean - meh, meh - facet za bardzo nie wiedział o czym gadać do nas, także uraczeni zostaliśmy wzruszajacymi historiami o Detroit i Babci B.S. - rapował bardzo dobrze ale na tle innych raperów niczym się nie wyróżnia. Dla mnie poprawny koncert.
Benjamin Clementine - tak, ale jego koncert powinien być raczej pod gwiazdami, bardzo przyjemnie gra i jeszcze lepiej śpiewa.
Noel -eeee nie bleh nic nie kojarzę
Crystal Fighters - bez szału, byłam na czymś innym
Polskich pewniaków : Meli, Nosowskiej solo jak i z Hey nie muszę opisywać,chociaż Mela zagrała według mnie lepiej niż na Spring Break w Poznaniu.
Cosovel - jak ja ich uwielbiam, z każdym koncertem są coraz bardziej zaskakujący i cieszę się tym rozwojem.
i największa porażka : Incubus - chciałam mieć plakat zespołu nad łóżkiem ale los chciał inaczej. Styl zespołu poprawny tylko wskazuje to, jak bardzo oddaliłam się od rockowej muzyki w tym klimacie i jak teraz trudno jest znaleźć pomysł na kontynuowanie kariery. Nie był to dla mnie porywający koncert. Jak wszystkie, ostatniego dnia zebrał tłumy widzów. Nowe piosenki nie powtórzą już sukcesu Megalomaniaca.
Seria zdjęć? proszę bardzo:
Moje rozwinięcie skrótu?
Olej Wielkie Festiwale
OWF się zmniejszył, może to przez mniejsze fundusze mniejszych graczy, może to przez zapraszanie mniej popularnych artystów...
Ale przepraszam bardzo, po pierwsze był bardzo dobry skład reprezentantów muzyki, kiedyś popularnej obecnie zepchniętej do garaży - czyli rocka.
Po drugie formuła na siłę masowej imprezy i samych gwiazd jest już lekko oklepana.
Po trzecie: jeśli się skład nie podoba to się nie jedzie a nie obrabia jak to słaby skład, bo by się pojechało, a się nie jedzie.
MINUSY
Ponieważ jednak dla mnie był to festiwalowy sukces to te kilka słabych rzeczy opiszę teraz:
1. Akcja z cenami biletów. Przebolałam, ale następnym razem porządnie się zastanowię, czy warto w ogóle kupować jakiekolwiek earlybird
2. Akcja z, podejrzewam, nadmierna ilością biletów na ostatni dzień. Koszmarne były godzinne kolejki wszędzie i niemniej koszmarny upał, kiedy jedynym ratunkiem stała się nędzna pianka frapee w barbarzyńskiej cenie. I to, że ludzie brali po 6 piw "na potem" żeby czekać pod scena na zespół i pić jedno po drugim.
3. Koszmarne było też to, że mimo to, że ludzie mieli karnety, w końcu kupowali je tylko dlatego, żeby iść na Muse, nie chodzi tutaj mi już o organizatorów i ceny biletów, ale o fakt, że po co ODKRYWAĆ muzykę skoro można iść na popularnego pewniaka?
Festiwale nie są po to, żeby się lansować, słuchać muzyki którą zakatowaliśmy, ale też sprawdzać, jakie nowości pojawiły się w muzyce, jakie są trendy, czego się słucha. Co mają inni do przekazania.
Tu mi było szkoda doskonale przygotowanych zespołów o światowej sławie, gdzie pod sceną nie było tłumów. Powie się "taki mamy klimat" niestety to usprawiedliwianie rzeczywistości, do której zaczyna nam być niebezpiecznie blisko, nikomu nic się nie chce, a każdy chodzi wydeptaną lub modną ścieżką.
PLUSY
1. Organizacja: wszyscy ale to naprawdę WSZYSCY byli niesamowicie mili - zarówno obsługa jak i wolontariusze.
2. Można było wygrać płyty, gratisy, pobawić się
3. Można było trafić na część ulubionego zespołu piwkującego pod daszkiem. Artyści po koncertach wychodzili do ludzi pod główna scenę i naprawdę, było zabawnie :) (zwłaszcza pierwszy i drugi dzień).
4. Małe kolejki - dużo fajnych rzeczy można było odkryć, sprawdzić, poleżeć na leżakach - przenieść pufę z jednego końca festiwalu na drugi. I co w tym dziwnego że po drugim dniu mówiliśmy ze to off? Skojarzenie nieprzypadkowe
5. Można było z jedzeniem/piciem przyjść pod samą scenę - superaśnie!
6. Dzięki akcji "czyścicielskiej" można bylo w niespełna 10 minut uzbierac wymaganą pulę kubków.
7. Nagłośnienie! Cudownie poprawione, tylko w niektórych przypadkach (Bastille) miałabym małe uwagi, ale tak to przecudownie! FKA Twigs wijąca się - cudo.
8. Namiot - genialne posunięcie na ten upał, przewiewnie i przyjemnie można było poleżeć w cieniu a nie tylko prażyć się na słońcu lub moknąć w piątkowej ulewie.
9. Ulewa - nic się nie zawaliło, co prawda padał,a raczej wirował, deszcz a powietrze było tak naelektryzowane, że iskry przeskakiwały po rusztowaniach, niemniej jednak klimat był.
10. Muzyka!
MUZYKA:
Muse - dali PEWNIACKI koncert - było doskonale, chyba rozmachem przebiło mi ich koncert Coke.
Bastille - nieco słabiej niż w ubiegłym roku na Openerze, może gorsza forma, ale i tak doskonale porwali wszystkich.
FKA Twigs - jak ona się rusza! Jej wygibasy (spróbujcie się tak ruszać i nie dostać zadyszki) nie miały praktycznie wpływu na jakość śpiewu. Piękna kobieta. Cieszę sie że miałam okazję zobaczyć jej koncert.
Paloma Faith - zmiksowanie białej kobiety o czarnym głosie z naleciałościami gospel i muzyki w stylu lat 60 - coś pięknego! Układy taneczne, jej uśmiech no i cudowny kontakt z nami, człowiek momentalnie się uśmiechał oglądając i słuchając koncertu.
Chemical Brother(s)- wizualizacje, lasery, pomrukująca burza, błoto, woda wszędzie i to, że tak bardzo nie przejmowałam się zimnem i tym, że moja energia jest na wykończeniu. Taki power! i ROBOTY!!
Mark Ronson - totalny set DJ. Wiedział co zagrać, żeby wszyscy się bawili zamiast iść spać po ostatnim koncercie w namiocie. Jeszcze zmęczeni wybraliśmy się na odpoczynek na...
Baasch -bardzo pozytywne odkrycie, właściwie w stylu ostatnich głębokich męskich głosów których bez przerwy słucham
Metronomy - po bojach zimowych, żeby tylko trafić na ich koncert w końcu się udało i czułam dużą satysfakcję, koncert super!
Zarówno Papa Roach jak i Three Days Grace dali radę, jednak było dla mnie to już bardziej jak sentymentalna podróż do czasów, kiedy wykrzykiwałam emocje i pogowałam. Dali radę i namiot szalał całkowicie. Zwłaszcza na nowych kawałkach PR - mimo że lepiej znałam starsze.
Big Sean - meh, meh - facet za bardzo nie wiedział o czym gadać do nas, także uraczeni zostaliśmy wzruszajacymi historiami o Detroit i Babci B.S. - rapował bardzo dobrze ale na tle innych raperów niczym się nie wyróżnia. Dla mnie poprawny koncert.
Benjamin Clementine - tak, ale jego koncert powinien być raczej pod gwiazdami, bardzo przyjemnie gra i jeszcze lepiej śpiewa.
Noel -eeee nie bleh nic nie kojarzę
Crystal Fighters - bez szału, byłam na czymś innym
Polskich pewniaków : Meli, Nosowskiej solo jak i z Hey nie muszę opisywać,chociaż Mela zagrała według mnie lepiej niż na Spring Break w Poznaniu.
Cosovel - jak ja ich uwielbiam, z każdym koncertem są coraz bardziej zaskakujący i cieszę się tym rozwojem.
i największa porażka : Incubus - chciałam mieć plakat zespołu nad łóżkiem ale los chciał inaczej. Styl zespołu poprawny tylko wskazuje to, jak bardzo oddaliłam się od rockowej muzyki w tym klimacie i jak teraz trudno jest znaleźć pomysł na kontynuowanie kariery. Nie był to dla mnie porywający koncert. Jak wszystkie, ostatniego dnia zebrał tłumy widzów. Nowe piosenki nie powtórzą już sukcesu Megalomaniaca.
Seria zdjęć? proszę bardzo:
![]() |
| Brak tłumów przez pierwsze dwa dni był super wygodny |
| Chemicals Brothers with robots |
| Chemical Brother(s) |
![]() |
| Paloma Faith |
| Jedyne fajne zdjęcie FKA |
| Baasch |
| Jakie Metronomy zebrali tłumy! |
| Incubus zebrali tłumy |
| A Muse nie dość, że zebrali tłumy to zrobili bałagan |
| Muse |
| Muse |
![]() |
| Muse -balony! |
| Muse Bałagan! |
niedziela, 17 maja 2015
Ciemne chmury ....
Ostatnie dwa tygodnie to była lekka masakra.
1. Na szybko szyłam pierwszą w życiu spódnicę z tiulu. Falbany doprowadzały mnie do szału przeżyłam chyba wszystkie możliwe "wypadki":
- złamaną igłę maszyny
- niezliczoną ilość razy urwaną nitkę
- źle napiętą nitkę
- złamaną stopkę i do tego wymianę stopki
- przyszpilkowanie się
- przyszycie się.
Efekt prawie końcowy już jest. a swoją prapremierę miał na wernisażu Epok Warszawy (dzięki!).
2. Testowałam kolejną wersję This War of Mine. Jeżeli wyjdzie, to rozgrywka będzie jeszcze ciekawsza, fajnie brać udział w takich rzeczach
3. Miałam różnego rodzaju rozmowy kwalifikacyjne i nie, nawysyłałam się CV jak zwykle.
4. Udzielam się marketingowo nad nowym projektem eventowym z Wrocławia (też będę dawać znać).
5. Powkurzałam się na OWF że tak słabo...potem to przemyślałam.
I właśnie o tym ostatnim będzie. Chyba w tym roku ostatni raz wybieram się na komercyjny festiwal.
W ubiegłym najlepsze wrażenia były na koncertach mniej popularnych festiwali. w tym również (Spring Break). Dlatego chyba będę iść tym torem. Dotarliśmy do średnich cenowych europejskich..ale.. zrobiło się już dość ciasno na mapie festiwalowej i niestety jak widać, fundusze nie pozwalają już tak bardzo na zapraszanie gwiazd wielkiego formatu, tym bardziej co roku.
Rosną też wymagania odbiorców. Nie wiem o czym oni marzą, ale ja zawsze przeliczałam na koncert: jeżeli chce się wybrać jeden zespół i mieć go na wyłączność przez półtorej do dwóch godzin to trzeba iść na KONCERT. Festiwale nie ułatwiają odbioru muzyki a jedynie stwarzają możliwości do odkrycia nowych zespołów i innych typów. Zawsze koncertowo słabszy jest występ festiwalowy.
Zespół się spieszy że nie wyrobi w czasie przed kolejnym.
Mogą być niedociągnięcia i wypadki losowe.
Koncerty kosztują średnio od 150 do 300 zł za indywidualny bilet na płytę. Dlatego wieszanie psów na OWF za słaby line up za 470 zeta... no proszę. Jednak fakt, że irytujące jest robienie promocji pod koniec sprzedaży biletów. totalnie nie fair i psuje to markę.
Ja to liczę tak(zawsze na podstawie grup które chcę zobaczyć):
MUSE - koszt najtańszego biletu na płytę byłby około 220 - 250 zeta
Bastille - też około 150 zeta bilet.
FKA Twigs - która nagle wypłynęłą i koniecznie ją chcę zobaczyć - podejrzewam ze 100 zeta minimum.
Łapiecie?
Metronomy - w lutym byłam w stanie wydać 50 zeta - no to niech będzie te 50 zeta.
Paloma Faith - hmm też chyba około 100 zł
I w tym momencie przy kalkulacji wyszło, że mi się opłaca.
Dziękuję.
Nie wieszam psów ale.. mamy trudny rynek festiwalowy, dlatego co rusz jakiś festiwal jest zawieszany, bo kończą się pomysły.
Opener jest jałowy z tym połączeniem sztuki. Dla mnie to porażka całkowita, ale cóż. Może raz byłam coś obejrzeć a raz na Fashion Stage. Ale ponieważ morze obok - duży plus
Zarówno OWF jak i LMF były zawsze w podobnej formie, również Selector. Oprócz muzyki i imprezy nie dają dodatkowych atrakcji. Nie przywiązują do marki.
Woodstock przywiązuje wagę do marki i właściwie na stare lata rozważam w końcu wycieczkę w te rejony.
OFF to OFF - nie złapiemy w schemat, chociaż ile można zwiedzać Katowice ;)
Free Form Festival- mimo lekkiej porażki organizacyjnej wyszedł wspaniale.
Audioriver - grupa odbiorców zupełnie inna, plaża nad Wisłą w Płocku - bardzo duży plus.
Patrzymy na zachodnie festiwale tak bardzo, że nie zauważamy jaka to maszyna promocyjna, Jak wszyscy marzą o rozmachu Glastonbury - a to jest festiwal który działa od 1970 roku! (polecam dokument) albo o wolności Woodstock '69 - nie ma już tej możliwości.
Szukać nowej formy spotkań z muzyką. Jak Spring Break który faktycznie wyrasta na coś bardzo ciekawego i długotrwałego i mam nadzieje, że nie zostanie przeniesiony do innego miasta.
Koniec.
1. Na szybko szyłam pierwszą w życiu spódnicę z tiulu. Falbany doprowadzały mnie do szału przeżyłam chyba wszystkie możliwe "wypadki":
- złamaną igłę maszyny
- niezliczoną ilość razy urwaną nitkę
- źle napiętą nitkę
- złamaną stopkę i do tego wymianę stopki
- przyszpilkowanie się
- przyszycie się.
Efekt prawie końcowy już jest. a swoją prapremierę miał na wernisażu Epok Warszawy (dzięki!).
2. Testowałam kolejną wersję This War of Mine. Jeżeli wyjdzie, to rozgrywka będzie jeszcze ciekawsza, fajnie brać udział w takich rzeczach
3. Miałam różnego rodzaju rozmowy kwalifikacyjne i nie, nawysyłałam się CV jak zwykle.
4. Udzielam się marketingowo nad nowym projektem eventowym z Wrocławia (też będę dawać znać).
5. Powkurzałam się na OWF że tak słabo...potem to przemyślałam.
I właśnie o tym ostatnim będzie. Chyba w tym roku ostatni raz wybieram się na komercyjny festiwal.
W ubiegłym najlepsze wrażenia były na koncertach mniej popularnych festiwali. w tym również (Spring Break). Dlatego chyba będę iść tym torem. Dotarliśmy do średnich cenowych europejskich..ale.. zrobiło się już dość ciasno na mapie festiwalowej i niestety jak widać, fundusze nie pozwalają już tak bardzo na zapraszanie gwiazd wielkiego formatu, tym bardziej co roku.
Rosną też wymagania odbiorców. Nie wiem o czym oni marzą, ale ja zawsze przeliczałam na koncert: jeżeli chce się wybrać jeden zespół i mieć go na wyłączność przez półtorej do dwóch godzin to trzeba iść na KONCERT. Festiwale nie ułatwiają odbioru muzyki a jedynie stwarzają możliwości do odkrycia nowych zespołów i innych typów. Zawsze koncertowo słabszy jest występ festiwalowy.
Zespół się spieszy że nie wyrobi w czasie przed kolejnym.
Mogą być niedociągnięcia i wypadki losowe.
Koncerty kosztują średnio od 150 do 300 zł za indywidualny bilet na płytę. Dlatego wieszanie psów na OWF za słaby line up za 470 zeta... no proszę. Jednak fakt, że irytujące jest robienie promocji pod koniec sprzedaży biletów. totalnie nie fair i psuje to markę.
Ja to liczę tak(zawsze na podstawie grup które chcę zobaczyć):
MUSE - koszt najtańszego biletu na płytę byłby około 220 - 250 zeta
Bastille - też około 150 zeta bilet.
FKA Twigs - która nagle wypłynęłą i koniecznie ją chcę zobaczyć - podejrzewam ze 100 zeta minimum.
Łapiecie?
Metronomy - w lutym byłam w stanie wydać 50 zeta - no to niech będzie te 50 zeta.
Paloma Faith - hmm też chyba około 100 zł
I w tym momencie przy kalkulacji wyszło, że mi się opłaca.
Dziękuję.
Nie wieszam psów ale.. mamy trudny rynek festiwalowy, dlatego co rusz jakiś festiwal jest zawieszany, bo kończą się pomysły.
Opener jest jałowy z tym połączeniem sztuki. Dla mnie to porażka całkowita, ale cóż. Może raz byłam coś obejrzeć a raz na Fashion Stage. Ale ponieważ morze obok - duży plus
Zarówno OWF jak i LMF były zawsze w podobnej formie, również Selector. Oprócz muzyki i imprezy nie dają dodatkowych atrakcji. Nie przywiązują do marki.
Woodstock przywiązuje wagę do marki i właściwie na stare lata rozważam w końcu wycieczkę w te rejony.
OFF to OFF - nie złapiemy w schemat, chociaż ile można zwiedzać Katowice ;)
Free Form Festival- mimo lekkiej porażki organizacyjnej wyszedł wspaniale.
Audioriver - grupa odbiorców zupełnie inna, plaża nad Wisłą w Płocku - bardzo duży plus.
Patrzymy na zachodnie festiwale tak bardzo, że nie zauważamy jaka to maszyna promocyjna, Jak wszyscy marzą o rozmachu Glastonbury - a to jest festiwal który działa od 1970 roku! (polecam dokument) albo o wolności Woodstock '69 - nie ma już tej możliwości.
Szukać nowej formy spotkań z muzyką. Jak Spring Break który faktycznie wyrasta na coś bardzo ciekawego i długotrwałego i mam nadzieje, że nie zostanie przeniesiony do innego miasta.
Koniec.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Na maratonie zwanym Spring Break
Minęły już ponad 24 godziny od mojego powrotu do domu pod Warszawę praktycznie pustą autostradą z Poznania (nie licząc kilku ciężarówek). Przed nieuchronną sennością obok kawy chroniła nas muzyka i poczucie dobrze spełnionego czasu i jeszcze lepszego Chilloutu.Poznań jako miasto dawał mi się poznać z różnych stron: śnieżna Malta i sylwestrowe centrum, jesienne spacery, nocne szalone wyprawy na jeden koncert.
Tym razem skorzystałam z wiosennej okazji jaką był Spring Break.
Z uwagi na naprawdę mnogość polskich (i nie tylko) zespołów słuchaliśmy ich kawałków w internecie a potem decydowaliśmy na co idziemy. Niekiedy było to pod wpływem chwili (bo koncert obok) a momentami nie dawaliśmy rady i odpuszczaliśmy. Odległości między klubami - niby niewielkie- powodowały że niekiedy udawało się trafić tylko na dwie ostatnie piosenki godzinnego koncertu (w przypadku Years &Years) a niekiedy na oklaski końcowe. Logistyka, przy realizowanym remoncie wiaduktu i ronda obok CK Zamek i trudne dla obcomiastowców odległości była utrudniona. To miał być w końcu Spring Break a nie wyścig. Co mnie niesamowicie zaskoczyło, to nagłośnienie - dawno nie miałam się do czego przyczepić w tej kwestii, było oprócz kilku niewielkich niedociągnięć, naprawdę dobrze.
Pisze same recenzje, bez opisów zespołów. Pod każdą odnośnik do ich stron oficjalnych.Miały być zdjęcia ale tak bardzo nie wyszły..
CZWARTEK:
Dojechaliśmy. Pierwsze godziny przyszło spędzić nam w dwóch przyjemnych klubach: Stare Kino - klub założony przez miłośników filmów, jak większość takich obiektów w Poznaniu- starym mieszkaniu. Pozostały sufitowe drewniane sztukaterie. ściany ozdobione plakatami i zdjęciami z kultowych filmów.
Mjut - bardzo sympatyczny zespół zebrał sporą widownię jak na wczesną godzinę (18:30), jeżeli ktoś lubi klimaty melodyjnego indie rocka którego u nas przedstawicielami są Myslovitz czy też KDZKPW. Gitarowo, czysto. Dla mnie nie jest to odkrycie w jakiś sposób muzyczne, ale na rozgrzewkę - bardzo dobre!
Tuż obok Starego Kina jest drugie miejsce. Pod Minogą Te poplątania - że wchodzi się głównym wejściem a potem schodami do oficyny i na piętro. To jest tak niesamowicie klimatyczne. Trafiliśmy lekko spóźnieni. Ale było warto.
Mokrofon - nie wiem czemu, ale drobne filigranowe dziewczyny z reguły nadrabiają głosem. Kwestia chyba stania w odpowiedniej kolejce. Zainteresowałam się przez brzmienie grupy odwołujące się do początków O.N.A. i czystego, surowego rocka. Tłumów nie było, a powinny. Chociaż to prawda że od kilku lat rock jest w odwrocie na rzecz elektroniki (jest łatwiejsza i w wykonaniu i w odbiorze). Bardzo dobrze grali i chętnie będę obserwować ich rozwój.
Tu nadchodzi kwestia wyborów, ponieważ strasznie chciałam iść na Latające Pięści a jednocześnie też strasznie chciałam iść na Oliviera Heima.Ta...
.
Jestem totalnie zachwycona lumperpunkiem
Latające Pięści - chyba jedyny jak na razie przedstawiciel tego gatunku. schludne ubrane w garniaki chłopaki śpiewające soczyste piosenki. Meat me on the love parade wsiąknęło i przykleiło mi się do mojego prawie wegańskiego mózgu.
po 15 minutach wrzącego punku i 9 minutowym marszu Olivier Heim był niczym chłodna woda kojąca nadwyrężone rockiem uszy. Usiadłam w fotelu w Scenie na Piętrze i chillowałam. Ludzi było naprawdę sporo a koncert został przyjęty również bardzo dobrze. Wydawało mi się lekko monotonnie jednak bardzo przyjemnie.
Popędziłam, korzystając z luksusu tramwaju, do Centrum Festiwalowego - Zamku Cesarskiego.
Tam też występował, przy dość szczelnie wypełnionej ludźmi sali - Król. Głęboko męski głos, ciekawe aranżacje i przede wszystkim nowe kawałki. Tak! Towarzystwo zachwycone ja mniej, bo oddechu złapać nie mogłam a tu kolejne bujania. Wybujałam się zatem.
Kolejny melodyjny głęboki czy można powiedzieć "alternatywny"? nie, prędzej folkowy klimat Skubasa. Gdzie odrobina polskiego smęcenia (w tym jesteśmy dobrzy w muzyce) przeplatała się z typowo amerykańskimi zagraniami w stylu Mumford and Sons. Nie jestem jego fanką i mimo bardzo ciepłej atmosfery koncertu nie zrobiło to tak dużego wrażenia. Może to to zmęczenie? W końcu to był już tego dnia szósty koncert.
Ponieważ kolejna była MIN t , i to daleko mimo biegu nie udało nam się niestety zdążyć. Pogubiliśmy się podczas poszukiwań słabo oznaczonego klubu Oczy(na mapce ale i też nie było widać od ulicy...), do tego, sądząc po zadowoleniu i oklaskach po ostatnim utworze- wiele straciliśmy. Drobna osoba za konsolą, totalna elektronika z wizualizacjami! Wybraliśmy zatem Zakręt a potem jednak żałowałam, że nie poszłam na moich festiwalowych pewniaków czyli Cosovel. :( (pozdrawiam z miejsca i obiecuję że nadrobię!)
Byliśmy strasznie zmęczeni. SPAĆ!
PIĄTEK
Po całym dniu chillowania na Malcie (kolejne miejsce poznańskie warte odwiedzenia) znowu rozpoczęliśmy koncertowanie od Starego Kina. Sprzyjała pogoda lenieniu się i zwiedzaniu więc dopiero o 19.30 wylądowaliśmy na...
Rusty Cage - Rockowo, ale w klimacie amerykańskiego rocka z festiwalowej półki a'la Imagine Dragons itp. wokalnie bardzo dobrze, chociaż wzięcie na warsztat piosenki Muse "Psycho" wyższa szkoła jazdy, podziwiam że się udało. Rockują dobrze, ale czy wprowadza coś nowego? Ciężko w tym temacie cokolwiek powiedzieć.
Ps. Nastawiałam się bardzo na Natalię Nykiel, ale jak zinterpretowała piosenkę Bat for Lashes bardzo szybko wykreślona została z lineupu.
Szybka przebieżka bliżej rynku czyli do Dragona na Rycerzyki - muzyka poduszkowa - kołysankowa nie zachwyciła mną jak mogłabym się spodziewać ale była wystarczająco urocza żebym chciała się zatrzymać na chwilę. I znowu pokiwać nóżka w takt muzyki.
poszliśmy jeść (strasznie dużo i dobrze tam jadłam ale to był fragment ogólnego chillu) przegapiliśmy jeden zespół. E tam. w końcu wakacje.
Spóźniliśmy się na Ten Typ Mes +live band
NO NIE! Jak nie słucham tego gatunku (hip hop), to i tłumy i mój zachwyt były chyba podobne. Wybawiłam się nieziemsko, wyskakałam, wyśmiałam i w ogóle. Coś w tym jest, że na koncerty hiphopowe chodzić mogę ale już słuchać w radio czy na odtwarzaczu średnio. Pewnie chodzi tu o charyzmę. Na wyidealizowanej wersji płytowej nie czuć charyzmy.
Także całkowicie wycieńczeni padliśmy w piąteczek.
Mieliśmy dotrzeć jeszcze do Good Time Radio na We Draw A - ale były tłumy. Nie udało się wbić.
Także wieczór zakończył się pochłanianiem piwa na Rynku i totalnie zaskakującym zbiegiem okoliczności (pozdrawiam z miejsca jak piszę!). Nie udało mi się przebrać za lisa.
SOBOTA
Dzień ostateczny.
Warunki skutecznego powrotu do domu z KAŻDEGO festiwalu: 1. trzeźwość 2. nie przesadzić z szaleństwem 3. Ostatni koncert przed północą.
wszystkie zostały spełnione aby o 4 rano smacznie spać we własnym łóżku.
Zagi - w ogrodzie różanym. Po obejrzanym video na yt spodziewałam się elektryzującej dawki szaleństwa w neonowych kolorach. Było... plumkająco, delikatnie, bez zadziorów, dziewczęco. Zachowawczo. Nuda.
Daniel Spaleniak - ten to ma głos! Opowiadałam o charyzmie? Też ma. Forma "półgodzinna" jednak widocznie stresowała wszystkich muzyków. Zdążą? Wyrobią się? Koncert w Blue Note przyjemny i na pewno pójdę jeszcze raz na pełnowymiarowy występ bez presji czasu. Zwłaszcza że nie doczekaliśmy, jak wiele innych do końca (szkoda).
Kiedy jakieś 90% ludzi pędziło pod scenę na Years &Years zgodnie (po oczywiście wcześniejszym odsłuchaniu) poszliśmy(spacer zajął 10 minut) na koncert Milky Wishlake.
Jak się rozpoczął było kilkanaście osób, potem jednak niewielki klub się zapełnił i wyszło z tego coś naprawdę fajnego i bujającego. Grają jeszcze w tym roku na Openerze. Jak trafię, to zobaczę. Jak nie trafię to będą na pewno inne wydarzenia i też zobaczę. Warto, Elektroniczny pop? Oklepane, bliżej ambientu. Bardzo dobre jednak, brzmi bardzo przemyślanie. Poza tym, fajnie znaleźć się poza mainstreamem.
Zdążyliśmy na 2,5 piosenki(!) Years&Years (resztę nadrobiliśmy w drodze powrotnej). Wiedziałam że tak będzie. Doskonały kontakt z publicznością, motyw naszej flagi i podejrzewam, że będą hitem na Openerze. Doskonała muzyka taneczna do klubów. aż dziw że tak rzadko słyszana. Lub też nie do tych miejsc już chodzę..a przepraszam, graja lata 80 jakby później disco nie istniało.
Mela Koteluk - nie wiem, ale miałam wrażenie, że jest zmęczona, poza tym bardziej podobał mi się jej koncert kiedyś tam... dawno, jeszcze przy pierwszej płycie. Ludzie nie zawiedli, najbardziej znane utwory też były. Bardzo ładna gra świateł, wszystko bez zarzutu, uroczo.
![]() |
| Jedyne zdjęcie do którego nie mogę się przyczepić tak bardzo... |
Ostatnim przystankiem na festiwalowej mapie była Jazzpospolita w Blue Note. O tak! Bardzo elektryzujący występ kwartetu(czy można tak powiedzieć w przypadku muzyki rozrywkowej?) - ludzi znających się na graniu. Żywe kawałki przeplatały się z wolniejszymi. Aż przypomniały mi się pierwsze doświadczenia z koncertami tego typu we wrocławskim klubie Rura. (długo zamkniętym)
Skoro doczytaliście do końca:
3 dni
16 zespołów na scenie i poza sceną (tak! można potem było natknąć się na nich w klubach)
trochę znanych twarzy w tłumie
lekka chrypka
totalne zmęczenie
i uczucie całkowitego wypełnienia chilloutem tej przerwy wiosennej.
BYŁO WARTO, BĘDĘ ZA ROK PRZY SPRZYJAJĄCYCH WIATRACH
czwartek, 16 kwietnia 2015
FestiwaloWIANKOwianeczka - festiwalowe FAQ
Na specjalne życzenie odkładam na później pisanie o radiu i omawiam bardzo aktualny temat.
Oczywiście festiwalowy.
Wyobraźmy sobie Ciebie i Ciebie i Jego i Ją i Ich. Nigdy nie mieli do czynienia z żadnym festiwalem. Może i by chcieli ale boją się. Może i by chcieli ale tyle pieniędzy wydać, może i tak..ale...
i teraz będę prostować to "ale".
Od razu napiszę: wpis nie jest sponsorowany przez nikogo, oprócz mojego czasu. Dlatego opowiem o tym w najprostszy możliwy sposób: odpowiadając na pytania. Oczywiście jeżeli jakieś powstaną, możecie dopisać.
1. Nigdy nie byłam/em na festiwalu, jednak czuję, że jestem na to za stara/y.
Nigdy nie jest się za starym na festiwale! Przykładem może być najstarsza para oglądająca razem filmy, nakręcono o nich nawet dwa filmy dokumentalne, Państwo Maria i Bogdan Kalinowscy zawsze byli mile widziani na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Na muzyczne również jeżdżą nie tylko dziane nastolatki, ale i ludzie w średnim lub starszym wieku.
2. Od jakiego festiwalu zacząć?
Od tego najbliżej, ja rozpoczęłam swoją przygodę z festiwalami od Nowych Horyzontów w Cieszynie (2004 r) później działałam w wolontariacie na pierwszych pięciu edycjach we Wrocławiu. Warto patrzeć, co się dzieje w mieście i okolicy. Miałam to szczęście w nieszczęściu że brałam bierny(nigdy na widowni) udział w przygotowywaniach festiwalu Opolskiego w LO.
Jeżeli klimatem nam nie pasuje, zawsze można spróbować nieco dalej. Warto też chodzić na mini festiwale obejmujące jeden wieczór w klubie.
3. Jestem niepełnosprawna/y ruchowo czy to nie utrudni mi odbioru festiwalu?
Oczywiście że nie! Festiwale dostosowane są dla osób niepełnosprawnych. Co prawda w salach kinowych jest tylko kilka miejsc dla osób poruszających się na wózkach, jednak są też pokazy plenerowe. Co do festiwali muzycznych, ze względu na zmienną pogodę zawsze jest przeprowadzona gdzieś utwardzona droga którą można dostać się pod odpowiednie sceny. Są też platformy gdzie w spokoju można obejrzeć koncert. Spanie na polu namiotowym oczywiście również jest możliwe.
4. Nie mam paczki znajomych z którą mogę pojechać, ewentualnie jadą dwie dziewczyny, czy to bezpieczne?
Jazda w pojedynkę jest trudna, ponieważ pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Warto jednak nawiązać nowe znajomości. Jeżeli jedzie się z przyjaciółką - bardzo wskazane. Pola namiotowe jak i cały festiwal objęty jest ochroną. Zdarzyło mi się samej wybrać na festiwal. Bardzo dobrze to wspominam,w przypadku Openera jednak trójka znajomych była już na miejscu. Chłopaki mogą jeździć. Zawsze ktoś przygarnie.
5. Mamy dziecko ale nie ma kto się nim zająć. Co teraz?
Zawsze można kupić bilet dzieciakowi (i słuchawki tłumiące dźwięk) co prawda bobasy nie przepadają za tłumami i hałasem, jednak w tamtym roku do Syren Artura Rojka bardzo dobrze się bawiły. Sama na pierwszym koncercie byłam podobno jako 4 latka. Pamiętam wielką scenę, helikopter i hałas i siedzenie na trawie. Starsze dzieci mogą uznać to jako wielką frajdę. Wiadomo, wtedy nie można już tak bardzo robić tego, co się chce.
6. Jak się zabezpieczyć przed kradzieżami?
Nie ma idealnego sposobu. Na pewno nie zostawiać najcenniejszych rzeczy na polu namiotowym. Warto na poczatku kilkudniowego festiwalu zostawić swoje skarby w depozycie. Najlepiej jednak nie brać diamentowych kolczyków i złotych zegarków.
7. Czy muszę spać na polu namiotowym?
Nie, zawsze można wynająć kawałek łóżka w hotelu czy hostelu, skorzystać z couchsurfingu czy też popytać po miejscowych znajomych/rodzinie. W przypadku zalania namiotu (było) warto mieć plan B. (całkowicie przypadkowo miałam i dziękuję !) Pole to jednak wygodna i tania opcja, zwłaszcza że powroty mogą zajmować trochę czasu.
8. Jakie są niezbędne rzeczy podczas kilkudniowego festiwalu? Zakładam że śpię pod namiotem.
Bezwzględnie: namiot, śpiwór, żel pod prysznic, dezodorant, ręcznik, zmiana ubrań na każdą pogodę(na dni wyjazdu+1), kasa, karta, ID, krem do opalania, wit.C albo jakaś inna suplementacja witamin (jeszcze nigdy nie wróciłam zdrowa z festiwalu..), tabletki na gardło (festiwal muzyczny), krople do oczu (festiwal filmowy), woreczki foliowe (zawsze), papier toaletowy, żelazna racja batoników zbożowych, cukierki, notatnik, długopis, ładowarka, powerbank(przydaje się przy minimalnej żywotności baterii telefonów i gigantycznych kolejkach do ładowania), karty do gry, plastry, buty na zmianę. Najlepiej zrobić listę przed wyjazdem.
9. Czego się wystrzegać?
Brania zbyt cennych rzeczy, uważnie wybierać nowych znajomych, nie przesadzać z używkami, Pamiętajmy o unikaniu brania ostrych narzędzi i parasoli na festiwale - mogą zostać zabrane przy wejściu (jeżeli mamy szanse, dostaną numerek i będzie do odzyskania)- filmowych festiwali to nie dotyczy.
10. Skąd mogę czerpać informacje o festiwalach?
Obecnie są oprócz wiadomości na stronach oficjalnych, informacje na portalach społecznościowych a także można ściągać aplikacje. Osobiście lubiłam gazetki festiwalowe (bardzo) bo mogłam sobie zachować na pamiątkę. Aplikacje niestety są zbyt tymczasowe.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem. Na razie pozostało mi przygotowywać się do Spring Break w Poznaniu. Relacje będą w przyszłym tygodniu. Nigdy nie byłam także czujnym okiem będę obserwować wydarzenie z każdej strony.
Oczywiście festiwalowy.
Wyobraźmy sobie Ciebie i Ciebie i Jego i Ją i Ich. Nigdy nie mieli do czynienia z żadnym festiwalem. Może i by chcieli ale boją się. Może i by chcieli ale tyle pieniędzy wydać, może i tak..ale...
i teraz będę prostować to "ale".
Od razu napiszę: wpis nie jest sponsorowany przez nikogo, oprócz mojego czasu. Dlatego opowiem o tym w najprostszy możliwy sposób: odpowiadając na pytania. Oczywiście jeżeli jakieś powstaną, możecie dopisać.
1. Nigdy nie byłam/em na festiwalu, jednak czuję, że jestem na to za stara/y.
Nigdy nie jest się za starym na festiwale! Przykładem może być najstarsza para oglądająca razem filmy, nakręcono o nich nawet dwa filmy dokumentalne, Państwo Maria i Bogdan Kalinowscy zawsze byli mile widziani na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Na muzyczne również jeżdżą nie tylko dziane nastolatki, ale i ludzie w średnim lub starszym wieku.
2. Od jakiego festiwalu zacząć?
Od tego najbliżej, ja rozpoczęłam swoją przygodę z festiwalami od Nowych Horyzontów w Cieszynie (2004 r) później działałam w wolontariacie na pierwszych pięciu edycjach we Wrocławiu. Warto patrzeć, co się dzieje w mieście i okolicy. Miałam to szczęście w nieszczęściu że brałam bierny(nigdy na widowni) udział w przygotowywaniach festiwalu Opolskiego w LO.
Jeżeli klimatem nam nie pasuje, zawsze można spróbować nieco dalej. Warto też chodzić na mini festiwale obejmujące jeden wieczór w klubie.
3. Jestem niepełnosprawna/y ruchowo czy to nie utrudni mi odbioru festiwalu?
Oczywiście że nie! Festiwale dostosowane są dla osób niepełnosprawnych. Co prawda w salach kinowych jest tylko kilka miejsc dla osób poruszających się na wózkach, jednak są też pokazy plenerowe. Co do festiwali muzycznych, ze względu na zmienną pogodę zawsze jest przeprowadzona gdzieś utwardzona droga którą można dostać się pod odpowiednie sceny. Są też platformy gdzie w spokoju można obejrzeć koncert. Spanie na polu namiotowym oczywiście również jest możliwe.
4. Nie mam paczki znajomych z którą mogę pojechać, ewentualnie jadą dwie dziewczyny, czy to bezpieczne?
Jazda w pojedynkę jest trudna, ponieważ pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Warto jednak nawiązać nowe znajomości. Jeżeli jedzie się z przyjaciółką - bardzo wskazane. Pola namiotowe jak i cały festiwal objęty jest ochroną. Zdarzyło mi się samej wybrać na festiwal. Bardzo dobrze to wspominam,w przypadku Openera jednak trójka znajomych była już na miejscu. Chłopaki mogą jeździć. Zawsze ktoś przygarnie.
5. Mamy dziecko ale nie ma kto się nim zająć. Co teraz?
Zawsze można kupić bilet dzieciakowi (i słuchawki tłumiące dźwięk) co prawda bobasy nie przepadają za tłumami i hałasem, jednak w tamtym roku do Syren Artura Rojka bardzo dobrze się bawiły. Sama na pierwszym koncercie byłam podobno jako 4 latka. Pamiętam wielką scenę, helikopter i hałas i siedzenie na trawie. Starsze dzieci mogą uznać to jako wielką frajdę. Wiadomo, wtedy nie można już tak bardzo robić tego, co się chce.
6. Jak się zabezpieczyć przed kradzieżami?
Nie ma idealnego sposobu. Na pewno nie zostawiać najcenniejszych rzeczy na polu namiotowym. Warto na poczatku kilkudniowego festiwalu zostawić swoje skarby w depozycie. Najlepiej jednak nie brać diamentowych kolczyków i złotych zegarków.
7. Czy muszę spać na polu namiotowym?
Nie, zawsze można wynająć kawałek łóżka w hotelu czy hostelu, skorzystać z couchsurfingu czy też popytać po miejscowych znajomych/rodzinie. W przypadku zalania namiotu (było) warto mieć plan B. (całkowicie przypadkowo miałam i dziękuję !) Pole to jednak wygodna i tania opcja, zwłaszcza że powroty mogą zajmować trochę czasu.
8. Jakie są niezbędne rzeczy podczas kilkudniowego festiwalu? Zakładam że śpię pod namiotem.
Bezwzględnie: namiot, śpiwór, żel pod prysznic, dezodorant, ręcznik, zmiana ubrań na każdą pogodę(na dni wyjazdu+1), kasa, karta, ID, krem do opalania, wit.C albo jakaś inna suplementacja witamin (jeszcze nigdy nie wróciłam zdrowa z festiwalu..), tabletki na gardło (festiwal muzyczny), krople do oczu (festiwal filmowy), woreczki foliowe (zawsze), papier toaletowy, żelazna racja batoników zbożowych, cukierki, notatnik, długopis, ładowarka, powerbank(przydaje się przy minimalnej żywotności baterii telefonów i gigantycznych kolejkach do ładowania), karty do gry, plastry, buty na zmianę. Najlepiej zrobić listę przed wyjazdem.
9. Czego się wystrzegać?
Brania zbyt cennych rzeczy, uważnie wybierać nowych znajomych, nie przesadzać z używkami, Pamiętajmy o unikaniu brania ostrych narzędzi i parasoli na festiwale - mogą zostać zabrane przy wejściu (jeżeli mamy szanse, dostaną numerek i będzie do odzyskania)- filmowych festiwali to nie dotyczy.
10. Skąd mogę czerpać informacje o festiwalach?
Obecnie są oprócz wiadomości na stronach oficjalnych, informacje na portalach społecznościowych a także można ściągać aplikacje. Osobiście lubiłam gazetki festiwalowe (bardzo) bo mogłam sobie zachować na pamiątkę. Aplikacje niestety są zbyt tymczasowe.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem. Na razie pozostało mi przygotowywać się do Spring Break w Poznaniu. Relacje będą w przyszłym tygodniu. Nigdy nie byłam także czujnym okiem będę obserwować wydarzenie z każdej strony.
poniedziałek, 9 marca 2015
Przedwiośnie, post-zimie, post-rock! - relacja
Weekend szybciutko minął, zostawił po sobie ścianę dźwięków, i bardzo bardzo dobre wrażenie.
W sobotę, jak planowałam od kilku tygodniu, zjawiłam się na nowym dla mnie festiwalu Expect Delays Fest.
Festiwal może zbyt szumnie powiedziane, jednak słowo "przegląd" wypadło już dawno ze słownika "pozytywnych wydarzeń muzycznych".
Był to faktyczny "przegląd" zespołów polskich i zagranicznych grających muzykę post-rock
Czym charakteryzuje się ten gatunek?
- Długie utwory, czasem nawet kilkunastominutowe.
- Wokal właściwie nie występuje, jeżeli już, to w bardzo okrojonej formie.
- Wiodąca rola gitary, budowana jest ściana dźwięku z efektami (między innymi delay) oraz solówki gitarowe.
- Istotne jest zbudowanie odpowiedniego klimatu. Sama muzyka dla mnie najlepiej ilustrowałaby wszelkie produkcje postapokaliptyczne.
- Jest melancholijna, przyciężka, wciągająca, można nawet czasem powiedzieć, że depresyjna.
- Rzadko korzysta się z syntezatorów/klawiszy - bazuje jednak na pewnej surowości. Zabawa elektroniką powoduje skierowanie się stylu w stronę shoegaze.
Grupy jakie zagrały w sobotę?
Kolejno:
Niestety, jako weteran festiwalowy, nie mam pojecia dlaczego Progresja została przeniesiona do tego nowego miejsca a także, dlaczego w tak słabych warunkach odbywało się prawie 6 godzinne wydarzenie.
Miejsca - mało,co powodowało ścisk: bar obok szatni z drugiej strony baru sklepik z koszulkami i płytami a jeszcze dalej toalety (sztuk dwie) wciśnięte między scenę a sklepik.
Jedno wytchnienie dawał słup pośrodku pomieszczenia - niewielkie ale jednak, ponieważ nie było możliwości nawet żeby usiąść (chyba że podłoga grożąca zadeptaniem, bo oświetlenie wiadomo, festiwalowo-przyciemnione. Nie wychodziłam na fajkę ale również, przez chłód nie mogłam wyjść na zewnątrz, para skraplała się na zamkniętych oknach a klimatyzacja (o ile w ogóle była bo nie zauważyłam) całkowicie nie dawała rady przy tej ilości osób.
Rozumiem, że nie wolno otworzyć okna, bo dźwięk się będzie niósł po godzinach nocnych, ale odbiór muzyki był dla mnie bardzo utrudniony bo w którymś momencie nie dało się oddychać. Także niestety następnym razem baaardzo długo będę się zastanawiać, nim trafię znów do Progresji.
Kolejny minus? - Godziny otwarcia - na biletach mieliśmy napisane 18, wpuszczali od 19 a koncerty zaczynały się o 19:30. Poza tym, dla nieznających klubu, były dwa wejścia: bar i boczne, tam gdzie odbywał się fest: Niestety nie widziałam żadnych plakatów..(chociażby jeden) informujących, którędy do sceny).
Skupię się na muzyce, mimo pewnych problemów z komunikacją nagłośnieniowcy-muzycy.
Tides From Nebula - rewelacyjny koncert, energiczny, fascynujący
Spoiwo - odkrycie! brzmią bardzo profesjonalnie(czy wspominałam, że post-rocka słucha się najlepiej na żywo?)
No i gwiazda wieczoru (jak dumnie):
i muzyka.... polecam słuchać głośno.
W sobotę, jak planowałam od kilku tygodniu, zjawiłam się na nowym dla mnie festiwalu Expect Delays Fest.
Festiwal może zbyt szumnie powiedziane, jednak słowo "przegląd" wypadło już dawno ze słownika "pozytywnych wydarzeń muzycznych".
Był to faktyczny "przegląd" zespołów polskich i zagranicznych grających muzykę post-rock
Czym charakteryzuje się ten gatunek?
- Długie utwory, czasem nawet kilkunastominutowe.
- Wokal właściwie nie występuje, jeżeli już, to w bardzo okrojonej formie.
- Wiodąca rola gitary, budowana jest ściana dźwięku z efektami (między innymi delay) oraz solówki gitarowe.
- Istotne jest zbudowanie odpowiedniego klimatu. Sama muzyka dla mnie najlepiej ilustrowałaby wszelkie produkcje postapokaliptyczne.
- Jest melancholijna, przyciężka, wciągająca, można nawet czasem powiedzieć, że depresyjna.
- Rzadko korzysta się z syntezatorów/klawiszy - bazuje jednak na pewnej surowości. Zabawa elektroniką powoduje skierowanie się stylu w stronę shoegaze.
Grupy jakie zagrały w sobotę?
Kolejno:
Niestety, jako weteran festiwalowy, nie mam pojecia dlaczego Progresja została przeniesiona do tego nowego miejsca a także, dlaczego w tak słabych warunkach odbywało się prawie 6 godzinne wydarzenie.
Miejsca - mało,co powodowało ścisk: bar obok szatni z drugiej strony baru sklepik z koszulkami i płytami a jeszcze dalej toalety (sztuk dwie) wciśnięte między scenę a sklepik.
Jedno wytchnienie dawał słup pośrodku pomieszczenia - niewielkie ale jednak, ponieważ nie było możliwości nawet żeby usiąść (chyba że podłoga grożąca zadeptaniem, bo oświetlenie wiadomo, festiwalowo-przyciemnione. Nie wychodziłam na fajkę ale również, przez chłód nie mogłam wyjść na zewnątrz, para skraplała się na zamkniętych oknach a klimatyzacja (o ile w ogóle była bo nie zauważyłam) całkowicie nie dawała rady przy tej ilości osób.
Rozumiem, że nie wolno otworzyć okna, bo dźwięk się będzie niósł po godzinach nocnych, ale odbiór muzyki był dla mnie bardzo utrudniony bo w którymś momencie nie dało się oddychać. Także niestety następnym razem baaardzo długo będę się zastanawiać, nim trafię znów do Progresji.
Kolejny minus? - Godziny otwarcia - na biletach mieliśmy napisane 18, wpuszczali od 19 a koncerty zaczynały się o 19:30. Poza tym, dla nieznających klubu, były dwa wejścia: bar i boczne, tam gdzie odbywał się fest: Niestety nie widziałam żadnych plakatów..(chociażby jeden) informujących, którędy do sceny).
Skupię się na muzyce, mimo pewnych problemów z komunikacją nagłośnieniowcy-muzycy.
Tides From Nebula - rewelacyjny koncert, energiczny, fascynujący
Spoiwo - odkrycie! brzmią bardzo profesjonalnie(czy wspominałam, że post-rocka słucha się najlepiej na żywo?)
No i gwiazda wieczoru (jak dumnie):
![]() |
| Tides Fron Nebula |
i muzyka.... polecam słuchać głośno.
wtorek, 17 lutego 2015
Wujek Oswald trafia do...typuję
IDY!
Tak, to jest pierwsze polskie marzenie, ponieważ doceniamy dopiero to, co zyska uznanie na świecie. Ale nie zawsze patrząc na przypadek zmarłego niedawno Igora Mitoraja.
Przyznam, nie widziałam jeszcze wszystkich, nominowanych do Wujków Oswaldów( Oscarów(R)) , filmów.
Mogę tylko wytypować po zachowaniu mediów i innych przesłankach, dlatego nie będą to typy dokładne. Jeżeli coś widziałam a nie typuję, to też to wyjaśnię.
Ubiegły rok kształtował się następująco, najgłośniejsze tytułu (ktoś jeszcze pamięta?) : Grawitacja, Ona, Zniewolony, Blue Jasmine, Witaj w Klubie, Tajemnica Filomeny, American Hustle, Wilk z Wall Street, a wszyscy i tak śpiewali Let it Go!
Na mnie największe wrażenie zrobił Zniewolony. American Hustle - nawet nie pamiętam o czym był, Wilk - uszedł, Let it Go! (na punkcje Frozen zwariowałam i obejrzałam go trzy razy pod rząd..ale to jest faza maniaka)
W tym roku ciekawych nominacji jest sporo.
Zacznę od najważniejszych dla fanki animacji:
Jak wytresowac smoka 2 - nie nie nie nie nie! słaby film naprawdę, scenariusz dziurawy muzyka się mogli bronić, ale nie
Wielka szóstka - bardzo standardowy film, bez szału też nie
Pudłaki - ciekawa akcja i bardzo ładna animacja kukiełkowa, historia z happy endem i jeżeli o mnie chodzi również mogłyby wygrać, jednak nie w tym roku.
Kaguyahime no Monogatari - nie, kreska jest zbyt japońska na amerykańskie gusta
wygra: Song of the sea - śpiewam Peany na cześć tej baśni już po obejrzeniu trailera, ufam też że jest równie dobra jak Księga z Kells - która niestety mimo nominacji nie dostała posążka.
Najlepszy film?
z nominacji stawiam na Boyhood, jest to najciekawszy projekt jaki się pojawił a też samo pojęcie uchwycenia mijającego czasu na jednym filmie. Mistrzostwo! Jest u mnie w kolejce do obejrzenia w kinie.
Rywale: Birdman. Gra Tajemnic, Grand Budapest Hotel, Selma, Snajper, Teoria Wszystkiego, Whiplash.
Aktor?
Mam problem między Benedict Cumberbatch/ Eddie Redmayn?, jednak uważam, że ten drugi wygra. Żadnego z filmów nie widziałam. Strzał na ślepo jak przy zakładach.
Aktorka?
Julian Moore zagrała ostatnio w wielu dziwnych (Jak Siódmy syn) filmach, należy jej się po prostu. Mój typ. Jednak widzę że większą promocję mogła mieć Zaginiona Dziewczyna z Rosamund Pike.
Aktor drugoplanowy?
Zdecydowanie Robert Duvall. Film "Sędzia" bardzo przypadł mi do gustu z uwagi na właśnie jego świetną dramatyczną rolę wielowymiarowej, nie do końca złej ale i nie dobrej postaci. Takiej ludzkiej nie wyidealizowanej.
Aktorka drugoplanowa ?
Meryl Streep - umie śpiewać (w Mamma Mia nie przypadła mi do gustu bo to Abba..) a i jej filmowa metamorfoza była interesująca, chociaż w Tajemnicach Lasu akcja pędziła na złamanie karku sam film broni się obsadą. Jest pewniakiem dla chyba większości.
Reżyser ?
Wes Anderson, Grand Budapest Hotel jest u mnie w kolejce (nie udało mi się go obejrzeć w ubiegłym tygodniu niestety, kiedy to miałam okazję) - ale kojarzę go bardzo dobrze z reżyserii Fantastycznego Pana Lisa.
Scenariusz oryginalny - znowu Boyhood
Adaptacja? Teoria Wszystkiego. Dziękuję.
Nieanglojęzyczny... mam wrażenie że będą to Dzikie Historie mimo tego, że Ida ma naprawdę duże szanse. Dlaczego? Nie i koniec.
Charakteryzacja - nie nominuję obejrzanych Strażników Galaktyki. Zbytnio tandetne i mało odkrywcze kostiumy (Groot to nie był kostium), wole Grand Budapest Hotel (strzelam całkowicie)
Muzyka, scenografia, dźwięk? - Interstellar - dlaczego ten film ma tak mało nominacji? Historia bardzo dobra, zgrabnie poprowadzona, te efekty specjalne i wizualizacje super! Czyżby zbyt pesymistyczny dla Akademii Wuja Olbrechta?
Piosenka ?- Lost Stars - Keira Knightley - Jest urocza
Kostiumy ? - Jednak Maleficient.. dostanie Oswalda z rogami.
Co do zdjęć, nie wypowiem się, nie ma żadnego polskiego operatora.
A film dokumentalny?
Być może ten o Snowdenie...ale nie, to by było zbyt groźne.
Film o amatorce-fotografce jest powtórzeniem nieco historii o Sugarmanie dlatego tez nie podejrzewam wygranej.
W niedzielę siadam przed kompem i szukam relacji na żywo...
Tak, to jest pierwsze polskie marzenie, ponieważ doceniamy dopiero to, co zyska uznanie na świecie. Ale nie zawsze patrząc na przypadek zmarłego niedawno Igora Mitoraja.
Przyznam, nie widziałam jeszcze wszystkich, nominowanych do Wujków Oswaldów( Oscarów(R)) , filmów.
Mogę tylko wytypować po zachowaniu mediów i innych przesłankach, dlatego nie będą to typy dokładne. Jeżeli coś widziałam a nie typuję, to też to wyjaśnię.
Ubiegły rok kształtował się następująco, najgłośniejsze tytułu (ktoś jeszcze pamięta?) : Grawitacja, Ona, Zniewolony, Blue Jasmine, Witaj w Klubie, Tajemnica Filomeny, American Hustle, Wilk z Wall Street, a wszyscy i tak śpiewali Let it Go!
Na mnie największe wrażenie zrobił Zniewolony. American Hustle - nawet nie pamiętam o czym był, Wilk - uszedł, Let it Go! (na punkcje Frozen zwariowałam i obejrzałam go trzy razy pod rząd..ale to jest faza maniaka)
W tym roku ciekawych nominacji jest sporo.
Zacznę od najważniejszych dla fanki animacji:
Jak wytresowac smoka 2 - nie nie nie nie nie! słaby film naprawdę, scenariusz dziurawy muzyka się mogli bronić, ale nie
Wielka szóstka - bardzo standardowy film, bez szału też nie
Pudłaki - ciekawa akcja i bardzo ładna animacja kukiełkowa, historia z happy endem i jeżeli o mnie chodzi również mogłyby wygrać, jednak nie w tym roku.
Kaguyahime no Monogatari - nie, kreska jest zbyt japońska na amerykańskie gusta
wygra: Song of the sea - śpiewam Peany na cześć tej baśni już po obejrzeniu trailera, ufam też że jest równie dobra jak Księga z Kells - która niestety mimo nominacji nie dostała posążka.
Najlepszy film?
z nominacji stawiam na Boyhood, jest to najciekawszy projekt jaki się pojawił a też samo pojęcie uchwycenia mijającego czasu na jednym filmie. Mistrzostwo! Jest u mnie w kolejce do obejrzenia w kinie.
Rywale: Birdman. Gra Tajemnic, Grand Budapest Hotel, Selma, Snajper, Teoria Wszystkiego, Whiplash.
Aktor?
Mam problem między Benedict Cumberbatch/ Eddie Redmayn?, jednak uważam, że ten drugi wygra. Żadnego z filmów nie widziałam. Strzał na ślepo jak przy zakładach.
Aktorka?
Julian Moore zagrała ostatnio w wielu dziwnych (Jak Siódmy syn) filmach, należy jej się po prostu. Mój typ. Jednak widzę że większą promocję mogła mieć Zaginiona Dziewczyna z Rosamund Pike.
Aktor drugoplanowy?
Zdecydowanie Robert Duvall. Film "Sędzia" bardzo przypadł mi do gustu z uwagi na właśnie jego świetną dramatyczną rolę wielowymiarowej, nie do końca złej ale i nie dobrej postaci. Takiej ludzkiej nie wyidealizowanej.
Aktorka drugoplanowa ?
Meryl Streep - umie śpiewać (w Mamma Mia nie przypadła mi do gustu bo to Abba..) a i jej filmowa metamorfoza była interesująca, chociaż w Tajemnicach Lasu akcja pędziła na złamanie karku sam film broni się obsadą. Jest pewniakiem dla chyba większości.
Reżyser ?
Wes Anderson, Grand Budapest Hotel jest u mnie w kolejce (nie udało mi się go obejrzeć w ubiegłym tygodniu niestety, kiedy to miałam okazję) - ale kojarzę go bardzo dobrze z reżyserii Fantastycznego Pana Lisa.
Scenariusz oryginalny - znowu Boyhood
Adaptacja? Teoria Wszystkiego. Dziękuję.
Nieanglojęzyczny... mam wrażenie że będą to Dzikie Historie mimo tego, że Ida ma naprawdę duże szanse. Dlaczego? Nie i koniec.
Charakteryzacja - nie nominuję obejrzanych Strażników Galaktyki. Zbytnio tandetne i mało odkrywcze kostiumy (Groot to nie był kostium), wole Grand Budapest Hotel (strzelam całkowicie)
Muzyka, scenografia, dźwięk? - Interstellar - dlaczego ten film ma tak mało nominacji? Historia bardzo dobra, zgrabnie poprowadzona, te efekty specjalne i wizualizacje super! Czyżby zbyt pesymistyczny dla Akademii Wuja Olbrechta?
Piosenka ?- Lost Stars - Keira Knightley - Jest urocza
Kostiumy ? - Jednak Maleficient.. dostanie Oswalda z rogami.
Co do zdjęć, nie wypowiem się, nie ma żadnego polskiego operatora.
A film dokumentalny?
Być może ten o Snowdenie...ale nie, to by było zbyt groźne.
Film o amatorce-fotografce jest powtórzeniem nieco historii o Sugarmanie dlatego tez nie podejrzewam wygranej.
W niedzielę siadam przed kompem i szukam relacji na żywo...
środa, 10 grudnia 2014
Ogłoszenia ogłoszenia ogłoszenia...
Nadchodzi czas, kiedy przebudzają się Early Tickets i można "zaoszczędzić" jadąc na festiwale.
Dziś Opener ogłosi pierwszego Headlinera
Orange ogłosiło
Off jeszcze czekamy...
Free Form cisza...
Co to będzie co to będzie?
Oczywiście walka między festiwalami o wykonawców trwa.
W tym roku, z uwagi na to, że właściwie jestem weteranem festiwalowym musiałby przyjechać naprawdę znany zespół (na którym dotychczas nie byłam, lub wydał jeszcze lepszą płytę niż poprzednio), lub też odkryte przeze mnie niedawno perełki.
Będę lecieć jak na skrzydłach na:
Vaults - brytyjską grupę indie, grająca obecnie jedynie po dwóch stronach Kanału La Manche.
Zola Jesus - znana ze współpracy z M83 a także przez to, że jej muzyka zaczyna pojawiać się w trailerach filmowych
London Grammar - gwiazdy! Chociaż ich to bym chętniej zobaczyła na jakimś niewielkim koncercie...
a także takie, które opisywałam już na blogu:
Gem Club
Jaymes Young
Sam Brookies
Najmniej wyczekuję w tym roku Openera, forma mi się znudziła, ceny biletów powalają.
Nie podeszła mi też forma łączenia z teatrem czy sztuką.
Najbardziej oczekuję młodych rozwijających się festiwali. Również bardzo podszedł mi w tym roku Off... właściwie sen był dla słabych (co to jest 10 godzin w ciągu trzech dni) bo było tyle ciekawych rzeczy,tyle do obejrzenia i do tego zabrałam w trasę osobę bez której koncert mogłby się nie odbyć w sobotę ;) (pozdrawiam z miejsca).
Off jest dobry bo naprawdę jest OFFowy, najwięcej nowej muzyki. Mało mainstreamu dzieki czemu trafiają tam ludzie, którzy chcą coś odkryć. minus? baza jedzeniowo - alkoholowa. Cena nie zabija.
Orange spoko, jeżeli tylko poradzą sobie z nagłośnieniem, ceny biletów zabójcze pewnie jak zwykle. Jednak warto, ponieważ odpada wydawanie kasy na podróż (jeżeli z zawirowaniami w poszukiwaniu pracy nie wyląduje w innym mieście) i na stołowanie się. Trochę się zastanawiam, czy to będzie na głównym torze, czy tak z boku jak Selector. ale może im się uda to zmieścić.
Free Form Festival - dla mnie odkrycie roku! szaleństwo weekendowe przemieniło się w coś... dzikiego. Zimno straszliwie, hartowaliśmy się w zimnych halach a dla rozgrzewki zaczynaliśmy skakać. Genialnie. I równie blisko. Przypadkowych ludzi też nie było.
Dlatego z ciekawością przyjmuję informacje, kto w tym roku.
Ciężko będzie mnie zaskoczyć, Muse po raz drugi -warto, Chemical Brothers po raz trzeci (?) - nadal warto. Mela Koteluk po raz trzeci ? - wystarczy.
z wielkich gwiazd do zobaczenia zostali mi:
Foo Fighters, AC/DC, Iron Maiden, You Me at Six, White Lies Editors (jak widać, rockowe zespoły), Lisa Gerard, Yoko Kanno (tu poważnie), z bardziej popowych biegłabym na Taylor Swift (mała słabość od kilku lat..) a takżę na Flight Facilities.
Koniec, bo się rozmarzam.
Wracam do szukania pracy a nie bujania w obłokach.
Edit: po wczorajszych ogłoszeniach jestem oczywiście nieco rozczarowana, nie wiem co Ziółek się dziwił, że Alt-J jest bardzo oczekiwany.. OCZYWIŚCIE ZE JEST! (i właściwie tyle zaaferowania z mojej strony).
St. Vincent (jakoś zapamiętałam nazwę) bez szału zupełnie, to samo jak z Johnnym Greenwoodem
Dziś Opener ogłosi pierwszego Headlinera
Orange ogłosiło
Off jeszcze czekamy...
Free Form cisza...
Co to będzie co to będzie?
Oczywiście walka między festiwalami o wykonawców trwa.
W tym roku, z uwagi na to, że właściwie jestem weteranem festiwalowym musiałby przyjechać naprawdę znany zespół (na którym dotychczas nie byłam, lub wydał jeszcze lepszą płytę niż poprzednio), lub też odkryte przeze mnie niedawno perełki.
Będę lecieć jak na skrzydłach na:
Vaults - brytyjską grupę indie, grająca obecnie jedynie po dwóch stronach Kanału La Manche.
Zola Jesus - znana ze współpracy z M83 a także przez to, że jej muzyka zaczyna pojawiać się w trailerach filmowych
London Grammar - gwiazdy! Chociaż ich to bym chętniej zobaczyła na jakimś niewielkim koncercie...
a także takie, które opisywałam już na blogu:
Gem Club
Jaymes Young
Sam Brookies
Najmniej wyczekuję w tym roku Openera, forma mi się znudziła, ceny biletów powalają.
Nie podeszła mi też forma łączenia z teatrem czy sztuką.
Najbardziej oczekuję młodych rozwijających się festiwali. Również bardzo podszedł mi w tym roku Off... właściwie sen był dla słabych (co to jest 10 godzin w ciągu trzech dni) bo było tyle ciekawych rzeczy,tyle do obejrzenia i do tego zabrałam w trasę osobę bez której koncert mogłby się nie odbyć w sobotę ;) (pozdrawiam z miejsca).
Off jest dobry bo naprawdę jest OFFowy, najwięcej nowej muzyki. Mało mainstreamu dzieki czemu trafiają tam ludzie, którzy chcą coś odkryć. minus? baza jedzeniowo - alkoholowa. Cena nie zabija.
Orange spoko, jeżeli tylko poradzą sobie z nagłośnieniem, ceny biletów zabójcze pewnie jak zwykle. Jednak warto, ponieważ odpada wydawanie kasy na podróż (jeżeli z zawirowaniami w poszukiwaniu pracy nie wyląduje w innym mieście) i na stołowanie się. Trochę się zastanawiam, czy to będzie na głównym torze, czy tak z boku jak Selector. ale może im się uda to zmieścić.
Free Form Festival - dla mnie odkrycie roku! szaleństwo weekendowe przemieniło się w coś... dzikiego. Zimno straszliwie, hartowaliśmy się w zimnych halach a dla rozgrzewki zaczynaliśmy skakać. Genialnie. I równie blisko. Przypadkowych ludzi też nie było.
Dlatego z ciekawością przyjmuję informacje, kto w tym roku.
Ciężko będzie mnie zaskoczyć, Muse po raz drugi -warto, Chemical Brothers po raz trzeci (?) - nadal warto. Mela Koteluk po raz trzeci ? - wystarczy.
z wielkich gwiazd do zobaczenia zostali mi:
Foo Fighters, AC/DC, Iron Maiden, You Me at Six, White Lies Editors (jak widać, rockowe zespoły), Lisa Gerard, Yoko Kanno (tu poważnie), z bardziej popowych biegłabym na Taylor Swift (mała słabość od kilku lat..) a takżę na Flight Facilities.
Koniec, bo się rozmarzam.
Wracam do szukania pracy a nie bujania w obłokach.
Edit: po wczorajszych ogłoszeniach jestem oczywiście nieco rozczarowana, nie wiem co Ziółek się dziwił, że Alt-J jest bardzo oczekiwany.. OCZYWIŚCIE ZE JEST! (i właściwie tyle zaaferowania z mojej strony).
St. Vincent (jakoś zapamiętałam nazwę) bez szału zupełnie, to samo jak z Johnnym Greenwoodem
środa, 9 lipca 2014
Festiwalowiczankóweczka
![]() |
| Zielona trawa przed festiwalem...już nie długo |
I tyle słów.
Tyle muzyki odkrytej i potwierdzonej wielkości.
Jako moja 6 edycja Opener nie powalał już ani rozmachem, ani organizacja, być może się przyzwyczaiłam do tego co dobre.
Po poznaniu pełnego line-up nie słuchałam już żadnego z zespołów będących na Openerze, z czystą premedytacją, żeby się nie znudzić, nie rozczarować, że nie graja jak na płycie czy żeby w końcu odkryć organoleptyczne (w tym przypadku uchem) czy naprawdę warto ?
Ponieważ minusów jest niewiele, zacznę od nich:
1. Największy zawód:
- kiedy okazało się że Lykke Li naprawdę jest smutnym człowiekiem i nie warto bylo jej dawać na scenę główną. Od tego momentu przestaję jej słuchać, nie warto. Utwierdziłam się również z Interpolem, że nadal grają na jedno kopyto. Piewsza wypadła z moich playlist drudzy nadal na nie nie wrócą.
2. Nagłośnienie na The Horrors
- nie sądziłam, że dadzą de z takim koncertem, muzyka była bardzo dobra ale prawie nie było słychać wokalisty zza ściany gitar. Charakterystyczny niski głos Farisa Badwana nie został przez to dobrze wyeksponowany. Ma on ciepły wokal - gdzie on utonął?
3. Ludzie
- litości...dwie naparzające się kobiety daleko od sceny bo jedna drugą szturchnęła? hahahaha, agresja jest większa na festiwalach u dziewczyn niż u chłopaków. Socjologicznie nie mam pojęcia czym jest to podyktowane.
PLUSY (najcudowniejsze, resztę zachowam dla siebie) :
1. Pogoda - mimo początkowych dziwactw była jedną z najlepszych jakie udało się uświadczyć, żadnych ostrzeżeń o gradobiciach, żadnych totalnych oberwań chmur. Moje gumiaczki nadal kwitną w samochodzie.
2. Odkrycia muzyczne:
- gdybym odsłuchiwała Jagwar Ma przed festiwalem, nie poszłabym na koncert. Ujęli mnie energią, radością z muzyki i ogólnym świetnym brzmieniem. A także tym. jak bardzo porwali ludzi do skoków. Nie wiem czy jeszcze oprócz tego koncertu zdarzyło się tupanie parkiet żeby wrócili i śpiewanie piosenek żeby wrócili.
Nie wrócili, ale patrząc na ich reakcje - wrócą na ban już na inny koncert.
- Daughter - ponieważ leciałam na Bastille nie byłam na całym koncercie (kwestia wyboru jest dramatem na festiwalach) ujęli mnie lekkością śpiewu, doskonałymi kompozycjami i lekkością.
- Foals - jeden właściwie z najlepszych koncertów na Opener Stage - szkoda tylko że w pełnym słońcu
- Rudimental - muszę powiedzieć, że jak oni rozbujali tą zastaną zmęczoną publikę o tej 1 w nocy, i ja mimo całkowitego zmęczenia materiału byłam w stanie jeszcze pobiegać, poskakać pokrzyczeć yeeeah!
- Bastille - energia, dziki tłum "słuchających eski" jednodniowych festiwalowiczów nie przeszkodził mi, chociaż miałam wrażenie że bawię się najlepiej w okolicy,
- Haim - od ich koncertu żałuje, że nie przywiązałam się do gitary na stałe (tak, zawsze mogę to nadrobić), i że efekt cheerlederki działa. Bardzo podoba mi się głos wokalistki prowadzącej i czuć mnóstwo inspiracji latami 80-tymi.
O dziwo nie zauważyłam żadnych lanserów, albo tez chodziłam innymi ścieżkami niż oni.
Jak dobrze...
Odchorowuję zatem swoje, i pozostawiam się z wrażeniami muzycznymi, nauką na przyszłość i muzyką, która łączy.
![]() |
| zółta trawa..odrośnie :) |
środa, 25 czerwca 2014
Gdzie mnie znajdziesz w.... lipcu?
Rozpoczyna się najgorętszy (teoretycznie) okres w roku.
Przez niektórych zwany wakacjami (tak, też mam chęć rzucić wszystko i wyjechać) inni ciułają na niego rok cały i planują już od stycznia co by tu robić przez każdy cudownie ciepły, miły, wieczór/dzień "wakacji".
Ja swoim zwyczajem liczę od majówki do końca września. Jednak w tym roku nie dane nam było w Stolycy poznać więcej niż tygodnia prawdziwie letnich upałów.
Rozpoczynam cykl letni "you can find me..." w którym będę opisywać atrakcje Warszawskie lub też i Polskie w których wezmę udział. Później też postaram się każdą zrelacjonować.
Plany są następujące:
26 czerwca - Kino Samochodowe w dzielnicy Wawer - nigdy nie byłam na kinie samochodowym. Jeżeli nie zbiorę ekipy jadę sama, a jeżeli zbiorę - tym lepiej! Mam zamiar sprawdzić, czy dach samochodu wytrzymałby mój ciężar w przypadku ładnej pogody a w przypadku gorszej, poeksperymentować, czy fotele samochodowe są równie wygodne do oglądania filmów? Czas najwyższy umyć szybki....
link do wydarzenia TU
27 czerwca - wybieram się na przywitanie lata w studenckim gronie. Zaiste może być zacnie :)
28 czerwca - w Plażowej - która znajduje się między Temat Rzeka a Stadionem Narodowym odbędzie się koncert Low Roar! Bardzo podoba mi się ten rodzaj muzyki, także postaram się pogodzić jakoś pakowanie na kolejny punkt (patrz niżej) i odwiedzić to zacne miejsce. Debiut w Plażowej zaliczyłam przy okazji premiery singla Elektryczny - Orkiestry Męskiego Grania. link również do fejsbukowego wydarzenia TU
1-6 lipca - Opener - modlitwy o słońce niechaj zostaną wysłuchane! oby gumiaczki mi się nie przydały... Będę biegać między scenami, jeść dziwne jedzenie o jeszcze dziwniejszych porach i spać na plaży. Marzenie.. a wszystko jasne jak obejrzy się To!
26 lipca - czekają mnie jak co roku Nowe Horyzonty! - miejsce i ludzie marzenie, nie wiem tylko, czy uda mi się wpaść jedynie na weekend czy na dłużej.. albo też Audioriver - sama jeszcze nie wiem.. jeżeli to drugie to NH odwiedzę...
od pierwszego do trzeciego sierpnia! Impreza zamknięcia NH jest najlepszą jakie znam, a jeżeli nie, to czeka mnie OFF - tematy nadal pozostają otwarte.
Sierpień zapowiada się spokojniej jeżeli chodzi o festiwale i atrakcje, ale tak to chyba czyste szaleństwo.
Pod koniec miesiąca będę płakać za wyczyszczonym kontem na te wszystkie atrakcje.
Bardzo ciekawie i bardzo bogato prezentuje się w te wakacje Letnia Stolica, uzbrojona w kocyk, poduszki i dużą ilość środków na komary i dobrego humoru mogę dotrzeć na naprawdę fajne seanse (nie Woody Allen na szczęście już).
Dobranoc
Przez niektórych zwany wakacjami (tak, też mam chęć rzucić wszystko i wyjechać) inni ciułają na niego rok cały i planują już od stycznia co by tu robić przez każdy cudownie ciepły, miły, wieczór/dzień "wakacji".
Ja swoim zwyczajem liczę od majówki do końca września. Jednak w tym roku nie dane nam było w Stolycy poznać więcej niż tygodnia prawdziwie letnich upałów.
Rozpoczynam cykl letni "you can find me..." w którym będę opisywać atrakcje Warszawskie lub też i Polskie w których wezmę udział. Później też postaram się każdą zrelacjonować.
Plany są następujące:
26 czerwca - Kino Samochodowe w dzielnicy Wawer - nigdy nie byłam na kinie samochodowym. Jeżeli nie zbiorę ekipy jadę sama, a jeżeli zbiorę - tym lepiej! Mam zamiar sprawdzić, czy dach samochodu wytrzymałby mój ciężar w przypadku ładnej pogody a w przypadku gorszej, poeksperymentować, czy fotele samochodowe są równie wygodne do oglądania filmów? Czas najwyższy umyć szybki....
link do wydarzenia TU
27 czerwca - wybieram się na przywitanie lata w studenckim gronie. Zaiste może być zacnie :)
28 czerwca - w Plażowej - która znajduje się między Temat Rzeka a Stadionem Narodowym odbędzie się koncert Low Roar! Bardzo podoba mi się ten rodzaj muzyki, także postaram się pogodzić jakoś pakowanie na kolejny punkt (patrz niżej) i odwiedzić to zacne miejsce. Debiut w Plażowej zaliczyłam przy okazji premiery singla Elektryczny - Orkiestry Męskiego Grania. link również do fejsbukowego wydarzenia TU
1-6 lipca - Opener - modlitwy o słońce niechaj zostaną wysłuchane! oby gumiaczki mi się nie przydały... Będę biegać między scenami, jeść dziwne jedzenie o jeszcze dziwniejszych porach i spać na plaży. Marzenie.. a wszystko jasne jak obejrzy się To!
26 lipca - czekają mnie jak co roku Nowe Horyzonty! - miejsce i ludzie marzenie, nie wiem tylko, czy uda mi się wpaść jedynie na weekend czy na dłużej.. albo też Audioriver - sama jeszcze nie wiem.. jeżeli to drugie to NH odwiedzę...
od pierwszego do trzeciego sierpnia! Impreza zamknięcia NH jest najlepszą jakie znam, a jeżeli nie, to czeka mnie OFF - tematy nadal pozostają otwarte.
Sierpień zapowiada się spokojniej jeżeli chodzi o festiwale i atrakcje, ale tak to chyba czyste szaleństwo.
Pod koniec miesiąca będę płakać za wyczyszczonym kontem na te wszystkie atrakcje.
Bardzo ciekawie i bardzo bogato prezentuje się w te wakacje Letnia Stolica, uzbrojona w kocyk, poduszki i dużą ilość środków na komary i dobrego humoru mogę dotrzeć na naprawdę fajne seanse (nie Woody Allen na szczęście już).
Low Roar na dobranoc...
poniedziałek, 5 maja 2014
Prawdziwy odpoczynek nie istnieje!
Dużo się wydarzyło podczas ostatnich dwóch tygodni, rozmawiałam z taką rzeszą ciekawych, pozytywnie zakręconych ludzi. Do tego majówka.
I próbowałam, i nadal próbuję znaleźć definicję prawdziwego odpoczynku.
Dla każdego jest co innego.
Panna Kognitywna wypoczywa aktywnie jeżdżąc rowerem.
Cała grupa zaś znajomych jest na festiwalu Kino na Granicy na który niestety w tym roku nie dotarłam i chyba już, z uwagi na mnóstwo innych leniwych zajęć, nie dotrę niestety. Oglądają filmy, słuchają muzyki czeskiej polskiej i jak najbardziej alternatywnej, potem idą do Orlicy.
Czym jest wypoczynek?
Warszawskim trybem jest to całkowita aktywność powodująca nie myślenie ani o pracy ani o niczym innym. Biegać do totalnego zmęczenia, jechać, iść na dodatkowe zajęcia gdzie łupanka pseudomuzyczna i pseudoartystyczna niszczy komórki mózgowe.
Kino Teatr Muzeum są w mniejszości, bo jak w przypadku dwóch pierwszych ceny powalają , tak w przypadku Muzeum godziny nie są dostosowane często dla nikogo oprócz wycieczek szkolnych.
Poza tym dzikie tłumy we wszystkie dni wolne skutecznie zniechęcają do metalnego pastwienia się nad sztuką.
Można też wypożyczyć film, kupić film, obejrzeć film. W zaciemnionym pokoju z herbatką. Samej lub i nie.
Niektórych relaksuje leżenie i słuchanie muzyki, o szczęśliwcy!
Jako typowy multitasking robię wiele rzeczy na raz. Chociaż czasem da się pochylić nad jedną jest to dla mnie niesamowicie trudne i wymaga super kontroli. Bo inaczej ręka w stronę telefonu, palce w stronę sznurka i kręcę supełki albo tworzę coś z niczego.
Totalnie.
Solowo akceptowalne są dla mnie też gry komputerowe, chociaż po spędzeniu 8-10 godzin przed kompem i intensywnie expiąc mam kaca mentalnego i dramatyczny ból głowy.
A jeżeli jednak zajęcia grupowe (ale nie sport) dyskusje, spotkania przy obiedzie wspólne pichcenie. Relaksuje mnie to, że nie jestem odszczepieńcem i jestem akceptowana przez społeczeństwo. Potrzeba akceptacji jest jednak jedną z najbardziej podstawowych potrzeb człowieka.
Pichcenie!
Nie ma dwóch takich samych smaków także każdy doprawia wszystko po swojemu, te nieznaczne różnice są widoczne. Najłatwiej to widać po prostych daniach. Najlepiej smakują kanapki robione przez kogoś.
Leżenie plackiem wkurza, zwłaszcza jeżeli jest się chorym i nie ma się głowy do niczego innego tylko leżenia.
Leżenie na plaży/łące/nad stawem/ w lesie/ na wodzie/ na łódce/ na ławce.
Jest CZYMŚ bo jest poza domem, bezpieczeństwem w niebezpiecznym bo "nie swoim" rejonie.
Ale trzeba dotrzeć, podjąć wysiłek, zaplanować lub dać się ponieść niepewności.
Bez tego nie będzie prawdziwego odpoczynku.
Dlatego jeździłam się wyżyć na festiwale.
I chyba dlatego poszłam dzisiaj do pracy w stanie błogiej nieświadomości i spływały po mnie złośliwości i byłam w stanie uśmiechać się do ludzi, co nie zdarzyło się już bardzo dawno temu.
ODPOCZĘŁAM
I dlatego lubię muzykę taki typ muzyki..bo zwiastuje drogę i cel (i palmy na końcu)
Poza tym dzikie tłumy we wszystkie dni wolne skutecznie zniechęcają do metalnego pastwienia się nad sztuką.
Można też wypożyczyć film, kupić film, obejrzeć film. W zaciemnionym pokoju z herbatką. Samej lub i nie.
Niektórych relaksuje leżenie i słuchanie muzyki, o szczęśliwcy!
Jako typowy multitasking robię wiele rzeczy na raz. Chociaż czasem da się pochylić nad jedną jest to dla mnie niesamowicie trudne i wymaga super kontroli. Bo inaczej ręka w stronę telefonu, palce w stronę sznurka i kręcę supełki albo tworzę coś z niczego.
Totalnie.
Solowo akceptowalne są dla mnie też gry komputerowe, chociaż po spędzeniu 8-10 godzin przed kompem i intensywnie expiąc mam kaca mentalnego i dramatyczny ból głowy.
A jeżeli jednak zajęcia grupowe (ale nie sport) dyskusje, spotkania przy obiedzie wspólne pichcenie. Relaksuje mnie to, że nie jestem odszczepieńcem i jestem akceptowana przez społeczeństwo. Potrzeba akceptacji jest jednak jedną z najbardziej podstawowych potrzeb człowieka.
Pichcenie!
Nie ma dwóch takich samych smaków także każdy doprawia wszystko po swojemu, te nieznaczne różnice są widoczne. Najłatwiej to widać po prostych daniach. Najlepiej smakują kanapki robione przez kogoś.
Leżenie plackiem wkurza, zwłaszcza jeżeli jest się chorym i nie ma się głowy do niczego innego tylko leżenia.
Leżenie na plaży/łące/nad stawem/ w lesie/ na wodzie/ na łódce/ na ławce.
Jest CZYMŚ bo jest poza domem, bezpieczeństwem w niebezpiecznym bo "nie swoim" rejonie.
Ale trzeba dotrzeć, podjąć wysiłek, zaplanować lub dać się ponieść niepewności.
Bez tego nie będzie prawdziwego odpoczynku.
Dlatego jeździłam się wyżyć na festiwale.
I chyba dlatego poszłam dzisiaj do pracy w stanie błogiej nieświadomości i spływały po mnie złośliwości i byłam w stanie uśmiechać się do ludzi, co nie zdarzyło się już bardzo dawno temu.
ODPOCZĘŁAM
I dlatego lubię muzykę taki typ muzyki..bo zwiastuje drogę i cel (i palmy na końcu)
niedziela, 13 kwietnia 2014
NIE bądź perłą festiwalu!
Trwa Coachella, rozmarzyłam się nieco leżąc w łóżku z temperaturą...
Festiwale muzyczne czy filmowe to niesamowicie intratny biznes.
Każdy ma swoją stylistykę, swoje historie, style, typowych przedstawicieli i zachowania.
Pod lupę wezmę dwa festiwale bardzo charakterystyczne. w jednym miałam swój udział jako wolontariusz, w drugim byłam zaledwie albo i aż uczestnikiem.
Pierwszym festiwalem są Nowe Horyzonty - obecnie T-mobile a wcześniej Era.
Odbywały się przez pierwsze lata w Cieszynie a od 2006 roku ku mojemu wówczas wielkiemu zadowoleniu przeniosły się do Wrocławia i tam są do dziś.
Jest to totalna wylęgarnia ludzi zafascynowanych sztuką filmową, zarówno młodych jak i starszych. Obecna moda na nie mainstreamowe nieamerykańskie kino miała swój zalążek najbardziej właśnie tam.
Podczas mojej pracy natknęłam się na naprawdę fajnych, świetnych obytych ludzi i razem obserwowaliśmy jak powstawały "perełki" które rozdrażniają pozostałych, tych zwyczajnych i mniej zwyczajnych uczestników.
Drugi festiwal, na który w tym roku na pewno się wybieram to Opener w Gdyni. będzie to mój szósty (od 2008 bez 2013 r.) również podczas tego festiwalu zdarzyło mi się zwrócić uwagę na różne negatywne typy "festiwalowiczów". pozytywnych jest o wiele więcej.
1. Huntersy - niegdyś porządne, jak sama nazwa wskazuje gumiaki dla trepów i mysliwych, stały się istną plagą na kopytkach zwiewnych gazel festiwalowych. Mogą być czarne od błota, ale logo widać być musi. co roku zjawia się coraz więcej dziewczyn w dziwnych butach z białymi naklejkami z przodu. Fajnie, ale ja na festiwal biorę rzeczy lekkie, przewiewne, łatwo schnące i wielokrotnego użytku i takie, których nie będzie mi żal zostawić w błocie.
2.Koczki na czubku głowy - jestem osobą na tyle wysoką, że nie mam problemu z widzeniem na festiwalach, staram się jednak nie dobijać tym ludzi i nie dodaję sobie centymetrów modnym "koczkiem" na czubku głowy, nie dość, że to podskakuje przy gwałtownych ruchach to jeszcze naprawde, nie jest konieczne na festiwalu i w kinie gdzie każdy centymetr się liczy! Także modnym koczkom mówię NIE. Szanujmy współwidzów/ współfanów którzy też chcą coś zobaczyć.
3. "Dymki" ok, stoi mnóstwo ludzi, tłum, ścisk przed koncertem, a tutaj jeden taki odpala fajeczkę. Dym gryzie, a nie rzadko też źle trzymany papieros żarem wypala dziurę w bluzie. Tu wrzucę trochę mojego typowego jadu: ok, karm sobie swoje płuca, ale nie niszcz mi ubrań/spodni/butów/skóry/zdrowia. odejdź kawałek albo nie pchaj się pod scenę. Zwracam zawsze takim uwagę, ale na samym koncercie, kiedy tylko muzyka w głowie jest to ciężka sytuacja.
4. Cierpienie pola namiotowego: woreczki foliowe prawie nic nie ważą, i staram się zbierać swoje śmieci do takowych. ale byłam raz świadkiem, jak worki od innego namiotu wylądowały pod moim. Oddałam z powrotem.
Posprzątać po sobie nie jest trudno. Naprawdę. Poza tym, niektóre rzeczy można robić ciszej.
Dwie sytuacje, które skończyły się sympatycznie:
- raz obok mojego namiotu rozkładała się ekipa, z moim campusem z poprzednich lat, niechcący odruchowo schowałam do siebie ich pokrowiec na namiot. Na szczęście się ogarnęłam i skończyliśmy radośnie piwkując.
- dwa : mój namiot nie był jedyny podobny i raz w nocy wpakowała nam się ekipa ludzi szukająca swojego namiotu. Po dłuższej chwili zaspane my i znajomi tego człowieka wyperswadowali mu możliwość nocowania z nami. Również zabawnie.
Zasada co do tego: najlepiej namiot mieć w trudno dostępnym miejscu i nie przy brzegu ani przy drodze. w środku. Bezpieczniej zawsze.
5. Awanturnicy - och, męczarnia, na każdym festiwalu się znajdą. To uznają, że co tam reżyser który na pewno nie przyjdzie - miejsce jest to siedzą. Potem z wypraszaniem jest gorzej jak przyjdzie (akurat reżyserzy jak umawiają się że przyjdą na film to przychodzą, zwłaszcza Azjaci). A może to, że chce tylko na chwilę i co z tego że film trwa już przez godzinę? tylko na chwilę bo chcą recenzję napisać. Przepraszam, czego recenzję? trailera? Trzeba było się załapać na pokaz prasowy. Twórcy filmów nie lubią spóźnialskich na ich własne seanse, widzowie też takich nie lubią. Basta. Awanturnicy na koncertach przepychają się, próbują robić pogo do ambientu lub przepychają się do przodu tam, gdzie naprawdę już nie ma miejsca i to w połowie koncertu. super.
dla pokazania dramatu: BUKA(Troll) KOKOWA:
Festiwale muzyczne czy filmowe to niesamowicie intratny biznes.
Każdy ma swoją stylistykę, swoje historie, style, typowych przedstawicieli i zachowania.
Pod lupę wezmę dwa festiwale bardzo charakterystyczne. w jednym miałam swój udział jako wolontariusz, w drugim byłam zaledwie albo i aż uczestnikiem.
Pierwszym festiwalem są Nowe Horyzonty - obecnie T-mobile a wcześniej Era.
Odbywały się przez pierwsze lata w Cieszynie a od 2006 roku ku mojemu wówczas wielkiemu zadowoleniu przeniosły się do Wrocławia i tam są do dziś.
Jest to totalna wylęgarnia ludzi zafascynowanych sztuką filmową, zarówno młodych jak i starszych. Obecna moda na nie mainstreamowe nieamerykańskie kino miała swój zalążek najbardziej właśnie tam.
Podczas mojej pracy natknęłam się na naprawdę fajnych, świetnych obytych ludzi i razem obserwowaliśmy jak powstawały "perełki" które rozdrażniają pozostałych, tych zwyczajnych i mniej zwyczajnych uczestników.
Drugi festiwal, na który w tym roku na pewno się wybieram to Opener w Gdyni. będzie to mój szósty (od 2008 bez 2013 r.) również podczas tego festiwalu zdarzyło mi się zwrócić uwagę na różne negatywne typy "festiwalowiczów". pozytywnych jest o wiele więcej.
1. Huntersy - niegdyś porządne, jak sama nazwa wskazuje gumiaki dla trepów i mysliwych, stały się istną plagą na kopytkach zwiewnych gazel festiwalowych. Mogą być czarne od błota, ale logo widać być musi. co roku zjawia się coraz więcej dziewczyn w dziwnych butach z białymi naklejkami z przodu. Fajnie, ale ja na festiwal biorę rzeczy lekkie, przewiewne, łatwo schnące i wielokrotnego użytku i takie, których nie będzie mi żal zostawić w błocie.
2.Koczki na czubku głowy - jestem osobą na tyle wysoką, że nie mam problemu z widzeniem na festiwalach, staram się jednak nie dobijać tym ludzi i nie dodaję sobie centymetrów modnym "koczkiem" na czubku głowy, nie dość, że to podskakuje przy gwałtownych ruchach to jeszcze naprawde, nie jest konieczne na festiwalu i w kinie gdzie każdy centymetr się liczy! Także modnym koczkom mówię NIE. Szanujmy współwidzów/ współfanów którzy też chcą coś zobaczyć.
3. "Dymki" ok, stoi mnóstwo ludzi, tłum, ścisk przed koncertem, a tutaj jeden taki odpala fajeczkę. Dym gryzie, a nie rzadko też źle trzymany papieros żarem wypala dziurę w bluzie. Tu wrzucę trochę mojego typowego jadu: ok, karm sobie swoje płuca, ale nie niszcz mi ubrań/spodni/butów/skóry/zdrowia. odejdź kawałek albo nie pchaj się pod scenę. Zwracam zawsze takim uwagę, ale na samym koncercie, kiedy tylko muzyka w głowie jest to ciężka sytuacja.
4. Cierpienie pola namiotowego: woreczki foliowe prawie nic nie ważą, i staram się zbierać swoje śmieci do takowych. ale byłam raz świadkiem, jak worki od innego namiotu wylądowały pod moim. Oddałam z powrotem.
Posprzątać po sobie nie jest trudno. Naprawdę. Poza tym, niektóre rzeczy można robić ciszej.
Dwie sytuacje, które skończyły się sympatycznie:
- raz obok mojego namiotu rozkładała się ekipa, z moim campusem z poprzednich lat, niechcący odruchowo schowałam do siebie ich pokrowiec na namiot. Na szczęście się ogarnęłam i skończyliśmy radośnie piwkując.
- dwa : mój namiot nie był jedyny podobny i raz w nocy wpakowała nam się ekipa ludzi szukająca swojego namiotu. Po dłuższej chwili zaspane my i znajomi tego człowieka wyperswadowali mu możliwość nocowania z nami. Również zabawnie.
Zasada co do tego: najlepiej namiot mieć w trudno dostępnym miejscu i nie przy brzegu ani przy drodze. w środku. Bezpieczniej zawsze.
5. Awanturnicy - och, męczarnia, na każdym festiwalu się znajdą. To uznają, że co tam reżyser który na pewno nie przyjdzie - miejsce jest to siedzą. Potem z wypraszaniem jest gorzej jak przyjdzie (akurat reżyserzy jak umawiają się że przyjdą na film to przychodzą, zwłaszcza Azjaci). A może to, że chce tylko na chwilę i co z tego że film trwa już przez godzinę? tylko na chwilę bo chcą recenzję napisać. Przepraszam, czego recenzję? trailera? Trzeba było się załapać na pokaz prasowy. Twórcy filmów nie lubią spóźnialskich na ich własne seanse, widzowie też takich nie lubią. Basta. Awanturnicy na koncertach przepychają się, próbują robić pogo do ambientu lub przepychają się do przodu tam, gdzie naprawdę już nie ma miejsca i to w połowie koncertu. super.
dla pokazania dramatu: BUKA(Troll) KOKOWA:
![]() |
| z Tumblr edit: Malfay |
sobota, 5 kwietnia 2014
Magia muzyki
Słowem wstępu: zdarza mi się oglądać stare teledyski, czy relacje z koncertów od Woodstocku do lat '90 zawsze lekko podkpiwam z ówczesnych strojów i zachowań scenicznych. Muzycy słyną z ekstrawagancji na scenie, określa się ich jako "zwierzęta sceniczne" czy wręcz przeciwnie, przyciągają skromnością i skupiają na granej przez nich muzyce.
Kiedy ma się ulubionego, lub i mniej ulubionego artystę, zawsze ale to zawsze trzeba czatować na koncert! Odbiór staje się zupełnie inny, muzyka przestaje być częścią tła (żeby coś leciało..) a może być odebrana dosłownie całym ciałem. Głębokie dudnienie basów potrafi wpłynąć na pracę serca a duża ilość ludzi powoduje pewne scalenie się ze społeczeństwem pod "jednym wezwaniem".
Wczorajszego dnia odwiedziłam drugi raz, od czasu kiedy jestem w Warszawie, salę koncertową Palladium.
Okazją była pierwsza część Electronic Beats Festival - seria wydarzeń dziejących się w różnych miastach Europy ( od 28 marca koncerty grały w Pradze, teraz Warszawa, potem : Bratysława, Kolonia i Bonn) nie jest to trasa koncertowa jednego wykonawcy ale pokazanie różnorodności muzyki.
A to się na pewno udało wczorajszego wieczora.
Pierwsze wrażenie :
CO TO ZA FESTIWAL GDZIE SĄ MIEJSCA SIEDZĄCE?
1.
Pierwszy na deskach teatru zaprezentował się polski projekt KRÓL - znanego z Kawałek Kulki i UL/KR Błażeja Króla. Gitara elektryczna, gitara basowa niewielka konsola ustalająca rytm.
Muzyka którą zagrali była przestrzenna, wciskała się w każdy kąt sali, melancholijna a jednak bujająca. Nadal psioczyłam na krzesła (ale wstać się nie chciało, zawsze inna forma odbioru). Na plus w przypadku tego projektu jest to, że jest śpiewane po polsku. A w obecnych czasach wiadomo, trudniej jest napisać piosenkę po polsku nie ocierającą się o kicz czy przesadne udziwnienia. Ściany burzyły również momenty elektroniczne.
Koncert okazał się zdecydowanie za krótki.
2.
Kolejnym, dla mnie czystym odkryciem, bo nie byłam nigdy przesadną fanką Ólafura Arnalds, muzyka z Islandii jest nadal terra incognita, mimo poznania muzyki Bjork, Monsters And Men, Emiliany Torrini czy Sigur Rós.
Co mnie zachwyciło, to moje ulubione połączenie romantyczne: instrument klawiszowy (fortepian) za którym zasiadał Ólafur w połączeniu z dwiema parami skrzypiec, w tym prowadzącymi altówką oraz wiolonczelą. Szczypty ekstrawagancji dodawały partie grane na puzonie.
Jakby tu opisać dźwięki...
Skrząca się i perląca partiami fortepianu. Wibrująca strunami skrzypiec, łagodzona zawodzeniem wiolonczeli. Występ oszczędny w wizualnej formie jednak pełna kaskada dźwięków wybrzmiewała i porywała na meandry myśli. Specjalny gość Arnor Dan, który swoim wokalem przypomina mi nieco Kristera Lindera doskonale panował nad głosem i uzupełnił występ.
3.
Ostatni, był oczekiwany najbardziej Jose Gonzales jeden z moich ulubionych głosów i najlepszy towarzysz długich podróży. Jego muzyka jest wprost stworzona żeby gdzieś jechać czy biec.
Jest on wirtuozem gitary i właściwie do momentu kiedy nie usłyszałam jego muzyki, nie wiedziałam, że takie dźwięki można wydobyć z gitary. I jeszcze jednocześnie śpiewać!
Nie zrobił takiego wrażenia jak poprzedni występ. Należy on do kategorii miodu na serce.
Od razu człowiek chciał się otulić kocykiem (i tutaj już wiedziałam po co te krzesła) zrobić gorącej herbaty, albo pod wrażeniem rytmicznej gitary i spokojnego głosu Jose przenieść się przy ognisko. O tak! to byłby koncert!! nie w sali koncertowej ale w przestrzeni przy ognisku! Tylko liczba fanów zgniotłaby biednego artystę i tyle by było...
Brak efekciarstwa i skupienie na muzyce brak niepotrzebnych gestów, słów czy dźwięków. I doskonałe nagłośnienie dla siedzącej praktycznie pośrodku sali Malwy.
Tak
wtorek, 1 kwietnia 2014
Nadchodzi Wiosna Filmów na Pradze!
W niedzielę zbliża się kolejna Wiosna Filmów w kinie Praha w Warszawie.
Trzeba się spieszyć! Jest to bardzo atrakcyjna alternatywa dla filmów multipleksowego nurtu zwłaszcza, że bilety a siódemkę wręcz gwarantują pełne sale ludzi żądnych doznań Migawek. Do tego można sobie zrobić przegląd dobrych filmów z różnych krajów. Niestety po raz kolejny ze względu na godziny (12!!) omijam strefę Scenarzysty.
W tym roku, na liście obrazów o których bilety muszę zawojować w tym tygodniu i koniecznie zobaczyć na dużym ekranie są tematy nieco ciężkie (wojenne zawieruchy, choroba i przemijanie),ale wydaje mi się, że mogą być ciekawie opowiedziane.
2.Duży zeszyt - A nagy füzet - może być to mądra historia o okrucieństwie wojny i jej bezsprzecznego wpływu na najbardziej wrażliwych, młodych ludzi. Temat coraz modniejszy i coraz częściej goszczący w filmografii nie tylko Polskiej ale i naszych sąsiadów.
3. Wielkie piękno - podejrzewam dzikie tłumy ponieważ film nominowany do Oscara BAFTA zdobywca Złotego Globu, ale chcę go obejrzeć głównie z uwagi na grę Rzymu w tle , coś mam wrażenie że będzie to jak Dolce Vita, ale czy będzie warte 2,5 godzin w kinie? zobaczymy.
4. Dziś jestem blondynką - Heute bin ich blond - temat bardzo na czasie, bo szczęśliwców, którzy nie zmierzyli się jeszcze z tematem choroby nowotworowej jest coraz mniej. Bardzo ważny temat o "odczarowaniu" postaci czy też archetypu śmiertelnie chorego, mam nadzieję, że uda się autorom nie przesłodzić obrazu ani przesycić morałami. Punkt najbardziej obowiązkowy.
5. Biegnij chłopcze Biegnij - kolejny temat żydowskiego chłopca, interesuje mnie najbardziej obraz Polski przedstawionej jako tło, a także spektrum postaw ludzi podczas tej ekstremalnej sytuacji.
Informacje szczegółowe tutaj:
Wiosna Filmów
Jeszcze w piątek wybieram się na 1/2 festiwalu Electronic Beats Festival 2014 (bilety wyprzedane), wystąpią:
José González
Olafur Arnalds
Król
i piosenką tego ostatniego, zakończę temat:
piątek, 10 maja 2013
Cieszyn! odpoczęłam ale tylko troszkę...
Wróciłam!
warunki pogodowe zupełnie nie pozwalały na robienie zdjęć (ładnych), ale co się naoglądałam i na zacieszałam to moje!
Bólem całej imprezy było to, że mało kto wziął zestaw "deszczowy" czyli ubieraliśmy dużo warstw i biegaliśmy między kinami.
zestawem najgenialniejszym na taką deszczową pogodę okazał się:
wczesnowiosenny płaszczyk wzięty przez przypadek (czerwony)
duża falbaniasta parasolka w kropki
czarna sukienka z ćwiekami na którą narzuciłam sweterek
i czarne baletki (pod koniec dnia czyli o 4 rano nadal były przemoknięte)
w taką pogodę najlepiej zabierać "szybkoschnący" zestaw, co prawda ryzykuje się przeziębieniem ale jednak.
Nie będę sie rozpisywać co do klimatu "Hogwartu" czy też Cieszyna, to trzeba samemu przeżyć bo nie tyle co jest się "obok" artystów i twórców co ma się szanse zobaczyć ich na koncercie/ w kolejce po piwo/ w kolejce w restauracji a nawet siedzących obok na filmie. oraz można całkiem legal nie wpaść na bankiet i uszczknąć troszkę tortu:)
odrobię ładnej pogody osiągneliśmy na zdjęciu niżej wydaje mi się, ze to bardzo dobrze odwzorowywuje klimat festiwalu (co prawda już nie przez Olzę ale jakże efektownie prawda?)
Przejdzmy zatem do filmów.
Seksmisja bo retrospektywa p. Jerzego Stuhra :
po czesku (bez napisów) - początkowo nawet zabawnie, ale potem człowiek się przyzwyczajał. efekt niezły ale tylko dla osób, które ni w ząb nie rozumieją czeskiego.
i pozostałe filmy polskie:
Miłość - film Sławomira Fabickiego - klaustrofobiczne kino, które po jednak tygodniu od obejrzenia dało do myślenia, pokazało, jak osobie z koneksjami i pieniędzmi dużo może ujść bezkarnie. strasznie smutny film chociaż nie obyło się bez bezsensownych zachowań głównych bohaterów.
Wszystkie Kobiety Mateusza - kolejny raz Krzysztof Globisz który z niewiadomych dla mnie powodów gra wciąż osobnika, za którym ganiają kobiety. film ciepły, przypomina mi niektóre filmy J.J.Kolskiego ale dla samego faktu gry aktorskiej Teresy Budzisz - Krzyżanowskiej obejrzałabym jeszcze raz! no i greenscreen made by Cieszyn! ;) - jak tylko wejdzie do dystrybucji zacznę wszystkim polecać :)
bardzo dobre, polskie kino obyczajowe.
informacja ze strony http://www.filmpolski.pl/ mówi, że premiera zapowiada się na 30.08.2013 r.
film Czeski z akcentem Polskim : Konfident - jedną z ról grał Maciej Stuhr (który również był obecny na festiwalu) - kino można by powiedzieć sensacyjne ale też trochę thriller właściwie czeskie filmy czasem strasznie trudno zaklasyfikować. dobrze napisana historia, i jakże pouczająca o komunistach którzy w mackach trzymali ludzi i manipulowali nimi przez wpływanie na niby najprostsze czy najłatwiejsze sceny.
Tylko jedno nie daje mi spokoju: czy naprawdę przez płynącą wodę podsłuch sie psuł?
a scena najlepiej pokazująca komunistyczne "znajdziemy coś na niego":
kiedy jednego z bocznych bohaterów pogryzły mrówki, i krzyczy "Mrówki, k-wy czerwone!" a ci nasłuchujący wycięli "mrówki" i uznali na podstawie drugiej cześci ze to jest obraza partii rządzącej.
\straszne.Historia broni się sama.
Filmem na otwarcie był kryminał "W cieniu" o zbrodni dokonanej w latach 50 na Żydach ( początki tworzenia Izraela) w Pradze. cała historia oglądana jest oczami jednego z policjantów śledczych. Reżyserem jest popularny w Czechach David Ondříček.
co każe przejść do chyba najlepszego filmu Samotni , klimatem pomiędzy Trainspotting nie zestarzał się w ogóle. Klimat trochę też może jak hm.. z Clerks? w każdym razie bardzo czeski ale i nadal, po 13 latach od powstania bardzo współczesny.
warunki pogodowe zupełnie nie pozwalały na robienie zdjęć (ładnych), ale co się naoglądałam i na zacieszałam to moje!
Bólem całej imprezy było to, że mało kto wziął zestaw "deszczowy" czyli ubieraliśmy dużo warstw i biegaliśmy między kinami.
zestawem najgenialniejszym na taką deszczową pogodę okazał się:
wczesnowiosenny płaszczyk wzięty przez przypadek (czerwony)
duża falbaniasta parasolka w kropki
czarna sukienka z ćwiekami na którą narzuciłam sweterek
i czarne baletki (pod koniec dnia czyli o 4 rano nadal były przemoknięte)
w taką pogodę najlepiej zabierać "szybkoschnący" zestaw, co prawda ryzykuje się przeziębieniem ale jednak.
Nie będę sie rozpisywać co do klimatu "Hogwartu" czy też Cieszyna, to trzeba samemu przeżyć bo nie tyle co jest się "obok" artystów i twórców co ma się szanse zobaczyć ich na koncercie/ w kolejce po piwo/ w kolejce w restauracji a nawet siedzących obok na filmie. oraz można całkiem legal nie wpaść na bankiet i uszczknąć troszkę tortu:)
odrobię ładnej pogody osiągneliśmy na zdjęciu niżej wydaje mi się, ze to bardzo dobrze odwzorowywuje klimat festiwalu (co prawda już nie przez Olzę ale jakże efektownie prawda?)
![]() |
| zdięcie z www.kinonagranicy.pl |
Przejdzmy zatem do filmów.
Seksmisja bo retrospektywa p. Jerzego Stuhra :
po czesku (bez napisów) - początkowo nawet zabawnie, ale potem człowiek się przyzwyczajał. efekt niezły ale tylko dla osób, które ni w ząb nie rozumieją czeskiego.
i pozostałe filmy polskie:
Miłość - film Sławomira Fabickiego - klaustrofobiczne kino, które po jednak tygodniu od obejrzenia dało do myślenia, pokazało, jak osobie z koneksjami i pieniędzmi dużo może ujść bezkarnie. strasznie smutny film chociaż nie obyło się bez bezsensownych zachowań głównych bohaterów.
Wszystkie Kobiety Mateusza - kolejny raz Krzysztof Globisz który z niewiadomych dla mnie powodów gra wciąż osobnika, za którym ganiają kobiety. film ciepły, przypomina mi niektóre filmy J.J.Kolskiego ale dla samego faktu gry aktorskiej Teresy Budzisz - Krzyżanowskiej obejrzałabym jeszcze raz! no i greenscreen made by Cieszyn! ;) - jak tylko wejdzie do dystrybucji zacznę wszystkim polecać :)
bardzo dobre, polskie kino obyczajowe.
informacja ze strony http://www.filmpolski.pl/ mówi, że premiera zapowiada się na 30.08.2013 r.
![]() |
| zdjęcie z oficjalnej strony filmu http://wszystkiekobietymateusza.pl |
film Czeski z akcentem Polskim : Konfident - jedną z ról grał Maciej Stuhr (który również był obecny na festiwalu) - kino można by powiedzieć sensacyjne ale też trochę thriller właściwie czeskie filmy czasem strasznie trudno zaklasyfikować. dobrze napisana historia, i jakże pouczająca o komunistach którzy w mackach trzymali ludzi i manipulowali nimi przez wpływanie na niby najprostsze czy najłatwiejsze sceny.
Tylko jedno nie daje mi spokoju: czy naprawdę przez płynącą wodę podsłuch sie psuł?
a scena najlepiej pokazująca komunistyczne "znajdziemy coś na niego":
kiedy jednego z bocznych bohaterów pogryzły mrówki, i krzyczy "Mrówki, k-wy czerwone!" a ci nasłuchujący wycięli "mrówki" i uznali na podstawie drugiej cześci ze to jest obraza partii rządzącej.
\straszne.Historia broni się sama.
Filmem na otwarcie był kryminał "W cieniu" o zbrodni dokonanej w latach 50 na Żydach ( początki tworzenia Izraela) w Pradze. cała historia oglądana jest oczami jednego z policjantów śledczych. Reżyserem jest popularny w Czechach David Ondříček.
co każe przejść do chyba najlepszego filmu Samotni , klimatem pomiędzy Trainspotting nie zestarzał się w ogóle. Klimat trochę też może jak hm.. z Clerks? w każdym razie bardzo czeski ale i nadal, po 13 latach od powstania bardzo współczesny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















