Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia popkultury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia popkultury. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 grudnia 2015

Co sprzedadzą Gwiezdne Wojny?

Wszystko.
Już wiadomo, że w ciagu 2 tygodni od premiery film zarobił niebotyczny miliard dolarów!
Nadal nie byłam... Typowy hipster co do kina nie pójdzie a poczeka aż szał ucichnie.
To malutki przegląd, co w tym roku sprzedaje się pod szyldem gwiezdnych wojen?

Batoniki

 Telewizje (aha..)
 Oczywiscie Lego

 Pluszaki w tesco
 Crocksy (Kroksy) fuj



Vansy

 Widziałam jeszcze ciastka, ubezpieczenia, ubrania,
a ponadto:






Dla mnie najzabawniejszy jest szampon Jedi:
http://www.fragrantica.com/board/viewtopic.php?id=139539&p=2
Ten post zawiera lokowanie produktów, totalnie nieodpłatnie.
Śmiech na szczęscie nadal jest za darmo..
Jednak przerażajacym aspektem tej sytuacji jest to, że reklama nami zawładnęła. Całkowicie. Może twórcy South Park mają racje? (odwołuję do najnowszej serii).


piątek, 27 marca 2015

Sucharek w sreberku.

Zauważyłam rosnącą tendencje do przedkładania soundtracków nad scenariusze.
Przepis na sukces kasowy jest bardzo prosty w tym przypadku:
1. Bierzemy popularną powieść dla młodzieży (wspomniany Zmierzch, Miasto Anioła, Intruz, Igrzyska Śmierci, Niezgodna czy też inne tego typu amerykańskie produkcje).
2. Chwalimy się, jak to pisarka(najczęściej) dobierała piosenki według własnych upodobań (Zmierzch) lub zbieramy mniej/bardziej "gorących" artystów do reklamowania filmu swoją muzyką. Albo podpięcia się pod muzykę filmu (niestety, częściej to drugie, chociaż Igrzyska są chwalebnym wyjątkiem).
3. Wypuszczamy listę piosenek na kilka miesięcy przed oficjalną premierą kinową filmu. Niech się osłuchają i nucą. Notabene, jest to stały chwyt stosowany w przemyśle bollywood - jednak tam mają one podłożenie pod fabułę (wyśpiewanie uczuć), w końcu w większości to musicale, a widzowie często śpiewają razem z aktorami. Takie karaoke w stylu hinduskim na dużym ekranie (16:9).
4. Piszemy scenariusz, co z tego że książki (tak, przeczytałam kilka) są właściwie gotowym skryptem. Jest dziewczyna nie zgadzająca się z powszechnie panującym systemem, księżniczka, która zakochuje się w pierwszym, niszczącym jej światopogląd facecie (o ironio!). Scenariusz słabiutki ale w końcu jest ze swoim księciem z bajki, który albo posiada nadprzyrodzone zdolności, albo jest niebywale bogaty. Cokolwiek. Scenariusz nie jest dobry.
5. Bierzemy bardziej lub mniej znanych młodych aktorów, którzy zabłysnęli wcześniej talentem w jakimś filmie, ale nie skandalem. Te będą później. Do tego zapraszamy uznanych, często nagradzanych aktorów do zagrania antagonistów i/lub mentorów. Pamiętacie Eragorna? NO.
6. Nagłaśniamy w internecie/wszędzie poprzednie role młodych, pseudoromanse, życie prywatne. Wypowiedzi. Szum medialny niesamowity. W połączeniu z piosenkami dają doskonały efekt marketingowy.
7. Kręcimy. Co z tego ze drewniane aktorstwo i wszystko kradnie ktoś inny. Znajdujemy irytującą postać której nikt nie lubi, albo przesłodkie postacie poboczne.
8. Przy szumie wypuszczamy do kin. Ludzie idą, zachwyt, nie wiedzą że są zmanipulowani muzyką która przez pół roku zdążyła skojarzyć im się z czymś pozytywnym.

Tak, sama chodzę do kina na muzykę, jestem zmanipulowana czasem tą nagonką. Ale zauważam.
Jest to tolerancja wzajemna filmów i muzyki, często też seriali i muzyki. Audiofile będą oglądać filmy z dobrym tłem, bo przecież jeżeli tak znany zespoł (U2, M83, Haim, Paramore, Metallica itp itd.) napisał muzykę/dedykowany utwór to przecież to nie może być taki gniot.
Ale jest.
Jak niektóre filmy bolly. Sucharek w sreberku. Zero treści, ale przecież lekkie i dobrze się skończy. Jak komedie romantyczne tylko z rewolucją czy apokalipsą w tle. Nadal lepsze romanse niż Zmierzch. A to, gdy serial już dawno odpadł fabularnie od nawet nie takiej złej książki?(Pamiętniki Wampirów) A co tam, widownia już ustalona i będzie co odcinek kilka hitów z radia.

Uwaga: Te lepsze filmy z podobnym schematem działania same się bronią przed powyższym. Nie trzeba ich wymieniać, bo naturalnie nikt o nich nie pomyśli przy punktowaniu.

A temat wziął się z przesłuchania tej piosenki, gdzie nie znoszę tego filmu, głównych bohaterów i całej historii ale jestem tym bombardowana, najbardziej przy wylocie z Metra-Centrum gdzie plakat jest na całą ścianę. Po obejrzeniu pierwszej części na drugą nie pójdę. Muzyka niezła i w stylu M83.


niedziela, 22 marca 2015

Kultowe filmy - rozbiór na części pierwsze

Większość z nas,  a może i każdy ma na swojej liście ukochany, wielbiony film, tak jak uwielbianą piosenkę kojarzącą się z danym etapem w naszym życiu a może tylko z jakimś migocącym wspomnieniem. Film, podczas którego olewało się popcorn, zajmował cały mózg a potem myslało się o nim tydzień i miesiąc a nawet jeszcze dłużej "po" seansie.
Mamy filmy, które przed epoką powszechnego dostępu do internetu oglądaliśmy z wypiekami na twarzy w telewizji na minimalnej głośności żeby reszty domu nie pobudzić. Bo do dzisiaj dobre filmy nie lecą raczej w normalnych godzinach - ale od czego jest internet a też przeglądy filmowe przypominające klasyki?

Kultowe filmy podzieliłabym na kategorie:
- cytowane
- nowatorskie
- mistyczne/filozoficzne
- życiowe/niszowe

Pierwsza grupa to filmy najpopularniejsze, gdzie za sprawą talentów scenarzystów lub tłumaczy do obiegu weszły pewne zwroty, wyrażenia, zachowania. Żeby nie być gołosłowną:
"Co ja sobie za to kupię? WACIKI?"
"Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy"
czyli to z polskich obrazów: Kiler 1 i 2, Chłopaki nie płaczą, Testosteron, z zagranicznych: Shrek( w sumie ratował nas dubbing), Fight Club i Pulp Fiction, Clerks, Śniadanie u Tiffaniego, Mężczyźni wolą blondynki
Obecnie cytuje się filmy przez screenshot albo odpowiedni fragment. Dominują tam oczywiście obrazy amerykańskie ale z mojej kategorii "życiowo/niszowej"
Kolejna grupa to nowatorskie: filmy, które przez swoją oryginalność stały się dziełami naśladowanymi a również bardzo popularnymi. Nie mówiły o tematach trudnych, jednak bliżej im zawsze było do kontrowersji i strachu. Zatem odwoływały się do najstarszej zgrozy. Obejrzenie ich grozi wtórnością następujących po nich ekranizacjach czy kolejnych odwołaniach do "ojców".
Może być to jeden motyw, może być scena która zapadła w pamięć. Wzrost popularności wielosezonowych seriali przerzucił nowatorstwo na tasiemce.
Przykłady filmowe:
Mechaniczna Pomarańcza i Odyseja Kosmiczna 2001 - Stanleya Kubricka,
Od zmierzchu do świtu, Mad Max,
Kill Bill, 
Filmy Hitchcocka - między innymi Ptaki, czy też Okno na podwórze,
Gwiezdne Wojny IV-VI (jakby ktoś nie wierzył, niech przeczyta albo obejrzy Eragorna, historia ta sama wciśnięta w magiczne średniowiecze)

Mistyczne/filozoficzne, tu jest dość ciężko, bo reżyser sobie wymyśli a potem banda nawiedzonych chodzi i potwierdza jego teorie (brutalnie). Można też niektóre nazwać "filozoficznymi przypowieściami". Do tej kategorii należą filmy "wielokrotnego obejrzenia" z niejasnym zakończeniem lub z całkowicie pokręconą fabułą. Przeplata się rzeczywistość i mistyka.
Doszliśmy więc do kategorii, do której wklejam Donniego Darko - mój ulubiony i przeukochańszy film z okresu licealnego.  Nie Requiem dla snu ani Jedwabna Opowieść,
 W tej kategorii byłby też Interstellar, Matrix (ale jedynka tylko i wyłącznie),
Również Edward Nożycoręki i Orlando gdzie zagrała Tilda Swilton.

Ostatnia kategoria, najbardziej pojemna, to filmy zwyczajne, bez szczęśliwych przypadków, bez sił nadprzyrodzonych, często z ograniczonym budżetem a zarabiając, przez swoją kultowość.
Należy do nich, ze starszych produkcji: Transpotting,  wspomniane wcześniej Requiem dla snu,
również węgierski obraz Kontrolerzy (scena z misiem w metrze jest moja osobistą sceną kultową),  Virgin Suicides Fanny i Aleksander, i Constant Gardener. Z nowszych (i jak wspomniałam już, cytowanych internetowo)The Perks of being a Wallflower, Nietykalni,

Każdy ma taką swoją listę niezapomnianych filmów. Staram się teraz nadrobić braki, więc stworzyłam kilka lat temu zestaw filmów, które dla fana kina są całkowitą podstawą. Zestaw jest subiektywny i nigdy nie zostanie zamknięty. Żeby ułatwić podam tylko te filmy, które ukazały się przed 1990 rokiem. Z uzasadnieniem.



ZAGRANICZNE:
Good Morning Vietnam - dla roli Robina Williamsa
Odyseja Kosmiczna 2001 - już nigdy nie zdziwi Cię postument w środku niczego, warto obejrzeć w kinie.
Mechaniczna Pomarańcza- każda sztuczna rzęsa przybliży Cię do psychopatyzmu
Mad Max- australijskie ozploitation w najlepszym wydaniu
Star Wars IV-VI - nowatorskie!
Przeminęło z wiatrem - bo Scarlet to zła kobieta była a Clark Gable był taki przystojny..
Filmy o Jamesie Bondzie– które wolicie, klasyk dla mnie do nadrobienia.
Ptaki - ogólnie filmy Hitchcocka są bardzo klimatyczne.
Śniadanie u Tiffaniego - dla klasy Audrey Hepburn za którą wszyscy tęsknią
Deszczowa Piosenka - bo problem jest ten sam do dziś
Dziecko Rosemary - książeczka cieniutka a historia mroczna
Omen - ostrzeżenie,  żeby nie nazywać dziecka urodzonego w czerwcu Damien
Powrót do Przyszłości - bo żyjemy w tej przyszłości
Brazil - na mojej liście stoi nadal, ale to dlatego że chcę obejrzeć na wielkim ekranie
Tron - klasyk filmów sf a jaka śmieszna technologia!
West Side Story - Musical - u mnie nadal na liście
Imperium Słońca - dużo smutku
Blade Runner - mnie nie wciągnął, ale co kto luboi
Ośla Skórka - klasyk francuskiej baśni z Catherine Deneuve
Taksówkarz - nadal nie przebrnęłam, tak samo jak przez:
Hair (musical)


POLSKIE: (z polskimi jest tak, że kultowe lecą co święta a na perełki trzeba trochę poczekać,
Polskie przedwojenne komedie: Pani Minister Tańczy,  Zapomniana Melodia, Papa się żeni, Jego ekscelencja Subiekt, klasyczny humor z lwowskimi akcentami. zachwycające i lekkie kino
Zakazane piosenki - hit powojenny, aż lśnił od gwiazd
Pamiętnik znaleziony w Saragossie - historia pudełkowa na podstawie jednej z najpopularniejszych szlacheckich powieści Potockiego.
Niewinni czarodzieje, Popiół i Diament ( i inne filmy ze Zbigniewem Cybulskim) - scenariusze są tak cudowne że ogląda się jednym tchem
(tu lista hitów telewizyjnych)
Miś,
Seksmisja, 
Sami Swoi,
Jak rozpętałem drugą wojnę światową,
Vabank,
Rejs
Znachor
Nie lubię poniedziałku
Nóż w wodzie - w kolejce u mnie nadal
Eroica - to też w kolejce, ale punkt obowiazkowy
Trzy kolory – Kieślowskiego oraz Dekalog, przez Dekalog przebrnęłam, jest to bardzo ciężkie kino ale warto znać.
Ekranizacje lektur litościwie pominę.


czwartek, 12 marca 2015

Fenomen popgrozy - Stephen King

Uwielbiam powieści gotyckie, nie oglądam horrorów ale czytam je z przyjemnością (w końcu mogę przestać w każdej chwili i zacząć oddychać z powrotem)
Zaczęłam od klasyków:
Edgara Allana Poe - i jego krótkich form, ulubione opowiadanie do dziś to Złoty Żuk,
Bran Stocker - Drakula - przeczytałam na fali popularności Wywiadu z Wampirem oraz filmu Dracula Coppoli z doskonałą muzyką Wojciecha Kilara i genialną rolą Garego Oldmana.
Kolejnym klasykiem był Pies Baskerwillów - Arthura C. Doyle (tak, to ta historia o Sherlocku Holmesie dziejąca się poza mglistym Londynem).
Ponieważ książki w domu były ogólnie dostępne, to mogłam wyciągać różne rzeczy z półki. i czytać, czytać czytać..
tak też dorwałam cieniutką książeczkę z opowiadaniami "Zielone dziecko i inne utwory" Pierre-Henri Cami  (znanego francuskiego satyryka i komediopisarza z dreszczykiem z początku XX wieku....nic w polskim internecie, skandal)

Do Wywiadu z Wampirem, Królowej Potępionych i Wampira Lestata Anny Rice wróciłam na studiach, gdy do Biblioteki Uniwersyteckiej miałam minutę spacerkiem. Wyczytywałam wiele literatury. Anna Rice i jej Kroniki Wampirów dziś uznawane są za klasykę gatunku.

Tak uzbrojona w wiedzę i historie zaczęłam, również w tym okresie, sięgać po książki Stephena Kinga który rozpoczął swoją karierę od Carrie - historii o zahukanej, samotnej nastolatce która posiada niesamowite moce,(dwie ekranizacja, należące do misji "remake me").
Jestem akurat po przeczytaniu jego ostatniej książki "Przebudzenie". Nie wbiła mnie w fotel, chyba najsłabsza historia jaką czytałam. Dlatego mam zamiar pochylić się nad fenomenem jego twórczości.
Właściwie, gdyby nie szybkie ekranizacje jego książek (nie tyle horrorów co thrillerów) zarówno wyżej wspomnianej jak i Lśnienia, Zielonej Mili, oskarowych Skazanych na Shawshank King nie mógłby uzyskać takiej popularności.
Kojarzycie legendy miejskie? Każde miasto takie ma. Każdy kraj też. Jednak w Stanach są one najbardziej popularne ze względu na stłamszenie lokalnej historii Rdzennych Amerykanów i tworzenie nowej legendy (np. cmentarz na gruzach) i odtwarzanie ich w programach typu "Opowieści z krypty" i "Czy boisz się ciemności". Wszystko musi mieć swoją historię.
Dlatego S.K. umiejętnie wykorzystuje historię USA (procesy z Salem, purytan, wojny secesyjne, i strach  przed trupami, obcych mieszających nam w głowach itp. itd. ) wplatając ją w życie codzienne Amerykanów w małych zapyziałych miasteczkach w stanie Maine.

Dlatego , ulubionym sposobem wypunktuję przemyślenia, dlaczego King jaki jest, każdy widzi:

1. Historie zdarzają się zwykłym ludziom, z problemami dla danego wieku, coraz starszym również, często wypalonym, artystom z przebrzmiałą sławą..
2. W połączeniu pkt. 1. z prowadzeniem narracji w pierwszej osobie - daje to element wiarygodności i naturalności w prowadzeniu narracji.
3. Są nieprawdopodobnie prawdopodobne, kto nie słyszał o nawiedzonym hotelu, problemach alkoholowych (Lśnienie), wampirach, odrzuceniu przez społeczność, kryzysie wiary, szaleństwu człowieka, tajemniczej energii wszechświata? O niesłusznie skazanym, o małych cudach?
4. Język, obok formy jest też prosty, fachowy, co prawda powiela niektóre schematy ale to może przez tłumacza.
5. Sama treść nadprzyrodzona nie jest nigdy dokładnie opisana, zostawia dużo dla wyobraźni, strachy są też zwyczajne i stare.
6. Rozwiązywanie akcji nie jest na ostatnich kilku stronach, (niestety nie było tak dobrze w przypadku Przebudzenia) a bohaterowie większość czasu borykają się z problemem.
7. Nie ma postaci jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych, wszystko jest szare, nie jak w baśniach a każdy ma motyw. (Oprócz kosmitów których nikt nie zrozumie).

Czekam jeszcze na Slendermana - który jest chyba jedną z najmłodszych legend miejskich w USA...


Myślę, nad naszymi polskimi historiami grozy i miejskimi legendami..
Mieliśmy czarną wołgę,
Mieliśmy zapomniane kurhany i duchy (mamy nadal)
Mamy zapomniane skarby i zaginioną bursztynową komnatę.
Mamy okrucieństwo wojny, morderstwa, mnóstwo okrucieństwa, repatriacje powojenne.
Mamy na terenie dawnych Prus Wschodnich do praktycznie XX w. zachowane informacje, o starowiercach.
Dużo tego oj dużo...
Chyba czas pisać historię przy nadmiarze wolnego czasu (rozkładając pomiędzy ogród, dom. poszukiwania roboty i festiwale).

Ps. Pewnie już wiecie,  założyłam fanpage - gdzie wrzucam też szybkie notki. Link Defined.M

poniedziałek, 24 listopada 2014

Śmiechy - chichy z polskich piosenek

Jakimś cudem DJowałam w weekend na imprezie. Zabawa była niezła, tylko okazało się, że za bardzo rozmijałam się z "zagraj coś fajnego" albo "puść szybszy kawałek" albo "coś dobregoi  polskiego". Ale o gustach się nie dyskutuje jak mówi stare łacińskie przysłowie.
Mówię to ja, która jest prze zachwycona piątkowym koncertem Julii i Marcella oraz Co-Sovel. ot co!

Za to przez weekend miałam okazję jeździć w nocy autem. W nocy, kiedy głownie puszczana jest polska muzyka, niekiedy dobra, niekiedy błagająca o pomstę. Ale chodzi żeby wypełnić misję POLSKIEJ stacji radiowej czyli pewne przydziały (wydaje mi się że 33%)muzyki.
Nie ma informacji czy dobrej.
Ponieważ dane mi było przeskakując audycje i jadąc kulturalnie nocą przez Warszawę podsumować statystyki. Poniżej je przedstawiam. Rozwlekle. Prześmiewczo.

1. Mnóstwo jest piosenek o miłości, słów: kocham, kochasz, nie kochasz, miłość, nienawiść. Ale co się dziwić. Ulubione zdanie "już nie kochasz mnie" interpretacja dowolna.Kochaj mnie kochanie moje..
Piosenki przykładowe:
Już nie kochasz mnie - Łzy,
Nie kłam że kochasz mnie - E. Flinta Ł. Zagrobelny
Już nie kochasz mnie jak dawniej - Czerwone Gitary
Da-da-da - Formacja nieżywych Schabuff

2. Potem pada pytanie: DLACZEGO!? (przykład angielski Whyyyyy-yyy-yyy-yyyy - Annie Lennox)
Dlaczego ja, dlaczego nie kochasz mnie, dlaczego dlaczegooo...
Dlaczego - Boys
Dlaczego - Zabili mi żółwia
plus milion pytań egzystencjalnych...

Dlaczego ja? - Strachy na lachy
lub mniej egzystencjalne:
Dlaczego niedźwiedź w zimie śpi -  Alibabki

3. O dziwo najczęściej w rodzimych piosenkach pada pytanie o CZAS? Kiedy ? Czekam cały czas? Muzyka polska to jedna wielka poczekalnia.
Czekają na siebie, wokalist(k)a czeka na nieokreślonego "ciebie"(większość), czeka na wspomnianą miłość (G. Łobaszewska),  Czekają na wyjaśnienia, czekają a on(a) nigdy nie wróci. Ciągle czekają (De-mono)
Jest ciemno i jest im wszystko jedno ale mają nadzieje... Czekają na dni których nie znają.
Czas płynie, czas nas uczy pogody, a zakochani czekają na maj.

4. Kolejną rzeczą klującą w oczy jest tryb rozkazujący. Nazywam to piosenkami motywująco-irytującymi:
Wstań i walcz!
Powiedz, nie jesteś sam!
Idź i nie wracaj!
Spadaj!
Zaufaj! Zobacz, na co cię stać!
i oczywiście:
Sto lat sto lat niech żyje żyje naaaam! NIEEECH ŻY-JE NAAAM!

5. Przebogato wypadają też piosenki identyfikujące. Idealne pod identyfikacje grupy docelowej jak i osoby która jest adresatem danej piosenki
Jesteś zerem białym żołnierzem,
Ale jestem!
Jestem bogiem wyobraź to sobie(4)
Jesteś szalona mówię ci,
My Słowianie...
Jestem jaki jestem,
Jestem kobietą,
Ty draniu!
Już tylko Kiler..

 6.  Od zera do milionera - piosenki liczbowe, zarówno w trybie oznaczania kogoś jako nic nie znaczącej jednostki albo wręcz przeciwnie, również wyliczanki:
Jesteś zerem (podchodzi pod piosenkę identyfikującą) śpiewała Beata Kozidrak z Bajmem
Mniej niż zero
Sto lat (ponownie)
Miliony monet u Mroza
Raz! dwa! trzy! cztery! maszerują wyższe sfery u Maleńczuka.
Również pod to podchodzi pytanie ILE? które doskonale łączy się z pkt. 3(czas):
Ile mam jeszcze czekać..?
Nie licząc godzin i lat...

7. Wypełniacze:
To nic,
niczego nie rozumiesz oh yeaaa...
bejbe..yeeeaaah w tym akurat celują Wilki z "Moja Babe"
nigdy nie..(zrozumiesz/zapomnę).
Już dawno...
Kiedyś...(czas i wypełniacz)
Każdego dnia (czas i wypełniacz)

8. Piosenki negacyjne, których cały pomysł polega na tym, że wokalista gra na stereotypach lub też definitywnie czegoś NIE robi.
Nie nie nie...
Chłopaki nie płaczą
nie ma nikt, takiej nadziei jak ja..
Nie, nie, nie, mówię nie gdy myślę nie!

Idealne słowa do popowego "mastersongu"?
Mniej więcej tak:

Powiedz (rozkaz) dlaczego (poszukiwanie odpowiedzi) mnie nie (negacja) kochałeś (miłość)?
To nic (wypełniacz) że czekam (czas...) już tysiąc lat (liczba)   patafianie!(określenie adresata) Ooooch yeah!!

Bardzo natomiast lubię piosenki, opowiadające historię. Nie mam wtedy wrażenia,że to lanie wody.
A zakończę piosenką, która spełnia powyższe, jednak to, jak jest napisana i zaśpiewana nie sprawia wrażenia tworzenia "na siłę".






wtorek, 30 września 2014

Kobiety za mikrofony część 1. Jesiennie

Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwym motorem polskiej, wartościowej muzyki są kobiety.
Właściwie jedynym, i to bardzo głośnym odstępstwem od tej tezy były lata międzywojnia, kiedy królował Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński a także Jan Kiepura. Głosy kobiece były mniej zauważane (w przeciwieństwie do ich osobowości). Postanowiłam prześledzić scenę (a właściwie estradę)  w trzech częściach (jakby dwudziestoleciach ):
od roku 1946 do końca lat 60.
od początku lat 70 do końca PRLu w 1989
i lata dziewięćdziesiąte plus pierwsza dekada 2010.

Czy udowodnię tezę? Zobaczymy.

Lata 40 : okres wojenny, ciężkie czasy powojenne, tematem była raczej odbudowa Polski niż tworzenie sceny rozrywkowej kraju. Rozpoczynała się odbudowa Warszawy, trwała wielka migracja ludności, niektóre ludzkie dramaty się kończyły a inne nie. Ponieważ większość inteligencji oraz artystów zginęła lub wyemigrowała trzeba było szukać nowych twarzy. Po przedwojennej Warszawie pełnej rewii i teatrów nie został nawet ślad. Tym trudniej było kompletować i tworzyć zaplecze kulturalne nie nacechowane jeszcze siermiężnością i piosenką biesiadną.

W 1947 roku premierę miał pierwszy pełnometrażowy film "Zakazane Piosenki" główną rolę grała aktywna do dzisiaj Danuta Szaflarska (gdyby historia działa się w Wielkiej Brytanii dawno dostałaby odznaczenie szlacheckie).  Z miejsca zarówno film, jak i odtwórczyni głównej roli zdobyła serca widzów. Film ten zresztą zebrał znaczących artystów polskich (między innymi Alinę Janowską i Edwarda "Dudka" Dziewońskiego czy Hannę "Hankę" Bielicką).


W latach 50 słuchano jazzu (odrobiny) oraz chodzono na potańcówki. Prym też wiodły kabarety między innymi Kabaret Starszych Panów (co prawda dopiero od 1958 r)
Królowały piosenki spokojne, sentymentalne, jednak nadal nie był to najlepszy okres dla polskiej muzyki. Też u mnie w rodzinie, dość osłuchanej, nie jest jakoś szczególnie wyróżniony. (Babcia wolała Elvisa)
Gwiazdą tego okresu była na pewno Maria Koterbska i serduszka wszystkich pukały w rytmie cha-cha.
"Pamiętasz była jesień" zaśpiewała Sława Przybylska. Jesień też była tematem piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów a wykonanej przez Kalinę Jędrusik. Jako "Jesienna dziewczyna" zawładnęła telewizją właściwie do końca współpracy z Kabaretem.



Prawdziwy jednak początek muzyki rozrywkowej rozpoczął się w latach 60, w 1959 roku powstał zespól dziewczęcy Filipinki który był typowym jak na tamte czasy "girlsbandem" śpiewającym specjalnie skomponowane dla nich piosenki. Zdobyły one niesamowitą popularność i stanowiły damską odpowiedź dla bigbitowego zespołu Czerwono-Czarni i Niebiesko - Czarni gdzie wyrazistymi postaciami byli jednak mężczyźni. Najbardziej przeze mnie kojarzoną piosenką jest "Filipinki to my" a także "Parasolki" (śpiewane w przedszkolu huee!).
Drugim zespołem z tego okresu są Alibabki powstałe jako grupa w 1963 i śpiewające między innymi piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiem (w późniejszym okresie) a także będące chórkami znanych polskich wokalistów i wokalistek. Co prawda nie są dla mnie tak charakterystyczne jak Filipinki ale też mają swój urok.

Lata 60 to początek zespołów bigbitowych jednak na główne miejsce estrady wysunęły się dwie, dość kontrowersyjne OSOBOWOŚCI sceniczne:

Violetta Villas - piosenkarka (diwa!) z niesamowitym głosem z miękkim akcentem, charyzmą i charakterem. Jej piosenki, trudne w wykonaniu ale też niezbyt łatwe w odbiorze królują jeszcze w niektórych radiach do dzisiaj.
Szkoda tylko że nie udało się wykorzystać jeszcze bardziej tej sławy, jak to bywało z polskimi twórcami przez zawirowania polityczne i pewne ograniczenia. Mimo to udało jej się odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.

Nasza przaśną diwą numer dwa jest Maryla Marylka, Rodowicz - śpiewała i śpiewa nadal piosenki Agnieszki Osieckiej czy Jonasza Kofty. Podziwiam ją za konsekwencję stylu (ta biesiadność!) siłę głosu, kondycję, talent komediowy (w Rodzinie Zastępczej była bardzo irytująca ale mimo to zabawna). Co prawda szczyt popularności przypadł na lata 70 gdzie wpasowała się idealnie w hippisowski ruch dzieci-kwiatów, Autostopy i rozluźnienie Dekady Gierka

Jest dobrze.
Podsumowanie:
1. Kobiety same nie komponowały, teksty pisane były przez specjalistów w tej dziedzinie, muzyka również.
2. Solo wyróżniały się jedynie silne osobowości.
3. Nie była to muzyka kontrowersyjna, miało być przyjemnie, czysto rozrywkowo, ewentualnie z zacięciem artystycznym. A co dziwnego, w końcu to muzyka popularna
4. Występy były jako bigbity/zespoły ubrane w jednolite stroje lub też artystki (jak to wtedy jeszcze można było określić) miały swój styl narzucany innym.

Na koniec moja ulubiona piosenka z tego okresu, i też o jesieni, wersja z filmu Wojciecha Hasa:





Źródła:

Obok nieśmiertelnej Wikipedii, która podpowiada mi mam nadzieje prawdziwie w kwestii dat, źródła:
1. youtube.com
2. Inny Świat - filmowa historia Danuty Szaflarskiej (doskonały wręcz dokument)
3. Zasłyszane, zasłuchane same piosenki i spojrzenie na muzykę,
4. Filmy dokumentalne, nagrania koncertów/KSP
5. I oczywiście opowieści...



wtorek, 29 lipca 2014

Jazz: Muzyka chłodząca

Kontynuujemy temat upałów.
Jaka muzyka najlepiej sprawdza się w te upalne dni, kiedy nie możemy słuchać jedynie szumu liści, śpiewu ptaków, pokrzykiwań mew czy szumu fal?
Ukochana!

Słowo - wytrych, to rozwińmy.
Podczas upałów dobrze sprawdzają się piosenki o stałej linii melodycznej, z równym rytmem.
Powinny być spokojne nie zawierać dźwięków drażniących. Prawie jak muzyka marketingowa.
Dźwięki te powinny działać na nas jak przysłowiowy "miód na uszy".

Warto sięgać po muzykę ze strefy zwrotnikowej. Ze swojej strony niesamowicie polecam muzykę Kubańską a także jazz nowoorleański.

Pierwsza łagodzi bo któż nie zna Buena Vista Social Club a druga? Druga w tym upalnym lenistwie tworzy chęć ruchu (z naciskiem na "jak dobrze, że mogę ruszyć jedynie nóżką!). Strasznie żałuję, że tego typu styl nie króluje już na dancingach.

Każdy kto wytrzymał to do końca ruszał to nóżką to w którymś momencie rwał się aż do podrygiwania. a tu tym razem wersja wokalna

Zauważcie ten power!!!
Drugą grupą, obok powyższej Tuba Skinny jest 

Meschiya Lake & the Little Big Horns 
wytatuowana pin-up girl śpiewa bardzo mocnym głosem piosenki jazzowe... Rozleniwiają.


Także moje plany na wieczór? jeszcze odrobina nowoorleańskiego Jazzu brzmiącego tak jak brzmiał kilkadziesiąt lat temu i tak, jak brzmieć będzie pewnie przez następne dużo lat...
Całkowite Vintage

Zostawiam was więc z kobietami o potężnych głosach, prawdziwymi muzykami i brakiem całkowitym brakiem sampli i elektroniki. Jak na załączonym obrazku



poniedziałek, 26 maja 2014

Przejmująca zagłada na srebrnym ekranie...

źródło/source : www.theatlantic.com/
Nie uświadczycie tutaj efektownych zakończeń, finalnego zniszczenia ludzkości, gwałtownej zagłady, gigantycznej i efektownej katastrofy. Pompatycznych nastrojów, bohatera o fizjonomii Amerykanina irlandzkiego pochodzenia, ratującego świat/Nowy Jork w ostatniej, niesamowicie dłużącej się, chwili.
To nie są filmy efektów specjalnych, dużej liczby wybuchów. To kino emocji

Jest za to groza całkowitej samotności, strach przed nieodgadnionym i analiza zachowań ludzkich w przypadku skrajności Zgroza bliska bo jak możemy przyjąć, że koniec świata rodem ze Świętego Gaju się tak szybko nie ziści, tak innych opcji nie możemy wykluczyć.


Droga (The Road)  - na podstawie książki Cormaca Mc Carthy'ego, historia o podróży ojca z synem przez Stany Zjednoczone. Do obejrzenia filmu, oczywiście na festiwalu Nowe Horyzonty zbierałam się trochę i zgodnie z zaleceniami wzięłam zapas chusteczek.
Film wbił w fotel.
Suche opustoszałe krajobrazy (kręcony był po huraganie Katrina w okolicach Nowego Orleanu) będące jedynym świadkiem zmagań głównych bohaterów z życiem, z przetrwaniem, z losem. Gdzie największym wrogiem nie są zwierzęta ale ludze i głód.
Świat w którym tajemnicza katastrofa otworzyła drogę do wyginięcia zwierząt a później roślin. Świat w którym najlepiej byłoby być samemu, gdze inteligencja i okrucieństwo ludzi stają się tak wyraźne jak nigdy.
Kwestia wyboru tytułowej Drogi pojawia się w pierwszych minutach, gdy w kilka lat po tragedii matka i żona (grana przez Charlize Theron) wychodzi z domu. Jednak znaczenie tej sceny nie jest tak oczywiste.  Viggo Mortensen jako ojciec próbujący za wszelką cenę ochronić i uratować swojego syna tworzy rewelacyjną kreacje aktorską. Najstraszniejszej apokalipsy nie tworzy tutaj przyroda, tylko ludzie.
Wrażenie zrobił na mnie fakt, że katastrofa połączona z odcięciem środków komunikacji, telewizji telefonu i internetu, jest jedną z najbardziej prawdopodobnych wizji. Bo kto nie panikuje jak mu nie działa niby niepotrzebny do niczego internet/telefon? Lub gdy nie może się do kogoś dodzwonić jakie wizje roztacza przed oczami?

Przyjaciel do końca świata - Po nieudanej próbie uratowania ludzkości przed asteroidą zmierzającą w stronę ziemi (biedny Bruce Willis i Ben Affleck zginęli na asteroidzie). Sąsiedzi z naprzeciwka Dodge (Steve Carell) i Penny (Keira Knightley) stając w obliczu nieuchronnej katastrofy, i muszą wybrać, co w ostatnich momentach jest ważne. Każde ze swoimi problemami i tęsknotami. Każde uznaje, że jego życie nie ma sensu. Penny kocha winyle i najcenniejsza dla niej okazuje się rodzina. Dodge uznaje, że musi zobaczyć się z miłością swojego życia.
Jest to znowu jak w przypadku poprzedniego film drogi. Przemierzają Stany i widzą jak z ludzi wychodzi hedonizm, puszczają hamulce moralne, nakazy bo i tak przecież "wszyscy zginiemy".
Delikatność przekazu i pewna nieśmiałość i aspołeczność głównych bohaterów powodują, że bezkrytycyzm i uciecha ostateczna nie trafia w ich wrażliwość i próbują ukończyć najważniejsze. 

Jestem Legendą - tym razem poznajemy samotnego naukowca (Will Smith), który próbując wynaleźć lek na tajemniczą chorobę zmieniającą ludzi w zombie odcina się od świata  widzi postępujący rozkład jakże współczesnego miasta. Jak niewiele trzeba żeby po ulicach zaczęły biegać dzikie zwierzęta, rośliny zagarniały beton i korzeniami rozsadzały drogi. Auta rdzewiały pod karoserią i rozpadały się na kawałki. Co prawda kanon hollywoodzki zachowany- samotnik ratuje świat czując "misję" ale właśnie ta samotność i to, że jego najlepszym przyjacielem jest pies tworzą klimat pustki.
Apokalipsa jest gdy nie ma bratniej duszy, gdy nie ma nikogo do kogo człowiek, istota społeczna, stadna, mógłby się odezwać i przeżywać swoje myśli.

Ostatnia miłość na ziemi - Eva Green i Evan McGregor w filmie, gdzie ludzie pędząc nie doceniają tego co mają. wskutek tajemniczej choroby tracą wszystkie zmysły poczynając od smaku zapachu. Każde z tych pandemicznych zjawisk poprzedza panika agresja i inne skrajne zachowania, kojarzące mi się z zachowaniem zwierząt wobec postępujących zmian chorobowych.  Evan McGregor gra kucharza próbującego wbrew katastrofie zmysłów prowadzić swoją restaurację i "jakoś żyć". prowadzi to do coraz dziwniejszych sytuacji i odkrywa nowe doświadczenia. Jedzenie bez zapachu nie smakuje już tak dobrze, Bez smaku i zapachu je się oczami. Ta apokalipsa opowiada o utracie czegoś z elementu bycia nie tyle człowiekiem, co istotą myślącą ze swoimi zaletami i wadami. Jak trudno przetrwać też kryzys bez nikogo.

W każdym z filmów bohaterów było dwóch:
Ojciec  Syn
Sąsiedzi
Człowiek i Pies
Kochankowie

I musieli stanąć twarzą wobec nieuchronnego, dzięki scenarzystom bez efektów specjalnych przysłaniających fabułę. 

Dobranoc



W podobnym klimacie są też, między innymi, filmy:
Ludzkie Dzieci
Miasto Ślepców

niedziela, 11 maja 2014

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce...

....działy się dziwne rzeczy
W stacjach muzycznych grała muzyka, w dziecięcych leciały seriale familijne i bajki, były bloki dla dzieci młodszych starszych i dorosłych. Były programy podróżnicze i czytała Krystyna Czubówna.
W sporcie pokazywano piłkę nożną i ogólnie człowiek się cieszył i dziwił jak było coś innego...
Dużo było o Papieżu, dużo o polityce i aferach.
Kręcono komedie zwane później "kultowymi" których jako dziecko nie mogłam oglądać ale i tak każdy jakimś cudem w końcu trafiał na film...
W takich to czasach ktoś mądry wymyślił, aby wszelkie gatunki, podgatunki wsadzić do jednego cyklu.
Unplugged - bez wtyczki (bez prądu) - idea prosta: muzycy grali przy akompaniamencie wyłącznie na instrumentach nie wymagających podłączania do prądu.
Nastrojowe oświetlenie i bardzo "klubowo- intymny" klimat dawały niesamowite efekty.

Sama koncepcja jest dosłownie "tak stara jak Elvis i Beatles" : Grywali oni w studio rejestrowane koncerty przy dokładnie takim akompaniamencie (plus wrzaski rozhisteryzowanych fanek). Pod koniec lat 70 i w latach 80 nagrany został w formie filmów pełnometrażowych projekt brytyjskiej Amnesty International "The Secret Policeman's Ball" z 1979 r. oraz jego następne wersje  np. "The Secret Policeman's Other Ball" z 1982 r.
Występowali w nim muzycy, grając właśnie  w stylu unplugged . Byli to między innymi: Sting, Phill Collins, Bob Gedolf i Bono. Wystąpili w pierwszej części TSPB którą wyreżyserował jeden z Monthy Pythonów John Cleese.
W kolejnych wersjach zagrali, oprócz wyżej wymienionych, również z bardziej nam znanych: Eric Clapton, Rowan Atkinson, Pete Townshend (z The Who), Donovan,  i inni twórcy Monthy Python.
Znalazłam też wersję Amerykańską link Tu.

(Filmy te odkryłam szukając materiałów do tego tematu i muszę zobaczyć, dlatego na ich temat jeszcze się nie wypowiem, chociaż to co przeczytałam zwiastuje coś naprawdę dobrego)

Pierwszym występem zarejestrowanym 31 października 1989 r. był występ brytyjskiej grupy pop Squeeze.

A potem pomysł chwycił jeszcze bardziej, występowały zarówno grupy brytyjskie jak i amerykańskie.
Idea pozostała ta sama, jednak wprowadzane były urozmaicenia takie jak zapraszanie gości czy też granie coverów innych artystów (co bardzo ładnie zostało połączone w Angeleine przy Hey Unplugged z gościnnym "głosem" Agnieszki Chylińskiej).


Nagrania były ważne były też pod innym względem:
W przypadku koncertu Nirvany w listopadzie 1993 r był to ich ostatni zarejestrowany występ przed tragiczną śmiercią Kurta Cobaina. Pierwszy raz też tam został wykonany cover, w tym przypadku Davida Bowiego "The Man who Sold the World"


Podobnie było, gdy Layne Staley zagrał z Alice In Chains swój ostatni wspólny koncert - właśnie przy Unplugged. Muzyk uzależniony wtedy już poważnie od narkotyków dał niesamowicie przejmujący występ a ta wersja Nutshell zawsze doprowadza mnie do odrętwienia i wytrąca z równowagi gdziekolwiek bym nie była. Jest to równocześnie moje najbardziej ukochane, zakatowane DVD ever.

Ach no i Pearl Jam, przecudownie przecudowne też jedno z moich ulubionych.

Na początku było to typowo gitarowe granie ( w końcu powstało równolegle z Grunge), jednak w późniejszym okresie do grona Unplugged dołączyli Shakira, Jay-Z i inni artyści. Nie można było tylko skupiać się na anglojęzycznych wykonawcach i lista zaczęła się poszerzać również o inne nacje.
Pierwszy koncert w Polsce, który odbył się pod szyldem MTV Unplugged, nagrała Kayah (był to pierwszy tego typu projekt w Europie Środkowo-Wschodniej) - był to 26 listopada 2006 r. Album został wydany jako pierszy pod szyldem Kayaxu
Kolejne koncerty polskich wykonawców:
- już wcześniej wspomniany Hey (wrzesień 2007)
- Wilki w lutym  roku 2009 z gościnnym udziałem Kasi Kowalskiej,
- Kult również we wrześniu  roku 2010
Obecnie nie mogę znaleźć, czy szykowane jest kolejne nagranie z tej serii, czy może pomysł u nas padł, a może MTV nie wie kogo zaprosić? Szkoda że już nie stare Myslovitz... szkoda...
Ostatnie nagranie w serii MTV to Miley Cyrus, pominę milczeniem.
Wcześniej w 2013 jedno: Scorpions - ok, jest lepiej.
ale na dobranoc polecam Florence and The Machine i jej akustyczne wersje piosenek.
Piszę przy świecach żeby stworzyć sobie klimat. już po odsłuchaniu Koncertów:\
Pearl Jam
Annie Lennox
Alice in Chains
Lykke Li
a teraz Flo


Źródła:
Wiki
Consequence of sound
History.com