Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2015

Czym mierzyć grywalność?

Grywalność

Według wiki: termin określający ogół zasad i mechanizmów gry komputerowej, które wpływają na jakość i przyjemność z gry. Na grywalność składają się takie elementy, jak: fabuła, logiczny schemat powiązań elementów występujących w grze, zasady rozgrywki, liniowość rozgrywki itp.

 A jak to wygląda w praktyce?
Dobrze skonstruowana gra, czy to komputerowa/konsolowa czy też planszowa według twórców ma na celu przywiązanie użytkownika do rozgrywki i chęci wielokrotnego powrotu do gry.
Jest to swego rodzaju uzależnienie od przyjemności (ale nie tak tuczące jak słodycze).
Sam fakt wpływu gier na nasz mózg został opisany tym świetnym artykule z blogu kognitywnie.pl .

Jednak najpierw rozwinę lakoniczną definicję z Wikipedii.
Fabuła  - właściwie sama  nie ma takiego znaczenia. Ot uratować księżniczkę, zbudować funkcjonalne miasto, zebrać odpowiednie artefakty, wydostać się, wypełnić wszystkie misje.
Istotny jest jednak wpływ samego gracza na rozwój fabuły i możliwe zakończenia. Jeżeli jest mnóstwo, łatwo osiągalnych zmiennych (w przypadku karcianek/gier planszowych - obok losowości możliwość wielokrotnego wyboru strategii a w przypadku gier PC/konsola - kolejność rozwiązywania zadań i tym samym wpływ na późniejsza rozgrywkę) gra jest ciekawsza i powoduje chęć odkrywania. Trzeba unikać tym samym powtarzalności i nużących schematów.
Do fabuły wchodzi też tematyka gry, ja nie przepadam za wojennymi rozgrywkami w stylu Counter Strike ani zombie, dlatego nie gram. Jednak jest to indywidualne podejście.
Ważnym elementem grywalności jest też decyzyjność - im więcej decyzji, które nie spowalniają rozgrywki, mamy szansę podjąć, tym lepiej dla gry.

Logiczny schemat - łączy się z fabułą, przykładowo: jeżeli w Wiedźminie pomożemy nieludziom to logicznym jest, że ludzie będą patrzeć krzywo na poczynania Geralta. Jest to ważny element gdy mamy opowiedzieć się po jednej ze stron. Przy grach typu "budowanie" przy stworzeniu elementu koniecznego dla mieszkańców wzrasta ich poziom zadowolenia a np. podniesienie podatków czy sprzęt słabej jakości - niweluje szczęście. Brak logiki a przez to brak możliwośći przewidzenia i strategii psuje grywalność. Jeżeli też nagle wszystko przychodzi za łatwo to gra tez szybko się nudzi.

Zasady rozgrywki - FAQ warto przeczytać przed, jeśli zasady są pogmatwane albo trudne do zrozumienia więcej czasu minie od kupienia gry do jej zagrania. Mam gry gdzie instrukcję ogarnialiśmy kilka godzin aby efektem była półgodzinna gra. Również możliwość grania bez internetu (coraz rzadsza) i w towarzystwie

Ważne jest sterowanie: jeżeli bez cheatów (oszustwa i kodów) nie jesteśmy w stanie pokonać planszy lub wykonać zadania, to kolejne podejścia odsuwają się w czasie. Jest to szczególnie popularne w grach internetowych i logicznych - gdzie trzeba generować coraz więcej punktów by odblokować kolejny poziom i średnio na 30 poziomie przestaje być to opłacalne i zaczyna się nudzić.
Grywalna gra przynosi satysfakcję złożoną ze zdobywania pomniejszych osiągnięć.
Jeżeli żeby skoczyć trzeba jednocześnie użyć myszki spacji i kilkukrotnego naciśnięcia "W" to jest męczące i utrudniające sprawność poruszania postaci. Jeżeli jest tak, że przypadkowe wciśniecie powoduje nieodwracalny ruch. Albo szybko się uczymy co jest nie tak, albo robimy mnóstwo "sejwów".

Wymagania sprzętowe- jeżeli są za wysokie, a minimalna wersja psuje wrażenia, powoduje cięcie, przegrzewanie czy też wyskakujące co chwilę błędy, dyskredytuje grę i zniechęca do dłuzszego rozgrywania. Miałam tak z Cywilizacją III - gdzie nie dało się dojść dalej niż do wieku pary - błąd gry powodował jej zawieszenie i trzeba było zaczynać od nowa.

 Grywalność to chęć powtarzania i rozwijania gry, zdobywania kolejnych umiejętności.
Do gier ponadczasowych i grywalnych należą:
The Sims
Tomb Rider
Deluxe Ski Jump
Assasin Creed
Wiedźmin
Heroes (bez IV i w sumie bez V..)
Counter Strike
World of Warcraft
Minecraft

Na grywalność nie ma specjalnego wpływu:
jakość grafiki: dobrze się gra zarówno na starych pikselozach jak i na full HD. ( Tak, na moim "kompie-do-gier" mam zainstalowaną dosową gierkę) jednak wiadomo, że lepiej patrzy się na ładną i dopracowaną a nie tnącą się i z bugami. Najważniejsze, żeby się nie cięło.
moda - w dobre gry gra się latami, to nie jest sezonowość (i oby nigdy nie była..)

No to miłego grania:)

Żeby nie było,że nie wiem o czym mówię..
Pulpitowo - żeby nie było, że nie wiem o czym mówię ;)


poniedziałek, 25 maja 2015

Dlaczego dziewczyny powinny grać w gry

Dziewczyny nie grają.
Statystycznym graczem jest mężczyzna w wieku 25-35 lat zamieszkujący miasto z wykształceniem średnim lub wyższym.
Dlaczego dziewczyny nie grają?
Bo mają inne zajęcia. bo mężczyzna po pracy wraca do domu i może odpocząć. Pograć na konsoli z synem pograć samemu, a kobieta działa na domowym etacie. Tak powtarzam stereotypy.
 Bo gry to strata czasu a dziewczyna nie jest wychowana, aby czas tracić, tylko spędzać i wykorzystywać.
Bo przeciętny gracz jest traktowany stereotypowo jako hikikomori bez przyjaciół, zamknięty, niepopularny, brzydki, zły, okropny, pod butem mamusi. NIE.

Nie mam pojęcia dlaczego nie grają, bo ja gram (z pomocą czasem przy trudniejszej fabule, ale gram i czasem nawet mi za to płacą).


Ale skąd moje pytanie, dlaczego dziewczyny powinny zacząć grać w gry?
1. Żeby twórcy gier je zauważyli, że się liczymy
Nie musicie nam dawać cycatych bohaterek a jako małym dziewczynkom gier polegających na przebieraniu lalek - to się nudzi i uprzedza. U nas jednak postacie muszą mieć charakter a nie być tylko maszyną do zabijania, chociaż co kto woli.
2. Gry poprawiają refleks, uczą wielozadaniowości...
     a nie, my już wielozadaniowość mamy w małym palcu.
3. Grając spędzamy czas na pobudzaniu więcej niż jednego zmysłu: słuch, czy potwór nadchodzi, wzrok, szybkość reagowania. Tak, to się przydaje nawet przy prowadzeniu samochodu.
4. Rozwiązujemy konflikty  - jak w rzeczywistości
5. Dokonujemy wyborów  - stereotypowo, to się przydaje.
6. Nie lubimy przemocy - ok, nie trzeba od razu pykać w CS czy inne strzelanki. Co prawda moją przygodę z grami zaczynałam z Historykiem i Wolfensteinem ale po drugiej stronie miałam NFS III, Heroes (taktyka!) i Prince of Persia.
7. Jest to naprawde dobra forma rozrywki! Naprawdę!
8. Każdy znajdzie coś dla siebie, czy na PC czy na konsolę, nawet ostatnio grając w Star Wars na xbox zmęczyłam się niebotycznie i następnego dnia ledwo się ruszałam. Przetrenowanie.  I kalorie się spalają.
9. Jest to też idealna okazja do spotkania się w gronie koleżanek. Biere laptopa, dobre łącze i lan party na Heroesach/Cywilizacji. Plus ploty i dobre jedzenie.

Z doświadczenia wiem, że jak znam dziewczyny grające w gry.. to są równe laski, z którymi można i na piwko, i pogadać, i wyjść, i ładne i sympatyczne, i w ogóle. A nie jakieś zaniedbane nerdofeministki z zarostem.

Nie każe od razu grać w LOLa czy w WOWa czy tez w Skyrim. Można przecież zacząć od klasyków strategoo jak Heroes III albo od Tomb Rider. Można zacząć od mniejszych światów aby przechodzić na większe.

Albo zacząć od pokonywania barier w 2048


Marzy mi się gra, w której steruję swoim seksownym alter-ego, dla którego mogę wybrać sobie moce, stroje czy charakter. Bo dziewczyny bardziej niż siłą grają charakterem postaci. I to ten charakter bardziej wpływa na grywalność a nie tylko wybór i siła. Przydałyby się rozbudowane wątki podstępów i wykorzystywania innych (np. powiedzmy, że Wiedźmin miałby coś zrobic, to znalazłby łosia który zrobiłby to za niego:P)
 Omawiałam swego czasu moją grę w Wiedźmina z różnymi ludźmi.
Dopóki nie byłam pewna wygranej w cz.1 nie podchodziłam do zadania w przeciwieństwie do innych którzy walili mieczem w co popadnie. Dlatego 2. Wiedzmin powoduje u mnie frustracje, że od razu nie wygrywam. Chętnie bym użyła podstępu czy coś, ale w fabule nie jest to takie proste, a jak już się zdarza (o jak dobrze..) to nie zawsze jest skuteczny.
Przechodzę zawsze wątki poboczne, bawię się w intrygi. A teraz utknęłam bo muszę zabić Kejrana i mnie trafia...bo to trudne jest. Przygotowuję się jak do prawdziwej bitwy!


piątek, 30 stycznia 2015

Dlaczego miałam przerwę....

Dwa tygodnie bez nowych przemyśleń? ależ skąd!
Testowałam nowy komputer czyli między innymi grałam w gry czy odświeżałam sobie GIMPA (i sprawdzałam pewność kreski..)
Dlatego o grach tutaj będzie. Obie to strategie, wymagające myślenia "na przód" gdzie czas ma znaczenie. Obie to gry craftingowe.


Ponieważ w wakacje miałam przyjemność być testerem gry stworzonej przez 11 Bit Studios "This war of mine" oczywiście wybór padł na nią. Przed jesienną premierą nie było wskazane, żebym opisywała grywalność czy moje wrażenia na ten temat.

Zapadłam się w depresyjny, mroczny świat, gdzie każdy wybór niesie konsekwencje, gdzie odrzucenie skutkuje wyrzutami sumienia, a czasem zdarza się dobra pomoc.(brzmi znajomo? no jak w realnym świecie). Grając trzema postaciami, żadna z nich nie ma super mocy, jedna jest silniejsza, inna umie walczyć jeszcze inna gotować.
I nagle najważniejsze jest jedzenie (utrzymywałam postacie w stanie permanentnego głodu) a potem okazuje się, że zamarzają i najważniejszy jest opał, łóżko, zabicie dziur, mini-ogródek. Mnóstwo wariantów i możliwości.
Są też postacie trzecie: handlarze, sąsiedzi, przypadkowi ludzie w ruinach, żołnierze. Niektóre miejsca są zablokowane przez śnieg, przez walki.
Najdłużej przeżyłam 31 dni. Sukces!
W przypadku tej gry dobra materialne są nieodnawialne w większości (żeby uzyskać deszczówkę trzeba wodę przefiltrować a np. w przypadku śniegu zagotować). Ważne, żeby w jakiś sposób uzyskać źródło dóbr odnawialnych, jak pułapki albo własnie takie filtry wody.
Postacie mają biografie, przemyślenia, w tle brzmią dźwięki wojny.
Gra depresyjna straszliwie.
Ciekawostką jest grafika w formie szkiców i animacji 2D i niewielka tylko liczba kolorów co pogłębia wrażenie bezmiaru smutku.
Rozrywką dla postaci jest albo muzyka w radio, albo książka wygrzebana spod gruzów, która czasem musi stać się opałem.



Druga gra to Rim World, tutaj również zaczyna się grać trzema postaciami.
Grafika również jest prosta, ale bliżej jej do pikselozy z Minecrafta (też podobna jest stylem) niż do 2D z TWoM
Lądujemy trzema kolonistami na planecie, możemy sobie wybrać i miejsce lądowania (służy ono całej rozgrywce) jak i cechy kolonistów. Ważne jest, żeby każdy umiał, albo miał smykałkę do czego innego (chociaż np. mam zapaleńca w Craftingu  a mimo to jest leniem i trzeba go zmusić do pracy)
Na razie dopiero poznaję rozgrywki, gram w trybie najbardziej pokojowym.
Hoduje się tam rośliny, zabija dzikie zwierzęta, handluje z innymi koloniami a także z tubylcami.
Można też łapać więźniów i ich albo rekrutować, albo zabijać, albo sprzedawać łowcom niewolników.
Zabawy wiele, trybów również, co jest istotne w przypadku gdy chcesz mieć spokojną rozwijającą się kolonię która nie zginie bo wylądował w okolicy statek z kosmicznym robalem wysyłającym fale które powodują spadek nastroju mieszkańców.
Albo ze zjedzą kolonistów oszalałe zwierzęta.
Albo nagle napadnie kolonię zgraja bandytów.
Gra wciąga, zwłaszcza ze jest w czasie rzeczywistym (i posiada pory roku).
Bardzo lubię grać "testowo" czyli nie czytać wcześniej żadnych instrukcji, powoduje to, że sama się uczę (kosztem kolonistów), jednak w przypadku Wiedźmina musiałam trochę potrenować.
Ta gra się nadal rozwija, powstają nowe wersje (najnowsza zapowiadana jest na kwiecień 2015) i jest fundowana przez Kickstarter.
Polecam
Tak, jest trudna.

Obie gry nie należą do najłatwiejszych, ale są bardzo satysfakcjonujące i bardzo ale to bardzo ciekawe. Polecam JA.


Źródła do stron oficjalnych:
Rim World
This war of mine


Ps.A i tak nadal szukam pracy co jest równie trudnym zajęciem w naszym kraju.

wtorek, 28 października 2014

Jak odzwyczajam się od siedzenia w sieci....

Mogę spokojnie przyznać, że od liceum (a więc od bardzo dawna) jestem nałogowym surferem internetowym, natomiast graczem od podstawówki kiedy to wyszła gra Indiana Jones i skarb Atlantydy.
Wiosną, z bólem pożegnałam mój komputer który po 3,5 roku służby (bardzo intensywnej) z hukiem padł na zapalenie płyty głównej.
Szczęściem w nieszczęściu pozostało sępienie komputera mojego brata a także telefon komórkowy (który już lekko fiksuje od nadmiaru zadań- co za smarfton) a także fakt, że komputer ten będzie wolny przez dużą część wakacji. Możliwością również było wypożyczenie (do pisania postów np.) komputera z pracy.
Poznałam błogosławieństwo logowania się na Chrome (i przerażenie, ile rzeczy zostaje w chmurze!) poznałam też grozę tego, że jeżeli się nie wyloguje ze służbowego to co może się stać?! (karniaków nie było). Pogoda piękna, dużo festiwali (Off Opener Orange i Free Form,a  także ostatnio American Film Festival) nie zachęcało do siedzenia przed komputerem i grania.
Stopniowo, przez brak minecrafta, zainstalowanie 2048 na telesonym, brak Wiedźmina, CIV, Heroesów III i IV , przestawałam myśleć o tym, żeby po powrocie zagrać w grę. Kiedyś nawet sny miałam w klimacie Minecraft, psychoza.

Pierwsze było odzwyczajenie się od gier.Co prawda nadal łapy świerzbią a jak się zapomnę ustawiam sobie lewe palce na WASD lewy kciuk na spacji i mały palec na prawym Shift. (lub łapka na myszy)
Niestety gry typu point&click dostępne online nie rozwiązują mojej potrzeby epickości walk i bitwy.
Grałam u brata w Heroes VI i jeszcze dzięki promocji na The Sims II pobudowałam trochę zwariowanych domków za drogich na każdego sima.

Kiedy rozpoczął się wrzesień naturalny dostęp do kompa został tym bardziej ograniczony. We wrześniu zaczęłam ćwiczyć dużo więcej (przynajmniej godzinę dziennie) na gitarze. Telefon nie daje rady w rozmowach pisanych(oprócz SMSów), ciężej jest wyrazić natłok myśli zwłaszcza przy lekkim niedbalstwie w pilnowaniu T9 który tworzy takie głupoty że ręce opadają a klawiatura się zawiesza. 
Poza tym telefony niestety nigdy nie służą dobrze takim multitaskingowcom jak ja. (co ogląda,  słucha muzyki pisze bloga na raz)
I brak możliwości wyszukiwania nowej muzyki bolał najbardziej - jednak od czego są i były festiwale muzyczne?

Motywy odstawienia: 
1. snucie się po domu 
2 leżenie na kanapie
3 większa potrzebna ilość snu niż zwykle
4. przez pierwszy okres większa nerwowość..
Pozytywne rzeczy: 
1. większy porządek
2. większa kreatywność (mówią że internet inspiruje...otóż nie..)
3. więcej spotkań z ludźmi
4. więcej wolnego czasu
5. mniejsze zmęczenie

Teraz jestem na etapie, że nie chce mi się pisać, grzebać po sieci, wchodzę w poszukiwaniu muzyki i przepisów. Sieć traktuje jako środek do spotkania się w rzeczywistości.
Tym trudniejsze dla mnie  jest przeglądanie stron w poszukiwaniu nowej pracy, gdzie nie dość, że tematycznie dołuje, to jeszcze jest to diabelnie żmudna robota. A można przecież iść coś upiec, poczytać książkę czy powygłupiać się na spacerze.
Po takim lekkim detoksie planuje zakup nowego komputera...w nieokreślonej przyszłości.
Nigdy nie myślałam, że jednak się zacznę odzwyczajać.
Ale zwyczajnie. jak telewizja internet staje się wtórny. Rzeczy niepowtarzalne dzieją się offline.
Co prawda nadal trzymam się Instagramu, ale właśnie po to, żeby tworzyć impresje dnia codziennego. Jak zamrożone dzisiaj fraktalne wzory na szybie...

.


wtorek, 31 grudnia 2013

MINECRAFT


Podobno w światku graczy jest taka teoria...albo się nie grało nigdy w Minecraft albo jest się uzależnionym.
Obiecałam sobie, nie grać już więcej..
przestać zwiedzać przestrzenie i układać klocki, zając sie rzeczywistą hodowlą i rzeczywistym zabijaniem potworów.
Tymczasem nadal gram i gram już prawie dwa lata. W wersję DEMO (czyli nie aktualizuje się od lipca) ale wcale mi to nie przeszkadza.
Uwielbiam Minecraft
Co prawda znam bardzo niewiele osób w przybliżonym wieku które grają w M. właściwie jedną (serdecznie pozdrawiam!) ale mam o czym gadać z ośmioletnim rodzeństwem moich kolegów/koleżanek.
Bo w tą grę, mimo że głownie polega na budowaniu i hodowli i przemieszczaniu się z miejsca na miejsce grają zarówno chłopaki jak i dziewczyny. Zarówno starsi jak i młodsi.
Gram właściwie od półtora roku zbudowałam mnóstwo domów, pozabijałam mnóstwo zombie(odliczając dwa razy wyzerowanie statystyk). Grałam w Adventure Escape (bez oszustw) Survival Hardcore.
Eksplorowałam jaskinie, kopalnie, lochy podziemia.
Budowałam mury ochraniające wieśniaków, hodowałam kury krowy świnki owce.
Handlowałam i uprawiałam ziemię.
Znajdowałam co jakiś czas tajemnicze świątynie w dżungli, piramidy na pustyni i nawet na bagnach, kilka razy umarłam na malutkiej wysepce bez jedzenia.
Grałam przez sieć z bratem.
Sama wymyślałam nazwy, pułapki dla potworów.
Teraz pracuję nad linią kolejową ze stacjami po drodze...zobaczymy jak wyjdzie
takie małe printscreeny:

Świątynia w buszu 
Domek - wersja podstawowa kiedy człowiek dopiero się wciąga...

a pod ziemią źródło wszystkiego dobra, czyli najlepiej odwiedzać i zbierać wagoniki, powierzchnia nie jest taka ciekawa

Minecraftowa wioska otoczona murem na poziomie Hardcore

Grywalność to chyba 98%  w przypadku wersji niepełnej. a co dopiero teraz, kiedy tyle udogodnień? Uroki Sandboxów, które są moimi ulubionymi grami. (Wiedzmin i Assasin Creed)
Społeczność jest zgrana, sama zaczęłam swoją przygodę z Minecraft od ogladania Vlogów jak grała sobie taka dwójka ludzi na Sferycznej kuli zawieszonej w przestrzeni. Tak mnie to wciągnęło że sama zaczęłam. Pomocna w początkach jest Minewiki - polska wersja jest już bardzo rozbudowana.

Chciałabym sie pochwalić epickim zamkiem, ale własnie w jednej grze sie zgubiłam a buduję tam zamek na skałach.

Czym jednak byłaby gra bez złych?
Do wyboru mamy:
1. Bezszelestnie skradające się creepery - wypuszczają proch
2. Jęczące zombie oraz wieśniacy zombie - wypuszczają naprawdę różne rzeczy i zgniłe mięso (najczęściej) - czasem narzędzia, uzbrojenie czy też marchewki ziemniaki lub zgniłe ziemniaki.
3. Stukoczące kostki -szkielety - wypuszczają kości, strzały i łuki
4. Pająki - są też jadowite pająki w podziemiach - wypuszczają oko pająka oraz nić
5. Endermany - inteligentne bestie które są silne ale też wypuszczają kule endermana którą można rzucić i się przenieść w przestrzeni.
Można oczywiście grać na trybie Peaceful (Pokojowym) jednak staje się to nudne po pewnym czasie. Nawet w trybie kreatywnym.

Polecam grę!
Tylko wciąga jak czarna dziura...

niedziela, 24 listopada 2013

Planszówkowy zawrót głowy!!



 Jestem graczem, nie powiem że nałogowym, ale lubię rozpracowywać systemy zwycięstwa.
Gram w wiele różnego rodzaju gier.. od pokera (co mi za dobrze nie idzie bo nie traktuję tego poważnie) po gry karciane i planszowe.
Co myśmy robili jak nie grało się w planszówki!?
Oczywiście jak byłam mała dostawałam planszówki, były to chińczyki i inne drabiny i węże.
Na pewno był to Eurobiznes a też, na fali fascynacji Robin Hoodem, zażyczyłam sobie RPG (teraz już wiem że to erpeg był) na urodziny, jednak po kilku grach dla 10 latki okazało się to za trudne... i nie miałąm z kim grać.(zasady dość skomplikowane).
potem przerwałam na dłuższy okres granie w gry, nie licząc masterwindów i scrabble które z Babcią zarzynałyśmy i mimo że strasznie się starałam Babcia zawsze wygrywała. ZAWSZE. Słowa były takie, że słownik języka polskiego był nieodzownym fragmentem gry.

Obecnie na swojej półce mam:
7 cudów (Seven Wonders) - grę dostaną na urodziny od mojej Paczki głownie dlatego, że może w nią grać 7 osób. Nie jest zbyt często używana, ponieważ zasady są dość skomplikowane i wielowątkowo można wygrać. Powoduje to trudności w tłumaczeniu gry. W tym momencie nie ma też zbytnio okazji, aby zebrać tyle osób.
Grywalność jest świetna, cała rozgrywka trwa pół godziny, jednak gdy zagraliśmy po raz pierwszy, przez 2 godziny łapaliśmy zasady a kolejne 2 to była gra. Jednym z najlepszych elementów Siedmiu Cudów jest to, że do końca gry, czyli do podliczania punktów nie wiadomo kto wygrał. Trzeba mieć specjalny notatnik, w którym zapisuje się wyniki i efekty gry. Wszystko dzieje się na raz, więc trzeba obserwować swoich sąsiadów.
Gra dwuosobowa jednak nie ma większego sensu.
Siedem Cudów w Wiki
Oficjalna Strona

Osadnicy z Catana (Settlers of Catan) - genialna gra planszówkowa, grałam kiedyś na niemieckim serwerze w wersję Online ale niestety, zbytnia popularność serwera i długi czas, kiedy nie grałam zablokowała mi konto.
Składa się z plansz surowców i jest grą typowo losową gdzie od powodzenia zależy nie tyle odpowiednie rozłożenie miast na planszy, co późniejsze rzuty kostką. Trzeba skompilować i przewidzieć możliwe ruchy.
Jednak po dłuższym okresie gra się nudzi niestety (jak praktycznie każda) ale są różne wersje i dodatki.
Gra jest przeznaczona dla 4 osób (gdzie na planszy robi się ciasno) optymalnie można grac w 2 (luźna plansza) do 10 punktów. Rozgrywka jest około godzinna zasady proste do wyjaśnienia także polecam dla ludzi rozpoczynających przygodę z planszówkami.
Trzeba tylko zwracać uwagę na dodatki: są dwie wersje gry, z plastikowymi elementami(taką mam) oraz z drewnianymi. Jest równie dobrze grywalna w sieci w przeciwieństwie do Siedmiu Cudów.
Oficjalna Strona Gry

takie tam z instagramu Catan w tle (obiadek pyszny)

Kolejną planszową, niekarcianą grą jest Carcassonne z tej samej firmy co wyprodukował Catan.
Również historia poznawania tej gry jest podobna, jak w przypadku poprzedniej. Grałam online.
Mam wersje podstawową, z jednym rozszerzeniem (Karczmy i Katedry). Za to możliwe jest kupienie w Polsce gry z wieloma dodatkami !
Gra jest prosta w tłumaczeniu i polega na tworzeniu planszy i anektowania kolejnych miast dróg i pól. (Jako Rycerz, Zbójca i Rolnik). Proste zasady, nieliniowość powodują, ze może w to grać (z dodatkami) w maksymalnie sześć osób  jak i że trafiają do ludzi w rożnym wieku.
Jest to szybka gra, podlicza się każdorazowo punkty za zajęcie danego miasta czy drogi lub też pól wokół klasztorów.
Dodatki są również proste (chociaż nie zawsze to wygląda funkcjonalnie) i można grać w kilka naraz jednak jest to ciężkie do ogarnięcia, jest ich kilkanaście jednak nie będę opisywać po kolei.
Carcassonne w Wiki
Carcassone Central

Co do ogarnięcia, posiadam jeszcze (na ostatnie urodziny) grę Ogarnij się czyli najszybszą karciankę świata (dość wkurzająca przez to). Trzeba jak najszybciej pozbyć się kart. Tyle;)

Jeszcze dostałam jedną, ale jej nie rozgryzłam, bo ma słabo opisane zasady i jestem w trakcie.